• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[20.12.1970] The Shadow Site | Rodolphus, Bellatrix

[20.12.1970] The Shadow Site | Rodolphus, Bellatrix
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#1
06.11.2023, 12:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 06:57 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

20 grudnia 1970
Dolina Godryka

Dolina Godryka była małą miejscowością, z jakiegoś powodu wybieraną przez znamienite rodziny czarodziejów jako miejsce zamieszkania. Może gdyby Dolinę zamieszkiwali sami czarodzieje, to faktycznie byłaby urokliwym i spokojnym miejscem. Jednak tak nie było: kręciło się tam sporo mugoli, a na dokładkę rodzin mugololubnych. Na samą myśl o tym, co wyprawiało się w Dolinie Godryka, Rolph dostawał nieprzyjemnych ciar na całym ciele. Samo istnienie tego miejsca sprawiało, że miał odruchy wymiotne. W Londynie nie było to aż tak odczuwalne, bo trzymał się magicznej części miasta. Ale tam? Niemożliwe było uniknięcie nieczystej krwi, zupełnie jakby czarodzieje tam mieszkający lubili istniejący stan rzeczy - bratania się z kimś, od kogo stoją wyżej.

Nic dziwnego, że Czarny Pan wybrał właśnie to miejsce. Rolph doskonale wiedział, że razem z Bellatrix są godni wstąpienia do jego szeregów, ale rozumiał też, że Lord Voldemort potrzebował dowodu. Większego niż to, co do tej pory robili i myśleli. Rodolphus doskonale się maskował - był świeżo upieczonym pracownikiem Ministerstwa, trafił na dodatek do Departamentu Tajemnic. To, w jaki sposób to zrobił, nie było aż tak istotne, chociaż na pewno ciekawe zarówno dla niego samego, jak i Czarnego Pana. Pozostawało tylko udowodnić swoją wartość.

Stał na wzgórzu, mając oko na całą Dolinę Godryka. Był zimny wieczór, śnieg sypał się z nieba, przykrywając białym puchem całą mieścinę. Wokół pubu kręciło się sporo osób, nawet tutaj dochodziły go śmiechy i przekomarzania się czystej krwi z brudną. Na twarzy Rolpha jednak nie odbił się nawet cień niesmaku - do perfekcji opanował odruchy swojego ciała i mimikę. Mimo zimnej pory roku nie odczuwał chłodu. Jego czarna peleryna była podbita prawdziwą weną, która zatrzymywała ciepło jego ciała. Buty z wysokimi cholewami opinały ciasno łydki i spodnie, które w nie wsunął. Koszula, również w czarnej barwie, przylegała do ciała, nie krępując jednak ruchów. Potrzebował ich całego zakresu. W kieszeni peleryny spoczywały dwie białe maski.
- Dom znajduje się tam - z czułością zacisnął palce na dłoni Bellatrix. Nie musiał na nią patrzeć by wiedzieć, że czuje ekscytację niemal taką samą, jak on sam. A może nawet i większą? - Mam coś dla ciebie.
Wolną dłoń wsunął do przepastnej kieszeni, by wydobyć śnieżnobiały kawałek usztywnianego materiału. Nie dostąpili jeszcze zaszczytu noszenia masek popleczników Czarnego Pana, jednak to co mieli, powinno wystarczyć. Maska zakrywała jedno oko i całe usta. Zaklęta była w ten sposób, by nikt nie mógł ich rozpoznać.

Rodolphus zakręcił palcem, polecając by Trix się obróciła. Musiał się upewnić, że gdy założy maskę, ta nie opadnie w ferworze walki. Nie zniósłby, gdyby ktokolwiek ją rozpoznał. Dla niej gotów był wymordować całe miasto, byle by tylko była bezpieczna.
- Gotowa? - zamruczał do ucha narzeczonej, zaciskając supeł z elastycznych rzemieni na dwa razy, by maska na pewno została na swoim miejscu. Czuł, jak adrenalina zaczyna krążyć w jego żyłach. Przed sobą mieli całą Dolinę, a dom, który został wskazany jako cel, stał na uboczu, pół kilometra od nich. Musieli tylko przemknąć niezauważeni, dostać się do środka wykorzystując okazję, jaką były nadchodzące święta, i zrobić to co słuszne.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#2
06.11.2023, 14:11  ✶  

