Przynieś kajdany, o pani. Jam więźniem twego serca.
Oblicze chłopaka rozświetliło się wewnętrznym blaskiem, kiedy tylko usłyszał od niej zgodę. Tak naprawdę nie oczekiwał, że ona się zgodzi. A przynajmniej nie tak szybko. Był przecież już gotowy paść na kolana i błagać o jej zgodę, więc kiedy odpowiedziała "tak" tak szybko, poczuł się nawet w dziwny sposób nieco zawiedziony. Nie narzekał jednak - ocalała dzięki temu nie tylko jego duma, ale też nowe spodnie. Zamiast tego uścisnął mocniej jej dłonie, ucałowując je z zapałem.
- Tak! Och, Dianuś... - wykrztusił tylko, pragnąc wyrazić jak bardzo ją kocha, jak bardzo jest wspaniała i łaskawa dla jego podrzędnej, słabej osoby, ale nie znajdując do tego odpowiednich słów.
Pozwolił jej się dotykać, głaskać i pod tym jej dotykiem spalał się, rozpadał na tysiące gorejących kawałków. Była dla niego tym czym benzyna dla iskry, podsycała w nim pasję i tą gorącą, szczenięcą miłość, której się wydawało, że już nigdy nic na świecie nie będzie silniejsze i bardziej wyraziste.
Nieśmiało budziła się we mnie nadzieja, że oto stąpam po wodzie, zamiast w niej tonąć.
Nie obchodził go jej ojciec. W tym momencie czuł, że tamten mężczyzna równie dobrze mógłby być drzewkiem na drodze pożogi ich uczuć. Nie miał szans się temu oprzeć, tak samo jak jego rodzice. Oddałby za Dianę wszystko, włącznie z własnym życiem, więc jej obawy zupełnie go nie zraziły.
- Najdroższa, jeśli twój ojciec jeszcze raz podniesie rękę na którekolwiek z nas, będzie to ostatni dzień w którym będzie tą rękę posiadał. - zapewnił jej, kładąc na jej dłoni swoją i przyciskając ją mocniej do swojego policzka. Mogła wyczuć pod dłonią lekką szorstkość młodzieńczego zarostu, ostrość jego rysów i zaciśnięte mocno szczęki. I mówił poważnie. Będzie walczył z każdym i zniszczy każdego kto ją skrzywdzi. Wtedy tego nie wiedział, ale to jedno postanowienie miało w nim przetrwać jeszcze przez wiele lat. Teraz jednak zaczął już w głowie planować ich ucieczkę, oceniać co było im niezbędnie potrzebne i co zrobią kiedy już zejdą na ląd w Nowym Świecie. Właśnie dlatego jej pytanie zupełnie zbiło go z tropu. To przecież nie kobieta miała się oświadczyć mężczyźnie a odwrotnie, on powinien ją prosić o rękę. A ponieważ Diana nie pozostawiła mu zbyt dużego wyboru, upadł na jedno kolano przed nią.
- Nie mam pierścionka, żeby udowodnić ci swoją miłość, ale mam całego siebie, którego ci ofiaruję. Diano Burke, wyjdziesz za mnie? - zapytał, ze łzami w oczach. Boże, jak on był szczęśliwy! Pragnął zatrzymać tą jedną sekundę na wieczność, wykuć ją w pamięci by móc do niej wracać wciąż i wciąż. Jej wyraz twarzy, para ich oddechów, ośnieżona altanka i ich wspólna miłość, pokonująca wszystkie bariery.
Boję się tylko tego, że mogę cię stracić.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London