• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Whitecroft Street [21 maja 1972, kowen Whitecroft] Chyba tracę rozum | Sarah & Victoria

[21 maja 1972, kowen Whitecroft] Chyba tracę rozum | Sarah & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
10.12.2023, 15:01  ✶  

Informacje o kole roku i zasłonie, która staje się cieńsza czy rozmyta, były dla Victorii nowością. Nigdy się w temat nie wgłębiała, nigdy mocno nie interesowała, więc teraz słcuhała tego małego wykładu z żywym zainteresowaniem. Nigdy nie była wierząca, lecz gdy sama dotknęła Limbo i zobaczyła żyjące tam dusze – zrozumiała. I uwierzyła. Uwierzyła w cykl, w powrót do niego, zejście do Limbo po śmierci i tak dalej. Jednak informacje o tym, że granice są podczas Beltane zamazane… Czy to dlatego w dymie zobaczyła odbicie Limbo? Ale dlaczego nikt prócz niej tego nie zobaczył…? I to niewypowiedziane słowo, rzeczywiście zawisło pomiędzy nimi… Bo skoro na Samhain granice są cieńsze…

– W Limbo błękitny ogień wciągał wszystko, co było wokół. To on powodował, że drzewa, kamienie, krzewy, wszystko leciało do środka, to tam było centrum tej wichury – powiedziała po chwili, właściwie dopowiadając do zastanowienia Sarah odnośnie tego, dlaczego Voldemort wybrał Beltane, a nie Samhain. Znaczy Victoria też nie znała na to odpowiedzi… Ale dlatego powiedziała kilka słów więcej, bo może kapłance to cokolwiek powie? – On… Robił coś z ogniem za pomocą kamienia. Tak jakby… Rozrywał nim coś? Przecinał? Na ziemi powstały rysy, jakby przerwać kartkę papieru – ale co to był za kamień… nie wiedziała. Albo już jej się mieszało, jak to faktycznie wyglądało? To było takie surrealistyczne uczucie, to wszystko od momentu, gdy odwróciła cykl i postać jej babci zniknęła.

– Teraz po Kniei nie ma się co włóczyć. Nie jest tam bezpiecznie, jakieś potwory się tam zagnieździły, albo widma, albo cholera wie co. Badamy tę sprawę – widziała, że Sarah nie jest zadowolona z takiego obrotu sprawy, ale biorąc pod uwagę ostatnie zdarzenia – tak faktycznie było bezpieczniej, nawet jeśli z innego powodu. Dopiero wieczorem przyjdzie jej do głowy, że może jednak warto byłoby zapytać kapłankę o to i owo… lecz nie wyprzedzajmy faktów.

Wizja, jaką przedstawiła przed sobą Sarah, sprawiła, że Victorię na moment zmroziło. Beltane, Samhain, boski pierwiastek – ukradziony. To właśnie chciał zrobić Voldemort? Czy popsuli mu plany, niszcząc ten dziwny kamień? Nie wyglądał wtedy na zdenerwowanego. Mówił o tym, że zaciera granicę między życiem a śmiercią…To wszystko mocno do siebie pasowało i Victoria była pewna, że jakiś gram przerażenia musiał się w jej twarzy odbić. – Czemu? – zapytała w końcu. Nie rozumiała teorii Macmillan, choć cholernie pewne, że sprawdzi te dane, przynajmniej, żeby potwierdzić jedną część jej teorii, bo drugą będą mogli sprawdzić dopiero za rok… Nie urodzą się prawie żadne dzieci… – Sarah… Mogę ci mówić po imieniu? – zapytała jeszcze po chwili. – Myślisz, że… Myślisz, że mogłam stamtąd coś zabrać? – to miało być jej ostatnie pytanie. Ostatnia część puzzli, jej niepewności i strachu, że traci rozum.

moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#12
13.12.2023, 17:37  ✶  
- Powiem ci ciekawostkę, ale taką, któlej się po mnie nie spodziewasz. Bo opowiedział mi o tym mugol. - Uśmiechnęła się do niej żywo, zaczesując popielate włosy za ucho. - Wiesz, że Kosmos, w sensie cała ta przestszeń pomiędzy planetami, ona cała jest pełna ognia? I on wcale nie jest taki, jakim go widzimy kiedy odpalimy świecę? Gwiazdy, to wszystko, co migocze na niebie, to ogień właśnie. Na początku w to nie uwierzyłam, bo to brzmi sthrasznie głupio, że gdzieś tam, gdzieś gdzie nie dotrzemy nawet za pomocą największej magii, wiszą sobie w niebycie jakieś wielkie, ogniste kule. - Machnęła ręką. - Ale ja o tym baldzo dużo nie wiem. Musiałabyś dopytać o to jakiegoś astlonoma. Zapamiętałam to, bo jest jedna rzecz, któla tak pięknie spaja się z tym, w co od tylu lat wierzę. On mi powiedział, że na początku nie istniało nic, tylko ciepło. Było goląco, goląco i ten żahr wybuchł, tworząc nasz wszechświat. Wszyscy zlodziliśmy się z ognia. Zabawne, że lóżnymi dlogami doszliśmy z mugolami do tych samych wniosków.

Macmillan gadała i gadała, gestykulując przy tym dłońmi, czarując mimiką twarzy. W innym świecie, w tym, w którym by koszmarnie nie kaleczyła wymowy poszczególnych głosek, byłaby pewnie szanowaną mówczynią, ale w obecnym stanie, nawet mimo silnej charyzmy, jaka od niej biła, trzeba było mocno skupić się na tym co próbowała przekazać.

- Kiedy patrzymy na żywioły rządzące naszym światem, ludzie mają tendencję do postszegania ognia jako czegoś destlukcyjnego, czegoś, co jest symbolem końca, ale nasi przodkowie byli zgodni co do tego, że ogień daje życie. Ogień w krzyżu celtyckim to ogień związany ze słońcem i jego cyklicznym lytmem, symbolizuje enelgię, siłę, oczyszczenie i tlansfolmację. On nie jest destlukcją, on ma dualistyczną natulę - niszczy i daje życie. - A księżyc, który tak uwielbiała, którym chciała być, którego moc kultywowała od maleńkości, był w to wszystko zamieszany. Jakie to piękne, że odbijał światło życia - rzeczywistość tworzyła najpiękniejsze wiersze, aż dziw brał jak mało poetów ubrało to w odpowiednie słowa. - W Beltaine lozpala się lytualne ogniska i zachęca do uciech w leśnych zagajnikach, bo to święto ognia, a więc życia i płodności. Skolo to jest cykl, skolo ta enelgia kląży, to wydaje mi się wlęcz oczywiste, że kiedy ten cykl się zaburzy, tej enelgii nie będzie tyle samo co w zeszłych latach. Nie wiem, czy te dzieci ulodzą się maltwe, czy ulodzą się bez duszy, czy w ogóle nie lozwiną się w łonach swoich matek, ale już wczolaj zapaliłam w ich intencji świecę w kaplicy Whitecloft. - Zwłaszcza że sama chciała być matką.

- Przyjmuję imię i wszystkie zdlobnienia, tylko nie Sally. - Bo Sally to była wariatka nawiedzająca sabaty i nie chciała być z nią kojarzona.

- Myślę, że nie tylko mogłaś stamtąd coś zablać. Coś mogło zostać ci odeblane. Wypalone pelmanentnie. Ale to zawsze będzie z mojej stlony tylko gdybanie. Moglabym splóbować przywołać to w taki sam sposób, w jaki przywołuję dusze, ale nie zaskocze cię pewnie tym, że to byłaby telapia ekspelymentalna.


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
19.12.2023, 23:52  ✶  

Ogień miał dla Victorii specjalne znaczenie. Ludzie lubili porównywać siebie, swój charakter, swoje ja do żywiołów i tak ktoś był jak woda, ktoś jak powietrze… Victoria lubiła o sobie myśleć, że gdyby musiała wybrać, to byłaby jak ta ziemia i rośliny, które tak kochała – spokojna, niewzruszona, stała, twardo stąpała przecież po ziemi. Ale wiedziała, tak gdzieś na dnie serca, że to, co płynie w jej żyłach, woła do ognia. Nie bała się go, nigdy nic złego jej nie zrobił, mogła wsadzić do niego rękę i… nic. To Beltane to był jeden wielki ogień i w pewnym sensie poruszało to serce panny Lestrange, tak samo jak opowieść Sarah – ta o ogniu i kosmosie. I gdy Macmillan tak opowiadała, to Victoria trochę nieświadomie spojrzała na swoje dłonie, wyprostowała wąskie palce, by później spleść je ze sobą. Czuła tylko chłód, gdy tak dotykała samą siebie; gdy dotykała cokolwiek tak naprawdę. Ciągle tylko zimno.

Wszyscy zrodziliśmy się z ognia – to do niej trafiało. I chociaż Victoria nic nie powiedziała, to Sarah mogła zauważyć na jej twarzy, w jej mimice, że słucha jej uważnie i że musiała się nad tym zastanawiać, nie wyglądała na znudzoną czy oburzoną, że czarownica opowiada jej o mugolach. Cóż, byli częścią tego świata, nie musiała ich lubić, ale byli tutka, nie ich wina, że urodzili się nie mając dostępu do magii. To do mugolaków podchodziła z ostrożnością, to oni powodowali najczęściej kłopoty i problemy, narażając magiczny świat na wydanie. To, co mówiła kapłanka, było naprawdę ciekawe. Ogólnie cała ta rozmowa była ciekawa i gdy Victoria w ogóle tutaj przyszła, to nie wiedziała czego ma się spodziewać, ani czego oczekiwać… Chyba nie oczekiwała niczego. I to wszystko przerosło tę minimalną poprzeczkę.

– Lubię ogień. Dla mnie nigdy nie był niebezpieczny – wyznała cicho i westchnęła, kiedy blondynka opowiadała o swojej teorii dotyczącej tych dzieci, których miało być mniej. Urodzone martwe, bez duszy… straszne. To naprawdę była straszna wizja. To, co zrobił Voldemort, jeśli okaże się to prawdą, było prawdziwie barbarzyńskie, bo dla swojej dziwacznej zachcianki i tego pierdolenia o utrzymaniu czarodziei czystej krwi i rodów… czy to nie odbije się również na nich? Konsekwencje, o których mogli tylko gdybać, mogły być naprawdę straszne… – Mam nadzieję, że te przypuszczenia jednak nie okażą się prawdziwe. Bo to będzie prawdziwa tragedia dla tych wszystkich rodzin – dla matek i ojców czekających na swoje dzieci, ale też dla tych przypadków i wypadków zupełnie nieplanowanych. Życie to był przecież dar. A niektórzy dostawali nawet drugą szansę… i ją marnowali.

– Coś… odebrane? – zapytała z przestrachem, bo tej ewentualności, tej wizji… nie brała pod uwagę. Cały czas widziała tylko… nadmiarowe rzeczy. – Są takie momenty, że widzę sceny z życia, których nie mogłam przeżyć. Na Pokątnej z narzeczonym trafiliśmy na ducha, który przenosił nas do moich wspomnień i… jedno z nich nie mogło być moje. Myślałam, że jest moje, byłam pewna, że jest, czułam te wszystkie emocje, pamiętałam to wszystko, ale mój narzeczony widział różnicę i potrafił powiedzieć, że to nie mogłam być ja – powiedziała to w końcu – ten prawdziwy powód wizyty tutaj. – Nie wiem co się dzieje – dodała ciszej, choć przecież nie było to potrzebne, to ściszanie głosu. – I myślisz, że jeszcze mogłam coś utracić? – terapia eksperymentalna… Cholera. Musiała to przemyśleć.

moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#14
30.12.2023, 14:04  ✶  
Nie zrozumiała tego o ogniu. A na pewno nie w takim stopniu, w jakim mogłaby to zrozumieć, gdyby znała Victorię Lestrange choćby odrobinę lepiej. Nie zawahała się jednak uśmiechnąć, bo skoro te słowa do niej trafiły, to być może naprowadzą ją na odpowiednią ścieżkę. Czy na idealną - tego nie mógł wiedzieć absolutnie nikt. Mogli snuć opowieści i próbować, ale Macmillan była pewna, że idealna odpowiedź, antidotum na wszystkie problemy jej i Atreusa po prostu nie istniało. Uśmiechnęła się i przekręciła głowę w bok. Ciekawiło ją to, jak to jest być głównym bohaterem, przewodnią postacią w jakiejś pokręconej historii - czy było to okraszone wyłącznie bólem, cierpieniem, strachem, czy jednak stanowiło jakąś wielką, nieosiągalną dla niej przygodę?

Chciałaby o tym usłyszeć. Ale tylko usłyszeć. Nigdy nie chciała czegoś takiego przeżyć. Była jak księżyc i czuła się księżycem - uwielbiała słuchać tego, co opowiadano sobie nocną porą, pod pierzyną i wśród ciemności londyńskich ulic. Ale nie była stworzona do świecenia sama, ona tylko odbijała światło innych. A te planety nie miały dla niej szerokiego znaczenia naukowego - były tak jak wszystko inne opowieściami - Jowisz miał być gwiazdą, ale zawiódł, Syriusz był najjaśniejszą gwiazdą, ale nie chciał nią być, Mgławica Sowy myślała, że jest tylko planetą, ale była czymś o wiele, wiele większym.

Tam na niebie widziała bogów. A bogowie byli niesamowicie podobni do ludzi.

- Ha, ja też, chociaż nikt nie lubi się mylić.

I ona nie była od tego wyjątkiem. Ale brak sympatii do własnych pomyłek nie oznaczał braku siły do tego, aby się z nimi pogodzić.

- Tak, ale czym to jest, jeśli nie gdybaniem.

Macmillan zamilkła. Widać było, że próbuje coś odgrzebać w swojej głowie, ale trochę wstydzi się to powiedzieć.

- Przyszłaś do siedziby najlepszych spilytystów w Londynie, ale wblew pozolom to nie jest dziedzina, któlej poszukujesz. Jeżeli ogień to enelgia, jeżeli tam w ślodku ogniska doszło do jakiejś manipulacji tą enelgią, to ty nie szukasz spilytysty, tylko neklomanty. Spilytyści przywołują enelgię i odwołują ją, ale nie potlafią nią manipulować. Duchy się przegaduje. Nie odbiela się im niczego z ich jestestwa. Tylko wiesz, ploblem jest taki, że neklomancja to sztuka zakazana przez plawo. Obawiam się, że właśnie to jest powodem, dlaczego Lold Voldemolt potlafił doblać odpowiednią polę do swoich działań i zaskoczyć wszystkich, a ty i Atleus błądzicie po omacku. Bo całe życie to zwalczaliście.


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
04.01.2024, 20:27  ✶  

To były drobne rzeczy, które czasami gdzieś wypływały w rozmowie i wcale nie musiały być dla rozmówcy jasne czy nakierowujące, i Victoria wcale na to nie liczyła i nie o to chodziło. Po prostu jej się wyrwało, ale Sarah nie wydawała się tym faktem w żaden sposób zmieszana, nie dopytywała, co miała na myśli – po prostu patrzyła na nią z tą ciekawością i zaintrygowaniem w pięknych, srebrnych oczach. Miała w sobie z wyglądu coś z księżyca, wyglądała, jakby odbijała światło słońca tak jak on, a te promienie ze złotych zamieniały się w płynne srebro. Ciemnowłosa nie miała pojęcia, że kapłanka widzi ją jako główną bohaterkę książki; jedną z głównych bohaterek. Ani, że sama nie chciałaby przeżyć takiej… „przygody” – lecz usłyszeć o niej, być jej odbiorcą już tak.

Nic dziwnego, że bogowie byli podobni do ludzi. Podobno stworzyli ludzkość na swoje podobieństwo.

– To prawda – Victoria wręcz nienawidziła się mylić. Skręcało ją na myśl,  że miałaby być nieidealna i nie mieć racji. I jednocześnie czasami bardzo by chciała, by to, co uważała, co sądziła, nie było prawdziwe. Wszystkie te rzeczy, o których myślała w związku z Limbo, wspomnieniami i duszą babci – miała naprawdę ogromną nadzieję, że się myli. Drzemały w niej dwa wilki – a może raczej dwa koty, które tak uwielbiała.

– Nekromanty – powtórzyła za Sarah, ale nie było w jej głosie niedowierzania, ani nic z tych rzeczy. Raczej… było to pewnego rodzaju zrezygnowanie. – Prawdę mówiąc nie wiedziałam, dokąd pójść. Przyszłam, bo Atreus mówił, że został tu poddany jakiemuś rytuałowi no i Sauriel zasugerował mi ten kierunek po tym co widział. Właściwie to był jedyny sensowny trop, bo już mi się zaczynały kończyć pomysły – i powoli miała wrażenie, że wariuje. Ale skoro Sarah uważała, że mogła coś z Limbo zabrać, ale też coś utracić… To może jednak coś było na rzeczy?

Na Matkę, miała nadzieję, że nie… że nie unicestwiła bytności swojej babki w Limbo. Bo to z nią miała kontakt, to ona ją tam dotknęła, to ona… Sugestia Brenny ciągle gdzieś kolibała się po głowie aurorki.

– Muszę to wszystko przemyśleć – mruknęła z westchnięciem. I wtedy naszło ja jeszcze jedno pytanie; kwestia, którą tez powinna sobie jeszcze poukładać w głowie, lecz teraz już zakiełkowała. – A jak sądzisz… Skoro my weszliśmy do Limbo… To, że coś mogło stamtąd… wyjść? – jej słowa mogły być niepewne, lecz ciemne spojrzenie Victorii nie błądziło teraz po ścianach, a zatrzymało się na Macmillan. Jeśli była taka opcja… to wolała wiedzieć to już teraz.

moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#16
06.02.2024, 20:36  ✶  
- Cóż, to nie jest ślepy zaułek. Plawdę mówiąc, po to moi pszodkowie założyli Whitecloft, żeby ufać nam w takich kwestiach... - Jaka szkoda, że to zaufanie piorun trzasnął i ona też się do tego troszkę przyczyniła. - Zapytam o to ojca, ale wydaje mi się, że nie będzie ploblemu w udzieleniu ci dostępu do naszej biblioteki, jeżeli opowiem mu o tym, co widziałaś. Masz świeże spojrzenie na te kwestie, być może istnieje coś, czego myśmy nie byli w stanie zauważyć. Oczywiście o ile tego chcesz. - I nie obraziła się kiedy Macmillan drygnęła na dźwięk imienia swojego narzeczonego, a później uznała je za ostateczny powód zaniechania ukrywania przed nią tych świętych ksiąg. Prawdę mówiąc, gdyby przyszedł tu z nią Sauriel, ta rozmowa od początku wyglądałaby nieco inaczej. - Wciąż czekam na tłumaczenia dokumentów, któle pszekazałam do pszekładu z alfabetów lunicznych i łaciny... Jeżeli dowiem się czegoś nowego, wyślę ci list.

Coś miałoby stamtąd wyjść? Poza duszą ludzką, poza esencją człowieczeństwa, poza tym ziarnem światotwórczym?

- Coś... na pewno uleciała z tego miejsca jakaś enelgia, ale... jako osoba wierząca, nie mogę sobie wyoblazić, cóż takiego miałoby to być poza enelgią, która w nas kląży, chociaż...

Macmillan nerwowo się zaśmiała, zaczesując za ucho kosmyk włosów, po czym spojrzała Lestrange głęboko w oczy.

- To tlochę slaszne, ale tak sobie myślę. A gdyby kiedyś, w czasach, któlych nikt z nas nie ma szansy pamiętać, ktoś zamknął tam coś z naszego świata, z naszej rzeczywistości? Coś, co wsadzono tam z jakiegoś powodu, żeby uwolnić nas od obecności tego czegoś... Hm.

Upiła łyk herbaty.

- To dopielo byłby ploblem, co nie?

Koniec sesji


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sarah Macmillan (3176), Victoria Lestrange (3850)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa