• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[17.03.1972] Moje miejsce na ziemi | Penny & Aidan

[17.03.1972] Moje miejsce na ziemi | Penny & Aidan
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#1
31.01.2024, 16:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2025, 21:51 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Aidan Parkinson - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Trzymając w ręku ciężki, stosunkowo dużych rozmiarów klucz, czuła się tak, jakby w jej ręce trafił właśnie szczęśliwy los, na którym zgadzały się wszystkie, wydrukowane numerki. Wygrała. Zdawało się, że miała teraz na wyciągnięcie rąk wszystko, czego mogła zapragnąć. Ostatnie lata, wbrew temu co regularnie powtarzali jej rodzice, zdołały ją doprowadzić do miejsca, które jeszcze niedawno było jedynie kolejnym spośród wielu marzeń. Odległym. Momentami wydawało się, że nierealnym.

Cudem zrealizowanym?

Nie śpieszyła się. Stojąc na rogu alei Horyzontalnej i ulicy Śmiertelnego Nokturnu, pozwalała sobie na to, aby wszystkiemu przyglądać się z zewnątrz. Widok co prawda nie był imponujący, ale bogata wyobraźnia pozwalała jej już teraz zobaczyć, w jaki sposób to wszystko będzie wyglądać, kiedy wraz z Florianem przeprowadzą niewielki remont. Odmalują ściany. Wymienią okna. Zawieszą nowiutki, starannie wykonany szyld. Była pewna, że całe to przedsięwzięcie zakończy się sukcesem. Podpisana nad ranem umowa kupna lokalu, miała stanowić pierwszy krok, który za tych kilka lat zdoła doprowadzić ich na sam szczyt.

Cały ten proces podziwiania zakupionej nieruchomości został w odrobinie brutalny sposób przerwany przez młodego mężczyznę, który obładowany jakimiś pudłami – zapewne zupełnym przypadkiem – popchnął ją w kierunku witryny. Nawet nie zauważyła, że mogła przeszkadzać; że blokowała ruch. Skupiona na podziwianiu budynku, który na podziw niekoniecznie zasługiwał, pozwoliła sobie odpłynąć. Znacznie dalej niż powinna była sobie na to pozwolić.

Otrzepała się, odsunęła od zimnego muru. Upewniła, że zielony płaszcz prezentował się odpowiednio. Następnie ruszyła wreszcie w kierunku wejścia, chcąc ze wszystkim zapoznać się również od środka. Brudne okna, zostawiały sporo miejsca dla wyobraźni, choć zarazem mogły stanowić pewne ostrzeżenie. Czy o lokal ktokolwiek dbał? Zaprowadził w nim choćby względny porządek? Penny nie myślała w ten sposób. Dostrzegała plusy, możliwości, widziała w tym wszystkim jedną z tych okazji, które nie trafiają się każdego jednego dnia; które napotkać można tylko ten jeden raz w życiu. 

Nie chciała, aby skorzystał z niej ktoś inny.

Możliwe też, że z tego powodu odrobinę się pośpieszyła.

Rozglądając się po wnętrzu, już po tym jak dostała się do środka, również nie zauważyła większych problemów. Albo zauważyć nie chciała? Wprawne oko dostrzegłoby kilka kwestii, którymi można było wesprzeć się podczas negocjacji. Przekonać sprzedającego, aby jeszcze trochę zszedł z ceny. Penny takiego wprawnego oka niestety nie miała, Florian podobnie, a obydwoje… obydwoje na dokładkę nie pomyśleli nawet o tym, aby skorzystać z pomocy osoby trzeciej. Wszystko chcieli zrobić samodzielnie. Pokazać, że potrafią.
Albo może to sama Penny chciała? Uparła się? Nie chciała kolejny raz czuć się gorszą od niej…

Nieistotne.

Mijały minuty. Minęła też pierwsza godzina. Nie śpieszyła się z powrotem do mieszkania. Choć nie miała tu wiele do roboty – czy na ten moment było tutaj cokolwiek do roboty? – nie potrafiła się zmusić do opuszczenia sklepu. Tego, co kiedyś sklepem będzie. Za kilka tygodni, może za miesiąc? Zaczęła nawet trochę przestawiać rzeczy, porządkować. Pozwoliła, żeby wszystko to pochłonęło ją na tyle, że nie zarejestrowała odgłosu – skrzypienie było okropne! – wydawanego przez otwierane drzwi. Dopiero kiedy do jej uszu doszły kroki, zwróciła uwagę na to, że była sama.

I nie zamknęła za sobą drzwi na klucz.

- Flo? – padło z jej strony. Z góry założyła, że tym, który postanowił ją nawiedzić był przyjaciel. Dumny współwłaściciel Zaczarowanych Różności. Bo i kto inny miałby jej tutaj poszukiwać? Po co, dlaczego? Ta opcja wydawała się najbardziej naturalna. Oczywista.

Prawdopodobna?

- Jestem na tyłach! – zawołała, nawet nie biorąc pod uwagę, że do środka mógł wejść ktoś zupełnie przypadkowy, kogo o swojej obecności, lokalizacji, informować nie powinna. Bo przecież nikt jeszcze nie wiedział, że lokal został przez młodą Weasley zakupiony. No… może za wyjątkiem tych kilku osób, które zdążyła już o tym fakcie poinformować. Jak choćby współlokatorka, wraz z którą mieszkały w jednym pokoju na stancji pani Francis.

Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#2
31.01.2024, 16:49  ✶  
Spieszył się. Marzec wcale nie był tak ciepły, jak powinien być. Wiatr wpychał się pod brązową, skózaną kurtkę, oczywiście że niezapiętą pod samą szyję. Szarpał krańcami szalika, wykończonymi frędzlami w kolorze bordo, wyrywał zdecydowanie zbyt cienki materiał spod okrycia. Dłonie jednak wciąż uparcie tkwiły w kieszeniach, odmawiając ruszenia suwaka. Zapinanie się pod brodę było głupie, poza tym mieli marzec, do jasnej cholery. Co z tego, że marzł i pewnie będzie musiał wyżebrać od matki odrobinę eliksiru pieprzowego, kłamiąc jej że miał nawet czapkę naciągniętą na uszy - liczyło się to, że gdy nonszalancko (i tylko odrobinę pospiesznie) kierował się w stronę skrzyżowania Horyzontalnej z Nocturnem, poczuł na sobie kilka spojrzeń. Czy gdyby ubrał się jak bałwan, te śliczne oczęta wodziłyby za nim aż do zakrętu? Wątpił. Ale tak naprawdę było to wyłącznie chwilowe zaspokojenie jego próżności. Bo te oczy, których tak szukał, skrywały w sobie wszystkie gwiazdy świata i właśnie zapewne pakowały właścicielkę w kłopoty.

Aidan lekko zwolnił, grzebiąc jednocześnie w pamięci. Sklep był nowiutki, ruda dopiero co o niego pytała. Wysłał jej odpowiedź, że otwieranie czegokolwiek w tej okolicy jest nierozważne - pracował w BUM, wiedział doskonale kto co robi i gdzie. I ci ktosie robili rzeczy właśnie tu. Penny jednak albo zignorowała jego wiadomość, albo jej nie otrzymała. Musiał ją powstrzymać przed podjęciem najgłupszej decyzji w swoim życiu. Nie zastał jej jednak w mieszkaniu pani Francis, a jej koleżanka chociaż próbowała się wyślizgnąć z mocnego uścisku pytań Parkinsona, poległa - szybko wsypała Weasleyównę. Ile jej to zajęło - minutę? Dwie? Ach kurwa, ta mała naprawdę powinna znaleźć sobie lepsze towarzystwo.

Kojarzył o które drzwi chodziło - kiedyś było tu zupełnie co innego, lecz stary szyld zniknął w chwili, gdy poprzedni właściciel postanowił sprzedać lokal. Jeżeli Penny nie było w domu i miała go w dupie… To on przyjdzie do Penny i pokaże jej, że nie tak łatwo się go pozbyć. Lepiej by wyszła, gdyby mu odpisała krótkie “OK”. Wtedy by tu nie przylazł, nie naciskałby właśnie klamki.
Flo… Aidan przewrócił oczami, zdzierając z szyi bordowy szalik. Każdy jego krok okraszony był nierównym skrzypieniem desek i chrzęstem piachu, który - a jakże - naniósł, bo nie wytarł butów. Ups. Wszedł na tyły i cisnął w Penny szalikiem.
- Ty do końca już straciłaś rozum! - wyciągnął oskarżycielsko paluch w kierunku rudej. - Już chuj z miejscem, ale ZAKLUCZAJ DRZWI jak jesteś sama!
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#3
08.02.2024, 10:27  ✶  

Na początku wahała się. Szukała informacji. Może nawet pomocy w podjęciu tak istotnej decyzji? Zdecydowała się zasięgnąć języka. Pytała wśród znajomych. Przez moment była nawet bliska rezygnacji. Tylko czy byłaby to z jej strony właściwa decyzja? Tego rodzaju okazje nie czekają przecież na człowieka za każdym rogiem. Jak długo musiałaby czekać na kolejną? Czy takowa by się w ogóle pojawiła? Czy może wręcz przeciwnie? Gdyby wszystko posypało się przez tych kilka wątpliwości, przez długie lata plułaby sobie później w brodę.

