Energię pobierała z ciał, z czarodziejów i mugoli pochłoniętych we śnie. Żywych, ale umierających. Godne zapamiętania. Może Czarny Pan miał podobne patenty na swoją wszechmocność? Emanował taką siłą, że nie musiałem schodzić do piwnicy by czuć jego potęgę.
Nieistotne. Teraz ważyły się losy naszego życia, więc jeśli chciałem kiedykolwiek komukolwiek dorównać, to trzeba było uciekać. I szło nam całkiem dobrze, póki Avelina nie miała okazji nadepnąć na niepowołaną deskę. Zamarłem na dobrą chwilę i drgnąłem przerażony, kiedy za moimi plecami odezwał się inny głos, inny wrzask. Nie spodziewałem się tego, bo wcześniej nie zwróciłem uwagi na tego ducha, zbyt urzeczony - bądź przerażóny - postacią Pani Fawley.
Szybka analiza mówiła mi, że duch odwracał od nas uwagę, a może to był tylko czysty przypadek? Odruchowo skinąłem mu głową w podziękowaniu, jeśli miał okazję spojrzeć w naszą stronę, po czym dotknąłem Avelinę po tyłku, pchając delikatnie do przodu. Mieliśmy chwilowo fart, zielone światło. Trzeba było korzystać nim wiedźma nas zauważy i postanowi znowu położyć spać.
- Jeszcze nas nie usłyszała. Idź śmiało - szepnąłem cicho, pochylając się w jej kierunku. Samemu poszedłem tuż za nią. Zamierzałem kontrolować sytuację, w dalszym ciągu trzymając swoją różdżkę w dłoni.
Rzuty na dalsze wchodzenie po schodach. Wciąż nie zamierzam zostawiać samej Aveliny, jeśli mi się uda, a jej nie :x
Sukces!
Sukces!