Westchnąłem, kręcąc głową. Nie sądziłem, że aż tak będzie mnie irytowała obecność Longbottom. Zależało mi cholernie na zdjęciu tej przeklętej klątwy z Aveliny, a ona niczego nie ułatwiała, wręcz pogarszała.
- Nigdzie jej nie zabierasz, Dani. Opuść tę różdżkę - odparłem, specjalnie używając zmiękczenia w stosunku do Longbottom, które używała Avelina i które również użyłem w liście rzekomo od niej do Danielle. - I musisz być delikatniejsza... Momentami ma świadomość, że coś jest z nią nie tak, ale przeważnie jest upojona ślepą miłością do Godryka Gryffindora. Co gorsza, zauważam, że z coraz większa intensywnością traci racjonalne myślenie - poinstruowałem Danielle niemalże wielkimi literami, bo miała w sobie tyle delikatności co słoń w składzie porcelany. Umyślenie nie używałem imienia Aveliny by jej nie wybudzać z własnej tęsknoty do innego. Lepiej, żeby jak najmniej przysłuchiwała się naszej rozmowie.
- Avelino, wszystko jest w porządku. Zaraz zaczniemy go szukać, damy radę... Aby musimy wszystko wyjaśnić Danielle. Źle nas zrozumiała - odpowiedziałem delikatnie dziewczynie, która ewidentnie robiła się niecierpliwa i przy tym uszczypliwa. Ba!, krzyczała na mnie, co akurat nie było jakieś niezwykłe, bo lata temu krzyczeliśmy na siebie wyzwiskami jedno przez drugiego, ale nie powinna. Choć kto wie? Może się czubiliśmy, dlatego się lubiliśmy? - I jeszcze jedna rzecz, Avelino... Avelino, słyszysz mnie? Bądź dla mnie milsza, bo beze mnie to Danielle nie uda się go znaleźć. Mam specjalne świece do rytuału - odparłem, zerkając wymownie na Longbottomównę i wyciągając dwie świece z kieszeni. Zaraz też uśmiechnąłem się z satysfakcją, wiedząc, że do tak paskudnej klątwy o tej porze nie zdobędzie świeczek. Ja je przygotowałem osobiście zawczasu.
- Czego potrzebujesz Danielle, by wykonać rytuał... sama-wiesz-który - zapytałem usłużnie, choć nie zamierzałem jej biegać z kociołkami i innymi sprawami. Pragnąłem ją jedynie pospieszyć w działaniu.