14 czerwca 1943r.
Posiadłość Rookwoodów
W tym roku szkolnym, z powodu niespodziewanych wydarzeń w Hogwarcie, Richard z bratem wcześniej wrócili z Hogwartu. A że zapracowani rodzice jak i niezadowoleni z tego co miało tam miejsce, poprosili zaprzyjaźnioną rodzinę Rookwood, aby ich chłopcy pozostali pod ich opieką na kilka dni.
Śmiercią uczennicy szkolnej, zwanej imieniem Marta, nie poruszyła Richarda. Lecz tak obsranego ze strachu brata jeszcze nie widział. I choć Robert starał się tego po sobie nie okazywać, młodszy bliźniak był bardziej spostrzegawczy. W odpowiednim czasie i godzinie, Richard wyciągnął od bliźniaka informacje. Nie ukrywał zaskoczenia, ale też zapewnił, że zachowa to dla siebie. Najlepszą wymówką byłoby powiedzieć, że Robert źle znosi widok lub wieść o martwych uczniach. Takie rzeczy nie dzieją się codziennie. Uspokajał go tym, że klęska żywotu dopada tylko szlamy, nie czystokrwistych czarodziei.
W nocy spał dobrze. Rano jednak wstał wcześnie, zauważając, że Robert jeszcze śpi. Ogarnął się na tyle, by przejść się po posiadłości w ubraniu, nie w piżamie. Włosy miał w nieładzie. Dla niego wakacje już się zaczęły. Z jakiegoś powodu tutaj czuł swobodę? Uspokojenie? Powrót do domu wzbudzał lęk. Szczególnie przed ojcem. Gdyby mógł, zostałby tutaj do kolejnego powrotu do szkoły.
Richard nie sprawdzał jak wczesna była godzina. Ale gospodarzy nie zastał na swojej drodze spacerowania po korytarzach. Szukał czegoś go interesującego. Chester to musiał mieć. Tylko gdzie to ma? Myszkując od pomieszczenia do pomieszczenia, wychylając głowę i chowając, chyba trafił do jakiegoś gabinetu. Obszerne pomieszczenie. Niczym niewinny nastolatek, ze splecionymi rękoma za plecami wszedł do środka udając się zwiedza sobie znany pokój. Aż wzrok magicznie spoczął na obszernie dużym biurku, na którym była… paczka papierosów. I jeszcze coś czym można było zapalić. Zapałki? Zmarszczył brwi, zrobił dziubek i rozejrzał się niczym szpieg w pomieszczeniu. Nikogo nie było. Dyskretnie podszedł i zwinął paczkę z pudełkiem zapałek, chowając do tylnej kieszeni spodni. Wyszedł z gabinetu jakby nigdy nic się nie stało. Jego tam nie było. Spacerował dalej, aby wyjść na zewnątrz. Poszedł na taras. Nikogo chyba nie było. Nie widział. Trzy razy się rozglądał, nawet spojrzawszy w kierunku wnętrza domu, czy za szybą okienną kogoś widać czy nie. Podszedł do barierki i stał plecami wejścia do budynku. Wyjął paczkę z zapałkami i zaczął oglądać. Wyjął sobie jednego papierosa aby zbadać go w dłoniach.
- Jak to robił…Podrapał się po głowie i próbował poszukać na opakowaniu instrukcję. Musiał też w głowie odtworzyć obraz palącego papierosa Chestera. Młodego nastolatka już kusiło do nowego, czegoś ciekawego do spróbowania.
- Chyba tak.
Gadał do siebie, odwracając papieros tą kolorową częścią i wkładając do ust. Sięgnął po pudełko z zapałkami i próbował je jakoś odpalić.