Miała wrażenie, że jeszcze więcej ludzi wyszło na ulicę. Niektórzy zapewne już po posiłku, inni może planowali zjeść coś na mieście. Na całe szczęście zmienili cel swojej wycieczki, na Nokturnie powinno być mniej tłocznie. Przynajmniej tak zakładała. Nie była to szczególnie atrakcyjna dzielnica dla czarodziejów. Nie wszyscy chętnie się tam pojawiali, nie tylko dlatego, że tam śmierdziało. Miejsce to było pełne mętów, ludzi, którzy tylko czekali, aż innym powinie się noga, gotowych na tym skorzystać, jeśli tylko pojawi się taka okazja.
- Nie spodziewałam się, że na Nokturnie można spotkać kogoś uprzejmego. - Było to bardzo specyficzne miejsce. Sama Trixie odwiedzała je tylko i wyłącznie wtedy, gdy miała jakiś większy cel. Ufała narzeczonemu i wierzyła w jego kontakty. Miała nadzieję, że mężczyzna o którym wspominał rzeczywiście okaże się być kompetentny. Tego teraz potrzebowali. Przyspieszyła kroku, aby znaleźć się tam szybciej, w końcu czas był ich przyjacielem. Jeśli chcieli znaleźć kieszonkowca to powinni zareagować, kiedy jeszcze w ogóle mieli taką możliwość.
- Mnie też to czeka, zdecydowanie będziemy musieli się odkazić po tej wizycie. - Uważała, że będzie warto. Wierzyła w to, że znajdą to, czego szukają, że ten cały Peter pomoże im zlokalizować jegomościa, który nie zdawał sobie sprawy, że ten dzień był dla niego bardzo pechowy. Być może udało mu się ukraść sakiewkę, nie mógł się jednak spodziewać ile go to będzie kosztowało. Konsekwencje, o które sam się prosił, przyjdą, wcześniej niż by się tego w ogóle spodziewał.
Weszła na podwórko dosyć niepewnie, ostrożnie stawiała kroki, aby nie wdepnąć w nic nieprzewidywalnego. Kto wiedział, co tak właściwie mogło się znajdować na ziemi, zapewne nawet najstarsi prorocy nie umieli tego przewidzieć. Udało im się dotrzeć do sklepu. Nie było to specjalnie duże miejsce, raczej skromniejsze, jednak nie wzbudzało to w Belli żadnych wątpliwości. Skoro Rolp powiedział, że mężczyzna zna się na rzeczy, to mu wierzyła. Rozglądała się po wnętrzu uważnie, chcąc wyłapać każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. Uderzył w nią zapach kadzideł, były ciężkie i drapały w nos, powstrzymywała się przed kichnięciem, a wcale nie było to łatwe bo niemiłosiernie dawały o sobie znać.
Sprzedawca powitał Rodolphusa z dosyć sporym entuzjazmem. Zapewne dał mu już w przeszłości zarobić, nie spodziewała się, że może to być spowodowane czymś innym. Wyglądał jej on na kogoś, kto nie zamierza przepuścić okazji na to, by łatwo i szybko zarobić. Próbował im wcisnąć któryś ze swoich produktów, jednak nie po to się tutaj pojawili. Trixie stała nieruchomo obok narzeczonego, nie chciała się wtrącać w rozmowę mężczyzn, czekała, aż Rolph wyjaśni dlaczego się tutaj znaleźli.
Kiedy dostrzegła, że mężczyzna wyciąga w jej stronę ręce cofnęła się o krok, jakoś tak automatycznie. Nie lubiła, gdy dotykał ją ktoś obcy, dlatego zazwyczaj unikała takich gestów. - Zostałam okradziona. Jakiś mężczyzna pozwolił sobie skorzystać z mojej nieuwagi, zabrał sakiewkę, którą miałam przy biodrach. Chciałabym go znaleźć. - Dodała z uśmiechem, oczywiście pominęła też to, że miała zamiar go zabić.