- Chaos w dokumentacji obrazuje chaos w organizacji całego Ministerstwa - mruknął do jej ucha, owiewając je ciepłym oddechem. Z całą pewnością wolałby, by Trix nie mówiła nic Rabastanowi, jeszcze jego w tym całym spisku brakowało. Po tym, co się stało, Rabastan powinien zająć się sobą. Zwalanie mu na głowę kolejnych powodów do zmartwień byłoby wysoce nietaktowne, egoistyczne wręcz. A może i był egoistą, lecz jeśli chodziło o najbliższą rodzinę, to starał się kierować ogólnie przyjętymi zasadami empatii. - Gdyby to był jego pomysł, byłbym pierwszy do tego, by patrzeć jak jego ciało jest trawione niewyobrażalnym bólem, chociaż nawet przez ułamek sekundy nie cierpiałby tak bardzo, jak ja gdy muszę sprzątać ten bałagan.
Odpowiedział, delikatnie odbierając pusty kieliszek z jej dłoni. Odłożył go na stolik, a następnie naparł na Bellatrix, zmuszając by położyła się na kanapie. Na krótką chwilę zawisł nad nią, jedną dłonią gładząc jej policzek. Szybko jednak zsunął ją niżej, na szyję a potem na jej talię. Wpatrywał się przez krótki moment w oczy, które jako pierwsze sprawiły, że zaczął rozważać nad wyższymi uczuciami. Nie był typem bawidamka, chociaż w szkole zdarzyło mu się przekroczyć wiele granic z uczennicami różnych domów - wszystko to jednak było miałkie, było zabawą do momentu, w którym nie odwracał się na pięcie, zostawiając nierozumiejące dziewczyny przy ścianie, w korytarzu, z zaróżowionymi policzkami i rozchylonymi od pocałunku ustami. Bez słowa wyjaśnienia, bez zaszczycenia nawet jednym spojrzeniem. Lubił flirt i nigdy tego nie ukrywał, był też świadom tego, co na kobiety działa i skrzętnie to wykorzystywał do własnych celów, wtedy trywialnych, później - nieco poważniejszych. Lecz dopiero teraz, gdy dojrzał, zmienił perspektywę, odkrył że może istnieć coś więcej. Szczęśliwie zbiegło się to z ich zaręczynami. Można było wysnuć wniosek, że miał na punkcie Bellatrix obsesję. Objawiała się w drobnych gestach, w szacunku do niej samej, do troski mimo iż chłodnej, bo nie potrafił inaczej, to prawdziwej i szczerej. Wślizgnął palce pod materiał sukienki, przejeżdżając paznokciami po jej kolanie i udzie, by mocno zacisnąć dłoń na jej biodrze. Uśmiechnął się kącikiem ust, nim się nachylił.
- Gdy tylko przyjmiesz moje nazwisko każdy będzie wiedział, żeby nawet nie próbować zrobić ci krzywdy - Bellatrix Lestrange. Na samą myśl o tym czuł przyjemną falę gorąca, rozlewającą się po jego ciele. Mocno pocałował jeszcze-Black, pozwalając by emocje wzięły górę nad rozumem. Bo jeżeli chodziło o ich relację, to w grę wchodziły niezwykle silne uczucia, pierwotne wręcz, których nie był w stanie powstrzymać - i nie chciał. Podsycał ten żar i pielęgnował go, by w chwilach takich jak ta mógł dać Bellatrix wszystko, czego chciała.