• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej

1972, Lato | 25, 26 czerwca | Tym razem wrócę szybciej
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#11
29.11.2023, 01:59  ✶  
Napiął twarz w taki sposób, jakby chciał mu przekazać proste „no shit”, kiedy przyznał się wreszcie, że spanikował. Oczywiście, jak to w takich historiach bywa, sam Flynn też nie był tu święty i za ten dobór słów zasłużył sobie na palce wciśnięte szybkim ruchem między żebra, ale sam sobie dołków pod dupą kopać już nie chciał.

Wytłumaczenie zawiłości sytuacji Severine Crouch byłoby nie tylko żenujące, ale i niepotrzebne. Sam Flynn nie do końca łapał to, w co ona pogrywała ze swoją pojebaną rodziną i martwiło go to cholernie. Nie chciał w to wciągać reszty Bellów. Przez wzgląd na wielką niewiadomą właśnie, ale też przez to, że i Crouch wolałaby zamknąć tę historię w nieco mniejszym gronie niż wielka rodzina cyrkowych szaleńców. Powątpiewał w to, aby zechcieli to rozpuścić po wioskach, gdyby im powiedział, że ceną za to byłaby najpewniej jego wolność (chociaż to też zależy ile Wizengamot by na niego znalazł - szala wahała się od aresztu w Londynie po wydaniu ostatniego tchnienia przy pocałunku Dementora na wyspie daleko stąd), ale im mniej ryzyka, tym mniej szansy na niepowodzenie.

- Nie - zaprotestował spokojnie, ale już nie tak ospale jak wcześniej. - Im więcej osób się w to zaangażuje tym gorzej. - Dla jego psychiki i świętego spokoju, i dla sprawy jaką musiał załatwić, bo przecież miał to załatwić po cichu, a nie z lwem ryczącym w tle i wariatką wysadzającą drzwi frontowe, bo ktoś ukradł jej dwa knuty. Zawsze wolał pracować sam. Inni ludzie uwielbiali patrzeć mu na ręce, robić rzeczy nieprzewidziane w jego perfekcyjnych planach tkanych godzinami, albo robili za sztuczny tłum. Gdyby potrzebował zabrać ze sobą kogoś, żeby mu się nie nudziło w drodze, to pewnie napisałby list do Aveliny.

- Ale wrócę - dodał, tak na wszelki wypadek, gdyby Alexander znów miał się trząść.

Jeżeli już musiał drgać, jeżeli jego plecy miały przechodzić dreszcze, to wolał wywoływać je swoim dotykiem, a nie słowami. A jego dotyk był na to w tym momencie zbyt delikatny, chociaż ewidentnie kusił do myślenia o czymś więcej, kiedy prawa dłoń przesuwała się po coraz większym obszarze ciała.

- Dobrze - odpowiedział mu na ten szept. To nie tylko było nieszczere, ale i zabrzmiało nieszczerze. Miał naprawdę dużo powodów do bycia przytłoczonym poczuciem winy, nie to jednak utwierdzało go w byciu pewnym, że Alexander go kiedyś zostawi. Wszystko się kiedyś kończyło. W szczególności to, co dawało mu jakiekolwiek szczęście. Dla Flynna to było aż nazbyt oczywiste - był czymś przejściowym, na czas, kiedy starszy Bell nie miał chęci ułożenia sobie życia z jakąś kobietą. Wierzył w to całą swoją duszą, chociaż spali w jednym łóżku od czterech lat.

@The Overseer


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#12
02.12.2023, 18:41  ✶  
Zamknąłem oczy. Nie wiem, co sobie myślałem, ale bardzo dużo właśnie było ich teraz w mojej głowie, plątały się i walczyły o uwagę, szczególnie ten przeklęty Szekspir stojący na naszej półce oraz zdarzenie sprzed kilku dni nie dawało mi spokoju, ale nie chciałem być człowiekiem wścibskim, wierząc, że jeśli ktokolwiek - w tym przypadku Flynn - kiedykolwiek będzie potrzebował mi o czymś powiedzieć albo po prostu mojej pomocy będzie chciał, to do mnie z tym przyjdzie, ale... Flynn udawał, że sprawy nie było, jak gdyby rozpłynęło się w powietrzu, a teraz jeszcze mi oświadczał przez sen, że znika, zamiast powiedzieć mi to po prostu w twarz w ciągu dnia. To nie było w porządku, więc jak mogłem sam być ok? Aż mnie mierziło by wyjść ze stresy komfortu i powiedzieć, zapytać czy wywrzeszczeć... Szczególnie że to wprawiało mnie w ogromny niepokój. Te sprawy musiały być ze sobą powiązane i, chuj, Flynn już nie wróci. Rozpłynie się, a mi serce pęknie.
Złapałem go za dłonie. Nie mogłem się skupić, kiedy był tak blisko, kiedy dotykał mnie w ten sposób i patrzył na mnie tymi ciemnymi oczami. Wyrażały miłość, oddanie, ale mógł grać tak, jak graliśmy na scenie. Mógł przecież wszystko, czyż nie? Był Flynnem, cyrkowcem The Edgem i... Crowem czy jak mu tam. Złożoną osobowością gotową być najdelikatniejszym i najczulszym człowiekiem świata, usilnie pragnącym miłości i uwagi, ale też brutalną bestią do zabijania, która bez zawahania mogłaby wbić mi nóż w trzewia, jeśli tego wymagałaby sytuacja, czyż nie? Flynn często o tym mówił. Wspominał, że robił naprawdę złe rzeczy, a ja słuchałem jedynie to, co zechciał mi powiedzieć. Więcej z niego nie wyrywałem, czekając aż będzie gotów na kontynuację, ale czy miałby być kiedykolwiek na ten ból, mrok i cierpienie? Na powrót do tego wszystkiego? Czy jeszcze to pamiętał po tych latach czy obijało mu się echem w głowie, znacznie zniekształcone, niewyraźne...?
Cóż, trzymałem go za dłonie, ale nie potrafiłem zrobić nic więcej, jakby czekając na... NIC. Taki był Flynn. Tylko NIC i ucieczka w łóżkowe uniesienia, ale nie mogliśmy tak całe życie. Szczególnie że nie wiedziałem, kim tak naprawdę dla niego byłem pomimo tych wszystkich deklaracji. „Antoniusz i Kleopatra” stojący na naszej półce, z tym zaznaczonym fragmentem dawali mi po prostu w twarz za każdym razem, kiedy tam spoglądałem. Już kruszyli mi serce. W duecie. Chciałem wiedzieć, kim dla niego był czy była Kleopatra.
- Powiedz mi... prawdę, bo wciąż powtarzasz, że póki będę cię chciał, to będziesz... A co ty czujesz? Czego ty chcesz? - zapytałem trochę za ostro, wpatrując się w niego. Właściwie wbijałem we Flynna baczne spojrzenie, bo chciałem wiedzieć, że podłoże na którym wspólnie staliśmy było stabilne, a nie popękane albo fikcyjne. Nie wyobrażałem sobie lecenia w dół, kiedy musiałem być silny i stanowczy. Tego ode mnie wymagał nasz mały świat, nasze cyrkowe życie, a Flynn mi tego nie ułatwiał, robiąc mi z bani rollercoaster. Zawsze mówił niedostatecznie wystarczająco, skrywał się w cieniu tajemnic oraz wychodził na światło pożądania. Nic poza tym.
- Ten chłopak co to był kilka dni temu... Właściwie minął już miesiąc czasu. Potem ten list, przeklęta książka... Ciągle ktoś się kręci w twoim otoczeniu, ktoś obcy, a teraz jeszcze to zniknięcie! Nic mi nie mówisz albo odpowiadasz wymijająco. To nie w porządku, Flynn - zauważyłem, oblizując wargi, kiedy zdałem sobie, że są spierzchnięte, wysuszone. Pragnęły pocałunków tej kurwikleszczowej zmory nieczystej, ale też moje uszy oczekiwały odpowiedzi, a oczy szczerości. I miłości, ale do tego nie chciałem się przyznawać. Bo przecież miłość była wolnością, więc nie chciałem nikogo do niczego zmuszać, a jednak... zmuszałem? - Potrzebuję stabilności Flynn, przynajmniej w uczuciach jej potrzebuję, a nie mogę jej mieć, bo nie wiem, czy wrócisz. Mówisz, że wrócisz. Możesz w ogóle obiecać, że to zrobisz? Jesteś tego pewny?! - zapytałem, już unosząc głos. Aż puściłem jego ręce i usiadłem, bo tak na dobrą sprawę, to nie brałem pod uwagę tego czarnego scenariusza, w którym Flynn umiera, a ja nawet nie wiem, co się z nim dzieje albo że już go nie ma.

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#13
02.12.2023, 23:45  ✶  
Był trzymany za te ręce, nadal się w niego wpatrywał i wiedział - powinien przestać, ale przecież wciąż był tym samym nieokrzesanym sobą - to skłaniało do robienia rzeczy szalonych, wyzbytych jakichkolwiek hamulców. Jak teraz, kiedy na przekór temu uściskowi, na przekór niememu stop, spójrz na mnie, Flynn dźwignął się na materacu, żeby unieść zmęczone ciało w górę i w prowokacyjny sposób usiąść na Alexandrze okrakiem, bardzo świadomie lokując swój tyłek na jego kroczu. Celowy zabieg miał go w tej fali pytań ostudzić, zaczepna mina próbowała zmusić go do zaprzestania tych idiotycznych rozmyślań - trochę desperacki krok, ale jakoś musiał iść z tym do przodu, niestety...

To nie działało. I kilka bardzo bolesnych zdań później Flynn nie wyglądał już jak jego zaczepny kochanek, tylko jak ktoś silnie obrażony, ktoś, kogo właśnie zdzieliło się z liścia w twarz. Miał tę samą minę co zawsze, kiedy skubał zębami wewnętrzną stronę ust. Wpatrywał się w bok, gdzieś daleko poza to łóżko, może nawet gdzieś daleko poza ten wóz. A później zsunął się z niego, pokracznie opadając na prawy bok, odwrócony plecami do niego. Słyszał i czuł, jak Alexander się podnosi, ale sam się nie podniósł. Bycie zawiniętym w kołdrę i obgryzanie paznokcia lewego kciuka dawało mu jakiekolwiek oparcie w rzeczywistości. Dotyk zawsze skutecznie przypominał mu, że znajdował się tu i teraz - nie wczoraj i nie jutro, nie odpływał myślami chuj wie gdzie.

Czego on chciał?

- To jest prawda.

Nie kłamał, mówiąc, że go kocha, że tu zostanie i że zawsze do niego wróci. Ale czego on chciał? Nie zadawało się takich pytań smutnym ludziom. Bo jak to brzmiało - nie chcę nic. Nie mam pojęcia, czego pragnę. Doszukuję się jakichkolwiek znaków. Nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie ani Lustro Pragnień, ani żaden cholerny wróżbita, ani Jim modlący się codziennie do jakichś pozaziemskich bytów. W tym dole, w tym piekle, w którym musiał egzystować, istniało tylko kilka stabilnych potrzeb - rzeczy dających mu radość i satysfakcję - ale nie wszystkimi potrafił i chciał się z nim podzielić, bo one sobie przecież przeczyły.

Dlatego też tak samo jak zawsze, nie odpowiedział na to pytanie. Sprytny był, więc zauważywszy, jak mało dało kuszenie go na seks, obrał taktykę mówienia na najbardziej komfortowy temat, no bo przecież jak się otworzy w jednym z nich, to może drugi będzie się dało zagrzebać pod dywan tak jak wszystko inne, czego nie dało się odblokować ukrytymi opcjami dialogowymi, kiedy Flynn był pijany, naćpany lub zwyczajnie zaspany.

- Nie lubię mówić o swojej przeszłości, bo strasznie wtedy zjebałem. Zjebałem więcej rzeczy, niż chcę, żebyś ze mną dźwigał. Ale ta osoba, która poprosiła mnie o pomoc, to nie jest... no wiesz... - mówił, bo miał wrażenie, że tego właśnie Alexander się obawiał. Fontaine. Kurwa, ciężko było się nie obawiać osoby, której twój chłopak dedykował wielki tatuaż serca na środku swojej klatki piersiowej i nigdy go nie usunął. - To po prostu zdesperowana urzędniczka, która lata temu założyła mi teczkę i potrzebuje pomocy. Wiem o tym strasznie mało, dlatego nie wiem, ile mi to zajmie.

W jego głosie dało się wyczuć niepokój. Ale nie taki niepokój, który wprawiał go w drżenie, tylko w formował w nim narastające napięcie. Nie tylko Alexander potrafił unosić głos, kiedy był zdenerwowany, nie doszli jednak do etapu kłótni, więc próbował trzymać wzbierające się w środku emocje na wodzy. Oderwał się od zaciskania na tej cholernej pościeli i odwrócił głowę w jego kierunku.

- Co rozumiesz przez stabilność?