Trixie nie do końca rozumiała ideę mieszkania blisko mugoli. Szczególnie, że czarodzieje musieli wtedy dbać o to, żeby niemagiczni nie dostrzegli magii. Wszystko przez ten niepotrzebny kodeks tajności. Nie rozumiała dlaczego od tylu lat kryli się ze swoimi czarodziejskimi mocami. Już dawno powinni przejąć władzę nad światem i zademonstrować mugolom, gdzie jest ich miejsce. Całe szczęście, że niedługo się to zmieni. Znalazł się czarodziej, który zamierzał doprowadzić do rewolucji.

Ona miała zamiar go wspierać. Wychowana w świadomości swojej wyższości nad tymi, którzy dopiero dołączali do czarodziejskiego świata zamierzała wspierać Lorda Voldemorta w rewolucji, która zbliżała się wielkimi krokami. Pokażą im wszystkim, jak powinien wyglądać świat. Strasznie cieszyła się na myśl o tym, co miało nadejść. Ona mogła być tego częścią - przyszłe pokolenia będą jej wdzięczne za to, że walczyła o słuszną sprawę. Czuła, że nie zapomną o niej szybko, wierzyła w to, że dokona wielkich rzeczy.

Czarny Pan wysłał ich do Doliny Godryka. Rozsądne posunięcie, mieszkało tu wiele osób, które nie był godne, by należeć do ich świata. Bratali się z mugolami, jakby ci byli im równi. Obrzydzało ją to. Nie umiała tego zrozumieć. Gdyby tylko mogła najchętniej zmiotłaby całą wioskę z tego świata, póki co jednak nie mogła, więc musiała dostosować się do zadania, które zostało im wyznaczone przez Czarnego Pana. Nie miała z tym problemu, była gotowa spełnić każdą zachiankę Lorda Voldemorta.

Aura była naprawdę urocza. Śnieg przyjemnie sypał z nieba, cudowna pogoda do świętowania zbliżającego się Yule. Czarodzieje byli zabiegani, zajęci przygotowywaniem się do celebrowania świąt. Idealny moment, żeby w nich uderzyć, nie sądziła, aby byli specjalnie czujni, na pewno nie spodziewali się ataku. Sprawią im świąteczną niespodziankę. Na samą myśl o tym, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nie mogła się doczekać, aż zaatakują. Czuła ekscytację na samą myśl, że przyszło im wykonywać zadanie od samego Czarnego Pana. Będą mogli udowodnić swoją wierność, a następnie dołączyć do szeregu jego popleczników.

Spoglądała na wioskę z oddali. Widać było, że tak jak zakładała miejsce tętni życiem. Był to czas w którym uczniowie wracali do domów, zjeżdzały się rodziny z całego kraju.

Śnieg jej nie przeszkadzał. Lubiła zimę. Przygotowała się też na panujące na zewnątrz warunki. Ubrana była ciepło w wełniane, czarne spodnie i kaszmirowy, fioletowy sweter, którego barwy nie było widać, gdyż otulona była czarnym, długim płaszczem. Włosy miała spięte w ciasnego koka, jedynie kilka pasm czarnych loków opadało jej na twarz. Nie dało się ujarzmić tych włosów.

Przeniosła spojrzenie w stronę domu, o którym wspomniał Rodolphus. Już za chwilę, razem, wejdą do środka i pokażą tym ludziom, kto ma władzę. Czuła adrenalinę, nie mogła się doczekać momentu, w którym zaatakują. Uścisk dłoni mężczyzny dodawał jej odwagi. Wiedziała, że razem mogą wiele zdziałać, dobrze było mieć w tym jego wsparcie.

- Dla mnie? - Spojrzała na Lestrange'a spod swoich ciężkich powiek. Ciekawa była, czym tym razem ją zaskoczy. Maska. Zapomniała o tym, że muszą się ukrywać, nie do końca jej się to podobało, jednak miała świadomość, czym było to spowodowane. Musieli chronić swoją tożsamość, bardzo szybko bowiem mogliby ich odnaleźć  pracownicy ministerstwa.

Odwróciła się do niego, tak ja prosił, wydawało jej się, że założyła maskę całkiem stabilnie. Nie powinna spaść jej z twarzy, przynajmniej tak się jej wydawało. - Nigdy nie byłam bardziej gotowa. - Powiedziała spokojnym tonem, jakby w ogóle jej nie ruszało to, że za chwilę mieli wymordować jakąś rodzinę.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
06.11.2023, 15:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2023, 15:48 przez Rodolphus Lestrange.)  
Aura była aż nadto urocza. Piękna tak, że zapierała dech w piersiach. Pierwsze lampiony tliły się wesoło przy domach, a miękkie, ciepłe światło padające z okien nadawało scenerii iście idyllicznego charakteru. Idylla, którą zaraz mieli zburzyć. Ich idealny świat miał w ciągu godziny lec w gruzach, by coś lepszego mogło się narodzić. Rolph musnął palcami ramiona Bellatrix.
- Czas na nas - powiedział ciepłym głosem, zatrzymując dłonie na jej barkach zaledwie na chwilę. Ujął dłoń Trix i przytknął do jej grzbietu usta, zanim sam założył swoją maskę, nie kłopocząc się zakładaniem kaptura. Ruszyli.

Śnieg był miękki, a mróz powodował, że ich kroki zwiastowało jeno złowieszcze skrzypienie. Zdążyło napadać o tyle, o ile - mogli swobodnie zejść ze wzgórza i obejść wioskę, by nie narażać się na wzrok postronnych. Wszyscy byli zajęli siedzeniem w domach i przygotowywaniem się do świętowania. Piękne suknie, doskonale skrojone fraki... Kontra świąteczne swetry, robione na drutach ze starej włóczki. Dwa różne światy, które zaraz miały się zderzyć tak boleśnie, że po tym dniu pozostaną jedynie wspomnienia. Rolph, idąc powoli wzdłuż ścieżki prowadzącej do lasu, uśmiechnął się pod maską. Jeszcze kilkaset metrów i będą przy drzwiach.

Dom, który był ich celem, był prostym parterowym domkiem, niewyróżniającym się absolutnie niczym. Dach był pokryty cienką warstwą białego puchu, a z komina sączył się jasnoszary dym o charakterystycznej woni palonego drewna. W oknach świeciło się żółte światło, delikatnie wylewając się na zewnątrz. Ze środka nie dobiegały odgłosy, ale po oknach widać było ruch. Światło migotało, gdy kolejne osoby przechodziły obok kominka, sprzątając po kolacji.
- Rodzice i dwójka dzieci. Oboje szlamowatej krwi. Ciągnie swój do swego - powiedział cicho, obserwując z dystansu budynek. Dom stał trochę na uboczu, jednak nie na tyle daleko, by mogli wpaść do środka z bombardą na ustach. Obrócił się w stronę Bellatrix. - Działamy zgodnie z planem. Czekamy aż pójdą uśpić dzieciaki. Jakieś pytania? - czujnie obserwował otoczenie, gotów w każdej chwili zaciągnąć Trix za budynek, gdyby na horyzoncie pojawił się ktoś niepowołany.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#4
06.11.2023, 16:40  ✶  

Nastrój świąt, który można było wyczuć w powietrzu był ich sojusznikiem. Kto bowiem spodziewał się, że znajdą się tacy, którzy będą chcieli zakłócić ten radosny czas? Skupieni na przygotowaniach na pewno nie brali tego pod uwagę. Dobrze, bardzo szybko sprowadzą ich na ziemię, spowodują, że zaczną się bać własnych cieni, nie będą znali dnia, ani godziny kiedy będą mogli to powtórzyć. O to chodziło, musieli czuć strach i niepewność. To powodowało, że zaczną podejmować głupie decyzje, będą się gubić, co będzie sprzyjało poplecznikom Voldemorta.

Skinęła głową, gdy Lestrange zadecydował o tym, że nadszedł ten moment. Nie mogła się doczekać, aż znajdą się w środku. Ekscytacja, która jej towarzyszyła była ogromna. Czuła ogromny przypływ energii, która motywowała ją do działania, tyle, że starała się zatrzymać ją w środku. Nie chciała dać po sobie poznać, jak bardzo cieszy ją to, co mieli zrobić. Rodolphus pozostawał pelen galanterii nawet podczas sytuacji jak ta. Trixie uważała, że jest to urocze, nie sądziła, że uda jej się znaleźć kogoś, kto będzie do niej tak bardzo podobny. Podobały się jej jego maniery, zresztą sama została wychowana w dobrym domu, gdzie zwracało się uwagę na najdrobniejsze szczegóły w zachowaniu. Dlatego też sama była bardzo skrupulatna, wyłapywała najdrobniejsze niuanse.

Droga minęła im bez żadnych komplikacji. Tak, jak zakładali - w ten dzień wszyscy znajdowali się w domach, zajęci świętowaniem. Czy to mugole, czy czarodzieje, nie było w tym nic zaskakującego. Mogli więc spokojnie przemieszczać się bez strachu, że zostaną zauważeni. Trixie mimo wszystko była czujna, wolała uniknąć niepotrzebnych konfrontacji. Mieli skupić się na tych osobach, które wskazał im Czarny Pan - nie wychylać się. Ważne było, aby wykonywali jego rozkazy dokładnie tak, jak tego oczekiwał. Nie chciała, aby zwątpił w ich umiejętności.

Udało im się dotrzeć do domu, który miał być ich celem. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Przez okna dostrzegła światło, oznaczało to, że ci, którzy ich interesowali byli w środku. Jak na razie wszystko szło według ich założeń. Jeszcze chwila, a zakończą żywot tych szlam.

- Oczywiście, chociaż są i zdrajcy krwi, którzy również wybierają szlamy. Obrzydliwe. - Zdecydowanie lepszą opcją było to, kiedy rozmnażali się między sobą. Nie musieli wtedy niepotrzebnie przelewać czystej krwi, która była warta zdecydowanie więcej, chociaż różnie bywało. Zdrjacy musieli zostać ukarani.

- Żadnych pytań, mam nadzieję, że uda nam się sprawnie to zrobić i zdążymy na kolację. - W końcu było Yule, dobrze by było mieć jeszcze coś z wieczora dla siebie.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
06.11.2023, 17:56  ✶  
Kolację... Rolph uśmiechnął się, gdy Bellatrix o niej wspomniała. W odruchu czułości, zarezerwowanej wyłącznie dla niej, przyciągnął kobietę do siebie. Oparł czoło o jej czoło, a w stalowoszarych oczach pojawiły się iskierki. Tylko ona potrafiła sprawić, że Rodolphus uśmiechał się całym sobą.
- Nie zniósłbym myśli, że ktoś musi na nas czekać podczas Yule. Lepiej się nie spóźnić - mrugnął. Przy niej zmieniał się nie do poznania. Rysy twarzy, tak idealne i ostre, natychmiast łagodniały, a ruchy stawały się bardziej miękkie, pełne uczucia i ciepła. Naprawdę ją kochał, chociaż sam nie podejrzewałby się o tak górnolotne uczucia w stosunku do kogokolwiek. Ale życie potrafi zaskakiwać.

W domu rozległ się chichot, przetykany tupotem małych stóp. To był ich znak, nieustalony ale jasny jak słońce. Trzasnęły drzwi, zapewne łazienki. Oczy Rolpha znowu stały się zimne, bezwzględne. Mężczyzna poczuł przyjemne mrowienie u dołu brzucha. Już czas. I tak jak bardzo chciałby po prostu wysadzić drzwi do tego plugawego domu, z jego ust wydobyło się tylko ciche słowo.
- Alohomora - mrukliwy głos przeobraził się niemal w syk, gdy szeptał słowa zaklęcia otwierającego. Durni nie zadbali nawet o porządne zabezpieczenia. Mieli naprawdę łatwą robotę - każdy głupi mógłby tu wejść i ich po prostu wysadzić. Nawet mugol by dał radę. Rolph wślizgnął się przez uchylone drzwi do środka, zaciskając szczupłe palce na różdżce. Czuł jej ekscytację tak, jak czuł ekscytację Bellatrix. Byli niemal jednością.

Wnętrze domu było obrzydliwie zwyczajne. Zielona kanapa w kratę stała naprzeciwko kominka, w którym trzaskał wesoło ogień. Obok znajdował się fotel, na którym leżał zwinięty Prorok Codzienny. Otwarty aneks kuchenny przedstawiał widok jak po wojnie - brudne naczynia piętrzyły się w zlewie, gąbka i płyn stały bezużyteczne. Nawet do tego nie potrafili wykorzystać swojej magii. Na palniku gotowała się zupa, po zapachu sądząc - rosół. Rolpha nieprzyjemnie zaswędziało w nosie. Dodali za dużo pieprzu. Podekscytowany omiótł wzrokiem salon i kuchnię. Zauważył trzy pary drzwi. Jedne były uchylone, dobiegał z nich plusk wody i cichy chichot. Pozostałe dwie pary zamknięte były na głucho.
- Uważaj! - oko bruneta dostrzegło ruch z boku. Zadziałał instynktownie: odepchnął Bellatrix lewą ręką. Prawa szarpnęła różdżkę, z trudem odbijając zaklęcie, które pomknęło ku parze. Stalowoszare oczy zapłonęły furią. Rolph wykonał kolejny gest, tym razem bardziej wyważony, wymierzony prosto w przeciwnika. Głowa rodziny była przerażona - nagle do domu pakuje mu się dwójka nieznajomych w białych maskach. Czytał gazety, wiedział po co tu przyszli. - Diffindo!
Z różdżki błysnęło czerwonym jak krew snopem iskier. Rodolphus wykonał gest smagnięcia biczem. Siła, jaką włożył w zaklęcie, sprawiła że impet popchnął czarodzieja na garnek z rosołem, przy którym stał. Rozległ się głośny trzask i huk, gdy gar zupy spadł na ziemię.
- Wykończ resztę - głos Rodolphusa był wręcz lodowaty. Mówił jednak niezwykle spokojnie, tak jakby próba ataku mężczyzny nie zrobiła na nim wrażenia. W środku jednak szalał z furii. - Nikt nie podnosi różdżki na moją przyszłą żonę.
Ruszył w stronę przeciwnika. Żył, dławił się własną krwią i próbował ręką wymacać różdżkę, która wypadła mu z dłoni podczas upadku. Rany na twarzy i torsie, które spowodowało zaklęcie, były jednak zbyt głębokie i bolesne, odbierając mężczyźnie czas na reakcję. Rolph nadepnął na szukającą w panice dłoń. Na twarzy pojawił się uśmiech pełen satysfakcji.

Bellatrix usłyszała trzaśnięcie i szczęk zamka. Matka zamknęła się w łazience razem z dziećmi. Ale czymże był mugolski zamek w porównaniu z magią?
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#6
06.11.2023, 18:50  ✶  

Nie sądziła, że to krótkie wspomnienie o kolacji wzbudzi w Rodolphusie tyle czułości. Uśmiechnęła się, gdy się do niej zbliżył, mógł dostrzec błysk w jej oczach. Naprawdę dobrze było wiedzieć, że spotkania rodzinne znaczyły dla niego tak samo wiele jak i dla niej. Grunt to mieć wspólne priorytety, a wszystko powinno się układać. Zrobić swoje, a później udać się do domu, aby świętować. Idealne podejście. Miała nadzieję, że wszystko pójdzie po ich myśli, a już za chwilę znajdą się wśród najbliższych. Jako, że byli narzeczeństwem ich wspólna nieobecność nie powinna rzucać się w oczy, będą mogli udać, że się modnie spóźnili i tyle. Nie musieli wiedzieć o tym, że odebrali kilka żyć.

Kiedy się do niej zbliżył przejechała dłonią po jego policzku. Chciała mu dać do zrozumienia, że wszystko będzie dobrze, a już za chwilę będą mieli to za sobą.

Ich chwilę zapomnienia przerwał chichot, który dobiegał z wnętrza domu. Niczego nie świadoma rodzina właśnie przeżywała ostatnie wspólne chwile. Dobrze, niech korzystają póki jeszcze mogą. Zauważyła zmianę, jaka zaszła w jej narzeczonym, jakby stała przed nią zupełnie inna osoba.

Rodolphus szepnął zaklęcie, które otworzyło drzwi. Trixie zacisnęła mocno dłoń na różdżce, gotowa w każdej chwili zaatakować. Obserwowała go, gdy wchodził do środka. Miała nadzieję, że rodzina faktycznie opuściła to pomieszczenie. Wślizgnęła się do wnętrza tuż za nim, rozglądała przy tym uważnie, aby namierzyć ewentualnych przeciwników.

Skupiła się na drzwiach od łazienki, przez co nie zauważyła zagrożenia, które znajdowało się obok. Na szczęście Lestrange był szybszy - odepchnął ją, dzięki czemu udało jej się uniknąć ataku.

Usłyszała, jak mężczyzna uderza o coś z impetem, nie spoglądała jednak w tamtą stronę. Od razu ruszyła w stronę łazienki, tak jak powiedział Rodolphus.

Czy martwiło ją jakoś specjalnie to, że za drzwiami była matka z dwójką dzieci? Nie do końca. Taka już kolej rzeczy. Czekała na nich śmierć, a Bellatrix była jedynie jej sługą. Nie zwlekała. Rzuciła zaklęcie, aby otworzyć drzwi. - Naprawdę myślałaś, że mnie to powstrzyma, głupia... - Roześmiała się przy tym histerycznie.

Kobieta próbowała się na nią rzucić, jednak Trixie była szybsza, szczególnie, że tamta jeszcze chwilę wcześniej zajmowała się dziećmi. Nie była przygotowana na to, co miało nadejść. Nie miała przy sobie różdżki. Pozostawały jej jedynie własne ręce, czymże one jednak były przy magii?

Bellatrix machnęła różdżką, skorzystała z uroku, który bardzo dobrze znała. Kazała się jej zatrzymać w miejscu, wtedy sama miała czas, aby zacząć działać. Postanowiła zacząć od dzieci, które siedziały w wannie. Spoglądały w stronę Black ze strachem w oczach. Nie miała zamiaru tego przedłużać, machnęła różdżką dwa razy, chciała wyczarować siłę, która podetnie im gardła. Nie było to specjalnie trudne zadanie. Już to robiła.

Udało jej się pozbyć dzieci, dostrzegła, że w kobiecie coś pękło. Zaczęła wyć, próbowała wyrwać się zaklęciu, jednak nie była w stanie. - Oj, mamusia chyba zaraz dołączy do swoich skarbeczków. - Znowu machnęła różdżką, aby skończyć z kobietą w ten sam sposób. Zależało jej na czasie, przecież czekała na nich jeszcze rodzinna kolacja.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
06.11.2023, 19:12  ✶  
Gdyby nie to, że mieli zaraz pojawić się na kolacji, Rolph przedłużałby to tak długo, jak tylko by mógł. Ale tu liczył się czas - a czas spędzony z rodziną był niezwykle cenny. Z furiackim uśmiechem i szaleństwem w oczach przeniósł cały ciężar ciała na stopę, pod którą znajdowała się dłoń szlamowatego. Mężczyzna wrzasnął, a pod Rolphem coś się zapadło. Kości pękły z głuchym trzaskiem. To była muzyka dla jego uszu.
- Powinienem łamać ci palec po palcu - warknął, nachylając się. Z oszalałym wzrokiem, rozwianymi włosami i uśmiechem odsłaniającym zęby wyglądał jak prawdziwe ucieleśnienie śmierci. Szaleńczej śmierci. - A potem wyrwać ci każdy ząb po kolei. Ale mam lepszy pomysł, zdrajco.
Lewą ręką chwycił ledwo zipiącego mężczyznę za kark i ustawił go do pionu. Gdyby ważył trochę więcej, ten manewr zapewne by się nie udał, ale jego ofiara musiała zdrowo się odżywiać, bo był całkiem szczupły. Rodolphus zaciągnął go do łazienki, do której drzwi otworzył kopniakiem. Dźwignął brudnokrwistego na równe nogi, by patrzył w oczy żony, która właśnie umierała.
- Za chwilę do niej dołączysz, ćśśś - wyszeptał, stukając rózdżką w grdykę skamlącego mężczyzny. - Ale chcę, żeby to był ostatni widok, zanim umrzesz. Spójrz w lewo.
Czy spojrzał - tego nie wiedział, bo wyszeptał świszczące słowa zaklęcia, które sprawiły że powietrze stało się ostre niczym brzytwa. Która poderżnęła gardło szlamy. Bezwładne ciało opadło na podłogę z głuchym łoskotem, a Rolph skrzywił się.
- Będę musiał wyrzucić buty - mruknął, robiąc krok w bok. Krew z czterech ciał powoli zajmowała całą podłogę w łazience. - Chcesz czynić honory i wysadzić tę ruderę, moja droga?
Znów był tym czarującym, szarmanckim Rolphem, którego znał cały świat. Zniknęło szaleństwo z oczu, zniknęły białe zęby, a włosy znowu zostały zaczesane w tył. Krwi na czarnych butach na szczęście nie było widać. Rodolphus wyciągnął dłoń w kierunku Bellatrix, by pomóc jej przejść nad drgającymi ciałami. Szkoda by było, by i ona ubrudziła swoje buty.
- Czy wolisz oznaczyć miejsce znakiem? - musieli się podzielić. Któreś rzucało zaklęcie, by wszyscy wiedzieli, że tu byli, a któreś wysadzało cały dom. Najlepiej z ogniem. Rodolphus lubił, gdy się paliło.
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#8
06.11.2023, 19:38  ✶  

Uśmiechnęła się, kiedy do łazienki dotarł jej narzeczony wraz z ojcem całej rodziny. Świetny pomysł, niech patrzy na to, jak ona zabierała mu to, co miał najcenniejsze w swoim życiu. Powodowało to, że Trixie czuła dziką satysfakcję. Taką, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie robiła tego powoli, wręcz przeciwnie, szybko odebrała kobiecie życie.

- To co, teraz pora na tatusia? - Odwróciła się w stronę mężczyzn, po wyśmienicie rzuconym zaklęciu.

Ledwie zdążyła się odezwać jej narzeczony zakończył żywot mężczyzny. Poszło im to wszystko całkiem szybko. Tyle, że pojawiło się sporo bałaganu i krwi. Na szczęście w jednym pomieszczeniu.

- Nie martw się, znajdziemy Ci lepsze. - Skomentowała jeszcze jego słowa o wyrzuceniu butów. Nie nadawały się do uzytku splamione brudną krwią szlam.

- Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko, to bardzo chętnie będę czynić honory. - Bella również lubiła ogień, była nim zafascynowana. Na pewno pięknie pochłonie tę ruderę. Nie mogła się doczekać, aż zakończą to zadanie.

Skorzystała z pomocy Lestrange'a, aby wydostać się z łazienki. Zdecydowanie wolała uniknąć babrania się we krwi mugolaków.

Jej narzeczony bardzo szybko wrócił do normalności. Jakby wcale chwilę wcześniej nie zabili tutaj tej rodziny. Ona również nie miała z tym problemu, zniknęły płomyki w oczach, serce wróciło do normalnego rytmu. Wykonali zadanie. Czarny Pan dostanie świąteczny prezent. Dokładnie tak, jak chciała. Dzięki Rodolphusowi mogła spełniać swoje marzenia.

Wyszli z łazienki, udali się na zewnątrz. - Ja palę, uwielbiam jak świat płonie. - Powiedziała cicho, po czym machnęła różdżką, żeby wyczarować ogień, który pochłonie to miejsce. Płomienie wspaniale tańczyły na tle śniegu, który powodował, że przepięknie błyszczały. Poczekała, aż jej towarzysz wyczaruje mroczny znak, - Teraz do Kromlechu, a później kolacja. - Rzekła jeszcze cicho, nim się teleportowała to musnęła jego policzek, zadowolona z tego, że udało im się wypełnić zadanie.

Spotkali się ponownie w Kromlechu, gdzie podzielili się swoim sukcesem z Lordem Voldemortem. Przestali być nic nieznaczącymi pionkami, a stali się wreszcie oficjalnymi poplecznikami Czarnego Pana, który w nagrodę za wykonane zadanie uraczył ich tatuażami, które nosili śmierciożercy.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bellatrix Black (1782), Rodolphus Lestrange (1749)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa