Powiedziała nieco ponuro, nawiązując oczywiście do ostatnich wydarzeń, związanych z Voldemortem i wydarzeniami, które powodował. Olivia westchnęła ciężko i przesunęła palcami po rudej czuprynie. Skrzywiła się, czując pod palcami nie pierwszą świeżość. Będzie musiała je umyć.
- Mam takie same uczucia. Dobrze, że nie musiałam łożyć w czynsz, ale czas przeciąć pępowinę - przytaknęła, uśmiechając się lekko. Miały podobne podejście - dlaczego nie rozmawiały częściej? Upiła łyk herbaty, teraz już lekko wystudzonej, ale wciąż bardzo ciepłej, i słuchała planu Aveliny. - Jeśli chodzi o zwierzęce komponenty, to pomoże nam Geraldine. Odezwę się do niej jak tylko ją spotkam, ale pewnie się zgodzi. Zawsze pomagała i nigdy nie nawaliła, a mam wrażenie, że bardzo lubi pieniądze, więc będzie jej wszystko jedno, czy opycha komponenty konkurencji, czy mojej matce. Z zielarzem może być problem - mogę oczywiście wziąć sadzonki, są moje i umiem je hodować, ale sama wiesz dobrze, że niektóre potrzebują czasu, żeby wyrosnąć. A tego już nie przeskoczymy.
Powiedziała, z zastanowieniem wydymając wargi. O zioła, szczególnie te rzadsze, było teraz ciężko.
- Myślisz że w Mungu potrzebują kogoś jeszcze? Mam wrażenie, że mają swoich stałych dostawców i na pewno niższe ceny, bo to przecież sklepy o ugruntowanej pozycji i mogą pozwolić sobie na niższe koszty - powiedziała z powątpiewaniem, drapiąc się po skroni.- Nie wiem, nie znam się na księgowości. Ani na biznesie. Mogę nie być pomocna na samym początku, ale mogę pomóc w szukaniu dostawców, to zawsze jakiś start, prawda?
Nawet nie wiedziała, ile to wszystko w lokalu będzie kosztować. To był ogromny mankament.