@The Overseer


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#14
04.12.2023, 23:41  ✶  
Tak to się kończyło, kiedy chciałem poważnie porozmawiać z Flynnem, wymienić się spostrzeżeniami czy dopytać o coś niewygodnego dla niego. Umykał, wycofywał się, niemalże znikał. Już nie był tą słodką małpką, która uwieszała się na niemalże każdej części mojego ciała, i musiałem przyznać, że mieszanie w moich uczuciach wychodziło mu doskonale. Bo teraz, kiedy trwał odwrócony do mnie plecami, każdą komórką swojego ciała pragnąłem by jednak do mnie wrócił, rozpraszał mnie, ale przynajmniej dalej smyrał gdziekolwiek, był bliżej, bo oznaczałoby to chociaż, że jest tu ze mną, a nie gdzieś tam? W swojej krainie myśli i upadków. W półmroku, pod kołdrą, skryty za swoimi plecami, Tam był niedostępny, zamknięty, wycofany. Czułem wtedy, że go powoli traciłem przy tych stanach.
Westchnąłem ciężko. Nie było to dla mnie łatwe pod żadnym kątem. Fontaine i inne zmory mojego świata... Flynn odwrócony do mnie plecami. Miałem już nawet pęknąć i go dotknąć, przytulić czy cokolwiek, ale po chwili milczenia odwrócił głowę w moim kierunku. Pewnie zaparłoby mi dech, gdyby nie zadał pytania o moje pojęcie stabilności.
- Boję się, Flynn, że już nigdy więcej cię nie zobaczę - odparłem w odpowiedzi na to pytanie, bo co mogłem rzec? Że pęknę totalnie, kiedy zniknie? Że nie mógł tego zrobić? Że jebałem Fontaine i jakiekolwiek urzędniczki, które mu groziły? Musiałem być rozważny. Myśleć o dobru Flynna, ale też o dobru cyrku. Nie o sobie. Co, jeśli serio groziło mu więzienie? Co, jeśli ta przysługa była lepszym rozwiązaniem? Flynn wydawał się wiedzieć, co robi, ale obawiałem się, że mógł zostać zanadto wykorzystany. Nie miał własnego zdania. Zawsze wzruszał ramionami. I co, jeśli jednak...?
- Nie chciałbym... by groziło ci niebezpieczeństwo. Wolę, kiedy jesteś tu albo na dachu tego wozu, albo gdziekolwiek w tym cyrku... Wtedy wiem, że wszystko jest jak należy ze mną, ale kiedy ciebie nie ma, a jeszcze jak ma ciebie nie być tak długo... - zacząłem, ale bałem się sam tych myśli, tej przyszłości, co ma nadejść, mroku, beznadziei, marazmu. - Potrzebuję cię by czuć się normalnie. Tu w środku - odparłem, jedną ręką dotykając swojej piersi by drugą sięgnąć ku Flynnowi. Potrzebowałem poczuć jego ciepło, bo nie ręczyłem za siebie.
Pokręciłem głową. Nie miałem pojęcia, czy to miało jakikolwiek sens. Uczonym, psychologiem ani poetą nie byłem, ale po prostu nie chciałem stracić Flynna. Uzależniłem się od niego i od jego obecności. Jak za dawnych, starych czasów, ale na nowy, inny sposób.
- I nie możesz mi obiecać, że wrócisz... - zauważyłem już szeptem, odwracając wzrok, a wtedy moje spojrzenie znowu padło na książkę. Tę przeklętą książkę. - Od kogo dostałeś tę książkę? Kim dla ciebie jest ta osoba? - zapytałem bez ogródek. Wciąż nie powróciłem na niego wzrokiem, bo się bałem. Stchórzyłem po prostu. Nie mogłem przyjąć do siebie myśli, że mógłby kochać kogoś innego, a jednak... Fontaine chociażby.

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#15
05.12.2023, 03:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2023, 03:28 przez The Edge.)  
Nie działał seks. Nie działało omijanie tematu. Co miał zrobić? Naprawdę miał powiedzieć prawdę?

Czego on właściwie chciał? To pytanie nie dawało mu spokoju.

W takich momentach wracał do niego fakt, że Alexander był kimś całkowicie poza jego ligą. Nie mógł czuć się tutaj wyjątkowy - procesy myślowe zachodzące w głowach osób, które kręciły się wokół niego jak księżyce wokół planety, stanowiły dla niego jedną, wielką zagadkę. Mogli mieć każdego, mogli chwycić się tylu miłych osób i nie puszczać, a wybierali jego. To natomiast pchało go do obnażenia się przed samym sobą z innej prawdy, w normalnych warunkach skrzętnie skrywanej pod warstwami krzywego uśmiechu - niesamowicie to lubił. Nie chodziło tutaj o bycie podziwianym, nigdy tego w życiu nie potrzebował. Dobrze przyjmował sporadyczne komplementy, bo kto by ich nie łaknął, szczególnie w takim pierwszym okresie zauroczenia. Chciał też być docenianym za swoją pracę. Ale być podziwianym? Nie istniał żaden powód, żeby go podziwiać. Najwyraźniej istniało wiele powodów, żeby go pragnąć, a on nieco sadystycznie podziwiał to, co udawało mu się robić z innymi osobami. Czy gdyby odwalił tu teraz jakiś teatrzyk skrzywdzonego dzieciaka, to Al padłby na kolana i przepraszał go za wszystko, za te gorzkie słowa i zarzucanie mu złej woli? To było magiczne, to było podniecające, jak oboje wybaczali mu jedną rzecz za drugą. Porzucenie na tyle lat - ile w obojgu musiało tlić się gniewu, a i tak wystarczył tydzień, żeby zapraszali go do łóżka i rozkładali przed nim nogi. Uwielbiał to. I jego najgorsza wersja chciała testować te granice dalej. Zanim to zgaśnie. Zanim sobie pójdą. Zanim go zostawią i spróbują ułożyć sobie życie z kimś normalnym, niewybrakowanym. Kimś, kogo dało się kochać.

Bo jego się przecież nie dało kochać. To wszystko, co oni do niego czuli było złudzeniem, ułudą. To zniknie, jak każde szczęście w jego życiu. On o tym nie myślał, ale wiedział to - kultywował to nieświadomie jak prawdę objawioną, najtrwalszą prawdę własnej egzystencji - tam na końcu nikt go nie wybierał.

- Nie wiem, co zrobić, Al. Równie dobrze mogę umrzeć w drodze do sklepu, co udowodniła mi ostatnia przygoda z Bulstrodem. Mogę ci obiecać, że chcę wrócić, kiedy to przestało się liczyć?

Użył „chcę” nieświadomie. Nie, on nie chciał nawiązać do ich rozmowy, on celowo dobrał słowa tak, żeby nim zmanipulować, ale bardzo szybko tego pożałował. Dotyk jego ręki był tak ciężki, że momentalnie zrobiło mu się duszno i gorąco. Dlaczego myślał o nim w takich kategoriach? Co mu w ogóle strzelało do łba? Alexander był kimś więcej niż kimś, kim mógł się bawić i sprawdzać jego reakcje.

- Przyniosłem ci coś. Miałem dać ci to wczoraj, ale poszedłeś spać. - Może to będzie jakakolwiek rekompensata za te okropne rzeczy, które myślał, wpatrując się w znajdującą się tuż obok, skąpaną w świetle księżyca sylwetkę? Wstał z łóżka, żeby podejść do swojej kurtki. W wewnętrznej kieszeni trzymał praktycznie wszystkie swoje rzeczy, więc nie dziwiło, że musiał tam trochę pogrzebać, zanim wyciągnął z niej małe lusterko. Aktualnie posiadał ich przy sobie trzy. Jedno do ciemnoszarej pary przekazał już Cainowi. Swoje dwa zdążył już przerobić - połączyć je w jedno, żeby nosić je jak lusterko składane. Ostatnie należało do Alexandra, tylko Alexander jeszcze o tym nie wiedział.

Zanim do niego wrócił, napił się jeszcze dwa łyki alkoholu, który trzymał tam na czarną godzinę. Przełknął je głośno, co było zwiastunem tego, że będzie od niego śmierdzieć wódką. Stanął naprzeciw tego łóżka i wyciągnął do brata dłoń, podając mu ten prezent.

- Reaguje na moje imię. - Powiedział, po czym poprawił się: Na Fleamont, nie na Flynn. Nie chcę, żeby ktoś jeszcze go używał. - Nie wyjaśnił tego, że były częścią zapłaty za to, że ostatecznie zgodził się pomóc Severine z jej problemem. Nie uznał tego za istotne.

Stał tak jeszcze chwilę, wpatrując się w swojego brata, aż wreszcie rzucił, trochę bardziej jak rozkaz niż prośbę:

- Przesuń się do ściany i odwróć do niej twarzą. - Jeżeli Alexander to zrobił, Flynn położył się za jego plecami i objął go ręką ciasno. Sam wsparł się na łokciu, żeby pochylić się nad jego uchem, bo to była ich pozycja, w której lubił do niego mówić. Jeżeli nie, to nadal nad nim stał. Nie ruszał się nigdzie.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#16
07.12.2023, 22:49  ✶  
Zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie głupio. Dałem się ponieść drobnym tropom do niczego, głupiej, ludzkiej zazdrości, wpływowi bezdusznego księżyca, a przede wszystkim zmęczeniu. Zamiast stroić sobie teorie spiskowe względem Flynna, obawy, że mógłby mieć kogoś innego, kogoś, kogo kochał bardziej ode mnie, powinienem zająć się czymś bardziej pożytecznym. Flynn naprawdę na to nie zasługiwał, na tę całą żenadę, którą tu wygłaszałem. Ta książka... Była niczym, bo Flynn był ze mną, a nie z Kleopatrą, nie z Fontaine ani z nikim innym. Tylko ze mną.
Właśnie do takiej puenty doprowadzało mnie lusterko, które trzymałem w rękach. Wpatrywałem się w nie, a w nim widziałem siebie. Takiego niezadowolonego, zawiedzionego własną postawą, również niemożliwie wzruszonego, bo tego kompletnie nie spodziewałem się po Flynnie. Nie sądziłem, że mógłby pomyśleć o tym, że w razie gdybyśmy mieli się dłużej nie widzieć... to on jednak znajdzie sposób, żebyśmy mogli już zawsze być razem, nawet pomimo dzielących nas kilometrów.
Nie wiedziałem, co powiedzieć, więc jedyne, na co się zdobyłem to usłuchanie słów Flynna. Położyłem się z lusterkiem w rękach. Miałem ogromne wyrzuty sumienia, że mogłem go podejrzewać o nieszczerość uczuć, o zdradę tego, co było między nami, o bawienie się moimi uczuciami. To wszystko było prawdziwe, a jeszcze to lusterko.... Aż musiałem głęboko odetchnąć by tu się nie popłakać jak ta łajza.
- Przepraszam cię, Flynn - szepnąłem, na chwilę nieco odwracając twarz w jego kierunku by na niego spojrzeć, kiedy się do mnie przytulił. - Nie powinienem był... Ufam ci, kocham cię. Wrócisz - stwierdziłem sam, nie czekając na żadne kolejne jego wyznania. Wierzyłem, że zrobi wszystko, co w było tylko w jego mocy, by wrócić do mnie i do cyrku, do swojej rodziny. Będę cholernie tęsknił, ale będę miał lusterko, poza tym któregoś dnia sierpnia on wróci i to mi wystarczało. Będę czekał.
- Może w pełnie księżyca powinienem brać jakieś silne proszki nasenne... - szepnąłem, kiedy na powrót wróciłem głową na poduszkę. To mogło się przysłużyć nie tylko mi, ale również mojej rodzinie. Nie mogłem sobie pozwalać na jakieś krzywe akcje, tylko dlatego że miałem chwilę słabości.

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#17
08.12.2023, 11:15  ✶  
Nawiedziło go to potworne, duszące ukłucie poczucia winy, rozchodzące się po ciele o wiele szybciej niż ciepło wypitego przed momentem alkoholu. Położył się za Alexandrem, objął go rękoma, przycisnął do siebie, ale już teraz wiedział, że choćby i spróbował odłożyć to na później, temat wróci o wiele szybciej i mocniej, niż teraz. Pewność nieuniknionego niestety nie dodawała aż tyle odwagi, żeby wyznać swoje grzechy tak po prostu, nic tutaj przecież nie było proste ani możliwe do wyjaśnienia jednym słowem lub zdaniem. On sam sobie nie potrafił niektórych rzeczy i zachowań wytłumaczyć, a co dopiero kiedy miał się dzielić z kimś, przy kim ze względu na wiszące w powietrzu napięcie powinien rozsądniej dobrać sposób przekazu.

Teraz albo nigdy.

- Al... - zaczął i od razu urwał, bo planował powiedzieć to niby takim szeptem, z przynajmniej dozą pewności siebie, a wyszło mu jak wtedy, kiedy się zwijał na podłodze próbując opowiedzieć mu o tym dlaczego uciekł od Fontaine. Przełknął ślinę, bo teraz nie dość, że teraz już było wiadomo o potrzebie kontynuacji tej historii, to się zrobił czerwony i znowu nic mu przez gardło przeleźć nie chciało. Ale powinno. Wiedział o tym przecież. Ten człowiek naprzeciwko niego to nie był ktoś, kogo powinien się bać, to nie w nim leżał wieczny problem - to Flynn stanowił ten skurwiały element, a kamieniem ciągnącym go w dół rzeki była jego własna przeszłość.

Bycie z kimś, kto cię rani, przez kogo doświadczasz regularnej krzywdy, to nie było dla niego coś obcego. Jeszcze cztery lata temu stanowiło to dla niego normę, codzienność. I teraz zastanawiał się, czy to możliwe, że ona czuła wtedy to samo?

Nie.

I to mu chyba dodało jakiejś resztki odwagi w tym, że może i był durny jak but, ale przynajmniej przeciwieństwie do niej był jeszcze człowiekiem.

- Al obiecaj mi, że jak ci to wszystko powiem, to stąd nie wyjdziesz - szepnął. Zostanie tutaj samemu było najgorszą formą kary, jaką potrafił sobie wyobrazić. Nienawidził kiedy ktoś przerywał z nim dotyk. - Kocham cię - mówił to już tylu osobom, że waga tego słowa się trochę skurczyła, ale faktycznie nie było w tym nieszczerości - możesz mi zaufać i wrócę - bo to nie o to przecież chodziło. - Tę książkę dostałem od swojego byłego chłopaka. I wciąż go lubię. Bałeś się że to powiem?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#18
09.12.2023, 23:00  ✶  
Wtuliłem się w ciało Flynna, objąłem jedną ręką jego rękę, w drugiej wciąż ściskając wręczone mi lusterko - materialny dowód jego miłości do mnie. Zamierzałem trzymać się go niczym kotwicy, która trzymała mnie na miejscu, nie pozwalała porwać prądom morskim w jakimkolwiek innym, niepożądanym kierunku. Moja kotwica, moje lusterko, mój Flynn. Byliśmy braćmi, byliśmy zgranym duetem, byliśmy przyjaciółmi i kochankami. Szliśmy od kilku lat ramię w ramię. Flynn był ze mną nieprzerwanie, a teraz ostrzegał mnie, że zniknie, ale mówił również, że wróci. W sierpniu. Wróci któregoś dnia sierpnia i zamierzałem czekać.
Nadstawiłem ucho, kiedy chciał coś powiedzieć, ale przerwał. Ciekawe byłem, co chciał dodać. Spodziewałem się, że potwierdzi moje słowa, że rzeknie słów kilka o lusterku, o komunikacji między nami, ale on milczał dosyć długo, jakby zbierał słowa i obrazy w swojej głowie w jedną zgrabną całość. Nie przerywałem mu wciąż niemożebnie zmęczony, wzruszony i zawstydzony, że to coś żenującego, co miałem okazji zrobić, powiedzieć, miało w ogóle miejsce, ale... Flynn to rozumiał, prawda? Wybaczył mi, że wariowałem? Że czasami byłem tak bardzo zmęczony i nieco zazdrosny o niego, że obawiałem się, że mógłby nie chcieć mnie takiego, jakim byłem...? Myślę, że nikt bardziej niż on nie znał takich wątpliwości, więc musiał to zrozumieć, przyswoić, zaakceptować, a jednak chwila się wydłużała. Ta bezduszna chwila milczenia.
Zmęczenie nie pozwalało mi powiązać jego Al i milczenia z tą nocą kilka lat temu, kiedy pierwszy raz odezwał się do mnie po powrocie. Niewinna nieświadomość zalewała mój umysł, który w tej chwili domagał się czułych słówek przed snem. Może nawet byłbym w stanie tak zasnąć w tę bezduszną noc, ze smakiem wstydu na wargach, głębokiego zażenowania, ale przepełniony miłością Flynna, ale...
Ale...
Ale no właśnie co?
Al, obiecaj mi, że jak ci to wszystko powiem, to stąd nie wyjdziesz... Lampka się zapaliła, bo czemu miałbym wychodzić? Było mi tu tak dobrze, tak ciepło, niemalże idealnie, gdyby nie moje schizy, a jednak... Schizy nie były schizami, tylko zmorami, które faktycznie istniały. Kleopatra okazała się być prawdziwa. Była facetem, byłym... chłopakiem. Którego wciąż lubił... czy może jednak kochał?
Zacisnąłem mocniej oczy, nie chcąc ronić łez, nie chcąc patrzeć na nic, co mogłoby mi potwierdzić, że to działo się naprawdę. Czułem jak spadam w przepaść, jak tracę grunt, tę stabilność, o której jeszcze przed chwilą mówiłem Flynnowi. Czy jego kocham cię, jego zaufanie, jego powrót... Czy były coś warte? To lustro? Czy chciał mieć tylko ze mną kontakt? Czy może z kimś jeszcze?
Chciałem być silnym i niezależnym zarządcą, kimś, na kim mogliby się wspierać wszyscy cyrkowcy, cała moja rodzina, ale wyszło jak wyszło. Trwałem w bezruchu, nie wiedząc, co powiedzieć, co myśleć, co czuć, w jaki sposób oddychać by nie tracić zmysłów. Tę książkę dostał od swojego byłego chłopaka, z podkreślonym cytatem o miłości, i ją zachował, postawił na półce obok moich dokumentów. Niczym trofeum, coś godnego, coś ważnego.
Skurczyłem się w sobie. Chciałem być silny, ale nie potrafiłem. Pragnąłem się ruszyć, ale nie byłem w stanie. Czy bałem się, że to powie...? Nie, nie spodziewałem się totalnie. Może wcześniej tak, ale myślałem, że to lusterko faktycznie coś znaczyło. Chciałem by coś znaczyło, więc może dlatego tak mocno je ściskałem, że aż bolały mnie palce...?
Nie powiedziałem nic, oddychając ciężko. Poruszyłem się tylko niespokojnie. Raz, garbiąc się bardziej, przechodząc do pozycji embrionalnej bardziej niż wcześniej.

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#19
10.12.2023, 00:09  ✶  
Zadawanie innym cierpienia nie przynosiło mu szczęścia. Musiał to w sobie odkryć. To pewnie trochę głupie, normalni ludzie nie musieli odkrywać w sobie takich rzeczy, ale on żyjąc w Podziemnych Ścieżkach, musiał zrozumieć, że chociaż potrafił chwytać się rzeczy niegodziwych, to do prawdziwie plugawych zbrodniarzy wciąż brakowało mu lat świetlnych. Jego nawiedzało poczucie winy, on nie potrafił nie sprawdzić kilka razy, czy to na pewno ten człowiek, którego miał skasować, on się nie podejmował zleceń skierowanych w osoby niewinne, on się nad wrogami nie pastwił, nie cieszył z zadawania im ostatniego ciosu. To dziecko też zamierzał sprawdzić. Całą tę idiotyczną historię, jaką próbowała wcisnąć mu Severine. Jeżeli okaże się, że kłamała, to jej tego dzieciaka nie ukradnie. Postępując w taki sposób, porównując się do najgorszych ludzi na świecie, można łatwo utknąć w złudnym przekonaniu, że w skali świata plasowało się (jeżeli chodziło o kodeks moralny) całkiem wysoko. Szczególnie kiedy się ostatnie cztery lata spędziło udając kogoś, kim się normalnie nie było - bo Bellowie, nawet mając swoje za uszami, inspirowali go do bycia jakąś lepszą wersją siebie. A jednak nawet najlepsza wersja niego samego wciąż była kimś obrzydliwym. Kimś niegodnym kogoś takiego jak Alexander - bo Alexander był jak Słońce, był ciepłem rozświetlającym to miejsce, wszyscy w jego układzie mogli wokół niego krążyć i czerpać z niego życie. On nigdy nie widział ciemności, on nigdy nie widział nocy, w której żył jego brat. A Flynn - on nie był ani Słońcem, ani planetą, ani nawet księżycem - był odłamkiem lecącym gdzieś w oddali, spadającą gwiazdą, przy której można było wypowiedzieć życzenie i marzyć, że się spełni, ale takie odłamki dryfujące w Kosmosie były kapryśne i każdy z nich kończył źle, niszcząc coś lub wpadając w nicość.

Wróciły do niego słowa, które powiedział Layli, kiedy wrócił do Fantasmagorii. Żeby się w nim nie zakochiwała, bo kiedyś złamie jej serce. Wtedy jeszcze nie miał pojęcia, że to nie ona pewnej nocy skuli się w łóżku, a on będzie całkowicie pewny - zaraz zacznie płakać. I do niego dotarło, jak wiele powinien mieć sobie do zarzucenia, ale wcale nie będzie nie będzie żałował niczego ponad niezapytanie wcześniej o zgodę. Na pewno nie tego, że chciał mieć ich obu.

- Przepraszam, nie chciałem powiedzieć ci tego w taki sposób, ale... - złapał to lusterko i spróbował wyciągnąć z jego dłoni, żeby zastąpić je swoimi palcami, cholerstwo było strasznie drogie - Raziel pojawił się tak nagle. - Tak nagle miesiąc temu. - Al, ja cię naprawdę kocham, po prostu jestem śmieciem, wiesz o tym, prawda? Zawsze będę cię kochał, do końca życia. - Bezczelnie zanurzył twarz w jego włosach, nie wypuszczając go z tej pozycji. - Nie potrafię się powstrzymać, jej robiłem to samo. Przeklnij mnie jeżeli chcesz, ale mówię prawdę.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#20
11.12.2023, 23:56  ✶  
Pustka - to było w mojej głowie, kiedy nie wiedziałem, w którą stronę powinienem skierować swoje myśli by mniej ucierpieć, by zachować stabilność albo co...? Sam nie wiedziałem, o co chodziło w tej łamigłówce i czemu obawiałem się zrobić ten drobny ruch, który powróciłby mnie do rzeczywistości. Nie umierałem. Chyba. Poza tym ze wszystkim dało się żyć, czyż nie? Niezależnie od tego, czy wycięli ci nerkę, zostawił cię chłopak albo po prostu masz sporo na głowie...? Prawda?
I czy tak od razu zostawił...? Wciąż tu był, wciąż blisko, wypowiadał różne słowa i nawet siłą zabrał mi lusterko, wciskając w jego miejsce swoje ciepłe, rozgrzane palce. Pokrzepiał, pokrzepiał. Aby czy na pewno? Był tu, ale z nami byli tu również ONI. Raziel... Fontaine... Czemu mówił o nich, zamiast mówić tylko i wyłącznie o mnie? Czemu porównywał mnie do Fontaine? Znowu, bezwiednie. Kochał ją, kochał z pewnością również jego. Nie mogłem się mylić, a jednak chciałem bardzo.
- Prze-stań - odparłem nieco zachrypnięty. Chciałem zabrzmieć pewnie, ostro, ale ostatecznie wyszeptałem to przez ściśnięte gardło. - Nie mów tak o sobie. Nie jesteś śmieciem. Nigdy nie byłeś śmieciem, Flynn - wyszeptałem do niego, choć wpatrywałem się w półmrok na przeciwko mnie. Nawet nie byłem świadomy, kiedy otworzyłem oczy. Nieistotne.
I nieistotne, czy byłem może słońcem, czy może już zgasłem. Ważne było to, że Flynn nigdy nie był śmieciem, nigdy nie był gorszy, nic nie wart. Niezależnie od tego, jakie decyzje podejmował ani gdzie się szlajał. Dla mnie mógł nawet spać dziesięć lat na śmietniku i śmieciem by nie był, więc nie rozumiałem, skąd się brało w nim to usilne przekonanie. Za każdym razem miałem wrażenie, że miał to już za sobą, ale jednak to wracało, prześladowało go to poczucie niższości, mimo że... kochało go tak wiele osób. A on kochał ich.
Tak, ale wolałem w tej chwili skupić się na Flynnie i jego skomplikowanej psychice, poniżaniu się, a nie na jego relacjach z ludźmi, na sobie, a tym bardziej nie na swoich uczuciach. Czułem się przemęczony. Bałem się, do jakich wniosków mogłem dotrzeć, idąc tą drogą. Bałem się, że stanę się w mgnieniu oka zbyt słaby by być zarządcą cyrku, że nie sprostam zadaniu nadanemu mi przez Tullyego. Zawsze się tego bałem, dlatego cieszyłem się, że Flynn był moim oparciem, moim gwardzistą, duchem czuwającym na moim dachu, palącym papierosa w świetle księżyca.
- Masz może jeszcze tego alkoholu...? - zapytałem z przeogromną nadzieją w głosie. Ta myśl pojawiła się znikąd, ale prawdopodobnie okazała się być zbawienną. Już powoli się pakowaliśmy do przenosin, właściwie już na poważnie przenosiliśmy i nie powinienem pić, ale łyk nie zaszkodzi. Nie zaszkodzi, a może pomoże.

@The Edge
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (9741), The Overseer (8395)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa