Geraldine nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie opuszczą mury ich domu i zacznie się polowanie. Dusiła się trochę w tym towarzystwie. Starała się pilnować, nie mówić nic nieodpowiedniego, jednak średnio jej to wychodziło szczególnie, że widać, że wszyscy którzy się tutaj pojawili mieli wiele do powiedzenia. Dlaczego rodzice zawsze musieli robić taką farsę z ich urodzin, a mogła siedzieć gdzieś w lesie i obserwować srające lunaballe. Wydawało jej się to być dużo bardziej atrakcyjne od tego przyjęcia.
Wtedy gdzieś tuż obok pojawiła się Jennifer. - Oczywiście mamo, wiesz, że ja i szampan to naprawdę wyśmienite połączenie, nie mogłaś mi znaleźć lepszego zajęcia.- Pozwoliła sobie na krótkie przytulenie matki. Parsknęła ze śmiechu pod nosem, kiedy usłyszała komentarz Jennifer na temat sukienki Loretty, nie mogła się powstrzymać, chociaż naprawdę próbowała. Zakryła twarz dłonią, żeby nie zwracać na siebie uwagi. - Obawiam się mamuś, że panienka Lastrange mogłaby pływać w moich ubraniach, chyba że poszukamy tych z dzieciństwa.- Różnica w ich wzroście była ogromna, także nie sądziła, że pomysł matki w ogóle ma rację bytu. Na szczęście przyszła żona jej brata zaproponowała jej coś od siebie. Wspaniale - jeden problem z głowy.
- Tak, Geraldine, czarna owca rodziny.- Zażartowała jeszcze, kiedy Séraphine podeszła do ich małej grupki. Obserwowała przez chwilę kobietę, ciekawa była jaką jest osobą, w końcu miała zostać żoną jej brata, nie życzyła mu przecież źle - nawet jeśli często było im nie po drodze.
- Przed śniadaniem, po śniadaniu pewnie też będzie i przed obiadem.- Odpowiedziała Elaine, jakby było to coś najbardziej oczywistego na świecie. - Lubimy raczyć się trunkami przed polowaniem, jakoś tak łatwiej później idzie strzelanie z kuszy.- Dla Gerry było to normalne, nie była to taka pierwsza impreza w której uczestniczyła, chociaż rozumiała, że nie wszyscy mieli szansę kiedyś uczestniczyć w czymś takim. - Podoba mi się ten entuzjazm!- rzekła do Atreusa wręczając mu kieliszek z szampanem. - Muszę przyznać, że mama wybrała naprawdę wyśmienite trunki!
- Dziękuję.- Powiedziała krótko do Loretty - Chociaż do Ciebie to się nie umywam.- Wcale jej to nie przeszkadzało, Gerry było daleko do tego, aby się stroić, czy przejmować tym, jak wygląda. Eden zacisnęła dłoń na jej ramieniu, spojrzała na nią z góry, próbując zrozumieć, co się wydarzyło, chyba dotarło do niej, że tamta kobieta, która wspominała o tym, że jest jej kuzynką była raczej kimś obcym, bo Lestrange najwyraźniej też jej nie znała. Ciekawe, że tak wiele osób próbowało udawać, że należy do jej rodziny, musiało to być męczące dla Eden, później pewnie podpyta ją, o co w tym wszystkim chodzi.
- Bo pies to najwierniejszy przyjaciel człowieka.- Rzekła jeszcze do Eden. Miała nadzieję, że Thes nie będzie miał jej za złe tych wszystkich uszczypliwości, które atakowały go z każdej strony. Spodziewała się, że tak będzie, może nie powinna go ze sobą tu zabierać, nie chciała, żeby czuł się gorszy.
Geraldine zauważyła jakieś poruszenie, najwyraźniej ktoś jeszcze pojawił się przed ich domem. Trevor. Tego, to się nie spodziewała tu zobaczyć, ciekawe, czy go zaprosili, czy sam się wprosił. Była niemalże pewna, że chodziło o tą drugą opcję. W sumie to nawet się cieszyła, że się tutaj pojawił, miała nadzieję jednak, że nie dojdzie do żadnej, nieprzyjemnej wymiany słów, bo zbyt wiele obcych osób się kręciło wokół.
Na całe szczęście tuż po toaście znalazła chwilę, aby odetchnąć. Przystanęła z Thesem gdzieś z boku. - Oczywiście, że weźmiemy, zgarniemy jeszcze to co upolujemy, wyniesiemy alkohol i zrobimy sobie porządną urodzinową ucztę u nas w domu.- Uśmiechnęła się do przyjaciela, wreszcie mogła choć na chwilę zdjąć z siebie te maskę, którą zakładała przy wszystkich. - Przepraszam Cię za to wszystko, widzę, jak co chwilę Cię podjudzają.- Chciała z nim to omówić, bo skoro ją to tak irytowało, to jego za pewnie również, choć może to po nim spływało? Miała nadzieję, że się dowie, jak to widzi. - Nie wiem, co wymyślił ojciec, to niespodzianka. Jak w ogóle doszło do tego, że przyszedłeś tu w tych cichobiegach? Rozumiem te wszystkie cizie, ale Ty?- Musiała zadać to pytanie, bo nadal nie mogła uwierzyć w to, że Fletcher przyszedł tutaj nie do końca przygotowany.
Razem z Thesem pojawiła się przed szkatułką. Miała nadzieję, że choć w jej urodziny los będzie jej sprzyjał. Oczywiście, nie wszystko poszło po jej myśli. Jej przyjaciel wylosował kogoś innego. Posłała mu współczujące spojrzenie, choć z drugiej strony cieszyła się, że to nie ona wylosowała pannę Lestrange, próbowała znaleźć ją wzrokiem, aby pokazać Fletcherowi, która to, jednak nie mogła jej znaleźć. Sięgnęła więc do szkatułki i wylosowała kartkę. Przeczytała ją najpierw po cichu i humor jakby jej się popsuł. - Leander.- Powiedziała na głos, jednak brata również nie było. - Chyba wyszli gdzieś razem.- Szepnęła jeszcze do przyjaciela.