08.01.2024, 14:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2024, 00:53 przez Ambrosia McKinnon.)
Czasem, kiedy nie wiedziała co ze sobą zrobić, prześlizgiwała się na zaplecze Zamtuza i szukała matki. Chciałaby powiedzieć, że wcale nie potrzebowała rad od rodzicielki, ale ta, obdarzona należytymi dla Trelawneyów umiejętnościami, zwyczajnie widziała i wiedziała więcej. Stawiała też karty, a nawet jeśli Rosie mogła sobie przecież sama porozmawiać z własną talią, to ktoś nie tak dawno zarzucił jej stronniczość i czy była to prawda czy nie (absolutnie nie!) to czasem potrzebowała zdania kogoś, kto zwyczajnie przeczyta jej karty, a nie będzie się z nimi targował, co miała w zwyczaju.
Dlatego też z samego rana zamknęła za sobą przejście do burdelu, chowając je w ścianie zaklęciem i samej nie wiedząc, czy była zadowolona z wizyty u rodzicielki. Ta ni to ją zganiła, ni to pochwaliła, ostatecznie jednak, kiedy wydawało się że wszystko sobie powiedziały, spychając rozmowę na inne tematy. Na żale i plotki dnia codziennego, którymi dzieliły się nad całkiem dobrym śniadaniem i filiżanką herbaty. Ambrosia bardzo chciałaby powiedzieć, że była to herbata bardzo zwykła, ale skończyło się na tym, że kiedy wypiła ostatni łyk i spojrzała na dno, zobaczyła sylwetkę byka. Świetnie.
Przeszła przez wąski korytarz, który oddzielał smętny pokój duchów od pomieszczenia, które stanowiła Ataraxia. Jej kroki były szybkie i praktycznie przypominały pośpieszne dreptanie dzieciaka, kiedy wreszcie dopadła do drzwi pokoju i otworzyła je z rozmachem.
- HADES - zawołała, spodziewając się, że ten jeszcze smacznie śpi, bo przecież była całkiem wczesna pora. Podbiegła do kanapy na której się rozwalił i klęknęła za nią, opierając ramiona o oparcie leżanki patrząc na zaspanego brata z rozdrażnieniem, że nie jest już natychmiast w pełni przytomny. Dała mu łaskawe trzy sekundy, zanim odchrząknęła. - Byłam u mamy i pyta jak tam z tobą. Powiedziałam jej, że nijak w sumie i jeszcze żyjesz i zaśmierdzasz mi kanapę. Mógłbyś z nią porozmawiać, wiesz? Bo ja nie mam na to czasu. - oznajmiła, jakby nieco niezadowolona z tego, że musiała robić za pośredniczkę, ale prawda była taka że pewnie nie ważne kiedy jej brat by się do Felicity odezwał, to ta i tak pragnęłaby tylko więcej i więcej kontaktu z synem, którego niedawno uważała za straconego. - A teraz słuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzać. Nie będzie mnie przez jakiś czas. Niedługo wyjeżdżam i nie chcę. Powtarzam, nie chcę!!! - cholera, miała się nie powtarzać. - Żeby tu był absolutny burdel jak już wrócę. Nie po to mamy jeden za ścianą, żeby powielać tego typu energię i tutaj, rozumiemy się?
Dlatego też z samego rana zamknęła za sobą przejście do burdelu, chowając je w ścianie zaklęciem i samej nie wiedząc, czy była zadowolona z wizyty u rodzicielki. Ta ni to ją zganiła, ni to pochwaliła, ostatecznie jednak, kiedy wydawało się że wszystko sobie powiedziały, spychając rozmowę na inne tematy. Na żale i plotki dnia codziennego, którymi dzieliły się nad całkiem dobrym śniadaniem i filiżanką herbaty. Ambrosia bardzo chciałaby powiedzieć, że była to herbata bardzo zwykła, ale skończyło się na tym, że kiedy wypiła ostatni łyk i spojrzała na dno, zobaczyła sylwetkę byka. Świetnie.
Przeszła przez wąski korytarz, który oddzielał smętny pokój duchów od pomieszczenia, które stanowiła Ataraxia. Jej kroki były szybkie i praktycznie przypominały pośpieszne dreptanie dzieciaka, kiedy wreszcie dopadła do drzwi pokoju i otworzyła je z rozmachem.
- HADES - zawołała, spodziewając się, że ten jeszcze smacznie śpi, bo przecież była całkiem wczesna pora. Podbiegła do kanapy na której się rozwalił i klęknęła za nią, opierając ramiona o oparcie leżanki patrząc na zaspanego brata z rozdrażnieniem, że nie jest już natychmiast w pełni przytomny. Dała mu łaskawe trzy sekundy, zanim odchrząknęła. - Byłam u mamy i pyta jak tam z tobą. Powiedziałam jej, że nijak w sumie i jeszcze żyjesz i zaśmierdzasz mi kanapę. Mógłbyś z nią porozmawiać, wiesz? Bo ja nie mam na to czasu. - oznajmiła, jakby nieco niezadowolona z tego, że musiała robić za pośredniczkę, ale prawda była taka że pewnie nie ważne kiedy jej brat by się do Felicity odezwał, to ta i tak pragnęłaby tylko więcej i więcej kontaktu z synem, którego niedawno uważała za straconego. - A teraz słuchaj mnie uważnie, bo nie będę się powtarzać. Nie będzie mnie przez jakiś czas. Niedługo wyjeżdżam i nie chcę. Powtarzam, nie chcę!!! - cholera, miała się nie powtarzać. - Żeby tu był absolutny burdel jak już wrócę. Nie po to mamy jeden za ścianą, żeby powielać tego typu energię i tutaj, rozumiemy się?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror