09.02.2024, 00:09 ✶
Korciło go, żeby znowu wzruszyć ramionami. Z góry założył, że prawidłową odpowiedzią, która jako jedyna miałaby znaczenie dla Sebastiana, był: kowen. Ale Sebastian był McMillanem a on był Stewardem, który niemal całe swoje życie spędził na ukrywaniu się i nie wyróżnianiu w tłumie. Przez lata maskował swoje zdolności, udawał głupszego niż był w rzeczywistości i mniej spostrzegawczego byle tylko nikt nie zwrócił na niego przesadnej uwagi i przypadkiem nie zainteresował się śmiercią jego rodziców.
A teraz był Zimny. Pisano o nim w gazetach i plotkowano na ulicach. Stało się wszystko to, czego za wszelką cenę starał się uniknąć. W dodatku w głowie miał tykające wspomnienia swojego ojca, które atakowały jego umysł wtedy, gdy miały na to ochotę. Czuł się jak w potrzasku.
- Bulstrode jest chyba zachwycony przypływem popularności – powiedział wreszcie. A on, w odróżnieniu od Patricka, Mavelle i Victorii, właściwie pojawił się na końcu, na chwilę przed tym jak wszyscy stracili przytomność. Tylko czy to miało jakiekolwiek znaczenie? – Tam w Limbo… to miejsce nas nie chciało. Od początku próbowało zawrócić.
Ale oni nie mogli zawrócić. Cała ich wędrówka nie miałaby sensu, gdyby wtedy zawrócili. Nie skłoniły ich do tego ani szepty ani nawet widok martwej (kobiety, kapłanki, Matki, boginki) nie mógł ich do tego zmusić. Chcieli powstrzymać Czarnego Pana, choć nawet nie wiedzieli co właściwie próbował zrobić. Dopiero, kiedy Steward patrzył z boku, widział że ich zachowanie nie miało większego sensu.
Szepty miały rację. Żywi nie powinni kroczyć ścieżką przeznaczoną dla zmarłych.
- Byliśmy poddani jakby… próbie? Stanął przede mną ojciec. Wydawało mi się, że zachęcał mnie do wejścia do takiego błękitnego ognia i stania się z nim jednością. – Im dłużej Patrick wpatrywał się w ten strumień, tym więcej tracił wspomnień, ale gdy odmówił, nagle wspomnienia wróciły. Możliwe, że to właśnie wtedy przyszły również te ojca. – Czarny Pan sięgnął po energię kłębiącą się w tym ogniu. Umożliwił mu to jakiś kamień wykradziony Shafiqom.
Teraz to już i tak nie miało znaczenia. Steward podniósł rękę i potarł zimnymi palcami nasadę nosa, a potem wreszcie parsknął cicho. No tak. Nawet o tym nie pomyślał. Tylko z tego powodu, że to był jego ojciec, założył, że duch wiedział co chciał mu przekazać, że to miało jakiś ukryty sens i w ogóle. A przecież nie musiało mieć i najwidoczniej wcale nie miało.
- Nie przyszło mi do głowy, że są losowe – przyznał się. – Zresztą, skoro to tylko wspomnienia to i tak nie mają znaczenia. – W jego głosie pojawiła się ulga.
Biorąc pod uwagę, że przyszedł tutaj wiedziony silnym przekonaniem, że gdyby naprawdę było z nim źle, zaatakowałby Sebastiana byle tylko wyczyścić mu pamięć, nawet nie brał pod uwagę pójścia do wróżbity a legilimenta… tego z pewnością musiałby zabić po wizycie w swojej głowie.
- Szlag by to. Wiesz jak bardzo straciłem na atrakcyjności od kiedy jestem taki zimny? – zapytał, siląc się na żart. Inna sprawa, że to akurat była prawda. Żadna to przyjemność ściskać za rękę sopel lodu albo całować się z człowiekiem, którego skóra jest tak zimna, jakby ostatnie dwanaście godzin spędził w chłodni. – Nigdy nie zastanawiałem się nad Limbo. Jako ignorant nie pomyślałem nawet, że naprawdę do niego trafiłem. Ale miało swoją strukturę i istoty, które w nim bytowały, więc… - znowu zmarszczył brwi.
Sebastian pewnie nie oczekiwał odpowiedzi, bo jego słowa były typowymi pytaniami retorycznymi, ale teraz sam zaczął się zastanawiać czy to wszystko było dziełem przypadku, czy jakimś szerzej zakrojonym planem.
Przed oczami stanęła mu odwiedzająca Ostarę wieszczka i jej „będziesz potrzebował młotka”.
- Ktoś mi przepowiedział, że trafię do Limbo i zniszczę tworzący się tam portal – powiedział wreszcie. A skoro tak, to czy mogli w jakikolwiek sposób przeszkodzić Czarnemu Panu w zdobyciu mocy z Polany Ognisk? Albo zapobiec temu co stało się po drugiej stronie?
A potem zaczął myśleć o Sebastianie, o przestraszonym chłopcu, który zobaczył Zaświaty. Jakie miał wielkie szczęście, że obok niego byli ludzie, którzy domyślili się, co mu się przytrafiło. Patrick znał innego małego chłopca, który przypadkiem przeczytał coś, czego nie powinien a potem, przez kolejne lata żył z piętnem tajemnicy wyrytym na duszy tak głęboko, że gotów był się zabić, byle tylko nie wyszła na jaw.
- Czekolada pomaga? – zapytał niespodziewanie. – Po spotkaniu z Zaświatami?
A teraz był Zimny. Pisano o nim w gazetach i plotkowano na ulicach. Stało się wszystko to, czego za wszelką cenę starał się uniknąć. W dodatku w głowie miał tykające wspomnienia swojego ojca, które atakowały jego umysł wtedy, gdy miały na to ochotę. Czuł się jak w potrzasku.
- Bulstrode jest chyba zachwycony przypływem popularności – powiedział wreszcie. A on, w odróżnieniu od Patricka, Mavelle i Victorii, właściwie pojawił się na końcu, na chwilę przed tym jak wszyscy stracili przytomność. Tylko czy to miało jakiekolwiek znaczenie? – Tam w Limbo… to miejsce nas nie chciało. Od początku próbowało zawrócić.
Ale oni nie mogli zawrócić. Cała ich wędrówka nie miałaby sensu, gdyby wtedy zawrócili. Nie skłoniły ich do tego ani szepty ani nawet widok martwej (kobiety, kapłanki, Matki, boginki) nie mógł ich do tego zmusić. Chcieli powstrzymać Czarnego Pana, choć nawet nie wiedzieli co właściwie próbował zrobić. Dopiero, kiedy Steward patrzył z boku, widział że ich zachowanie nie miało większego sensu.
Szepty miały rację. Żywi nie powinni kroczyć ścieżką przeznaczoną dla zmarłych.
- Byliśmy poddani jakby… próbie? Stanął przede mną ojciec. Wydawało mi się, że zachęcał mnie do wejścia do takiego błękitnego ognia i stania się z nim jednością. – Im dłużej Patrick wpatrywał się w ten strumień, tym więcej tracił wspomnień, ale gdy odmówił, nagle wspomnienia wróciły. Możliwe, że to właśnie wtedy przyszły również te ojca. – Czarny Pan sięgnął po energię kłębiącą się w tym ogniu. Umożliwił mu to jakiś kamień wykradziony Shafiqom.
Teraz to już i tak nie miało znaczenia. Steward podniósł rękę i potarł zimnymi palcami nasadę nosa, a potem wreszcie parsknął cicho. No tak. Nawet o tym nie pomyślał. Tylko z tego powodu, że to był jego ojciec, założył, że duch wiedział co chciał mu przekazać, że to miało jakiś ukryty sens i w ogóle. A przecież nie musiało mieć i najwidoczniej wcale nie miało.
- Nie przyszło mi do głowy, że są losowe – przyznał się. – Zresztą, skoro to tylko wspomnienia to i tak nie mają znaczenia. – W jego głosie pojawiła się ulga.
Biorąc pod uwagę, że przyszedł tutaj wiedziony silnym przekonaniem, że gdyby naprawdę było z nim źle, zaatakowałby Sebastiana byle tylko wyczyścić mu pamięć, nawet nie brał pod uwagę pójścia do wróżbity a legilimenta… tego z pewnością musiałby zabić po wizycie w swojej głowie.
- Szlag by to. Wiesz jak bardzo straciłem na atrakcyjności od kiedy jestem taki zimny? – zapytał, siląc się na żart. Inna sprawa, że to akurat była prawda. Żadna to przyjemność ściskać za rękę sopel lodu albo całować się z człowiekiem, którego skóra jest tak zimna, jakby ostatnie dwanaście godzin spędził w chłodni. – Nigdy nie zastanawiałem się nad Limbo. Jako ignorant nie pomyślałem nawet, że naprawdę do niego trafiłem. Ale miało swoją strukturę i istoty, które w nim bytowały, więc… - znowu zmarszczył brwi.
Sebastian pewnie nie oczekiwał odpowiedzi, bo jego słowa były typowymi pytaniami retorycznymi, ale teraz sam zaczął się zastanawiać czy to wszystko było dziełem przypadku, czy jakimś szerzej zakrojonym planem.
Przed oczami stanęła mu odwiedzająca Ostarę wieszczka i jej „będziesz potrzebował młotka”.
- Ktoś mi przepowiedział, że trafię do Limbo i zniszczę tworzący się tam portal – powiedział wreszcie. A skoro tak, to czy mogli w jakikolwiek sposób przeszkodzić Czarnemu Panu w zdobyciu mocy z Polany Ognisk? Albo zapobiec temu co stało się po drugiej stronie?
A potem zaczął myśleć o Sebastianie, o przestraszonym chłopcu, który zobaczył Zaświaty. Jakie miał wielkie szczęście, że obok niego byli ludzie, którzy domyślili się, co mu się przytrafiło. Patrick znał innego małego chłopca, który przypadkiem przeczytał coś, czego nie powinien a potem, przez kolejne lata żył z piętnem tajemnicy wyrytym na duszy tak głęboko, że gotów był się zabić, byle tylko nie wyszła na jaw.
- Czekolada pomaga? – zapytał niespodziewanie. – Po spotkaniu z Zaświatami?