Ciepło nieco ostygłej przez wieczorną porę szaty wystarczyło żeby organizm zaczął powoli walczyć o powrót do normalnej temperatury, choć do tego najlepiej nadałaby się pomoc kominka, choć dotyk Morpheusa był równie ciepły, nawet nie chciał wiedzieć co działo się w jego głowie. Widział to spojrzenie, słyszał głos. Gdyby umarł nie wszyscy byliby zadowoleni, ale akurat mężczyzny przed sobą nie chciał krzywdzić w ten sposób, nie chciał zdradzać jego zaufania odchodząc, choć tak bardzo wyrażał chęć spędzenia z nim wieczności.
Chciał wstać, choćby uklęknąć, ale nie miał na to sił. Okryty chwycił krawędź szaty i leżał dalej przy nim zgodnie z poleceniem próbując oddychać spokojnie, co nie było łatwe.
-Wiem...-wyszeptał zachrypnięty, po czym nastąpiła kolejna salwa kaszlu i odchrząknięć. Wiedział, że był z nim bezpieczny, to nie pierwszy raz gdy mężczyzna go ratuje, gdy sprawia, że może być sobą bez obaw o krzywdę. Nie miałoby znaczenia to czy to obecny Morpheus czy ten z przeszłości, to dalej był Morpheus, ten sam, który jakimś sposobem uratował ich oboje.
Oddychając ciężko przekręcił się powoli na plecy, otworzył oczy, ale nie patrzył na niebo, na którym powoli zaczynały przebijać się nieśmiało gwiazdy, a patrzył na mężczyznę, na swój księżyc jaki rozjaśniał mu zawsze noce gdy przychodziły koszmary i bezsenność.
-Znów spotkałem się ze śmiercią.-powiedział cicho, bojąc się że znów nadwyręży płuca. Sięgnął miękko ręką do jego dłoni w czystym geście otuchy, ale i wyrażenia swojego bólu fizycznego.-Morpheus...-zawahał się, nie wiedząc jakich słów użyć i co właściwie chce powiedzieć. W tej chwili czuł wszystko, radość, nadzieję, wyjadające od środka poczucie smutku, zagubienie, ulgę. Zebrał się w sobie, podniósł się walcząc ze zmęczonym ciałem, przysunął się do niego i objął ściśle, dając upust emocjom, które dotarły do niego dopiero po czasie. Osłona nocy ochroni ich ciemne sylwetki na tle czarnego jeziora przez niechcianym wzrokiem. Ściskając go pociągnął nosem, dopiero rozumiejąc, że brak strachu był jedynie chwilowy i dopiero teraz do niego docierał. Strach przed zostawieniem rodziny samej sobie. Co by jego rodzice zrobili bez jego pieniędzy i leków dla ojca? Co by zrobił Morpheus dowiadując się, że jego przyjaciel nie żyje, a przecież niedawno stracił tak wiele?-Cieszę się, że nadal mogę być przy tobie.-nie chciał śmierci nieważne, jak dobrze po niej nie było duszy, bo będzie brakować najważniejszego czynnika, Morpheusa.