List od Aidana otrzymała w chwili, kiedy była pewna, że razem z Florianem nie wycofają się już z tego zakupu. Podjęli decyzje. Mieli szanse na to, żeby coś osiągnąć. Wystarczyło tylko podpisać się pod umową. I zacząć działać. Dlatego nie traciła czasu na zapoznawanie się z kolejnymi informacjami. Nie chciała tworzyć sobie większego bałaganu w głowie. Mętliku. Uznała, że wiadomość przeczyta, kiedy już będzie po wszystkim.

Kiedy nie będzie mogła się z tego wszystkiego wycofać.

Dni więc mijały, a list nadal czekał na biurku. Odłożony na później. Może na święte nigdy, jak to mawiano dawniej? Penny zaś w tym czasie działała. Krok po kroku realizowała swój plan. Starała się dopiąć wszystko na ostatni guzik. Chciała być dumna z tego, co będzie mogła zaprezentować w chwili, kiedy Zaczarowane Różności zostaną wreszcie oficjalnie otwarte.

Nie była przygotowana na to, że osobą która odwiedzi ją w sklepie, okaże się Aidan. Nie spotykali się regularnie. Przynajmniej w ostatnim czasie. Każde z nich zajęte było swoimi sprawami. Tak to już się czasami bywało. W życiu układało się różnie. W tym, że jej wcześniejsze założenie było błędne i to jednak Parkinson postanowił się z nią zobaczyć, połapała się dopiero kiedy usłyszała znajomy głos i… oberwała szalikiem w ramie.

Powinna była pozwolić mu wylądować na ziemi, ale nie – złapała.

Oczywiście, że złapała.

- Cześć Penny, miło Ciebie widzieć. Ładnie wyglądasz. Byłem w okolicy, więc postanowiłem wpaść. Jak się masz? Pogoda jest brzydka, ale… - zamiast zareagować wybuchem gniewu lub czymś podobnym, jedynie zmrużyła oczy. A następnie wyrzuciła z siebie te słowa. I następne. I jeszcze kolejne. Chyba nawet wyszła z tego lekka szopka. – Robisz tutaj porządki? Nie potrzebujesz może z czymś pomocy? Pracy pewnie masz z tym całkiem sporo.

Szalik zawiesiła na krześle, wracając do przeglądania zawartości szafy, w której poprzedni właściciel – jakżeby inaczej – pozostawił różne różności. Kawy. Herbaty. Paczkę ciastek, które były już mocno przeterminowane. Kilka kubków. Talerzyków. Takie tam typowe wyposażenie pokoju socjalnego. Przynajmniej na ten moment. Wszystko trafiało to czarnego, dużego worka na śmieci.

Wreszcie westchnęła. Nie chciało jej się dłużej produkować. Uświadamiać go w tym, jak należało się zachować.

- Co tutaj robisz? I kto Ci powiedział? – zamiast kontynuować przedstawienie, zapytała. Odwróciła się w jego kierunku, założyła ręce na wysokości klatki piersiowej i czekała na wyjaśnienia. Była przy tym lekko zirytowana.

Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#4
08.02.2024, 12:18  ✶  
Aidan nie był specjalnie zapracowany, ale jednak był brygadzistą - to wymuszało na nim stawianie się w określonym czasie w określonym miejscu. Nie mógł hasać po Londynie tak, jak kiedyś, chociaż trzeba było przyznać, że BUM otwierało przed nim zupełnie nowe drzwi. W połączeniu z jego przeszłością i postrzeganiu świata w odcieniach szarości oraz dość nieszablonowym działaniem tworzyło to mieszankę wybuchową, w której brodziło się aż po pas. Pozwalało na wydobycie informacji, do których praworządny dobry brygadzista nie miał dostępu i o których by nawet nie pomyślał.
- Daruj sobie złośliwości, Weasley - syknął, zmniejszając między nimi dystans. Zrobił zaledwie dwa kroki, ale był już bliżej, niż powinien. Wyciągnął rękę z wystawionym palcem wskazującym, który oskarżycielsko wycelował w jej twarz. - Nie odwracaj się, jak do ciebie mówię, kurwa.
Nie podnosił głosu. Był zirytowany tym, że Penny zlała go ciepłym moczem i kupiła tę ruderę przy Nokturnie, ale nie krzyczał na nią. W zasadzie to chyba nigdy nie podniósł na nią głosu, mimo że czasem miał ochotę udusić tę rudą zołzę własnymi kudłami.
- Jesteśmy przy Nocturnie, myślałaś że przejęcie lokalu przejdzie bez echa? - teraz się zdziwił. Czy ona kompletnie straciła rozum? Parkinson zamknął oczy i westchnął. Liczył do dziesięciu w myślach, by uspokoić targające nim emocje. - Powiedz chociaż, że masz w planach zabezpieczyć ten sklep. Jakkolwiek inaczej, niż zwykłym zamkiem.
Przeniósł spojrzenie na jej twarz. Nie podobał mu się jej wyraz. Co się go czepiała? I to jego - JEGO. Przecież mogła, cholera, trafić na jakiegoś psychola. A trafiła na nie do końca uczciwego brygadzistę. Miała więcej szczęścia niż rozumu.
- Penny, powiedz że jeszcze możesz się z tego wycofać. Przecież gdy tylko stąd wyjdziesz, zrobią ci włam, pomażą drzwi a potem zdemolują środek, by tylko pokazać ci, gdzie twoje miejsce - być może coś wiedział. A może po prostu tworzył czarne scenariusze w głowie? Minę miał jednak poważną i być może, tylko być może, planował przypadkiem wziąć dzisiejszy partol właśnie w tej okolicy.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#5
08.02.2024, 14:12  ✶  

Miała sobie darować złośliwości? Słysząc słowa Aidana aż prychnęła poirytowana jego bezczelnym zachowaniem. Może i na nią nie krzyczał, ale zachowanie Parkinsona w dalszym ciągu jej się nie podobało. Na zbyt wiele sobie pozwalał. Za kogo on się uważał?

- Daruje sobie złośliwości, jeśli będziesz chociaż odrobinę uprzejmiejszy. – odpowiedziała, wyraźnie dając mu do zrozumienia, jakie ma oczekiwania. Bo w końcu o nich należało mówić wprost. Mama zawsze powtarzała, że mężczyźni nie są szczególnie domyślni. Z wiekiem Penny zaczęła się z nią w tej materii zgadzać. Zaczęła rozumieć, co konkretnie chciała jej przekazać rodzicielka.

Nie od razu odwróciła się w jego stronę, początkowo ignorując jego słowa. Każdy ma to, na co sobie zapracował. Aidan zaś najwyraźniej zasłużył jedynie na oglądanie tyłu jej głowy, pleców, tyłka… może nie idźmy w tę stronę.

Czy Parkinson miał ją za idiotkę? Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, gdzie znajdywał się lokal. Gdzie w tym momencie znajdywali się oni dwoje. Wiedziała co to za okolica. Była świadoma tego jaką cieszyła się ona opinią. Niekoniecznie najlepszą. Podejmowała ryzyko, ale to ryzyko mogło jej się opłacić. Czasami trzeba było się na coś takiego zdecydować.

- Zamierzam rzucić zaklęcie, które odstraszy upierdliwych brygadzistów. – udzieliła mu odpowiedzi. Aidan powinien być mądrzejszy. Znał przecież ją nie od wczoraj i co za tym idzie dobrze wiedział, że zaklęcia ochronne były jej mocną stroną. Potrafiła nie tylko obronić siebie, ale też nałożyć odpowiednie efekty na przedmioty. Stworzyć zabezpieczenia, amulety.

Wydawało jej się, że była w tym całkiem niezła.

Uspokoiła się, kiedy zaczął jej wszystko tłumaczyć. Oczywiście nie stało się to od razu, z miejsca. Był to proces powolny, stopniowy. Zwieńczony wreszcie kolejnym westchnięciem. Niby cały czas wiedziała w czym rzecz, ale w pierwszej kolejności górę wzięła uzasadniona irytacja. Rozsądek pojawił się nieco później. Po czasie.

- Jeśli wybiją okno, to wstawie kolejne. Wiem, na co się zdecydowałam, Aidan. – zapewniła go, tym razem brzmiąc już łagodniej. Spokojniej. Opuścił ręce, dotąd założone na wysokości klatki piersiowej. Wyraźny znak, że coś się zmieniło. Penny stała się bardziej przystępna? – Wiem też, że razem z Flo możemy sobie tutaj poradzić. Jaki byłby ze mnie twórca amuletów i zabezpieczeń, gdyby odstraszyła mnie niezbyt ciekawa okolica?

No właśnie – jaki? Penny chciała coś na tym polu osiągnąć. Stać się kimś. Rozsławić swoje imię oraz nazwisko. Miała ku temu podstawy. Miała tę kapkę talentu, który ofiarował jej los.

Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#6
08.02.2024, 23:14  ✶  
Zacisnął zęby, cudem opanowując chęć odgryzienia się. Czy ta głupia dziewucha nie rozumiała, że wszystko co robił, to było przejawem troski? Mocno upośledzonej, skomplikowanej i pokrętnej, ale jednak troski. Wdech, wydech... Jeden, dwa, trzy... Wzrok Aidana ześlizgnął się na czuprynę Penny, a potem na jej ramiona i plecy. Kulturalnie poderwał oczy, gdy kobieta tylko się ruszyła, by ponownie stanąć z nim twarzą w twarz.
- Jeśli zadziała to musisz mnie go nauczyć, mam w biurze całkiem sporo upierdliwych brygadzistów - odszczeknął się, bo nie byłby sobą, gdyby tego nie skomentował, prawda? Doskonale wiedział, czym zajmuje się Penny. Nie chodziło o to, że wątpił w jej umiejętności, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że mogło to tak zabrzmieć. Nie: on wątpił w to, że zapamięta, by zabezpieczyć sklep. I czy zdąży. Jego wzrok odrobinę złagodniał, gdy zauważył subtelne zmiany w jej ciele, które procesowały jego słowa. I to westchnięcie. Zrozumiała - chyba. Ale musiał drążyć dalej. - Może ci się wydawać, że wiesz w co się wpakujesz.
Powiedział poważnie, również się rozluźniając. Nie miał już ochoty jej udusić, chociaż wszyscy bogowie mu świadkiem, że nigdy nie podniósłby ręki na kobietę, a zwłaszcza na nią. Ale czasem przydałoby się wytargać rudą za włosy, potrząsnąć nią żeby zrozumiała, że nie powinna podejmować tak lekkomyślnych decyzji. Czy wiedziała, na co się pisze? Czy poznała sąsiadów? Czy słyszała, co mówią i co planują, gdy tylko zamknie drzwi sklepu? Ostrożnie podszedł do kobiety i delikatnie położył dłonie na jej ramionach.
- Czy czytałaś mój list? - zapytał w końcu. Zwykle na jego twarzy gościło zniechęcenie, znużenie czy zwykła bezczelność. Tym razem jednak minę miał poważną. Zupełnie nie pasowała do niego i tego, jaki był. - Będą chcieli się włamać. Czy jesteś w stanie ochronić budynek tak, żeby nie tylko im to uniemożliwić, ale i sprawić, że pożałują tej myśli?
Bo jeżeli nie, to mogła zabezpieczać się zaklęciami ile chciała. Nie przyjdą w nocy, to przyjdą w dzień. Nie zrobią jej poważnej krzywdy, to nie byli mordercy. Ale zasadzali się, bo - tak jak ona - chcieli być kimś. Wymuszenia, haracze - to wcale nie była zapomniana przez Merlina praktyka. Groźby, kradzieże, sam to przecież stosował. Rozmawiał z kim trzeba, zasięgnął języka. Nie interweniował, bo nie wiedział, że musi. Gdyby tylko mu odpisała, może i by coś zaradził. A tak nie mógł zrobić nic poza lekką manipulacją, drobnym kłamstwem, by skierować nogi swoje i znajomych z patrolu właśnie tu. "Przypadkiem".
- Mówisz że wiesz, jak tu jest. Myślałaś o tym, jak ich skutecznie zniechęcić i wybić podobne pomysły z głowy?
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#7
09.02.2024, 10:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.02.2024, 19:49 przez Penny Weasley.)  

Mogło jej się wydawać, że wie w co się pakuje? Aidan znów przesadzał. Szukał problemów tam, gdzie ich nie było. A przynajmniej – nie były tak duże, jak to przedstawiał. Nawet jeśli Zaczarowane Różności znajdywały się blisko Nokturnu, to nadal stanowiły część Alei Horyzontalnej. To zaś sprawiało, że okolica nie mogła być taka znowu najgorsza.

- Aidan, nie jestem małym dzieckiem. – ignorując jego wcześniejsze słowa, te o upierdliwych brygadzistach, zareagowała na kolejne. Nie podobało jej się to, w jaki sposób ją traktował. Była dorosła. Pełnoletnia. A teraz na dokładkę miała zostać kobietą biznesu. Dzięki Zaczarowanym Różnością miała wreszcie stać się kimś. Miała osiągnąć coś więcej.

Zawsze chciała osiągnąć w swoim życiu coś więcej.

Zwlekała z odpowiedzią na kolejne pytanie. Po prostu stała przed nim, dość blisko, skoro podszedł i położył dłonie na jej ramionach. Wiedziała, że Parkinsonowi najpewniej nie spodoba się prawda. On też mógł się tego domyśleć. Jej oczy zapewne zdradzały to, czego wciąż nie wypowiedziały usta. Nie pierwszy i nie ostatni raz w życiu.

- Wiesz coś? To pewne? – zapytała. Słowa wypowiedziane zostały znacznie ciszej od tych wcześniejszych. Sądząc po wyrazie twarzy, trochę się przestraszyła? Nie była gotowa na to, że cały ten cyrk miałby się zacząć już teraz. I to jeszcze z wysokiego C. – Coś słyszałeś na ten temat?

Chciała wiedzieć. Jeśli cokolwiek dotarło do uszu Parkinsona, to powinien jej to przekazać. Uprzedzić. Byli przecież dobrymi znajomymi, a znajomym należało pomagać. Sama tak uważała i tak starała się robić. Bliscy mogli na nią liczyć. Zawsze.

- Musisz mi powiedzieć. – pozbyła się jednej z jego dłoni ze swojego ramienia i ujęła w swoją dłoń. Ścisnęła. Wszystko to zrobiła automatycznie. Instynktownie. Nie myślała. Nie była do końca świadoma. Po prostu działała. Autentycznie przejęta tym, że coś faktycznie mogło wisieć w powietrzu; że coś mogło zagrażać jej i przedsięwzięciu, któremu poświęciła sporo czasu. Włożyła w to wiele pracy. Zainwestowała praktycznie wszystkie pieniądze, jakie udało jej się zarobić. Odłożyć. 

Co jeśli wszystko straci?

Przez myśl jej teraz nawet nie przyszło, że o wszystkim mógł jej powiedzieć w liście. Tym samym liście, którego nie przeczytała, i o który to Aidan dopiero co ją pytał.

Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#8
11.02.2024, 13:05  ✶  
Nie chciał jej wystraszyć - być może faktycznie przesadzał, ale plotki roznosiły się w niektórych kręgach z prędkością błyskawicy. Ruda Weasleyówna była łatwym i łakomym kąskiem, nawet jeżeli była biedna. Być może inni wierzyli w nią tak samo, jak ona wierzyła w siebie, stąd ten durny pomysł z haraczem, który chcieli na nią nałożyć? Nie podobało mu się, że Penny ignorowała jego pytania i zbijała je swoimi - planował nawet jej coś na ten temat powiedzieć, ale gdy ścisnęła jego dłoń... Aidan westchnął. Widział zmianę w jej twarzy i spojrzeniu. Niepokój, obawa... Wiedział, jak ważne było dla niej to miejsce, mimo że dopiero co odebrała do niego klucze. Od zawsze Penny chciała być kimś więcej, kimś znanym i bogatym. Robiła wszystko, by osiągnąć swój cel: parła do celu, nie zważając na cały świat. To świat miał nadążać za nią, a nie ona za nim. Jej zachowanie wkurwiało go do granic możliwości, ale w takich chwilach jak ta - również rozczulało. Rzadko kiedy Parkinson prezentował ludziom uśmiech inny od kpiącego, ale w przypadku Penny pozwalał sobie na delikatne odsłonięcie tego prawdziwego Aidana. Bo przecież nie był skończonym chamem i gburem, chociaż na takiego pozował. To była maska, skorupa która chroniła go przed ciosami, które wyprowadzał los. Przy Penny ta maska pękała, ale nie na tyle, by odsłonić go w całości.
- Lepiej usiądź - polecił, wskazując jej stołek, krzesło czy nawet blat laty, przy której miała niedługo zacząć obsługiwać klientów. Sam nie miał potrzeby, by usiąść, ale odczuwał ogromną potrzebę, by zapalić. Jego dłoń odruchowo puściła Penny i wsunęła się do kieszeni kurtki, by musnąć paczkę papierosów. Spojrzał na rudą pytająco, bo jeśli nie pozwoli mu tu palić, to nie zapali. Jeśli pozwoli, to odpali, potem najwyżej się wywietrzy. Penny wiedziała, że Aidan palił jak smok. - Czyli nie czytałaś listu, inaczej byś wiedziała. Nie, nie jest to pewne, ale słyszałem nie dalej jak dwa dni temu, że mówili o, cytuję: "nowym sklepie z magicznym gównem niedaleko, którego właścicielka ma niezłą dupę. Ponoć biedna, ale skoro kupiła tak blisko nas, to musi mieć coś odłożone. Zaproponujemy jej ochronę przed nami samymi, a jak odmówi to pokażemy jej, kto tu rządzi, ale najpierw trochę nabrudzimy". Koniec cytatu. Nie wiem, czy mają zamiar robić coś dzisiaj, czy jutro - a może za miesiąc, jak zaczniesz mieć klientów? Dlatego pytam się po raz kolejny: czy jesteś w stanie zabezpieczyć Magiczne Różności na tyle, by nie wiem... Odbiło ich od drzwi i poraziło czymś?
Powtórzył zignorowane wcześniej pytanie, bo przecież nie zdążył zrobić odpowiedniego rozeznania, tak spieszył się, by sprawdzić czy wszystko było z nią w porządku. Może faktycznie przesadzał i jak przyjdą, to najpierw po to, by Penny postraszyć? W końcu to była Aleja Horyzntowalna, i chociaż blisko Nocturnu, to jednak... panował tu jako taki porządek. Ale czy aby na pewno?
- Wiem, że niektóre sklepy płacą coś takiego. Ale nie wszystkie - to było właśnie zadziwiające, bo nie do każdego potrafili się dopierdolić. Być może właśnie te biznesy były chronione w inny sposób. A być może byli to jacyś... Dawni znajomi? Przecież znajomości tu liczyły się najbardziej. Mógł oczywiście uruchomić swoje kontakty i sprawdzić, co w trawie piszczy, ale potrzebował czasu i skupienia, a nie mógł się skupić, gdy myślami wracał do Penny i jej bezpieczeństwa.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#9
14.02.2024, 20:07  ✶  

Im dłużej rozmawiali, tym większe towarzyszyły jej wątpliwości. Choć starała się tego nie okazywać, obawy stopniowy wzrastały. Nie zamierzała bagatelizować tego, z czym Aidan do niej przyszedł. Oczywiście Penny nie podobało się to, w jaki sposób Parkinson chciał się tą sprawą zająć, ale... to miało w tych okolicznościach drugorzędne znaczenie. Zwłaszcza, kiedy miały pojawić się konkrety. Skinęła głową, kierując się do jednego ze stołków znajdujących się w pomieszczeniu. Usiadła, zgodnie z tym co znajomy jej zasugerował. Może faktycznie lepiej było posadzić swoje cztery litery, skoro do powiedzenia... wyglądało, że do powiedzenia Parkinson miał mieć sporo. Skupiła się na tym, co chciał jej przekazać. Nie przerywała. Nie dopytywała. Pozwoliła, żeby wszystko wyjaśnił. Przedstawił. Podzielił się tym, co sam wiedział.

- Nigdy dotąd nie tworzyłam aż tak... hm... zaawansowanych zabezpieczeń. - trochę jej to zajęło, ale wreszcie poukładała sobie to w głowie. Mogła więc odpowiedzieć, wyjaśnić Aidanowi jak wyglądały sprawy; jak prezentowała się jej sytuacja. - Znam teorie, wiem jak wszystko powinno przebiegać, widziałam jak takie zabezpieczenia powstawały, ale będzie to z mojej strony wciąż coś na kształt eksperymentu, co za tym idzie, ciężko mi przewidzieć efekt końcowy. - czy znaczyło to, że Penny nie zamierzała podjąć żadnych działań? Nie zamierzała spróbować nałożyć na sklep jakiś zabezpieczeń? Oczywiście, że tak nie było. Weasley nie byłaby sobą, gdyby odpuściła; gdyby tak po prostu pozwoliła na zniszczenie tego, na co długo pracowała. - Mogę jednak Ciebie zapewnić, że postaram się ich czymś zaskoczyć.

Tylko w jaki sposób miałaby to zrobić? Będzie to kwestia do przedyskutowania z Flo. Muszą się nad tym pochylić. Poszukać jakiś rozwiązań. Coś zaplanować. Na ten moment nie miała wielu możliwości. Mogła co najwyżej wyrysować na ścianach oraz drzwiach jakieś runy, licząc że zadziałają w sposób ochronny. Tyle tylko, że to nie było coś, co dla osoby zdeterminowanej, chcącej osiągnąć swój cel, miałoby stanowić prawdziwą przeszkodę.

- Wiesz o jakiej kwocie mowa? I kto za to odpowiada? - zapytała. Może to była jedyna sensowna opcja? Zapłacić, jakoś przetrwać pierwsze tygodnie. Albo nawet miesiące. Zyskać na czasie i powolutku działać w kierunku tego, aby się od tych ludzi uwolnić.

Tylko czy było ją na to stać? Czy była w stanie tyle zapłacić? Nie miała wiele. Pieniądze, które posiadała, były przeznaczone na zakup sprzętów, wyposażenia. Materiałów, które będą niezbędne do pracy. Gdyby im zapłaciła, mogłaby nie być w stanie rozpocząć swojej działalności. W następnym tygodniu czy tam miesiącu, nie miałaby już z czego zapłacić im tego nieszczęsnego haraczu. Rozwiązanie nie wydawało się niestety najlepsze. Co innego jednak mogła zrobić?

Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#10
16.02.2024, 10:00  ✶  
Aidan wpatrywał się w Penny intensywnie, z widocznym napięciem. Dziewczyna była nieprzewidywalna i równie dobrze mogła mu nagle oznajmić, że zmienia plan o 180 stopni i ugości tych ludzi kremowym piwem i ciastem. W zasadzie czy to byłby taki zły pomysł? Byłby element zaskoczenia, może by się dogadali? Przez głowę przemknęła mu myśl, by to zaproponować jako jedno z rozwiązań, ale... Chyba nie chciał, żeby Penny wchodziła w bliższe układy z tymi ludźmi - chociaż czy było to możliwe? Tak czy siak będą niedaleko, praktycznie obok.
- Nie mam pojęcia - przyznał szczerze, wciskając ręce do kieszeni. Skrzywił się, bo w zasadzie mógł pociągnąć ten temat dalej, gdy tylko usłyszał, że coś takiego jest w planach. - Ale wiem, kto zajmuje się takimi rzeczami. Mogę się dowiedzieć więcej.
Jego metody wyciągania informacji były dość specyficzne. Oczywistym było, że nikt mu nic nie powie po dobroci - pracował w BUM, mimo że dość często szedł na rękę osobom, które były na bakier z prawem, to jednak były to zwykle drobne kradzieże czy pobicia. Przymykał oczy na pewne rzeczy w zamian za informacje czy przysługi, lecz nie był to nigdy aż tak duży kaliber. Ale miał swoje sposoby, przecież to nie był problem nie do rozwiązania.
- W każdym razie powinnaś od tego zacząć, zamiast od sprzątania - powiedział, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu. Jak zwykle - Aidan Dobra Rada wpychał te swoje "powinnaś" w chwilach, gdy druga strona zapewne nie chciała tych rad. Przeszedł do lady, przejechał palcem po jej blacie i sprawdził, ile kurzu i brudu było na meblach. Czy miał zamiar pomagać rudej w sprzątaniu? Absolutnie nie. I tak robił więcej, niż powinien. Byli dobrymi znajomymi, przyjaciółmi można by powiedzieć - to było normalne, że sobie pomagali, chociaż istniały granice. Jak na przykład to nieszczęsne sprzątanie: wystarczało mu grzebanie w śmieciach, jak któryś z kolegów ciągał go na miejsca zbrodni, żeby upewnić się, czy to robota dla nich, czy już trzeba wołać aurorów. Parkinson obrócił głowę w kierunku Penny.
- A jak się dowiem, to co zrobisz? - bo jak miała zamiar odwiedzić osobę, która zbierała haracz, to nie było siły, która by go zmusiła do wyjawienie nazwiska. Aidan przeczesał palcami włosy i odruchowo poprawił kołnierzyk kurtki, nie spuszczając wzroku z rudej. W zasadzie od jej odpowiedzi zależały jego dalsze kroki w tym temacie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aidan Parkinson (2308), Penny Weasley (2817)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa