Kiedy włożyła na swoją głowę wianek z fiołków od Brenny przez krórtką chwilę poczuła, że towarzyszy jej górskie powietrze. Ten efekt zniknął równie szybko, co się pojawił, ale było to bardzo przyjemne uczucie. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, na chwilę złapała oddech i stwierdziła, że jakoś to będzie. Przestała się martwić tym, czy przyjęcie okaże się być idealnym, w końcu znajdowali się tu jej przyjaciele, oni na pewno nie zamierzali jej oceniać.
Gdy Patrick przełamał ciastko z wróżbą na pół mógł przeczytać krótki cytat Prawdą jest to, co sprawdza się w działaniu.. Czy uzna tę wróżbę za równie atrakcyjną, jak ta w Beltane? To się dopiero okaże.
Sama Norka aktualnie stała z kotką na rękach. Musiała ją pocieszyć po tym zamachu na jej życie. Miała nadzieję, że szybko się uspokoi. Przytuliła ją mocno, tak, żeby poczuła jej ciepło. - Najlepiej by było, gdybyś po prostu tam nie chodziła. Znajdź sobie jakieś bezpieczne miejsce, gdzie nic nie będzie chciało cię zabić, obiecuję, że do jutra znikną te okropne przedmioty, które chciały cię zabić. - Pogłaskała jeszcze Lady za uszkiem. - Są to takie zioła dla kotów, to niesamowite, że znajdują się tu tacy, którzy zawsze pamiętają o wszystkich moich najbliższych, nie sądzisz? - Szepnęła kotce na uszko, tak, żeby nikt jej nie usłyszał. - Jeśli chcesz możesz spróbować, oczywiście z rozsądkiem Lady. - Niech kicia też ma coś z życia. Wypuściła ją z ramion, aby mogła eksplorować świat dalej, a wokół działo się dużo, na pewno nie zamierzała marnować czasu na siedzenie w ramionach Nory.
Wydawało jej się, że goście zaczynają dobrze się bawić. Sama dosyć szybko wypiła zawartość swojego kieliszka, chyba miała ochotę odreagować te całe zmartwienia, które towarzyszyły jej od rana. Dolała sobie kolejną porcję, w końcu to było jej święto. Sięgnęła również po babeczkę, nie potrafiła sobie odmówić tej przyjemności.
!ciastko z kwiatkiem
Stała gdzieś właściwie pomiędzy, sącząc zawartość swojego kieliszka. Zauważyła, że inni zaczęli rozmawiać, więc nie chciała się wtrącać w trakcie ich konwersacji.
1. Storczyk – Wypełnia cię ekscytacja. Jesteś gotowy na nowe wyzwania. Najchętniej byś wstał w tym momencie i opowiedział wszystkim o swoich planach, ciężko ci usiedzieć w miejscu. Masz bardzo dużo energii.
2. Narcyz – Czujesz się bardzo pewny siebie. Zaczynasz przejmować kontrolę na rozmową i chętnie mówisz o sobie.
3. Róża – Ogarnął cię bardzo romantyczny nastrój. Osoba, z którą aktualnie rozmawiasz wydaje ci się być bardziej atrakcyjna niż zazwyczaj, może to dobry moment, żeby odważyć się i zaprosić ją do tańca (albo chociaż na kawę).
4. Fiołek – Masz wrażenie, że inni cię ignorują. Jakbyś niknął w oczach. Przyszła też tęsknota za ukochaną osobą, może to odpowiedni moment, aby do niej właśnie napisać i przypomnieć o swoim istnieniu.
5. Lilia – Dopadła cię melancholia. Czujesz się samotny. Nie masz chęci na rozmowę, najchętniej zaszyłbyś się w jakimś pomieszczeniu z dala od wszystkich.
6. Bez – Czujesz podziw. Wydaje ci się, że osoba z którą aktualnie przebywasz jest bardzo wyjątkowa. Na pewno będziesz chciał jej o tym wspomnieć.
7. Krokus – Ogarnęło cię uczucie nadziei. Wydaje ci się, że jesteś w stanie pokonać każde niepowodzenie. Masz chęć śpiewać i się bawić, jakby jutra miało nie być.
8. Goździk – Wzięło cię na wspomnienia. Twoje myśli wędrują ku przeszłości. Chętnie podzielisz się z kimś najprzyjemniejszym wspomnieniem ze swojego życia.
9. Dalia – Ogarnęło cię uczucie odwagi. Jest to idealny czas, aby powiedzieć osobie, która jest przy tobie wszystko to, co o niej myślisz.
10. Stokrotka – Humor ci się poprawił. Bardzo chętnie żartujesz i opuszczają cię wszelkie zmartwienia. Jest to idealny moment na to, żeby zatańczyć.
Kolejna tura do 25.12, wiem, że zaraz święta, więc jakby ktoś miał problem z odpisem, to niech da znać, przedłużymy ją. Przepraszam też za obsuwę, ale trochę rzeczy po drodze mi się namnożyło.
I’m looking for the sword
Jeśli szło o Brennę, to miała naprawdę szczery zamiar spokojnie siedzieć w kącie w swoim koniczynowym wianku, zjeść swoją babeczkę, zjeść swojego pączka, wypić trochę kawy, może filiżankę, może dzbanek, a może całe wiadro - jeszcze nie zdecydowała. Nie pchać się z bieganiem po całej sali, nie zawracać wyjątkowo głowy innym ludziom i w ogóle być bardzo grzeczną dziewczynką. W dodatku taką, która pójdzie dziś spać przed północą.
A potem ugryzła babeczkę Nory.
Panna Figg nie wiedziała, co czyni, dodając takich efektów specjalnych do swoich wypieków, zwłaszcza tego dnia. Pewnie potem córce rodu Longbottomów pozostanie tylko umrzeć w jakimś kącie.
Brenna bowiem poderwała się po prostu z miejsca. Na moment wspomnienia statku, Maddie, wizji, wszystkiego, co działo się w ostatnich miesiącach, jakby przybladły, zeszły na dalszy plan – podobnie jak wszystkie zmartwienia i targające ją emocje. I Bren po prostu dosłownie dopadła Nory.
– Skarbie, tu brakuje muzyki – oświadczyła stanowczo. – Co to za urodziny bez żadnych tańców?
A ponieważ w dłoni trzymała jeszcze babeczkę z kwiatkiem – przez krótki moment, znaczy się, bo zaraz zjadła resztkę – to Nora dość łatwo mogła odgadnąć, co odpowiadało za te gwałtowne chęci do tańca.
Or do you love being looked at?
Ach, historia Perły... była smutna. I tak dramatycznie prawdziwa i realna w swoich żalach, rozterkach i miłostkach, że człowiek zaczynał się zastanawiać, ile takich historii działo się w zaciszu domów, gdzie nikt nie wygrał w karty naszyjnika z pereł. Gdzie nie było potężnej, czarnej magii. Gdzie obskurus nie uciekał przed swoim piętnem. Laurent przyglądał się przez moment Erikowi, którego zagadywał Patrick w tym samym czasie, co w zasadzie rozmawiali ze sobą wzajem. Nie chciał jednak wtrącać się do ich konwersacji, dlatego jego oczy zaraz przebiegły po otoczeniu, żeby nie wyszło kłopotliwie. Żeby nadmiernie się nie przysłuchiwać. Tak spojrzał na Thomasa, który dołączył do dwójki panów, jak i potem na białą kotkę i samą Norę, która postanowiła się nią zająć - chyba już uspokojoną kotkę po jej ekscesach. Ale w końcu wrócił spojrzeniem do Patricka, podnosząc się ze swojego miejsca jednocześnie.
- Naprawdę... - Ni to stwierdził, ni to zapytał, spoglądając w kierunku Eryka, potem Brenny. Naprawdę to było to samo? Może dlatego, że nie miał najlepszego zdrowia, a może dlatego, że podzielił swoją własną energię widział to inaczej. Albo oba na raz. Mógłby być liściem na wietrze - szczególnie przy Brennie. Przy niej chyba każdy takim liściem mógł być. Spojrzałn a spokojną, przyjazną twarz aurora, którym był Patrick Steward. Może to głupie, a może nie, ale było w nim coś, co przynosiło człowiekowi ukojenie. Parę spojrzeń nieokutych żadnych ciężarem, pomimo tego, że temat przecież wcale nie był lekki. Przywodził przed oczy te okrutne i okropne obrazy śmierci i straty. - Tak. Trafił pan. - Uśmiechnął się łagodnie. Lubił tę grę. W te zgadywanki, w strzelanie, w próby dowiedzenia się, co jest prawdą a co nie czyniąc założenia. Stał się właśnie jej ofiarą, choć zazwyczaj sam w nią grał. Nie miał w końcu pojęcia o tym, że mężczyzna, tak jak Atreus, posiadał niezwykły dar, żeby widzieć więcej niż widziało przeciętne oko ludzkie. - Przypadek ściągnął mnie i Brennę w to samo miejsce... albo może powołanie. Tylko każdego z nas - inne powołanie. - Bo jego ściągnęła pieśń morza. Ta, której opierać się nie chciał. Skinął mu głową i ruszył w kierunku Nory.
- Mógłbym cię prosić na słówko? - Zapytał, zatrzymując się przy blondynce. Takie bardziej dyskretne słówko. Jeśli tylko się zgodziła, żeby odejść te dwa czy trzy kroki od stołu to ujął delikatnie jej dłoń, by spojrzeć w te ciepłe, choć zmęczone ostatnimi czasy oczy. - Droga Noro... nie wiedziałem, co powinienem ci sprezentować na urodziny, dlatego pokusiłem się na prezent, na który, mam nadzieję, że się zgodzisz. - Wyciągnął kopertę, taką sporą, z kieszeni, by ją otworzyć i wyciągnąć z niej bilety. A to nie było wszystko, co tam było. Bo koperta zawierała wszystko, co niezbędne, do wycieczki, jaką Laurent przygotował. - Zorganizowałem dla ciebie wyjazd z córką do Francji. Do Marsylii. Zapewniano mnie, że to kolebka najlepszego cukiernictwa świata. - Uśmiechnął się delikatnie. Sam się na tym nie znał, nawet nie był łasuchem. - Umówiłem was do niektórych restauracji z prośbą o spotkanie z tamtejszymi mistrzami cukiernictwa... nie wiem, czy twoja córeczka przejęła pasję po mamusi, ale pomyślałem, że sprawi ci to przyjemność. - Wsunął bilety z powrotem i zamknął kopertę już w dłoniach Nory. - Natomiast wycieczka wymaga dopełnienia formalności... przyniósłbym jedynie dokumenty. O ile masz czas i możliwość wybrania się na takową. Wiem, że takie decyzje zazwyczaj nie są... proste. - Że się ich nie podejmuje podczas skakania na jednej nodze. Tym nie mniej teraz spoglądał i czekał na jej reakcje. Czy się spodoba, czy jednak nie spodoba. Czy tak czy nie. Dobry pomysł? Słaby? Zasłużyła przecież na to, żeby w końcu mieć trochę czasu dla siebie. Albo dla siebie i kogoś, kto by pojechał z nią. - Jeśli chciałabyś z kimś się wybrać to nie problem domówić jeszcze jedno miejsce. - Dodał, bo może akurat Nora wypatrzyła kogoś, dla kogo zabiłoby jej serce? Albo chciałaby się wybrać chociażby z kimś bliskim, kimś z rodziny czy z przyjaciółką.
I'm on the other side
Na chwilę zawiesiła wzrok na Lady, która pomknęła w ramiona Nory wcześniej pękając balony. Avelina jednak tak mocno była zamroczona zmęczeniem, że nawet nie miała ochoty reagować w większym stopniu na takie ekscesy. Cieszyła się jednak, że kotka bezpiecznie wylądowała w ramionach Norki, tam zapewne poczuła się bezpiecznie. Od wianka z lawendą na głowie poczuła przypływ delikatnego szczęścia. Może ten dzień nie zakończy się tak okropnie jak zaczął?
– Wyślemy do cioci list, na pewno będzie wtedy spokojniejsza, ale przymuszać nie będę. – uśmiechała się lekko, blado, ale czuła się przyjemnie będąc wśród przyjaciół. – Chociaż wino może być przeciwnego zdania – zachichotała cicho.
– Porozmawiam z Olivia, moją partnerką w zbrodni – zażartowała oczywiście. Nie miała w planach nikogo mordować, ani krzywdzić. – I odezwiemy się do was to może wybierzemy się razem na kilka dni do Doliny, aby wszystkiego dopilnować. Teraz jednak nie jestem w stanie o tym myśleć, bo jestem odrobinę zmęczona – mówiła zdecydowanie wolno, mrukliwiej niż zwykle, nie była dobrą aktorką, aby ukrywać swoje zmęczenie w nieskończoność. Tak, tylko odrobinę zmęczona. Nie wiedziała, czy chciała okłamać wujka, czy tylko siebie, ze wcale nie jest tak źle jak się czuła.
– Dzisiaj miałam bardzo intensywny dzień po prostu i jestem okropnie zmęczona. Muszę się trochę rozruszać, zjeść słodkości i wszystko będzie dobrze. Nie martw się wujku – złapała na krótko jego dłoń, aby dać mu znać, że wszystko jest w porządku, że nie musi się martwić, bo nie musiał prawda? Wcale nie naraża aż tak życia.
Prawda, miesza się w relacje bez happy endu. Prawda, była dzisiaj na statku widmo. Prawda, dowiedziała się, że osoba, którą kochała spodziewa się kolejnego dziecka. To łamało jej serce, ale musiała sobie z takimi rzeczami radzić sama, a i tak miała wokół sporo osób, które gotowe były jej pomóc. Nie chciała do tego też mieszać swojego wujka. Byli na urodzinach Nory, powinni się bawić i celebrować ten cudowny dzień.
– Nie mam pojęcia, możemy podejść do reszty i zapytać – wskazała głową resztę zebranych tu osób. Widziała jak dyskutują niedaleko. – Są tam ciastka z kwiatkami, możemy się poczęstować – podniosła się z miejsca i starając się wujka zachęcić uśmiechem podeszła do Erika, Patricka i Thomasa. Powiedziała krótkie Hej i chwyciła za jedno z ciastek z kwiatkiem. Każdy kto znał Avelinę wiedział, że raczej się nie odzywa, zwykle milczy, czasami zapomina, że w ogóle potrafi mówić. Nie raz na imprezach Longbottomów ratował ją Erik przed stopieniem się w całość ze ścianą bądź lampą w rogu. W ostatnim czasie odrobinę się zmieniła, stała się odważniejsza, dlatego postanowiła przywitać się z resztą gości swojej kuzynki. Patricka jedynie kojarzyła, ale raczej go nie znała.
!ciastko z kwiatkiem
Napił się whisky, obserwując Erika z zamyśleniem. Korciło go, by zapytać co właściwie wydarzyło się na statku, ale z drugiej strony, czy nie lepiej byłoby przykre wspomnienia pozostawić daleko za sobą a skupić się na czymś przyjemniejszym? W końcu przyszli na urodziny Nory.
- Moja babcia zawsze powtarza, że jakby człowiek wiedział, że upadnie to by usiadł – rzucił w końcu, tym razem uśmiechając się nieco szrzej. Być może Steward nie był najlepszą osobą do wydawania osądów na temat tego, jak Erik się spisał na statku (w końcu ani go tam nie było, ani nawet za wiele o wydarzeniach, które się tam rozegrały, nie wiedział a opierał się jedynie na własnych obserwacjach), ale nie usłyszał by ktoś z tych, którzy tam poszli zginął a Longbottoma znał na tyle, by wiedzieć, że ten był dobrym człowiekiem i starał się postępować właściwie.
Może to rzeczywiście była kwestia wianka, który nałożył, a może pomyślnych wróżb, ale poczuł przypływ dodatkowej sympatii do wszystkich tu zgromadzonych. Nawet go rozbawiła wizja zamienionego w kota Erika. Czy to były jakieś nieudane zabawy z eliksirem wielosokowym czy też ten bawił się w jakieś przebieranki z Norą? Stewardowi zawsze wydawało się, że ta dwójka się przyjaźni – o tym też świadczyły łączące ich nici, ale… ale może coś powoli ulegało zmianie? Ewentualnie opili się kiedyś jakiegoś eliksiru i tak to się potoczyło?
- Nie jestem aż tak stary, by nazywać mnie panem – zaoponował z rozbawieniem na słowa Laurenta. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy ten był tylko fascynatem, wiedzionym zaciekawieniem, czy też rzeczywiście coś innego, może natura, może dodatkowe informacje, ściągnęło go na statek.
Odprowadził Prewetta wzrokiem, gdy ten podchodził do panny Figg. Wsunął do ust ciastko z kwiatkiem, znowu nie zdając sobie sprawy, że jego magia zaczęła na niego oddziaływać. Poczuł przypływ chęci do zabawy. Zaczął uderzać palcami o udo, jakby wygrywał jakąś melodię.
- Hm. Obawiam się, że wtedy bardziej pasowałbyś do tańców przy dzisiejszych ogniskach na Lithcie niż tutaj – zażartował, nawiązując do wizji Erika w sukience. Do żartów z upijaniem go już się nie odnosił. Zdaniem Patricka Longbottom był na tyle zmęczony, że kilka szklaneczek whisky mogło go uśpić. – Nora dzisiaj ślicznie wygląda – dodał ciszej.
Palcami znowu zabębnił o udo. Popatrzył z zainteresowaniem na podchodzącą do nich Avelinę.
- Na pewno wszystko zniknie? – zamiauczała cicho, wbijając nieskończenie błękitne spojrzenie w Norkę. W końcu jeszcze tylko tego brakowało, żeby jednak te przerażające cosie stąd nie zniknęły i zdawały się wręcz szydzić z małego koteczka! I jeszcze zamruczała, czując skrobanie za uszkiem.
- Wiesz, Nora, bo to ty jesteś niesamowita – oświadczyła z całym przekonaniem. Tak, to zdecydowanie było jedyne rozsądne wytłumaczenie na pytanie Figg, choć z drugiej strony… może nie tyle rozsądne – bo niekoniecznie Lady myślała w tych kategoriach – co wręcz jedyne słuszne – Nooo… chcę – zgodziła się i ponownie zamruczała. Była ciekawa tego całego kociego ziela, tylko najpierw, najpierw… trąciła jeszcze pyszczkiem Norę, a następnie zeskoczyła na ziemię, z całym wdziękiem, na jaki ją było stać.
Hm, trochę sporo tych wszystkich nóg, ale to też nie tak, żeby na co dzień było tu całkiem pusto i sobie nie radziła, prawda? Zaraz, które to należały do tamtego pana…? Ach tak.
Nie trzeba było długo czekać, żeby wkrótce Patrick poczuł pacnięcia na wysokości łydki. I jeszcze do tego miauknięcie…
- Wspominałeś coś o kociej miętce? – spytała najniejwinniejszym tonem na świecie. I najniewinniejszą minką, jaką mogła zrobić.
List był idealnym rozwiązaniem, zwłaszcza kiedy to Bimberek nie był ptakiem, który miał go dostarczyć - z jego umiejętnościami to zapewne dotarłby pojutrze i to nawet nie do Józefiny, a do kogoś innego i by była niezła chryja z tego... A tego wszyscy chcieli przecież uniknąć, a już na pewno sam Abbott. Ciężko też się było nie zgodzić co do kwestii wina, które mogło pokrzyżować wszelkie plany - zarówno ewentualnego powrotu dzisiaj jak i próby napisania listu. Gdyby dodać do tego jeszcze tańce, które ktoś wspomniał, a Otto usłyszał jednym uchem - cóż, impreza do rana gwarantowana.
Otto spojrzał pytająco w kierunku Avelinki - zbrodni? Miał nadzieję, że to były oczywiście jakieś żarty, a nie prawdziwe morderstwo czy zabójstwo. Jeszcze tylko tego brakowało, aby musiał odwiedzać swoją chrześnicę w więzieniu. Oczywiście by to robił, widząc to jako jedyną możliwość w takim przypadku ale jednak pozostała nić nadziei, że tak się właśnie nie stanie - Nie myśl teraz o tym. Odpocznij sobie. To nie jest przecież sprawa nad którą musisz się zastanawiać w tym momencie - zapewnił ją. Nie chciał ją dręczyć podczas tego pięknego wydarzenia, wszak wyglądała na bardzo zmęczoną osobę - taką, której przydałyby się wakacje z prawdziwego zdarzenia. Najlepiej z dala Londynu, Anglii czy nawet Wielkiej Brytanii. Może powinien jej zaangażować wakacje niespodziankę w jakichś ciepłych krajach? Była to opcja do przemyślenia i zastanowienia się.
- Dobrze, dobrze. Rozumiem ale wiesz jak to mają starzy ludzie... Muszą się martwić ale z Twoim zapewnieniem, czuję się lepiej - uśmiechnął się szczerze, poprawiając wąsa przy okazji. Abbott wierzył w zapewnienia się Aveliny. W końcu, nie oszukałaby by przecież swojego chrzestnego, który chciał dla niej bardzo dobrze, czyż nie? Zwłaszcza kiedy ludzie byli prawdomówni albo on sam chciał w to wierzyć.
- Zapytam zaraz samej jubilatki, tóż to jej przybytek - pokiwał głową na zgodę i ruszył wraz z młodszą częścią swojej rodziny, aby wylosować swoje szczęśliwe ciastko. Ciekawe co los miał mu przynieść? Zanim jednak na nie spojrzał, podszedł kawałek bliżej w kierunku Nory, aby otrzymać zgodę lub też odmowę od tutejszej gospodyni, właścicielki tego światowej klasy lokalu.
- Eleonoro, skarbie, powiedz wujowi proszę czy tu można palić? Czy raczej nie życzysz sobie takich zapachów tutaj? - zapytał jubilatki, kiwając również głową do młodzieńca Laurenta, który tutaj akurat załatwiał jakieś formalności. Sam Otto, czekając na odpowiedź, zerknął na to jakie ciasteczko przyszło mu wylosować.
!ciastko z kwiatkiem
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości