Milczał długo, wpatrzony we własne buty. Uważnie słuchał jej kroków, wiedząc doskonale, że nie będzie w stanie opuścić tego pomieszczenia bez jego pozwolenia. To było jedno z jego życzeń. Cieszył się, że myślał roztropnie nawet w momentach naiwnej radości.
– Nie możesz być z nim blisko – wyjaśnił jej cicho. – On nie jest zainteresowany.
Wyprostował się sztywno na kanapie i znów wyciągnął rękę po butelkę trunku. Czuł, że potrzebuje więcej, bo nic z tego, co chciał powiedzieć, nie przejdzie mu przez gardło. Gdy napełniał szklankę niemalże po brzegi, myślał o Oleandrze. Burknął coś pod nosem z niewyraźnym uśmiechem. Oleander nigdy by go nie zdradził.
– Gdyby nie był taką. Dobrą osobą. To pewnie by się z ciebie śmiał. – Nie mógł się powstrzymać. – Dużo chłopaków się śmieje. Z takich jak ty.
Nie rozumiał złości, która w nim narastała, ale miał nadzieję, że uda mu się ją utopić w rumie.