• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[02.07.72, ranek, posiadłość Gauntów] Głosy w naszych głowach

[02.07.72, ranek, posiadłość Gauntów] Głosy w naszych głowach
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
11.10.2023, 17:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2024, 20:10 przez Cathal Shafiq.)  
Zawsze tu wracał.
Cathal nienawidził posiadłości Gauntów. Nienawidził i tego, co reprezentowała sama w sobie, i tego, jak bardzo podupadła. Czasem chciał ją widzieć zrównaną z ziemią, a czasem budził się w nim gniew, gdy dostrzegał kolejne zniszczenia. Odchodził jak najdalej stąd (nie uciekał: powtarzał sobie, że to nie ucieczka, bo ruszał ku czemuś, nie by coś zostawić za sobą: zawsze zmierzał do jakiegoś celu, gdzieś za horyzontem), czasem aż na inne kontynenty i myślał, że gdy wróci, jego noga tu nie postanie, a potem nogi same niosły ku go murom, które dało się dostrzec z okien niewielkiego domu matki.
I oto stał tu znów, obserwując ogród. Przyciągnięty odruchem, pewną lojalnością wobec matki, która tak bardzo kochała to miejsce albo szeptem, rozbrzmiewającym w głowie, ostatnio jakby bardziej natarczywym. Patrzył z pewną dozą niezadowolenia i niezrozumienia, bo mógłby przysiąc, że te rośliny nie powinny rozplenić się tak bardzo od jego wiosennej wizyty... a jednak, rozpleniły się. Absolutna pamięć, przekleństwo i błogosławieństwo, podsuwała usłużnie obrazy z wiosny, gdy wszystko dopiero zaczynało się zielenić, i nijak miało się do tych chaszczy, spowijających ścieżki.
Czemu, do licha, to wszystko tak się rozrosło? I jak źle sytuacja wyglądała na tyłach?
Zaciągnął się papierosem, a potem wydmuchał kłąb dymu, który go otoczył i uleciał ku pogodnemu niebu. Zapach tytoniu przeżarł już ubrania Cathala, mieszając się z wonią równie co tytoń kochanej przez niego kawy i wody kolońskiej. Czasem to pomagało uspokoić umysł. Czasem nie.
Czy ktoś rzucił tutaj jakieś zaklęcia? Kto się ośmielił? I kto wszedłby tutaj – a potem wyszedł żywy, zamiast skończyć w wężowych paszczach?
Mężczyzna przekrzywił lekko głowę, bo zdało mu się zresztą, że słyszy gdzieś w chaszczach cichy szelest, jakby przemieszczało się tamtędy wężowe ciało. Znów z hodowli umknął ten, którego na potrzeby rozmowy z Geraldine Shafiq nazwał Ciapkiem, zapewniając, że jest absolutnie nieszkodliwy? Może było to jednak tylko ze wspomnień, tak wyraźnych, że czasem prawie zlewały się z rzeczywistością?
Drgnął jednak, kiedy usłyszał czyjeś kroki. Ludzkie, bez wątpienia. Obrócił się dość gwałtownie i zmierzył spojrzeniem osobę, która pojawiła się w zaniedbanym ogrodzie.
– Jak się tu dostałaś, dziewczyno?
Nie znał jej. Jeżeli nawet kiedyś się spotkali, to tak dawno temu, że i jego pamięć nie mogła powiązać obrazu dziecka z młodą kobietą. Wyjechał z Anglii w czasach, gdy Macmillanówna była nastolatką, a kiedy powracał, z pewnością nie był częstym gościem w kowenie.
moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#2
13.10.2023, 23:01  ✶  
Dla Macmillan widok niegdyś pięknej i zadbanej, dzisiaj ziejącej pustką i ciszą rodzinnej posiadłości, był w jakiś sposób kojący dla duszy. Nie nienawidziła Gauntów, nie potrafiłaby spojrzeć aż tak krzywo na swoją bliską rodzinę, ale musiałaby być nie tylko głupia, ale i kompletnie ślepa, żeby nie dostrzec jak okrutnym i zasługującym na potępienie byli rodem - może było więc lepiej widzieć to miejsce pustym, zasiedlonym jedynie przez dbających o węże, wiernych ich rodzicom Quirrellów? Ta racjonalna strona jej głowy mówiła - dajmy tej rodzinie wymrzeć, dajmy tej plugawej krwi zniknąć z tego świata i niech nikt już nie cierpi od tego obłąkania, bo to wcale nie jest życie, kiedy ci ktoś cały czas mówi, co masz robić i jak masz żyć. Ta mniej racjonalna strona głowy szeptała cicho w tle: ale przecież on ma prawie zawsze rację, kiedy ci doradza, a ty zawsze chciałaś zostać matką, jakie to niby jest ryzyko, jakby to był mugol, to może by nawet rozrzedziło tę krew tak, że nic by się nie stało... Człowiek by chciał to wszystko w sobie zdusić, ale jak miał to zrobić, kiedy znajdował się tutaj? To miejsce musiało być tak samo przeklęte jak ich krew, bo zawsze kiedy tu była dudniło jej w uszach tak mocno, że później przez cały dzień słyszała w nich piszczenie i szum. Jeżeli ktoś kiedyś myślał, że budynek nie może onieśmielać, to musiał tutaj przyjść i zobaczyć na własne oczy jak wyglądały ściany wspierane od lat ciężarem czystego, ludzkiego szaleństwa.

Po co tu więc przychodzić, skoro to miejsce przyprawia każdego normalnego o dreszcze? Po co się z tym tematem męczyć?

Bo nie potrafiła mu odmawiać. Jak mu odmawiała, jak się broniła rękoma i nogami przed wypełnianiem jego poleceń, to się później czuła jeszcze gorzej, niż kiedy podejmowała się dla niego nawet najbardziej absurdalnych działań. On chyba rozumiał, że nie nadawała się do wielu rzeczy, dostosowywał więc te piekielne podszepty do poziomu, na jakim funkcjonowała. Przynajmniej do jakiegoś czasu, bo teraz... Teraz jak o tym wszystkim myślała, to ją brało na wymioty. Jedynym szczęściem w dzisiejszej wizycie było to, że skierował ją tu nie sam ich wspaniały przodek, a jej matka, tym razem nie Pani Księżyca, a po prostu jej matka - Orchidea, lubiąca dbać o to miejsce w wolnym czasie, ale przez wzgląd na burzliwy okres po Beltane, niemogąca go teraz znaleźć nawet na przetarcie kurzów w swoich ulubionych zakamarkach.

- Mogłabym zapytać o to samo, facecie - odparła jakby oburzona, podpierając rękę na biodrze. Normalnie byłaby pewnie milsza, albo w ogóle wystraszyła się czyjejś obecności w tym ogrodzie, ale z jakiegoś powodu akurat tutaj czuła się podejrzanie wręcz bezpieczna. - Weszłam przez fu'tkę, mama dała mi klucz. I rhównież dzień dob'y.

Nie dodała nic, ale spoglądała na niego znacząco, tak jakby chciała wymusić od niego jego historię o tym, że też wszedł tu przez furtkę. Bo w gruncie rzeczy nie prowadziła tutaj żadna inna droga.

