14.10.2023, 00:03 ✶
Brenna wchodząca do Biura Aurorów nie była rzadkim widokiem. Pakowała się tu regularnie – najczęściej, żeby dopaść Patricka o jakąś sprawę, do której albo on potrzebował widmowidza (ewentualnie kogoś dostatecznie szalonego, by się wmieszać w coś po godzinach), albo ona jakiegoś aurora, któremu oficjalnie przypisze się śledztwo niepasujące do Brygady. Czasem, żeby dopaść Ashling, zostawić na biurku Alastora jakieś jedzenie, ewentualnie podrzucić coś Lucy. Tym razem skierowała się prosto do biurka Moody’ego.
– Tym razem to niecne przekupstwo – oświadczyła, kładąc przed nim pudełko z lunchem i podpierając się o blat. Przesunęła wzrokiem po najbliższej okolicy, odruchowo sprawdzając, kto jest w zasięgu słuchu i ktoś, chociaż w gruncie rzeczy nie chciała przecież robić niczego nielegalnego. To znaczy, trochę tak i trochę nie. Sprawa napaści na mugolaka Cane’a w rezerwacie New Forest – nie przez śmierciożerców wprawdzie, ale ewidentnie przez sympatyków – do której doszło w nocy parę dni temu, została zgłoszona oficjalnie. I również oficjalnie Brenna była w to wciągnięta, jako ta osoba, która gościła wtedy przypadkiem u Laurenta Prewetta, właściciela rezerwatu.
Oficjalnie więc Biuro Aurorów prowadziło śledztwo w sprawie, więc gdyby wyszło, że w tym mąci, nie byłoby to takim problemem, gdyby…
…tak, właśnie.
Miała jakiegoś aurora.
Nieoficjalnie, nie powinna się specjalnie wtrącać i nie powinna w ogóle mieć informacji, jakie przekazał jej Cane’, ale pewne rzeczy po prostu nie musiały trafiać do oficjalnych raportów.
– Potrzebuję jakiegoś aurora, a wykorzystałam już miesięczny przydział dręczenia Patricka i może ogłosić stanowczy protest – powiedziała, pochylając się nieco, by móc zniżyć głos. Tak naprawdę to… chyba nie chciała Stewardowi jeszcze bardziej dokładać po Beltane. Poza tym w tej chwili mieliby trochę problem, gdyby oboje na raz popełnili samobójstwo, więc chyba powinni trochę rzadziej działać w takich sprawach w duecie. – Odnośnie ostatniego napadu w New Forest. Może być bardzo, bardzo nudno i postoimy sobie nic nie robiąc, a może spróbują nas zabić. Jeśli dasz się przekupić sałatką za narażanie głowy, to szczegóły na zewnątrz.
@Alastor Moody
– Tym razem to niecne przekupstwo – oświadczyła, kładąc przed nim pudełko z lunchem i podpierając się o blat. Przesunęła wzrokiem po najbliższej okolicy, odruchowo sprawdzając, kto jest w zasięgu słuchu i ktoś, chociaż w gruncie rzeczy nie chciała przecież robić niczego nielegalnego. To znaczy, trochę tak i trochę nie. Sprawa napaści na mugolaka Cane’a w rezerwacie New Forest – nie przez śmierciożerców wprawdzie, ale ewidentnie przez sympatyków – do której doszło w nocy parę dni temu, została zgłoszona oficjalnie. I również oficjalnie Brenna była w to wciągnięta, jako ta osoba, która gościła wtedy przypadkiem u Laurenta Prewetta, właściciela rezerwatu.
Oficjalnie więc Biuro Aurorów prowadziło śledztwo w sprawie, więc gdyby wyszło, że w tym mąci, nie byłoby to takim problemem, gdyby…
…tak, właśnie.
Miała jakiegoś aurora.
Nieoficjalnie, nie powinna się specjalnie wtrącać i nie powinna w ogóle mieć informacji, jakie przekazał jej Cane’, ale pewne rzeczy po prostu nie musiały trafiać do oficjalnych raportów.
– Potrzebuję jakiegoś aurora, a wykorzystałam już miesięczny przydział dręczenia Patricka i może ogłosić stanowczy protest – powiedziała, pochylając się nieco, by móc zniżyć głos. Tak naprawdę to… chyba nie chciała Stewardowi jeszcze bardziej dokładać po Beltane. Poza tym w tej chwili mieliby trochę problem, gdyby oboje na raz popełnili samobójstwo, więc chyba powinni trochę rzadziej działać w takich sprawach w duecie. – Odnośnie ostatniego napadu w New Forest. Może być bardzo, bardzo nudno i postoimy sobie nic nie robiąc, a może spróbują nas zabić. Jeśli dasz się przekupić sałatką za narażanie głowy, to szczegóły na zewnątrz.
@Alastor Moody
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.