- Mogę ci opisać te wszystkie kolory, frère. - Nawet przez moment nie poczuła się źle, że zapomniała o tym, że Flynn nie widzi tych różnorodnych barw. Ona w przeciwieństwie do brata w ogóle nie zastanawiała się nad zasadnością tego, czy sabat powinien się odbyć. Od Beltane minęło już sporo czasu, czarodzieje powinni złapać oddech i świętować, po co skupiać się na problemach, które już dawno ich nie dotyczyły. Jakby wcale śmierciożercy nie mogli znowu zaatakować sabatu, ale tym zapewne zaczęłaby się martwić, gdyby do tego doszło.
- Wezmę największą jaką się da. - Jak powiedziała, tak też zamierzała zrobić. Na pewno będzie jej przykro, że nie dotrzymała słowa i nie udało jej się kupić tej waty cukrowej. Jednak z niektórymi przyzwyczajeniami Fiery nie umiała walczyć. Miała nadzieję, że Flynn jej wybaczy, na pewno mu to zrekompensuje w przyszłości.
Gdyby tylko Fiery wiedziała, że ma przed sobą aurora z czterdziestoletnim doświadczeniem zapewne nie próbowałaby go obrabować. Chociaż nie to zupełnie nie ten typ człowieka. Byłoby to większą frajdą, bo kochała stąpać po niepewnym gruncie. Lubiła adrenalinę, przez większość swojego życia wsadzała głowę do paszczy lwa, więc wcale nie powinno to nikogo dziwić. To ryzyko sprawiało jej ogromną przyjemność.
Udało jej się sięgnąć do kieszeni, czuła, że jest dobrze, nie przewidziała jednak tego, że mężczyzna to zauważy. No cóż, niefart. Nie wyglądała jednak na zdenerwowaną kiedy się odwrócił, na jej twarzy pojawił się uśmiech ogromny, taki od ucha do ucha.
Dostrzegła Flynna, który pojawił się obok, to był jednak odpowiedni moment, żeby się stąd zmyć, szczególnie, że ludzie na nich spoglądali. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie spróbowała czegoś jeszcze, nim odwróciła się na pięcie, żeby uciec postanowiła kopnąć Chestera między nogi, a później uciekła, a raczej próbowała uciec.
Dwa rzuty na aktywność fizyczną
Akcja nieudana
Sukces!