10.10.2023, 23:12 ✶
Posiadłość rodowa Prewettów w Keswick
Można by się spodziewać, że jak napiszesz córce, że chcesz się z nią widzieć w ciągu dwudziestu czterech godzin, to będzie tu, powiedzmy, że natychmiast, albo chociażby z rana, już przed śniadaniem, MOŻE PRZED SAMYM ŚWITEM. Byleby, miejmy poprawkę, podróżowała bezpiecznie i bez komplikacji, BO JEDNAK NIEZWYKLE MI NA NIEJ ZALEŻAŁO, stąd też ten cały ambaras. Ogólnie rzecz biorąc, poranek to wcale nie wydawał się być jakąś wygórowaną porą, ale NIE.
To chyba najdłuższa noc i najdłuższy dzień w moim życiu, kiedy czekałem na Pandorkę do południa i po południu jeszcze trochę. Ja rozumiałem, że musiała się wyspać dla wygody i dla urody, i w inne dni bym to zrozumiał szczególnie cierpliwie, bo to mi nie przeszkadzało, ale w ten dzień NIE, szczególnie że mi od rana zaprzątali głowę sprawami tak prozaicznymi, że się chowały przy plotce, którą sprzedał mi mój własny syn.
Żenujące i kłopotliwe, że jak zwykle o ważnych, rodzinnych sprawach musiałem dowiadywać się od osób niezainteresowanych, postronnych. Chwała, że tym razem to był łaskawie Lorek. Lorek miał ostatnio dużo łaskawości dla mnie, że mnie poinformował o tym mordercy, co grasował w snach, a teraz o Pandorze i jakimś chłoptasiu. Nie mogłem zdzierżyć myśli, że ten... Ugh... Zwyrodnialec mógł się do niej dobierać. Bezczelnym, wstrętny... Modliłem się w duchu by to się zaczynało i kończyło na pocałunkach, ale obawiałem się, że mogło być gorzej. Może powinienem wezwać magimedyka? Chyba jakoś strasznie duszno się robiło. Może Florence... Ona mogła tu pomóc, jakoś to naprawić... Na te nerwy moje nawet herbatka nie działała, a po alkohol nie chciałem sięgać by zachować trzeźwość umysłu.
Stukałem w drewniane biurko, te ogromne i pozłacane, i wysadzane, i stojące w moim ogromnym gabinecie. Spoczywałem na prewettowym tronie zamyślony, zniecierpliwiony, wkurwiony właściwie. Powstrzymałem się od wysyłania szpiegów, bo wolałem to usłyszeć u źródła. Od razu, zaraz. Natychmiast może. Już sobie nawet wyobrażałem jak z nerwów gryzę to dzieło sztuki, biurko moje drewniane, ale... Gdzież ta dziewczyna była?!?!?! Już południe minęło dawno.