@Cathal Shafiq


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
13.10.2023, 23:23  ✶  
Cathal odmawiać potrafił.
Nienawidził głosu w swojej głowie najbardziej na świecie, a że był człowiekiem ceniącym sobie ponad wszystko wolność, walczył z diabelskimi podszeptami ze wszystkich sił. Tyle że od Slytherina nie dało się uciec i czasem musiał ulec: w tych momentach, gdy przodek stawał się szczególnie uparty, i tłukł się w głowie Shafiqa, doprowadzając go niemalże do szaleństwa. Robił to jednak rzadko – świadomy pewnie, że Cathal jak to ostrze twarde, ale mało giętkie, prędzej pęknie na kawałki niż się ugnie w ważnych sprawach…
Ale czasem się uginał. I może właśnie dlatego w Zwierciadle Pragnień widział znikający cień Salazara, siebie samego, wolnego od klątwy, płynącej w ich krwi. I może dlatego tutaj stał – bo ostatecznie przyjście do posiadłości Gauntów, chociaż Cathal nie miał na to najmniejszej ochoty, nie było aż tak wielkim poświęceniem.
A może tylko sobie wyobraził, że to był głos przodka. Bo czego mógłby od niego chcieć, do diaska. Zajęcia się tymi roślinami, które zdawały się tutaj wręcz szaleć?
– Nie nazwałbym tego dnia dobrym – skwitował słowa dziewczyny, mierząc ją uważnym spojrzeniem od stóp do głów. Blade widmo, z piętnem choroby w oczach i, skoro przysłana została tutaj przez matkę, z dużym prawdopodobieństwem także z szaleństwem w głowie. Była wysoka, ale Cathal przerastał ją mocno, i spoglądał na panienkę, jakąś krewną zapewne, z góry. Krewną – albo żer dla węży… Wciąż jej nie rozpoznawał: chociaż milczał długą chwilę, w myślach porównując zobaczone kiedyś twarze dzieciaków do jej twarzy, ale minęło zbyt wiele lat, aby mógł mieć pewność, nawet odtwarzając je w najdrobniejszych szczegółach. – Rozumiem, że nie grozi ci, że jeden z węży cię zeżre? – spytał. Z dość umiarkowanym zainteresowaniem, bo prawdopodobnie interweniowałby, gdyby wąż Gauntów na jego oczach próbował kogoś zjeść, ale gdyby z kolei przyszedł na miejsce takiej sceny zbyt późno, to z pewnością po prostu ukryłby ślady zbrodni.
I nie wyjaśnił, jak się tutaj znalazł. Rzeczywiście przyszedł furtką, nie przełaził przecież przez mur, co byłoby trudne, a nawet gdyby znalazł wyrwę w zaklęciach ochronnych, w takim wypadku mógłby nigdy nie wyjść stąd żywy.
– Która z panien Gaunt jest twoją matką? – spytał. Któraś z sióstr albo bliskich kuzynek matki? (Matki, która kochała to miejsce i lubiła o nie dbać, póki szaleństwo nie pochłonęło jej doszczętnie...) Nie odwracał wzroku od panienki, bo może wyglądała absolutnie nieszkodliwe, ale w ich rodzie nie było, zdaniem Cathala przynajmniej, czegoś takiego jak „ktoś nieszkodliwy”. Wcale by się nie zdziwił, gdyby jasnowłosa panna o srebrzystych oczach wypaliła mu zaklęcie w plecy, bo nie spodobało się jej, w jaki sposób się wyrażał.
Upuścił papierosa na ziemię i wdeptał go starannie w grunt. Nie daj Merlinie, rozpętałby tutaj pożar tych nadmiernie wybujałych chwastów…
moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#4
16.10.2023, 13:00  ✶  
Wcale nie chciała mierzyć go spojrzeniem, ale skoro on to zrobił, to musiała mu zawtórować, tak działało życie.

- Oddychasz, jeszcze świeci słońce, rhyzyko tego, że niebo zapadnie nam się na głowy jak sklepienie sta'ej kaplicy wydaje się być minimalne... jak dla mnie to całkiem dob'y dzień, panie...? No jakoś tam nie dosłyszałam nazwiska. Imienia też.

Jeszcze się nie zdenerwowała. Srebrne oczy spoglądały na Cathala uważnie, z lekkim rozbawieniem, ale w rzeczywistości Macmillan zachowywała całkiem sporą rezerwę ostrożności w podejściu to tego tajemniczego jegomościa, bo chociaż niedobitki potomków Gauntów rzadko spotykały się w tym miejscu, to Cathala tutaj nigdy-przenigdy nie widziała. To znaczy, może gdyby ktoś ją trzepnął, to by sobie przypomniała jakiegoś tam kuzyna, który wyjechał strasznie dawno i nieprawda, ale przez ostatnie lata funkcjonowała bez żadnej wiedzy o tym, że Shafiq istnieje. Miała pełne prawo się wahać. Z tego też powodu stała tak, żeby móc chwycić za różdżkę. Nie chciała go oczywiście skrzywdzić (brońcie bogowie, poza tym nigdy by jej się to nie udało), ale nawet w Little Hangleton duży huk i bardzo głośny krzyk młodej panny ściągnąłby wystarczającą liczbę gapiów, żeby nieproszony intruz sobie poszedł. A ona potrafiła drzeć się jak nikt inny. Nieuleczalny syndrom panny w wiecznych opałach robił swoje.

- Mam zbyt barhwną osobowość, żeby mnie zjadły, jak nie ja to, kto będzie im opowiadał bajki na dobrhanoc.

Zadarła podbródek i zmarszczyła nos, jakby powiedziała coś wyjątkowo oczywistego.

- Olchidea. A co, nie widać?

W istocie nie było tego po niej widać w nawet minimalnym stopniu. Orchidea Gaunt była kobietą z klasą. Niziutka, z wąskim podbródkiem i szpiczastym nosem, zawsze ubrana w takie eleganckie ciuchy, nosiła garsonki i malowała usta ciemnymi szminkami. W ogóle, jak się pomyślało o Orchidei, to myślało się o makijażach, bo była w tym bardzo dobra i mocno to lubiła, zwłaszcza że przy tak ciemnych, kruczoczarnych wręcz włosach, bez podkreślania urody kosmetykami jej twarz wydawała się być jakaś taka... pusta. Sarah w garsonce wyglądałaby jak zupełnie inny człowiek. Wyglądała bardziej jak jakiś leśny duch, niż córka tej Orchidei Gaunt, zwłaszcza przez te popielate włosy, ale sądząc po srebrnym rumieniu w okolicy obojczyka, musiała być na coś chora, a w tej rodzinie na ilość chorób nie rzucało się monetą, tylko kilkuścienną kością. Poza tym - nie powiedzieć córce, że wysyła ją do Little Hangleton, bo kazały jej to zrobić głosy w jej głowie, tylko wmówić jej o tak jak to bardzo nie ma czasu tam posprzątać - to było coś totalnie w jej stylu.

- Nie no, chyba tutaj tego peta tak nie zostawisz.

@Cathal Shafiq


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
16.10.2023, 17:46  ✶  
Problem polegał na tym, że Cathala niezbyt interesowało, czy dziewczynę zdenerwuje, czy nie ani co takiego ta sobie o nim pomyśli. Zasadniczo, o dobre maniery dbał wtedy, kiedy absolutnie musiał, albo kiedy chciał, a teraz nie zaistniała żadna z tych dwóch opcji.
Zwyczajnie nie chciał podawać swojego imienia i nazwiska przypadkowej osobie, napotkanej w siedzibie Gauntów. Nie miał ochoty, aby ktokolwiek wiedział, że wciąż tu bywał – ani by jakimś cudem to i owo dotarło do uszu nielicznych znajomych. Cal bardzo starał się już od lat, aby nie być kojarzonym przesadnie ani z rodziną matki, ani ojczyma: by stać się wyłącznie Shafiqiem. Nawet jeśli to po Gauntównie odziedziczył jasne włosy, chłód niebieskich oczu, chorobę przeżerającą umysł i głosy rozbrzmiewające w głowie. A także – do czego niechętnie przyznawał się wyłącznie sam przed sobą – sporo charakteru.
Nie bał się też jej, chociaż dostrzegał, że rękę trzyma blisko różdżki. Był to zapewne wyraz nadmiernej pewności siebie z jego strony – w końcu żyli w świecie, w którym drobne kobiety bywały groźniejsze od zwalistych mężczyzn, Leta Crouch ze swoimi zamiłowaniami do nekromancji i Nell plotąca z rozmarzoną miną o truciznach to udowadniały – ale Shafiq zawsze był nieco zbyt pewny swego.
Chociaż w jego oczach na pewno nie była niegroźna.
Cathal nie sądził, że mogłoby istnieć coś takiego jak niegroźny Gaunt.
– Prawdopodobnie dlatego, że ich nie podałem – przyznał. – Naprawdę? Zawsze sądziłem, że węże interesują się tylko tymi krwawymi opowieściami nie bajkami na dobranoc.
Milczał, znów nieco nadmiernie długo, kiedy wymieniła wspomnienie Orchidea. Jego umysł uciekał do wspomnień sprzed wielu lat, ale wciąż tak wyraźnych, jakby wszystko wydarzyło się wczoraj. Nie był blisko z kapłanką – nie był blisko z nikim z tej rodziny, bo z premedytacją trzymał się z dala od nich od dnia, gdy zmarła jego matka, a ta odeszła z tego świata, kiedy kończył siódmy rok w Hogwarcie. Isabella za życia jednak była więcej niż chętna do pielęgnowania takich znajomości, dumna ze swego dziedzictwa do samego końca.
Sarah mógł widzieć, kiedy ta miała jakieś sześć, siedem lat, ale Orchideę już kiedyś spotkał i jak każdy – zapisała się w jego pamięci. Jej obraz nijak miał się do tego, jaki miał teraz przed sobą.
– Zupełnie nie – powiedział szczerze. Był ciekawy, czy ją też pchnęły tu jakieś podszepty – ale wtedy po pierwsze, przyznałby, że sam je słyszy, po drugie, na jej miejscu nigdy nie odpowiedziałby na to pytanie zgodnie z prawdą. – A komu miałby tu przeszkadzać, panno Macmillan? Wężom? Nie sądzę, by miały coś przeciwko. Duchom? Nawet one nie mają ochoty przebywać w tym przeklętym miejscu.
Przez chwilę prawie pożałował, że wygasił tego papierosa.
Może należało go rzucić prosto w te wybujałe ponad miarę chaszcze.

@Sarah Macmillan
moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#6
16.10.2023, 19:28  ✶  
- Musisz się naprawdę beznadziejnie znać na wężach, sko'o nie wiesz jakie bajki lubią. A znasz chociaż bajkę o wężu? Tą, że masz ssSSSsspieldalać? - Napuszyła się, a potem spróbowała go przedrzeźnić i całkiem dobrze jej to wyszło. - PlAwDoPoDobNie DlAtEgO, żE iCh NiE PodAłeM. No co ty kulwa nie powiesz, błyskotliwy człowieku. Przedstaw mi się po phrostu, zanim cię gdzieś zgłoszę.

Na atak różdżką nie miał co liczyć, ale Macmillan posiadała w sobie coś kompletnie innego - była młoda i cholernie wygadana, od pewnego czasu narastała w niej też silna złość, w dupie też miała jego mniemanie o sobie. Najpierw Charles, później ten cholernik Leviathan. Jej ojciec, jej brat, jej znajomi, koledzy, przypadkowi ludzie i najwyraźniej teraz zaginieni krewni - wszyscy zachowywali się wobec niej tak podle, może po prostu miała już dosyć i dlatego się tak zdenerwowała... No bo ileż można traktować ją bez krzty szacunku. Dlaczego ona o wszystko musiała tak zaborczo walczyć, kiedy innym przychodziło to tak po prostu? Cathal miał pecha, albo jeżeli lubił się przepychać z gówniarami, szczęście, bo trafił na nią w naprawdę złym dla niej momencie.

- Szczerze, to nie dziwię się.

Najwyraźniej nie miała zamiaru upierać się w tym, że jest podobna do matki. Czyli posiadała oczy.

Komu to niby przeszkadzało? No a kto stał przed nim i zwracał mu uwagę? Jakiś taki nietęgi był umysłem ten jegomość. Węże? Mogły tego peta zjeść przez przypadek i zrobić sobie krzywdę. Duchy? Duchy też lubiły ładne miejsca i wbrew temu co mówił, wcale nie czuły się odrzucone przez to miejsce.

- Mi - powiedziała to jakoś głośniej, niż innego słowa składające się na tę wypowiedź - to przeszkadza pszeokhrutnie, nie po to Matka dała nam taki piękny świat, żeby go zaśmiecać. Wiesz, jak to potem wygląda? Idziesz zwiedzać jakieś piękne, opuszczone miejsca, zachwycasz się widokami antycznych rhuin, a na środku znajdujesz papielki po cukielkach.

Ale oprócz miłości Macmillan do natury, było w tym jeszcze drugie, już nie tak pompatyczne dno.

- Nie musisz być dla mnie miły, ale nie śmieć p h r o s z ę w miejscu, któle później ja muszę sprzątać. - Znowu zmarszczyła nos. - I nie mów w imieniu duchów.

@Cathal Shafiq


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
16.10.2023, 19:44  ✶  
Uśmiech przebiegł przez usta Cathala, krótki, jakby rozbawiony, ale niemal natychmiast znikł. Mógłby odpowiedzieć, że zrobiłaby większe wrażenie, gdyby potrafiła wymówić poprawnie słowo „spierdalać” – ale tak naprawdę nie czuł potrzeby walki na słowa ze stojącą przed nią dziewczyną czy udowadniania jej czegokolwiek właściwie. Po co miałby wytykać jej tę ułomność, skoro z pewnością zdawała sobie z tejże sprawę sama?
Chociaż nie. Nie miał do niej wiele szacunku. Ten Cathal miał tylko do określonych jednostek. Ale niekoniecznie musiał się z tym nadmiernie obnosić.
– Nie krępuj się. W ogrodach posiadłości, która nie należy właściwie do nikogo, i na teren której mogą wejść wyłącznie członkowie konkretnego rodu, pewien mężczyzna, którego nazwiska nie znam, i o którym nic nie wiem, niecnie stał i palił papierosa… To będzie najbardziej fascynujące zgłoszenie w Biurze Brygady tego tygodnia. Nie wiem, jak sobie poradzę z tym tłumem funkcjonariuszy, którzy ruszą moim śladem – zachęcił ją, niemalże łagodnym tonem.
Jeśli szło o antyczne ruiny, to Cathal akurat całkiem się z nią zgadzał. Ich nie należało zaśmiecać. Problem polegał na tym, że dla niego to nie było przepiękne, opuszczone miejsce – coś wartego podziwiania, zwiedzania, przetrwania w ogóle.
To było siedlisko jadowitych węży, i wcale nie miał na myśli tych, które pełzały w hodowli.
Naprawdę powinien puścić je z dymem, ale wtedy Slytherin w jego głowie prawdopodobnie dostałby szału i nie dawał mu spokoju przez kolejne pół roku.
– Nie ma tu niczego wartego zachowania – skwitował. Ale kiedy powiedziała proszę, sięgnął po różdżkę – i nie, nie wycelował w dziewczynę, a machnął drewnem, unicestwiając resztkę po papierosie. Skoro aż tak jej zależało i faktycznie zamierzała to potem sprzątać (na litość bogini, za żadne skarby nie potrafił zrozumieć dlaczego), nic go nie kosztował ten gest. A chociaż po części z czystego, wrodzonego uporu, który często wytykali mu bliscy współpracownicy, wciąż się nie przedstawiał, nie musiał iść w zaparte w przypadku papierosa, skoro tak ładnie prosiła.
– Na twoim miejscu martwiłbym się raczej tymi szalejącymi roślinami, nie jednym niedopałkiem – dorzucił, po czym po prostu ruszył w bok, w ścieżkę, wiodącą na tyły posiadłości. Chciał przekonać się, jak sytuacja z nadmiernie rozplenioną roślinnością wyglądała tam. Do licha, może sama ziemia zapragnęła pozbyć się pozostałości po Gauntach?

@Sarah Macmillan
moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#8
03.11.2023, 22:06  ✶  
Ona natomiast ten uśmiech bardzo szybko wyłapała i od razu zadarła głowę do góry, jakby doprowadzenie go do takiego stanu było czymś, z czego była niesamowicie wręcz dumna. Nie wyraziła tego werbalnie, ale też niespecjalnie ukrywała to, że rozbawienie Cathala było dla niej jakimś sukcesem. Najwyraźniej zrobił na niej pierwsze wrażenie gbura.

- Nie poladzisz sobie, zamkniemy cię w wieży na środku morza i będziemy kahmić tylko i wyłącznie moltadelą - zagroziła mu, unosząc w górę rzadkie brwi i pochylając się do przodu.  Śmiała się z tej sytuacji, bo ciężko było potraktować całe to spotkanie poważnie, ale wciąż... denerwowało ją to, że nie chciał zdradzić jej swojego imienia. Oczywiście, że musiał być jakimś jej krewnym, bo się czuł tutaj tak pewnie jak się tylko dało. Sam zapytał ją o jej matkę i stwierdził, zresztą zgodnie z prawdą, że nie były do siebie podobne. No i w świetle temu naprawdę nie mógł się przedstawić? Buc.

- Wszystko tutaj jest walte zachowania - nie zgodziła się z nim od razu. - Dziękuję - dodała, a dopiero później kontynuowała myśl, wcale nie tak odległą od jego postrzegania świata. Może nie identyczną, ale wcale nie skierowaną w przeciwną stronę. - Wszystko tutaj jest świadectwem tego, do czego ludzi pothafi zaplowadzić czyste szaleństwo. To najshraszniejszy pomnik czahnoksięstwa w całym Little Hangleton, a zgodzimy się chyba oboje, że cała miejscowość nie znajduje się w kategohii uhoczych. - Wiecznie zamglone, upiorne miasto, było kojarzone (przynajmniej z tego co wiedziała) negatywnie. Niezależnie od tego, czy mówiliśmy o czarodziejach, czy mugolach. Każdy znalazł sobie tutaj dostatecznie mrożące krew w żyłach opowieści, aby podchodzić do miejscowości z dozą niepewności.

- Nohmalnie nie wygląda to aż tak źle, ale w tym loku chwasty zdają się rhobić nam na złość...

Niby mu odpowiedziała, ale nie poszła za nim, zamiast tego złapała się za głowę i syknęła przeciągle, próbując zdusić narastające w niej napięcie. Nienawidziła tego uczucia bezsilności wobec nieuniknionego, a wiedziała już, co się święciło...

@Cathal Shafiq


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
04.11.2023, 13:19  ✶  
Pierwsze wrażenie Sarah niekoniecznie było dalekie od prawdy. Cathal jeśli nie był gburem na pełny etat, to na pewno bywał nim okazjonalnie. Nie wspominając już o tym, że był też diablo uparty, niekiedy upierając się przy czymś dla samego faktu – jak teraz, kiedy nie raczył się przedstawić. Chociaż zapewne był świadomy, że gdyby Macmillanówna też się uparła, ustaliłaby jego dane – w końcu potomków Gauntów pozostała na świecie garstka, wszyscy w bocznych liniach.
Może wreszcie przekleństwo Slytherina umrze wraz z nimi. Czy to dlatego, że wymrą jeden po drugim, czy dlatego, że krew rozwodni się i głosy w głowach kolejnych pokoleń umilkną raz na zawsze.
O ile ich drogi kuzyn nie zostanie drugim, jeszcze gorszym Salazarem, oczywiście. Akurat w chwili, kiedy wydawało się, że klątwa przestanie działać, mógł pojawić się ktoś, kto był wreszcie godnym potomkiem Slytherina. Swoista ironia losu, z której jednak Cathal w stu procentach nie zdawał sobie sprawy, bo nigdy nie miał (nie)przyjemności spotkania Riddla osobiście.
– Od razu do Azkabanu i jeszcze mortadela na obiad, śniadanie i kolacje? Masz w sobie wiele sadystycznych skłonności – zakpił. A może mówił poważnie? W końcu ten niewinny, niemalże eteryczny wygląd Sarah, jej uśmiech i seplenienie o niczym jeszcze nie świadczyły. Była Gauntówną. Okrucieństwo płynęło w ich krwi, nawet jeżeli nie nieśli go w sercach, a to co, działo się w Wielkiej Brytanii jasno pokazywało, że nie należało ufać miłym uśmiechom.
Już idąc na tyły posiadłości, obejrzał się na nią, gdy podjęła swoją myśl. Z pewnym namysłem: może wywołanym tym, że go zaskoczyła, a może jedynie rozważaniem jej słów.
– Czyste szaleństwo było raczej pokłosiem innych rzeczy – mruknął w końcu, odwracając spojrzenie jasnych oczu – oczu Gauntów, nie Shafiqów – od dziewczyny i kierując je na gąszcz, który spowijał niegdyś piękny ogród na tyłach domu. Pomyślał, że jego matka najpierw zapłakałaby gorzko na ten widok, a potem zakasała ręce do pracy i zabrała się za ogarnianie tego bałaganu. Ona była jedną z tych Gauntówien dumnych z rodzinnego dziedzictwa, dumnych z tej posiadłości i do ostatnich dni bredzących w dodatku coś o kradzieży rodzinnych pamiątek. – O pewnych rzeczach lepiej zapomnieć, panno Macmillan. Tym bardziej, że jak sądzę… dawni panowie tego domu właśnie tego by sobie nie życzyli.
Pamięć, tradycja i tożsamość była w końcu dla nich wszystkim.
Do licha, Cathal naprawdę miał ochotę czasem to miejsce podpalić. Ale nie umiałby się na to zdobyć. W końcu, w pewnym sensie, historia i pamięć były też wszystkim dla niego.
– To nie jakaś klątwa? – zapytał trochę podejrzliwie, zastanawiając się, czy nie powinien ściągnąć tu Alethei. Bo chwasty naprawdę zdawały się robić im na złość…

@Sarah Macmillan
moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#10
11.11.2023, 11:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2023, 11:58 przez Sarah Macmillan.)  
- Kto tu mówił o trzech posiłkach? Zapędź się w tej wizji głębiej, ja celuję w ciemność, ty wciąż stoisz w świetle, a to o mnie zawsze mówią, że boję się własnego cienia.

Kiedy matka zapisała ją na zajęcia z panną Lestrange, Macmillan zapierała się rękoma i nogami, bo przecież nikomu nie miało udać się, zmienić czegokolwiek w jej podejściu do życia. Okazało się jednak, że to było możliwe. I nawet jeżeli nie wydobyła tego z niej Loretta, to ostatnie doświadczenia i słowa, którymi zaczęła częstować ludzi, sprzyjały myśleniu o niej w kategoriach kogoś nieszczególnie miłego, nawet jeżeli docinki ukrywała za warstwami ironii i dowcipu.

- Tak długo jak będziemy burzyć niewygodne pomniki, tak długo będziemy żyć w stlachu przed przeszłością. Poza tym, skoro darzysz ich taką niechęcią, pszypominam o możliwości toltur ich bytów poprzez zmuszenie ich do doglądania opustoszałych kolytarzy, zamiast pozwolić im whrócić do cyklu...

Reinkarnacja, w którą Macmillan wierzyła, wydawała się być nagrodą. Pozostanie na tym padole jako widmo straszące w domu będącego świadectwem wyznawanych przez siebie wartości już niekoniecznie. To dlatego nie postrzegała wywoływania za coś dobrego, tylko za neutralną moralnie szansę - to była umiejętność przydatna dla żywych, mogących dopiąć w sercu jakieś etapy, ale ostatecznie... Każda z tych dusz, co ty pozostała, była w jakiś sposób umęczona. Skoro kogoś tu już nie było - odnalazł spokój. W takim razie można by pozwolić mu na to, przestać w tym wszystkim mącić.

Tylko sprawy żywych bywały czasem naprawdę skomplikowane.

- Wybacz, mam podły nasthrój. - Znów przeprosiła kogoś bez powodu. Wcale nie chciała nikogo przepraszać, powinna się tego oduczyć raz na zawsze i już nigdy do tego nie wrócić. - Albo nie, nie wybaczaj. - Tak naprawdę bardziej niż do niego powiedziała to do siebie. Miała dosyć występowania w roli wiecznej ofiary. Wszyscy inni dostawali to, o czym marzyła. Sądziła, że to dzięki temu, że potrafili walczyć. Dlatego chyba w ogóle za nim podążyła, zamiast odejść w swoją stronę.

- Znawczyni klątw ze mnie żadna - przyznała, splatając chuderlawe ręce na wysokości klatki piersiowej - wiem jednak, ty najwyraźniej nie, to samo dzieje się w innych miejscach. Stąd do Doliny Godhryka... wszędzie spotkasz te same chwasty. Pops mówił, że to efekt, magii - ale tak szczerze to go nie słuchała. Była strasznie zestresowana i wyjątkowo przejęta tym wszystkim, co działo się w jej prywatnym życiu, że sprawy tych roślinek zaniedbała. - Nie znam żywego człowieka o mocy zdolnej do zasiania chaosu na tak wielkim obszarze, więc jeżeli to efekt klątwy, to nie wiem kogo o nią posądzić. - Bogów?

@Cathal Shafiq


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2936), Sarah Macmillan (2819)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa