27.12.2023, 13:21 ✶
Łut szczęścia? W pewnym sensie przewidywanie przyszłości i doznawanie wszelakich wizji opartych o cudze intencje można było przyrównać do tak zwanego farta, ale Dolohov jak już na niego przystało, we wszystkim widział coś głębszego i nawet w takim absurdzie, w czymś tak skrajnie niepoważnym, on trochę świadomie, trochę podświadomie, doszukiwał się sensu.
- Jak żałosne będzie powiedzenie, że kilka minut temu straciłem przytomność na trybunach, bo doznałem nagłego objawienia Kanclerza Skarbu uwięzionego w szalecie? - Oczywiście nie dał tego po sobie poznać. Wyprostowany, elegancki, nie mając już na twarzy fragmentów babeczki, którą rozgniótł czołem, zaczesał za ucho roztrzepane włosy i uśmiechnął się do niego zawadiacko, tym swoim czarującym uśmiechem numer pięć. Ale nie znajdowała się teraz przed nim gromada fanek, tylko jeden z najważniejszych ekonomistów w kraju - nikt nie spodziewał się tu pisku, po prostu oboje grali w tę swoją durną grę, jakoby się nic istotnego tutaj nie wydarzyło. Pytanie było oczywiście retoryczne, więc nie czekając na odpowiedź Malfoya, dodał ją sam. - Też tak myślę.
Cóż takiego mogło równać się oswobodzeniu z kabiny toalety? Jednocześnie tak wiele i tak niewiele rzeczy - na listę dodałby na pewno strzepnięcie komuś z ramienia niewidzialnego pyłku kurzu. Nie istniało absolutnie nic, czego mogliby od siebie chcieć, no może poza Erikiem Longbottomem, ale nawet Dolohov nauczył się już, że żywi ludzie nie kwalifikowali się do kategorii przysług i przedmiotów...
- Nie. Zaszantażuję cię tym, jak już będę szefem Departamentu Tajemnic, a ty będziesz chciał uciąć nam budżet na podróże w czasie czy coś tam.
Machnął ręką, bo nie wiedział, jak obrócić to wszystko w dowcip. Odsunął się przy okazji od zlewu, żeby Malfoy mógł po tym wszystkim umyć ręce i chyba... ohyda, okropność - spoconą twarz? Sam spojrzał w lustro jeszcze raz, ale jego aparycja pozostawała nienaganna. To dobrze, to znaczyło przecież, że wcale nie potrzebował Peregrina poprawiającego mu włosy cały czas. Oczywiście nie powie mu tego, bo lubił mieć poprawiane włosy, szczególnie kiedy robił to Peregrin. Po prostu świadomość bezcelowości tego działania dodała mu niesamowitej otuchy.
Dopiero na widok Eden lekko pobladł.
- ...a moja córka? Pewnie poszła gadać z tym bęcw- ... ahhh nieważne.
- Jak żałosne będzie powiedzenie, że kilka minut temu straciłem przytomność na trybunach, bo doznałem nagłego objawienia Kanclerza Skarbu uwięzionego w szalecie? - Oczywiście nie dał tego po sobie poznać. Wyprostowany, elegancki, nie mając już na twarzy fragmentów babeczki, którą rozgniótł czołem, zaczesał za ucho roztrzepane włosy i uśmiechnął się do niego zawadiacko, tym swoim czarującym uśmiechem numer pięć. Ale nie znajdowała się teraz przed nim gromada fanek, tylko jeden z najważniejszych ekonomistów w kraju - nikt nie spodziewał się tu pisku, po prostu oboje grali w tę swoją durną grę, jakoby się nic istotnego tutaj nie wydarzyło. Pytanie było oczywiście retoryczne, więc nie czekając na odpowiedź Malfoya, dodał ją sam. - Też tak myślę.
Cóż takiego mogło równać się oswobodzeniu z kabiny toalety? Jednocześnie tak wiele i tak niewiele rzeczy - na listę dodałby na pewno strzepnięcie komuś z ramienia niewidzialnego pyłku kurzu. Nie istniało absolutnie nic, czego mogliby od siebie chcieć, no może poza Erikiem Longbottomem, ale nawet Dolohov nauczył się już, że żywi ludzie nie kwalifikowali się do kategorii przysług i przedmiotów...
- Nie. Zaszantażuję cię tym, jak już będę szefem Departamentu Tajemnic, a ty będziesz chciał uciąć nam budżet na podróże w czasie czy coś tam.
Machnął ręką, bo nie wiedział, jak obrócić to wszystko w dowcip. Odsunął się przy okazji od zlewu, żeby Malfoy mógł po tym wszystkim umyć ręce i chyba... ohyda, okropność - spoconą twarz? Sam spojrzał w lustro jeszcze raz, ale jego aparycja pozostawała nienaganna. To dobrze, to znaczyło przecież, że wcale nie potrzebował Peregrina poprawiającego mu włosy cały czas. Oczywiście nie powie mu tego, bo lubił mieć poprawiane włosy, szczególnie kiedy robił to Peregrin. Po prostu świadomość bezcelowości tego działania dodała mu niesamowitej otuchy.
Dopiero na widok Eden lekko pobladł.
- ...a moja córka? Pewnie poszła gadać z tym bęcw- ... ahhh nieważne.
with all due respect, which is none