• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[24 Grudnia 1970, późny wieczór] Christmas Winter Wonderland | Trix & Anthony

[24 Grudnia 1970, późny wieczór] Christmas Winter Wonderland | Trix & Anthony
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#1
03.09.2023, 21:31  ✶  
Anthony zawsze dotrzymywał słowa, niezależnie, jak musiał zmienić plany. Z właścicielką kruczoczarnych loków mógł się umówić w każdy normalny dzień, ale wymyślił sobie dzień obchodów Yule. Wiedział, że kolacje są zwykle w okolicach osiemnastej, a potem zaczynają się odwiedziny po dalszych lub bliższych częściach rodziny, więc oznajmił jej, że będzie po nią o dziesiątej i żeby coś wymyśliła. Nie chciał mieć na głowie jej rodziców, a zdawał sobie sprawę, że nie puszczą ich samych oficjalnie, znali go zbyt krótko. I nie było sensu ich winić, było to rozsądne. Wielka Brytania pokryta była delikatną warstwą białego puchu, co sprawiło radość wszystkim jej mieszkańcom. Wszędzie było kolorowo i świąteczne, dobiegały z otwartych okien piosenki Świąteczne oraz zapach wszelkiej maści potraw tradycyjnych, głównie pieczonego indyka w asystencie żurawiny. Zaparkował motor w miejscu nieopodal jej domostwa, aby nie był widoczny z okien. Silnik zgasł łagodnie, chociaż z nutą niezadowolenia, Anthony zsunął się z siedziska i sięgnął do kieszeni, wyjmując papierosy. Zaciągnął się głęboko po odpaleniu, opierając się wygodnie o swoje maleństwo. Stanley gdzieś wybył, dziadek pił z resztą rodziny, a on oznajmił, że obiecał spotkanie kumplom. Po co mówił, że Lou i Atreus nie byli wcale zamieszani w jego plany? Zerknął na torby przy motorze i uśmiechnął się pod nosem. Miał dobry humor, był najedzony i było mu ciepło, magiczny motor pokryty był odpowiednimi zaklęciami ogrzewającymi, przez co jazda na nim była komfortowa i przyjemna, niezależnie od pory roku. Ubrany był mniej oficjalne — skórzana kurtka z bluzą pod nią, a także wchodzące do mody spodnie z jeansu, czarne i dopasowane. Buty miał ciężkie, przystosowane do jazdy. Zresztą, Belli kazał też się cieplej ubrać, żeby mu tu nie wyskoczyła czasem w sukience i szpilkach, bo chociaż wyglądałaby zniewalająco, byłoby to niezbyt komfortowe. Strzepnął żar, znów się zaciągnął. Ulice pustoszały, robiło się jakby ciszej. Miał wrażenie, że Londyn niewiele razy w roku był cichy, było to jednocześnie niepokojące, ale i komfortowe. Lubił wtedy snuć się po ulicach lub latać nad nim, korzystając z zaklęcia maskującego, aby durne szlamy go nie widziały. Zdarzało mu się ot, tak, dla rozrywki przejeżdżać przez niemagiczne części Angielskiej stolicy. Usłyszał kroki i odwrócił spojrzenie w kierunku, z którego dobiegały. Jego twarz rozjaśnił uśmiech, odrobinę łobuzerski i nonszalancki. Odsunął się od motoru, wyjmując papierosa z ust i gdy znalazła się w zasięgu dłoni, ujął jej dłoń i ucałował jej wierzch na przywitanie, lustrując drobną twarz wzrokiem. Oczy miała ciemne i błyszczące, wyglądała doskonale, chociaż zupełnie inaczej, niż w wieczorowej sukience.
- Ciesze się, że udało Ci się wymknąć. - zaczął ze szczerą nutą zadowolenia w głosie, nie przenosząc wzroku z niższej od niego dziewczyny. Cofnął się jednak pół kroku, pokazując gestem na papierosa, którego musiał przecież dopalić, zanim ruszą. - Yule się udało? Rodzice pewnie uznali, że byłaś grzeczna w tym roku i spełnili wszystkie Twoje zachcianki? - zapytał zaczepnie, puszczając jej oczko i nawet pozwalając sobie na subtelne zwilżenie warg, chociaż zaraz wsunął w nie papierosa. Zostało mniej niż połowa. Obydwoje ze Staśkiem palili, jeden prześcigał drugiego w szybkości spalanych używek. Anthony wolną dłonią sięgnął do kieszeni kurtki, aby sprawdzić, czy miał tam rękawiczki.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#2
03.09.2023, 23:15  ✶  

Dotrzymał słowa. Zapowiedział, że pojawi się po nią w Yule. Była niesamowicie podekscytowana. Zastanawiała się, w jaki sposób zaskoczy ją tym razem. Nie mogła doczekać się tego, aż go zobaczy. Zastanawiała się, czy właściwie wypadało, żeby tak się ciszyła z tego spotkania. Może to był moment, w którym powinna przestać zastanawiać się nad tym, co wypada, a co nie. Wreszcie dać ponieść się chwili? Niedługo pewnie zobaczy, czy pozwoli sobie na chwilę zapomnienia.

Tegoroczne Yule dłużyło jej się niemiłosiernie. Czas mijał wyjątkowo powoli, ale zazwyczaj tak jest, gdy się na coś bardzo czeka. Starała się zachowywać jak zawsze, trudno jednak było nie zauważyć, że coś wisi w powietrzu. Zjadła wszystkie potrawy, które musiała skosztować, złożyła świąteczne życzenia, komu wypadało, zabawiała swoją osobą całą rodzinę. Wreszcie udało jej się wymknąć do domu. Wspominała rodzicom, że ma do załatwienia pewną naglącą sprawę. Ufali jej na tyle, że wierzyli w to, że jest rozsądna i raczej nie będzie robić nic głupiego. Młodej damie nie wypadało się szlajać o tej porze, jednak nigdy nie dała im powodu do tego, żeby zwątpili w jej zamiary.

Trixie miała na uwadze to, że Tony wspominał, żeby ubrała się ciepło. Nie miała pojęcia, co planuje, jednak zamierzała się dostosować do jego wymagań. Nie chciała też zmarznąć. Ubrała się więc w grube, wełniane spodnie w kolorze butelkowej zieleni, o tej porze mogły wydawać się czarne. Nałożyła również brązowy golf, który zawsze skutecznie chronił ją przed zimnem. Swoje czarne włosy zaplotła w dwa warkocze, żeby nad nimi zapanować, łatwiej też było w ten sposób schować je pod czapką - czerwoną, wyglądała w niej trochę jak krasnal. Nie było to jednak ważne - miało jej być ciepło. Kiedy założyła granatowy płaszcz naciągnęła na swoje dłonie długie, skórzane rękawiczki, postawiła również na ciężkie trzewiki, skórzane. Ważne było, żeby w stopy również było jej ciepło. Mogła już opuścić rodzinny dom. Zrobiła to punktualnie o godzinie dwudziestej drugiej.

Śnieg skrzypiał pod jej nogami, kiedy szła przed siebie. Rozglądała się uważnie w poszukiwaniu swojego towarzysza. Nie trwało to długo, bardzo szybko zauważyła jego sylwetkę. Nie dało się go pomylić z kimś innym. Prezentował się idealnie, chociaż zupełnie inaczej niż podczas balu. Zbliżyła się do mężczyzny szybkim krokiem. Ten motor o który się opierał nieco ją zaniepokoił jednak o tym nie wspomniała. - Obiecałam, nie mogło więc być inaczej. - Uśmiechała się do niego zupełnie szczerze. Zarumieniła się, gdy ujął jej dłoń. Był w tym wszystkim taki taktowny, mimo to czuła, że jest w nim coś niesfornego.

- Można tak powiedzieć. - Święto, jak każde inne. Tyle, że jego zakończenie miało być czymś nowym. - Trochę mi się dłużyło, czekałam na tą dwudziestą drugą. - Nie zamierzała tego przed nim ukrywać. Powinien wiedzieć, że zależało jej na tym spotkaniu. - Zawsze jestem grzeczna, dzięki temu mogę więcej, a jak Twoje święta? Zadowolony ze spotkania z rodziną? - Czy była tego ciekawa? Właściwie nie do końca, ale przyzwoitość powodowała, że wypadało zapytać.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#3
04.09.2023, 23:24  ✶  
Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że Anthony nie wracał do niej myślami, że przed oczami nie jawiła mu się jej sylwetka w dopasowanej sukience w kolorze dobrego wina. I te loki, których czerń dodatkowo podkreślała równie ciemna oprawa oczu i tęczówki. Miała coś w sobie. Dotychczas jedyną dziewczyną, którą interesował się młody Borgin na poważnie, była Brenna Longbottom, która go nie chciała — ah te złamane serce. A tutaj niespodziewanie pojawił się na horyzoncie ktoś, kto mógł wypełnić jego myśli w być może podobny sposób, co była Gryfonka. Żeby się jednak o tym przekonać, musiał spędzić z nią więcej czasu, najlepiej bez otoczki dobrych manier i wścibskich oczu, gdzie musieli dostosować się do prowadzonej od lat, towarzyskiej sztuki.
Młodej damie istotnie, nie wypadało włóczyć się nocą po Londynie, zwłaszcza w towarzystwie niedawno poznanych, wątpliwych gentlemanów, którzy nieco rozbierali ją wzrokiem. Był przynajmniej uczciwy, nie ukrywał tego, jak duże wrażenie na nim zrobiła, zarówno tym drobnym fragmentem odsłoniętej osobowości, jak i aparycją. Chyba najbardziej mu się podobało, jaka była drobna, a jak silnie się prezentowało. Kontrastowało to ze sobą naprawdę przyjemnie.
Wyglądała uroczo, zwłaszcza te podskakujące warkocze. Po tym, jak ucałował jej dłoń na przywitanie, obdarzając ją pociągłym spojrzeniem, pozwolił sobie ująć w palce jeden z warkoczy — miękki i ciasno splątany, aby żadne pasmo przypadkiem nie uciekło. Z trudem powstrzymał się, aby za niego nie pociągnąć i nie przyciągnąć jej zaczepnie do siebie, ale na to był jeszcze czas, noc była młoda.
- Nie mogłem się doczekać, aż Cię zobaczę. - powiedział całkiem szczerze, prostując się i zostawiając jej włosy, aby zaraz się do niej uśmiechnąć łobuzersko i pociągnąć kolejną porcję nikotyny z tlącej się leniwie fajki. Z niedowierzaniem przekręcił głowę, unosząc na chwilę brew. Wcale nie wyglądała mu na grzeczną, ale pewnie nie była tego jeszcze świadoma, wszak była młoda i z dobrego domu, o żelaznych zasadach, które zresztą Tony zamierzał łamać.
- Mam Cię odwieźć o północny, czy możesz wrócić później? Nie chciałbym, aby Twoi rodzicie się niepotrzebnie martwili, Bellatrix. - zaczął, rzucając na ziemię peta, którego zdeptał. - Moja gwiazdka dopiero zaczyna. A poza tym, to standardowo — było miło, rodzinnie, Stanley miał ciekawą dyskusję z dziadkiem. Najważniejsze, że moje rodzeństwo było zadowolone z prezentów, coraz trudniej dogodzić ludziom.
Byłoby idealnie, gdyby nie było przy stole ojca, ale o tym nie mógł powiedzieć tak wprost. Dopóki ten tkwił, wszystko było sztywne. Potem trochę popili, ojcem zajął się wuj w innym saloniki i było całkiem normalnie. Jego siostra, oczko w głowie i prawdziwa księżniczka w rodzinie Borgin, swoim uśmiechem wszystkim poprawiała humor. Anthony wsunął rękawiczki i podszedł do motoru, wyjmując z magicznej torby swój kask, który potem nałożył jej na głowę, zapinając pod brodą. - Nie będzie Ci tak zimno podczas samej jazdy, jest dobrze ogrzewana, ale na miejscu, może być chłodniej. Jeździłaś kiedyś motorem?
Złapał ją za dłoń i pociągnął za sobą, siadając pierwszemu, a gdy to zrobił, zasugerował, aby usiadła za nim. Siedzisko było wygodne, motor bez problemu mieścił dwie osoby. - Jak mnie obejmiesz, Twoje ciało będzie współpracowało z moimi ruchami i będzie całkiem przyjemnie, zobaczysz. Trochę pojeździmy, trochę polatamy.
Poinstruował krótko, a gdy wszystko było gotowe, odwrócił jeszcze głowę przez ramię i puścił jej oczko. Silnik zawył, a Borgin zwinnie odepchnął się od ziemi, wprawiając maszynę w ruch. Musieli przemknąć uliczkami Londynu, aby przed zatłoczoną autostradą wzbić się w powietrze i ruszyć w stronę wybrzeża.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#4
06.09.2023, 12:03  ✶  

To spotkanie różniło się od tego poprzedniego. Trixie nie wyglądała, aż tak fenomenalnie jak tego wieczoru, kiedy się poznali. Nie przygotowywała się do niego, aż tak skrupulatnie. Wydawało jej się jednak iż nie potrzebuje eleganckiej sukni, aby wyglądać dobrze. Może była nieco próżna, jednak uważała, że zawsze zachwyca. Nie mogło być inaczej. Cieszyło ją nawet to, że będzie mniej oficjalne, nikt nie będzie ich obserwował i będą mogli powrócić do tego, co działo się na balkonie, tyle, że bez obaw, że ktoś może do nich zajrzeć.

Rodzice nie mieli obaw, że będzie robić coś nieprzyzwoitego, także bez żadnego problemu wypuścili ją z domu wieczorową porą. Potrafiła ich sobie owinąć wokół palca od zawsze. Przynajmniej się starała działać tak, żeby za każdym razem zgadzali się na to, o co ich poprosi. Nie potrafili jej odmówić, tylko dzięki temu, że kiedy oni o coś ją prosili to robiła podobnie.

Gdy się do niego zbliżyła dotknął jej warkocza. Przyglądała mu się wtedy uważnie, zastanawiając się, co właściwie chciał osiągnąć. Trixie lubiła analizować, wydawało jej się, że każdy gest ma znaczenie, zapewne później się okaże, co z tego wyniknie. Czekała, aż skończy palić, nie komentowała tego, chociaż sama raczej nie przepadała za nikotyną. Zdarzyło jej się zapalić papierosa, aby sprawdzić, jak właściwie to smakuje. Nie widziała w tym jednak żadnego sensu, ale co kto lubi. Każdy miał jakieś uzależnienia.

Kiedy wspomniał o tym, że nie mógł doczekać się, kiedy ją zobaczy ucieszyła się ogromnie. Starała się nie dać tego po sobie poznać, jednak widać było radość w jej oczach. Nie wiedzieć czemu, aż tak jej na tym zależało, przecież to było dopiero ich drugie spotkanie. - To dobrze, bo ja też. - Chciała, żeby wiedział, iż dla niej to też było ważne. Czuła, że Tony może ją zaskoczyć i bardzo jej się to podobało. Brakowało jej trochę koloru w życiu, a wyglądał na takiego, który może zapewnić jej rozrywki.

- Mogę wrócić później. - Powiedziała spokojnie nie odrywając wzroku od jego twarzy. Nie spieszyła się nigdzie, a i chciała spędzić z nim trochę więcej czasu z dala od niepotrzebnych gapiów. Nikt nie będzie wiedział o tym spotkaniu, więc mogła sobie pozwolić na więcej. Dać się ponieść. - Nie ma to jak dyskusje z dziadkami, zawsze są bardzo fascynujące. - Sama nazwałaby to raczej monologiem ze strony seniorów rodu, wolała nie wdawać się w niepotrzebne dyskusje i potakiwać. Tak było prościej, miała świadomość, że starsze pokolenia i tak nie zrozumieją młodych. Nie widziała więc sensu, aby wdawać się w polemikę.

- Trudno jest dogodzić, kiedy ci ludzie mają wszystko. - Tacy jak oni nie mogli narzekać na brak pieniędzy. Byli od dziecka rozpieszczani, nie łatwo było więc trafić z prezentem. Ją samą przestawały już cieszyć dobra materialne, bo miała ich tak wiele.

Kiedy Anthony ruszył w stronę motoru obserwowała go uważnie. Czyli faktycznie zamierzał zabrać ją na przejażdżkę tym czymś. Odetchnęła głęboko, bo trochę ją to przeraziło. Nie zamierzała jednak o tym wspomnieć. Na szczęście podszedł do niej z kaskiem, nie powinno więc się jej nic stać. Pozwoliła mu go sobie założyć na głowę. Jeszcze chwila i ruszą. Zastanawiała się, jak to będzie wyglądało. - Nie jeździłam. - Powiedziała, chociaż trochę było jej głupio się do tego przyznawać.

Nie martwił jej chłód, nie należała do osób, którym szybko robiło się chłodno. Miała jedynie nadzieję, że odwiezie ją tu całą i zdrową. Chwilę później już siedziała za nim na motocyklu. Nie miała tutaj nic do gadania i nawet się jej podobało to, że był taki zdecydowany. - Sprytne. Będziemy się już więc przytulać. - Odpowiedziała słysząc jego instrukcję. Zrobiła to, co powiedział. Złapała go w pasie dosyć mocno, żeby przypadkiem nie zsunąć się w trakcie jazdy. Kiedy pojazd ruszył uścisk Trxie mógł wydawać się silniejszy, gdyż trochę się przestraszyła, zamknęła oczy i pozwoliła mu prowadzić.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#5
10.09.2023, 01:11  ✶  
Wyglądała inaczej, owszem, ale nie źle. Bardziej swobodnie i uroczo, dużo młodziej, co jednak Anthonyemu zupełnie nie przeszkadzało, bo była śliczna. I te warkoczyki, które zdecydowanie działały na wyobraźnię Borgina. Bella była zupełnie inna od Brenny — równie dzika i odważna, ale błyszczała w zupełnie inny sposób. Była bardziej świadoma tego, jakie wzbudza zainteresowanie i miał wrażenie, że umie to wykorzystać. Zawsze lubił silne i niezależne kobiety, chyba dlatego, że sam taki był, cenił sobie wyzwania. Perspektywa spędzenia z nią czasu bez świadków i całej sztywnej etykiety dawała mu duże pole do popisu. Był jednak bezpośrednim mężczyzna, który starał się żyć po swojemu, dopóki miał możliwość i na to też postawił, przyjeżdżając po nią w Wigilię motorem, co nie było zbyt popularne. Lubił nim jednak jeździć, więc uznał, że sprawdzi, czy ona też to polubi. Maszyna ta dawała poczuć wolność, była znacznie wygodniejsza, niż miotła.
Przyglądał się jej z zainteresowaniem, bezwstydnie lustrując jej twarz wzrokiem i bawiąc się ciemnymi, zaplecionymi włosami. Był przyzwyczajony, że robił, co chciał i jak chciał, chociaż zdawał sobie sprawę, że Pannie Black nie zawsze może się to spodobać. Z nim już jednak tak było, że bierze się wszystko, albo nic. Niechętnie puścił warkocz, wypalił papierosa, a jego oczy ciągle wędrowały po jej twarzy, jakby do końca nie mógł uwierzyć, że była w stanie tak pięknie nakłamać rodzicom, aby ją puścili w Świąteczną Noc gdzieś w nieznane.
- Wyglądasz jeszcze śliczniej, jak jesteś zarumieniona. Mam nadzieję, że nie często się to zdarza, bo wolałbym ten widok zachować dla siebie. - oznajmił jej z delikatnym wzruszeniem ramion, nieco egoistycznie i dumnie, ale taka była prawda. Już kiedyś jej powiedział, że cenił sobie piękno. Zrobiło mu się też przyjemniej, że zainteresowanie nie było jednostronne i zaintrygował ją podczas tego balu na tyle, że został jej w głowie. Był to pierwszy i najważniejszy z kroków, sprawić, aby dziewczyna o Tobie myślała. - Doskonale, będę Cię miał na dłużej. Kto wie, może to dobra noc na początek? Lub też smutny koniec krótkiej opowieści. Słyszałem, że w Yule dzieją się cuda. Myślisz, że nas też spotka?
Zapytał z odrobiną filozofii i zaczepnego gdybania w głosie, chociaż wcale nie wierzył w takie powiedzonka i wróżbiarstwo. Przeznaczenie lubiło się wpierdalać, ale stanowczych i zdecydowanych ludzi unikało. Anthony lubił mieć kontrolę, lubił, gdy sprawy szły tak, jak sobie to wymyślił, niezależnie, co reszta świata o tym myślała.
Zgodziłby się z nią o monologach seniorów, więc jedynie przytaknął, a potem odszukał swój kask, aby ją odpowiednio zabezpieczyć przed drogą. Mimo wszystko był gentlemanem, a ona była pod jego opieką.
- A Ty? Masz wszystko, Trixie?
Zapytał zaciekawiony, nawiązując do słów. I chodziło oczywiście o więcej niż galeony i dobra materialne. Prezent było łatwo kupić, ale podarunek od serca, który świadczyłby o znajomości drugiej osoby — to już było trudniejsze. Wychodził z założenia, że wszystkie te pospolite rzeczy, to bogacze mogli sobie sami kupić. Szkopuł tkwił w tym, aby znaleźć coś, na co druga osoba się uśmiechnie, a jednocześnie nie wpadłaby na to, aby kupić to sobie sama lub też odkładała taki zakup na później.
- Na to liczyłem. Byłem ciekaw, jak zareagujesz. - przyznał zadowolony, zapinając jej ostrożnie zabezpieczenia od kasku i sprawdzając, czy dobrze leży. A potem pociągnął ją za sobą, a gdy usiadła i go objęła, uśmiechnął się pod nosem, zerkając na nią przez ramię z łobuzerskim błyskiem w oczach. - To też jedna z przyjemności jazdy motorem. Nie martw się, nie pozwolę, żeby coś Ci się stało.
Przez chwilę ścisnął jej dłoń, a potem ruszyli.

Maszyna poruszała się z gracją, Tony miał doświadczenie w prowadzeniu, zarówno po drodze, jak i w powietrzu. Nie mieli za bardzo jak rozmawiać, więc włączył magiczne radio, które puszczało piosenki typowe dla tego okresu, prawiące o świętach, śniegu, mikołajach i często o miłości. Tematem przewodnim były też prezenty. Gdy dostali się poza Londyn, mknęli autostradą i po mniej więcej trzydziestu minutach jazdy przez spokojne tereny wiejskie i mrok, dotarli do niewielkiego parkingu. Zabezpieczył maszynę, dając jej kilka sekund przed wyłączeniem silnika, a potem zsiadł, wyciągając dłonie w jej stronę, aby pomóc jej zejść.
- Pomyślałem sobie, że przyjedziemy nad morze. - wyjaśnił rzeczowo, chociaż szum był słyszalny zza jego pleców. Nie była to popularna plaża, raczej niewielu mugoli odwiedziło to miejsce. Wzdłuż ścieżki paliły się jednak wbite w ziemie pochodnie, a nieopodal tkwiła latarnia, z której szczytu dobiegało światełko. Zdjął jej kask, odkładając na siedzenie, a potem z torby przy boku jednośladu, wyjął drugą torbę, również skórzaną, którą przewiesił przez ramię. Złapał ją bezceremonialnie za rękę, gdy zdjął rękawiczki i wsadził je w kurtkę, a potem pociągnął w stronę ścieżki na plażę. - Mają tutaj takie śmieszne, kolorowe domki. Skorzystamy z jednego. - ruchem głowy wskazał na drewniane konstrukcje, które wyłaniały się z mroku przed nimi. Szum był coraz głośniejszy, a gdyby Bella spojrzała w niebo, dostrzegłaby, że widać tu dużo więcej gwiazd niż z Londynu. Mówiąc "skorzystamy", Tony miał oczywiście na myśli włamanie, ale kto im zabroni?
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#6
11.09.2023, 22:17  ✶  

Trixie starała się w każdej sytuacji wyglądać dobrze. Było to dla niej dosyć istotne. Bycie idealnym nie było wcale takie proste, wymagało sporo nakładu pracy. Wiedziała, że nie zawsze może pozwolić sobie na te wspaniałe stroje, które nosiła podczas bali, w codziennym życiu jednak również starała się mieć dopracowany nawet najdrobniejszy szczegół. Nie umiała opanować jedynie swoich niesfornych kosmyków włosów, zawsze chociaż jeden jakoś jej umykał i pozwalał sobie na niedyspozycję, okropnie ją to irytowało. Dzisiaj jednak miała czapkę, co pozwoliło jej ukryć te drobne mankamenty.

Spotkanie z Anthonym wzbudziło w niej ekscytację. Szczególnie, że mogli spędzić ten czas sami. Ostatnio mieli jedynie krótką chwilę, aby wymienić się swoimi spostrzeżeniami z dala od oczu gapiów. Tym razem miało być inaczej, a fascynował ją swoją osobą, tak jak jeszcze nikt do tej pory. Była dosyć młoda, nie miała szansy przeżyć zbyt wiele, szczególnie jeśli chodzi o jakiekolwiek relacje z mężczyznami. Obracała się w odpowiednim towarzystwie, jednak mało kto, z kim uczęszczała do Hogwartu był w stanie zrobić na niej wrażenie. Traktowała ich raczej jako chłopców, którzy niewiele wiedzieli o życiu i przechwalali się, czego to nie osiągną, dzięki kontaktom ich rodziców. Nie przykładali odpowiedniej wag do spraw istotnych, do nauki, liczyli jedynie na układy. To też było ważne, ale Trixie uważała, że każdy czystokrwisty czarodziej powinien reprezentować sobą odpowiedni poziom.

Przyglądał się jej, nie umknęło to pannie Black, bo sama robiła to samo. Chciała na niego patrzeć, podobała się jej jego twarz, miała zamiar bardzo dokładnie zapamiętać jej wyraz, nie mogło jej nic umknąć, żadna blizna, nawet ta najmniejsza. Nawet na moment nie uciekała spojrzeniem.

- Próbujesz mi zawrócić w głowie komplementami? - Starała się wziąć go pod włos, żeby nie wydawało mu się, że to działa, chociaż faktycznie nie mogłaby zaprzeczyć, że jest inaczej. Rumieńce nie chciały opuścić jej policzków, chociaż wiele by dała, żeby zniknęły. Nie lubiła nie panować nad swoim ciałem. Zdradzało to, co czuje. - To zależy, co właściwie oznacza często. - Droczyła się z nim nadal, bo taką miała chęć.

- W każdej legendzie jest odrobina prawdy. Możemy sprawdzić, czy faktycznie. - Nie miała pojęcia, jak potoczy się ta historia, pozostawało jedynie dać losowi robić swoje. Chciała ten jeden raz dać się ponieść i zrobić coś, czego raczej nie miała w zwyczaju. Panna Black nie należała do dziewcząt, które szlajały się po nocach z nieznajomymi. Dla Anthony'ego zrobiła wyjątek, miała nadzieję, że to doceni. Wzięła sprawy w swoje ręce, wymyśliła bajeczkę dla rodziców, więc może nie była to jedynie sprawa losowa? Gdyby tego nie zrobiła to by się tutaj nie spotkali. W dzień jak ten chciała jednak wierzyć w cuda. Był to odpowiedni moment, bo kiedy jak nie w Yule mogły się faktycznie przydarzyć?

Stała przed nim w tym kasku, nadal nie odrywając od niego wzroku. Czy miała wszystko? Wydawało jej się, że tak, ale czy można mieć wszystko? Zawsze znajdzie się coś jeszcze, co możemy posiadać. - W tym momencie? W tej chwili myślę, że mam wszystko, zobaczymy, jak będzie jutro. - Teraz stał tutaj przed nią. Nie potrzebowała nic więcej do szczęścia, noc jednak kiedyś się skończy, nie miała pojęcia więc, jak sytuacja będzie się miała w dzień.

- Czyli reakcja jest odpowiednia? - Upewniła się, że tego właśnie oczekiwał. - Mam nadzieję, że sprostam temu, co sobie założyłeś. - Na pewno o tym myślał. Musiał zastanawiać, jak potoczy się sytuacja. Liczyła na to, że spełni jego oczekiwania, że da mu to, czego pragnął. Chciała tego, nie miała pojęcia dlaczego, skoro znali się tak krótko. Coś ją zamroczyło podczas ich pierwszego spotkania i nie chciało przestać tego robić.



Bella zapewne i tak nie byłaby specjalnie skora do rozmowy. Pierwszy raz poruszała się takim pojazdem. Mocno ściskała Borgina, żeby jej czasem nie zgubił gdzieś po drodze. Bała się, że będzie jej zimno, nie czuła jednak wcale chłodu. Po kilku minutach udało jej się nawet rozluźnić, skupiła się na podziwianiu widoków, gdy lecieli. Szkoda, że dopiero teraz spróbowała takich podróży, naprawdę sporo straciła przez te wszystkie lata. Dobrze, że pojawił się ktoś, kto zechciał jej to pokazać.

Wreszcie udało im się dotrzeć na miejsce, a przynajmniej tak się jej wydawało, bo Tony się zatrzymał. Zeskoczyła zgrabnie z pojazdu gdy podał jej dłoń. Nie wiedziała gdzie jest, dopóki nie uderzyła jej morska bryza i szum fal. Był głośny, niezbyt spokojny. Wiatr był dosyć silny, wiadomo, jak to nad morzem, tutaj zawsze bardziej jest to odczuwalne.

- Świetny pomysł. - Lubiła naturę, chociaż zima nad morzem była dosyć nieprzyjemna. Zimne powietrze uderzało w twarz z każdej strony. Zdjął jej kask, przetarła delikatnie podbródek w miejscu, w którym znajdowało się jeszcze chwilę wcześniej zapięcie. Jej uwagę zwróciły pochodnie wbite w ziemie. Spojrzała na nie, i dostrzegła, że znajduje się tam ścieżka. Mężczyzna sięgnął jeszcze po coś, po czym złapał ją za rękę. Nie zabrała swojej, odpowiadała jej taka sytuacja.

Szli przed siebie, tak naprawdę Bella nie wiedziała dokąd. - Szkoda, że o tej porze nie do końca widać ich barwy. - Światło trochę zakłamywało kolory, miała wrażenie, że w dzień naprawdę może być pięknie w tym miejscu. - Skorzystamy? - Powtórzyła jeszcze, cokolwiek miało to znaczyć. Nie miała pojęcia, czy jakoś to załatwił, czy miało być to włamanie, ważne, że w środku nie wiało i było cieplej.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#7
08.10.2023, 18:52  ✶  
Nie musiała się specjalnie starać, zdaniem Antka była na tyle ładna, że nawet w worku wyglądałaby godnie. No i była czystej krwi, chociaż największą robotę robiły jej czarne, wijące się włosy, w których zdaniem młodego Borgina była coś hipnotyzującego. Wykraczały poza perfekcję, którą kreowała, żyjąc własnym życiem, przedstawiając cząstkę prawdziwej Trixie. A tej był najciekawszy. Doskonałych kobiet na salonach było na pęczki, każdej nocy mógłby mieć inną do towarzystwa, ale jaki był sens obcowania z nużącym ideałem? Głupio im było nawet za kichnięcie. Anthony lubi czuć, żyć, czerpać garściami — przynajmniej, dopóki mógł. Była trochę jak piękny ptak, którego należało wypuścić ze złotej klatki, aby mógł poczuć pod skrzydłami zew prawdziwej wolności i swobody. Bo co smakowało lepiej niż niezależność? Tytuły? Pochlebstwo? Nie.
Podobało mu się, że nie ukrywała się za sztuczną niewinnością i okrasą nieśmiałości, rzucała mu śmiałe i pełne wyzwań spojrzenia, które oczywiście odwzajemniał. Zawsze wydawało mu się, że ma silne i dominujący sposób spoglądania na innych, chyba wyuczony przez zawód i coraz większe doświadczenie w branży komorniczej, gdzie przecież tego od niego wymagano. Dostrzegał w tym też odrobinę ze spojrzenia Staśka lub ojca, chociaż o tym drugim wolał nie myśleć.
- Wolałbym Ci zawrócić w głowie urokiem osobistym, ale komplementy, to dobry początek, nie? - odparł ze wzruszeniem ramion, nie mogąc powstrzymać się przed łobuzerskim, wciąż niosącym ze sobą odrobinę nastoletniego uroku, uśmiechem. Puścił jej nawet oczko, bo te pokryte różem, zwykle blade policzki, wyglądały po prostu rozkosznie. - A co byś chciała, żeby oznaczało?
Nie mógł się powstrzymać przed odpowiedzią pytaniem na pytanie, chociaż nie była to najbardziej elegancka z metod konwersacji. Na słowa o sprawdzenie nie odpowiedział, bo uznał, że jej wypowiedź zawiera wszystko, czego aktualnie chciał i oczekiwał. Przekonać się. Uznał to też za zgodę na to, aby porwał ją w noc i pokazał, chociaż odrobinę tego, jak on postrzegał świat, jakich zasad przestrzegał. A ich było niewiele. Był Borginem, ludzie mieli pewne oczekiwania — podobnie, jak względem niej, bo przecież była z rodu Blacków, ale dojrzała w nim myśl, że nie zawsze je spełniał i zwykle okazywał się wszystkim tym, czym być nie powinien. Wiedział, że to będzie musiało się zmienić, ale jeszcze nie teraz. Był po prostu Anthonym, który chciał zabrać ładną i interesującą dziewczynę na randkę, nic ponadto.
- Rozsądnie. Ludzie zapominają, że wszystko ma się tylko przez chwilę, bo potem chcesz więcej lub chcesz czegoś zupełnie innego. Taka chyba przewrotność życia. No, zapięte. - poprawił jej jeszcze kask dla pewności, nie uciekając spojrzeniem od jej buzi.
Jej słowa nieco go zaskoczyły, ale nie dał sobie po tego poznać, uśmiechnął się tylko tajemniczo w lusterko, aby mogła zobaczyć i pozwolił, aby maszyna ruszyła. W stronę wybrzeża.

Motor był jego ulubionym środkiem transportu, był szczerze przywiązany do swojego czarnego jednośladu, dbając o niego tak, jak on dbał o zdrowie psychiczne i poczucie wolności swojego właściciela. Zerkał na nią, gdy miał ku temu okazje, chcąc się przekonać, czy podobała się jej wybrana przez niego forma podróży.
Zaparkował, zsiadł i pomógł jej zejść, a potem uwolnił z kasku, niedbale odrzucając na siedzisko. Gdy machnął różdżką, motor zniknął — zabezpieczenie przed mugolami, a on sam poprawił torbę na ramieniu.
- Nie martw się, nie dam Ci zmarznąć. - ścisnął jej palce, prowadząc ją następnie w stronę ścieżki i kolorowych domków. Wyglądała na taką kruchą i nieporadną z tym swoim wzrostem i rozmiarem dłoni, że bał się, że pękłaby, gdyby złapał zbyt mocno. - Tak, są całkiem przytulne. Szlamy i tak nie zauważą, że byliśmy w środku. Tu małe zaklęcie, tam drugie i będzie całkiem czysto i komfortowo. Nie masz nic przeciwko małemu włamaniu? - zerknął na nią z rozbawieniem, przepuszczając ją przodem po schodkach na drewniany taras, z którego można było wejść do każdego z kolorowych siedzib letnich, a także na plaże. Morze szumiało dziko, opustoszała plaża pozbawiona była nawet mew, ale szum był przyjemny. Wyjął różdżkę wolną dłonią, rozpalając lumos maxima, aby rzucić światło na domki .- Wybierz sobie kolor.
Zaproponował luźno, a gdy to zrobiła, podeszli do właściwych drzwi, które otworzył za pomocą alohomora. Mugolski zamek otworzył się z cichym szczękiem, a on pchnął drzwi i rozejrzał się po wnętrzu, jakby chciał sprawdzić, czy wszystko w porządku i nie trafią tu na jakieś mugolskie, zamarznięte zwłoki. Dopiero wtedy ją wpuścił. Użył zaklęcia czyszczącego, a potem rozpalił w kominku za pomocą incendio, wcześniej przerabiając jedno z trzech krzeseł na drewno. Nie potrzebowali aż trzech. Po izbie rozlało się pomarańczowe, lekkie światło — wnętrze dzięki czarom było świeże i czyste. Pomieszczenie nie było duże, tkwiło w nim łóżko, stolik z krzesłami pod jedynym oknem, maleńka kuchenka z czajnikiem. Oprócz tego były wąskie drzwi, które prowadziły do toalety z prysznicem. - Może niezbyt godne Ciebie warunki, ale dotrzymam słowa i nie zmarzniesz. - oznajmił, odkładając torbę na stół.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#8
09.10.2023, 20:47  ✶  

Może i nie musiała się starać, nie mogła zaprzeczyć, że los obdarował ją urodą, jednak to nie było wystarczające. Dbała o każdy szczegół, była perfekcjonistką nawet w dbaniu o swój wygląd. Nie należała do osób, które mogły sobie pozwolić chociaż na chwilę niesubordynacji. Miała by do siebie o to pretensje. Dążyła do ideału - zawsze i w każdej dziedzinie życia. Tyle, że ideały mogły się różnić. Doskonałość dla każdego była czymś innym. Bellatrix miała pewną wizję, do której dążyła i było to dla niej najistotniejsze. Chciała żyć przede wszystkim w zgodzie ze samą sobą i tym, co reprezentowała jej rodzina. Nie miała jednak przy tym kija w dupie, wiedziała, kiedy powinna odpuścić i pozwolić sobie na trochę rozrywki. Jej towarzysz był osobą, która wzbudziła w niej ciekawość. Wyglądał na takiego, który zawsze dostawał to, na co miał ochotę, chciała zobaczyć, jak zareaguje jeśli mu się nie uda, a może wręcz przeciwnie? Niczego nie zakładała. Jak na razie kierowała nią fascynacja jego osobą. Był starszy, szanowany, odpowiedniej krwi, a przy tym miał coś takiego w oczach, jakby przeszywał ją wzrokiem, sięgał duszy, gdy na nią patrzył. Ciekawe, czy się nie wystraszy, kiedy zobaczy, jaka jest naprawdę. Gotowa na poświęcenie, położenie na szali wszystkiego, by czystokrwistym czarodziejom żyło się lepiej.

Trixie nie miała problemu z tym, żeby się przed nim otworzyć. Nie zamierzała udawać delikatnej istoty - którą zdecydowanie nie była. Zresztą sam swoimi spojrzeniami zachęcał ją do tego, aby je odwzajemniała. Lubiła wyzwania, ciekawa była, kto zwycięży ten pojedynek, kto będzie stratny, bo czuła, że któreś z nich może ucierpieć. Zbyt krótko się jednak znali, aby zakładać jakiekolwiek tezy.

- Uroku osobistego też ci nie brakuje. - Wiedziała, że jest tego świadomy. Był bardzo pewny siebie, co musiało wynikać z zuchwałości, jednak sama Trixie uważała, iż ma ku temu powody. Wydawał się jej wyróżniać na tle innych mężczyzn, sama nie wiedziała dlaczego, niedługo powinna się tego dowiedzieć.

- To zależy, zobaczymy jak się skończy ten wieczór i może poznam odpowiedź na to pytanie. - Nie zamierzała jeszcze się określać, sama nie wiedziała, czego powinna oczekiwać. Skąd mogła wiedzieć, że to spotkanie nie jest chwilową zachcianką? Zamierzała zobaczyć, czego od niej oczekuje i czy ta znajomość zakończy się równie szybko, co się zaczęła, a może wręcz przeciwnie? Dopiero się okaże, niczego nie zakładała, bo nie chciała się rozczarować.

Widziała, że przyjemność sprawiała mu ta gra słów. Zresztą jej również, lubiła niedopowiedzenia, to zawsze pozostawiało miejsce na ewentualne dywagacje. Nie bez powodu się tutaj pojawiła. Chciała go poznać, chociaż trochę bardziej niż tego wieczora. Czuła, że może jej sporo pokazać, chciała zresztą zobaczyć to, jaki jest z dala od tych wszystkich oczu skierowanych w ich stronę. Wiedziała, że będzie to bardziej wiarygodne niż spotkania na tych spędach towarzyskich.

- Och, rozsądek to jedyne, czym się kieruję. - Na jej twarzy malował się zaczepny uśmiech, bo akurat powiedziałaby o sobie wiele rzeczy, ale chyba nie to, że jest rozsądna. Zależy kto, w jaki sposób na nią spoglądał. Często dawała się ponieść chwili, szczególnie kiedy nikt z jej bliskich na nią nie spoglądał.



Całkiem sprytnie schował swój motor przed mugolami, miała jednak wrażenie, że nie było to potrzebne. Miejsce, w które ją zabrał wydawało jej się być całkowicie opustoszałe, ale jak to mówią przezorny zawsze zabezpieczony, czy jakoś tak. - Dobrze to słyszeć, chociaż nie zakładałam, że mógłbyś dać mi zmarznąć. - Nie chciało się jej wierzyć, że pozwoliłby jej na jakikolwiek dyskomfort, przynajmniej tak śmiało zakładała, jak widać jednak sam to potwierdził, więc jej przeczucie się nie myliło. Przynajmniej tym razem.

Pozwoliła się prowadzić za rękę, uścisk jego dłoni był bardzo delikatny, co ją nawet nieco zmyliło, jakby nie chciał zrobić jej krzywdy. To było całkiem urocze. - Panie Borgin, włamanie na pierwszej randce. Chyba mi ufasz. - Jakby w ogóle zamierzała komukolwiek opowiedzieć o tym spotkaniu. Szła przodem, powoli, ostrożnie, nie chciała bowiem poślizgnąć się i wywinąć orła, chociaż czuła, że pewnie by ją złapał, póki co jednak wolała nie sprawdzać tego, jak bardzo szybki ma refleks. Rozświetlił jej okolicę, rzuciła okiem na domki, które znajdowały się przed nimi. - Zielony. - Powiedziała niemalże od razu, pierwszy, lepszy strzał, i tak pewnie były do siebie wewnątrz podobne, tak samo jak na zewnątrz.

Panna Black pozwoliła mu działać, poczekała, aż otworzy drzwi. Widać miał wprawę we włamywaniu do mugolskich domów. Weszła do środka dopiero wtedy, kiedy sprawdził, czy wszystko jest w porządku. Szła powoli, badawczym wzrokiem przyglądała się wnętrzu. Pierwszy raz chyba była w podobnym miejscu, było więc to dla niej coś nowego. - Nie przesadzaj, całkiem tu przytulnie. - Powiedziała cicho zatrzymując spojrzenie na tańczących płomieniach, biło od nich przyjemne ciepło. Zdjęła okrycie wierzchnie i czapkę, rękawiczki, nie potrzebowała tego teraz, a następnie usiadła na jednym z dwóch krzeseł, które stały przy niewielkim stoliku. - Całkiem nieźle to zaaranżowałeś.

Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#9
10.10.2023, 17:12  ✶  
Zawsze był charyzmatyczny, ratowało go to z kłopotów. Jego mama twierdziła, że Antek byłby doskonałym prawnikiem, przegadując każdego sędziego i prokuratora, że to on ma rację. Szkoda tylko, że nigdy nie działało to na ojca. Na pierwszy rzut oka optymistyczny i silny facet, miał w sobie mnóstwo nieokiełznanej agresji, pretensji i poczucia niesprawiedliwości. Był wdzięczny, że jest Borginem, oczywiście, ale czy cieszył się, że jego życie leżało w rękach innych i musiał uważać na to, co robi i z kim się pokazuje? Niezupełnie. Patrząc na idealną Bellatrix, wewnętrznie czuł, że dziewczyna będzie w stanie go zrozumieć.
A może się mylił, nie znajdą wspólnego języka i wszystko to, co układało się w jego głowie od świątecznego balu, było tylko iluzją?
- Jestem gentlemanem, nie mógłbym pozwolić na żaden dyskomfort u damy, którą zaprosiłem na randkę. - zauważył z niewinnym wzruszeniem ramion i błyskiem w oczach, bo chociaż mówił niby żartobliwie, taka była prawda. Kobiety starał się traktować godnie i z szacunkiem, o ile oczywiście na to zasługiwały. Był ostrożny, nie wierzył w miłość i nigdy nie zagłębiał się w relacje emocjonalnie, sprowadzając swoje znajomości z płcią przeciwną głównie do seksu. Nie chodziło o to, że Tony się bał ich, raczej był pełen obaw względem samego siebie i tego, jak głęboko drzemał w nim uśpiony potwór. Co, jeśli się obudzi? Potem nie mógłby spojrzeć sobie w twarz, gdyby skrzywdził kogoś, na kim mu faktycznie zależało. Bezpieczniej było więc odcinak wszystko, co próbowało zakorzenić się w jego życiu i głowie, przedstawiać sprawy jasno.
- Jakbym zabrał Cię do kawiarni albo na spacer to uznałabyś, że jestem nudny. Włamanie sprawi, że o nie zapomnisz. - przebiegły lis ścisnął jej dłoń nieco mocnej, gdy jej nie cofnęła i pozwoliła się prowadzić starą, wydeptaną ścieżką. Zerkał na nią, upewniał się, że nie grozi jej nic, najmniejsze potknięcie na nierównym gruncie, pełnym piasku, wyschniętych szyszek i odrobiny śmieci. Mugle to były straszne brudasy.
- Prawdziwa Ślizgonka, co? Też wybrałbym zielony. - przyznał z rozbawieniem, skłaniając się i wskazując ruchem dłoni drogę prowadzącą do wybranego przez jego świąteczną randkę.
Minęło kilka minut, zanim drzwi się za nimi zamknęły, a domek był uprzątnięty i gotowy. Nie wyobrażał sobie zabrać jej do jakieś meliny, a nie mógł zaproponować swojego mieszkania, bo byłby to zbyt wywołujący presję grunt. Chciał, żeby czuła się swobodnie.
Pomógł się jej rozebrać płaszcza, zanim i swoją kurtkę rzucił niedbale na wieszak przy drzwiach, a gdy usiadła, do podsunął jej krzesło bliżej stolika. Bez garnituru i z włosami pogrążonymi w chaosie, wyglądał całkiem inaczej, niż wielkim balu sprzed dwóch tygodni czy tygodnia. Złapał za torbę, kładąc ją na łóżku.
- Masz ochotę na grzane wino, zwykłe wino, koniak czy wódkę? Wziąłem też jakieś przekąski, oczywiście papierosy. - wyjął z torby butelki, kolejno kładąc je na stole przed nią. Znalazła się też tam magiczna świeczka, która pochłaniała zapach dymu, bo nie wiedział, czy palenie jej przeszkadzało, a z tego nie mógł zrezygnować. Gdy wybrała trunek, zabrał się za jego nalewanie lub przygotowanie. - Powiedz mi, Bellatrix. Jaki jest Twój sekret?
Zapytał nagle, dość wprost, posyłając jej pociągłe spojrzenie i zaintrygowany uśmiech, gdy stawiał przed nią napój. Sam usiadł na krześle naprzeciwko, przyglądając się jej z uznaniem, nie ukrywając nawet tego, jak pomarańczowa łuna światła płynąca z kominka i odbijająca się na jej czarnych włosach mu się podobało. Powinien ją właściwie pocałować, ale był przecież gentlemanem, a ona? Ona była kobietą z najwyższej półki. Sięgnął do kieszeni jeansowych spodni, wyjmując papierosy i zapalniczkę, które rzucił przed siebie. - Zagraj ze mną w pytania. Znasz zasady?
Zapytał ze wzruszeniem ramion, przenosząc na chwilę wzrok na paczkę. Wyjął papierosa i wsunął sobie do ust, zaciskając w palcach chłodną, metalową zapalniczkę.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#10
27.10.2023, 20:04  ✶  

W przeciwieństwie do Tony'ego miała sporo szczęścia. Jej rodzice byli z niej dumni, powtarzali jej to na każdym kroku przez co była bardzo pewna siebie. Powtarzali jej, że jest wyjątkowa, lepsza od innych i tak właśnie się czuła. Starała się  trzymać wysokie standardy, żeby ich nie zawieść. Było to dla niej bardzo istotne. Zachowała się więc trochę wbrew sobie wybierając się z Borginem w tę noc nie wiadomo gdzie. Jednak i jej zaczęło brakować w życiu nieco spontaniczności. W końcu ileż można tylko się dostosowywać. Tak właściwie to miała wrażenie, że jej rodzice nie do końca zaakceptowaliby, że szlaja się z mężczyzną po nocach, bo mogłoby to spowodować, że jej idealna reputacja zostałaby zachwiana. Chyba właśnie dlatego zdecydowała się na to spotkanie. Powodowało, że czuła adrenalinę. Do tego wszystkiego Borgin wzbudzał w niej ogromną ciekawość. Też pochodził z wyższych sfer. Była ciekawa, co ma jej do zaoferowania, może mogliby razem przekraczać granice? To się dopiero okaże.

- Potrafisz zadbać o kobietę. - Dodała jeszcze, chociaż w zasadzie mało o nim wiedziała. Sądziła jednak, że jest nauczony kultury i manier, zważając na to z jakiej rodziny pochodził. Miała świadomość, że mężczyźni byli różni. Widziała wiele w swoim krótkim życiu, szczególnie podczas balów, kiedy większość była mocno wstawiona. Byli bardzo nachalni, ignorowali swoje żony i próbowali wzbudzać zainteresowanie zupełnie obcych kobiet. Nie przemawiało to do niej.

- Tak myślisz? Spacer, czy kawiarnia też mogą być interesujące. Wiele zależy od towarzystwa, chociaż masz rację. Włamania na pewno nie zapomnę. - Przeprowadził ją bezpiecznie do miejsca, w którym mieli spędzić najbliższy czas. Podobało jej się to, jak mocno ściskał jej dłoń, aby nie stała jej się krzywda. Jakby była zupełnie bezbronna i sama nie potrafiła o siebie zadbać. Było to coś zupełnie nowego.

- Najprawdziwsza, wierna przekonaniom Salazara Slytherina. - Ceniła sobie jego poglądy, uważała, że był jedynym z założycieli Hogwartu, który potrafił dostrzec, co było najbardziej istotne. Zupełnie niedoceniony przez pozostałą resztę.

Trixie nieco się spięła, kiedy przesunął jej krzesło. Wyprostowała się niczym struna. Czekała, aż się do niej dosiądzie, nie do końca wiedziała, czego powinna się spodziewać. - Jeśli mogę wybierać, to grzane wino, przynajmniej na początek. - Idealnie pasowało jej do atmosfery tego miejsca. - Nie sądziłam, że zabierzesz ze sobą aż taki asortyment. - Przygotował się na każdą ewentualność. Ciekawe, zastanawiała się, czy zostaną tutaj na całą noc, mogliby opróżnić te wszystkie butelki, zapomnieć o istniejącym świecie - brzmiało to całkiem owocnie.

Pytanie, które padło z jego ust spowodowało, że zaczęła się zastanawiać. Przeniosła wzrok na płomień świeczki, wpatrywała się w nią dłuższą chwilę. Jaki był jej sekret?. Czy mogła podzielić się z nim tym, że czerpie przyjemność z krzywdzenia mugoli, że jest to aktualnie sens jej życia? Chyba zbyt szybko, aby dzielić się takimi informacjami. - Nie mam sekretów, możesz ze mnie czytać jak z otwartej księgi. - Powiedziała cicho, bo nie do końca wiedziała, jak inaczej odpowiedzieć na to pytanie. Odpowiadało jej to, że nie wiedział o niej wszystkiego, wolałaby kilka rzeczy zatrzymać dla siebie i dzielić się nimi wraz z rozwojem tej znajomości, o ile do niego w ogóle dojdzie. - Może to, że potrafię również czytać z innych, jak z otwartej księgi. - Nie powiedziała wprost o co jej chodzi, uczyła się jednak od lat tajemnej sztuki legilimencji.

- Czego się boisz najbardziej? - Zapytała, skoro mieli sobie zadawać pytania, postanowiła zacząć od tego.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (4163), Bellatrix Black (3336)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa