• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[10.06.1972] Wielkie pranie | Heather & Cameron

[10.06.1972] Wielkie pranie | Heather & Cameron
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#1
14.01.2024, 21:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2024, 00:10 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Wood miała dzień wolny. Postanowiła wykorzystać go w najlepszy sposób, w jaki potrafiła. Idealnie się składało, gdyż wiedziała, że nie tylko ona nie musi iść dzisiaj do pracy. Nie zdarzało się to zbyt często, żeby wraz z Cameronem mieli wolne w tym samym czasie. Niestety, takie wybrali ścieżki zawodowe, że pracowali w różnych godzinach, więc trudno im było zgrać się z tymi dniami, gdy nie musieli pracować. Humor jej dopisywał, pogoda była wspaniała, więc będą mogli wybrać się gdzieś na spacer i odpocząć, przynajmniej tak zakładała.

Wyjątkowo, nie poleciała do niego na miotle. Miała chęć się przejść i skorzystać z pięknej pogody. Nie miała do niego daleko, Cameron tak, jak ona mieszkał przy ulicy Pokątnej. Postanowiła po drodze wejść do niewielkiej cukierni, która znajdowała się tuż obok jej domu, żeby kupić im coś na osłodę. Wybrała drobne babeczki, które wyglądały bardzo smakowicie.

Znalazła się przed kamienicą w której mieszkał w krótką chwilę. Miała całkiem przyzwoite tempo, Wood nie znosiła chodzić powoli, zresztą wszystko robiła szybko, jakby grunt jej się palił pod nogami. Taki już miała charakter. Nim udała się do mieszkania Lupinów weszła do apteki, aby przywitać się z rodzicami chłopaka. Poczęstowała ich babeczkami, zapytała, jak im mija dzień, po czym dopiero ruszyła na piętro.

Ruda wyglądała jak zazwyczaj, trochę niechlujnie - jakby wkładała na siebie to, co wpadło jej w ręce. Krótkie jeansowe spodnie, chociaż wcale nie było, aż tak ciepło - jak na razie, ale zakładała, że później może zrobić się gorąco i zielony sweter, trochę na nią za duży. Bardzo dobrze wiedziała dokąd ma iść, nie była tutaj w końcu pierwszy raz. Strasznie cieszyła się, że zaraz zobaczy Camerona, uśmiech nie schodził jej z twarzy.

Cicho otworzyła drzwi, starała się to zrobić tak, żeby jej nie usłyszał. Miała nadzieję, że po drodze nie wpadnie na żadnego członka jego rodziny, bo zepsułoby to jej niespodziankę. Na palcach przemierzała mieszkanie Lupinów, gdy znalazła się przy pokoju chłopaka. Drzwi były otwarte, nachyliła się, aby zajrzeć do środka. Dostrzegła Camiego, który był bardzo skupiony. Nie do końca wiedziała, co robi, ale miała wrażenie, że coś segreguje. Nie powinien usłyszeć, jak wejdzie do środka. - BUUU! - Krzyknęła, gdy znalazła się w środku, chciała go przestraszyć, dla żartu oczywiście.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#2
20.01.2024, 01:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2024, 21:09 przez Cameron Lupin.)  
Dzień wolny od pracy w okresie letnim wręcz należało celebrować. Cameron już dawno oswoił się z myślą, że dłuższy urlop w jego przypadku nie wchodził w grę; w szpitalu działo się po prostu zbyt dużo. Gdyby naprawdę mu na tym zależało, może udałoby mu się wybłagać te kilka dni, które mógłby spędzić gdzieś poza Londynem, jednak na razie musiał obejść się smakiem. Może na jesień lub w okresie świątecznym w okolicach Yule? W każdym razie natłok obowiązków służbowych dosyć dosadnie uświadomił mu, że każda chwila spędzona w czterech ścianach rodzinnego lokum była cenna.

Najbardziej na świecie chciał się położyć z powrotem spać i obudzić się, dopiero kiedy przyjdzie do niego Heather, jednak tym razem musiał zrobić wyjątek. Zwłaszcza jeśli planował włożyć na najbliższy dyżur czyste ciuchy, zamiast latać w tym samym kitlu trzeci dzień z rzędu. Pranie. Sprzątanie. Coś, co w tych czasach magia powinna w pełni zautomatyzować, a co i tak wymagało kontroli ze strony czarodziejów. Przynajmniej takich pokroju Camerona, który nade cenił sobie swój własny komfort. Wolał więc samodzielnie posegregować wszystkie ubrania, porozdzielać do odpowiednich koszy i zadbać, że te zostaną odpowiednio oczyszczone.

— A mówią, że magia wszystko ułatwia — skomentował pod nosem, wiążąc ciaśniej swój stary szlafrok w hipogryfy. Pod łazienkowym płaszczem miał jeszcze biały, popruty w paru miejscach podkoszulek i krótkie spodenki. — Accio!

Machnął krótko różdżką, a zawartość pobliskiej szafy poleciała z impetem na łóżko. Szafa zadrżała i zatrzeszczała parokrotnie, jak gdyby mebel był o krok od zwalenia się na podłogę. Tia... Magia translokacyjna zdecydowanie nie należała do koników młodego Lupina. Szarpało za mocno albo za mało. Albo w ogóle. Nic dziwnego, że tak się nie lubił z teleportacją i gdy tylko mógł, to szukał innego środka transportu.

Następne minuty spędził na sprawdzaniu kolejnych koszul, par spodni, skarpetek i innych elementów strojów. Udało mu się nawet utworzyć małą kupkę ubrań, które nadawały się do ponownego włożenia przed kolejnym praniem! Wystarczyło jednak rzucić okiem na górę ciuchów, aby dojść do wniosku, że Cameron przez długi czas po prostu brał z szafy kolejne ciuchy, brudne rzucając w kąt, licząc, że pranie i prasowanie zrobi się samo. Cóż, najwyraźniej reszta domowników była zbyt zajęta swoimi sprawami, aby zwrócić uwagę na cierpienia najmłodszego syna.

— Ugh... To chyba jeszcze miałem u Longbottomów. — Wzdrygnął się, gdy obwąchał białą koszulę, która zdążyła się okryć kurzem. Od razu wrzucił ją na priorytetową stertę. — No to jeszcze...

Nie zdążył nawet rzucić zaklęcia, gdy tuż, zanim rozległ się czyjś krzyk. W pierwszej chwili nawet nie rozpoznał, do kogo należał ten głos. Automatycznie podskoczył, uderzając przy tym kolanem o ramę łóżka, co z kolei sprawiło, że wywalił pięknego orła. Cameron skulił się do pozycji embrionalnej.

— Kurr... Cecylia, przysięgam ci, że cię kiedyś zamordu... — Uniósł głowę, aby spojrzeć na winną tego całego zamieszania. W pierwszej chwili założył, że to jego siostra zrobiła sobie przerwę od warzenia eliksirów na parterze, aby zepsuć mu dzień, jednak szybko zdał sobie sprawę, że ktoś inny zdecydował się go dziś podręczyć. — No... Cześć piękna, cześć.

Podniósł się niezgrabnie, a hipogryfy zaczęły galopować po rękawach szlafroka. Uśmiechnął się przelotnie, poprawiając szopę włosów na swojej głowie. Mimowolnie powłóczył wzrokiem po jej sylwetce.

— Dobiłaś targu z Cece, czy to osobista wendetta? — rzucił przekornie, nachylając się w stronę Rudej i nadstawiając policzek do pocałunku. Bo przecież mu się należało! Mógł coś sobie uszkodzić! A kto by mnie wtedy wyleczył?, pomyślał Lupin, odpychając od siebie myśl, że dom był pełen medyków, a w pokoju była Brygadzistka, która na pewno była po kursie pierwszej pomocy.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#3
20.01.2024, 23:53  ✶  

Nie spodziewała się takiej reakcji. Zresztą, jak zawsze. Wydawało jej się, że wyjdzie zabawnie, tyle, że było zupełnie inaczej. Spoglądała na to, jak Kamiś podskoczył, uderzył się kolanem o brzeg łóżka, a potem... potem był tylko gorzej. Wywinął orła i to porządnego. Wood stała, jak zaczarowana, nie wiedziała, co powinna zrobić. Zdecydowanie tego nie planowała. To wcale nie był zamach na jego życie. Niestety wyszło źle. Bardzo źle. Czy powinna do niego podbiec, czy to tylko pogorszy sytuację. Chyba nie do końca jej się spodziewał. Znaczy musiał się jej spodziewać, bo przecież się umówili, tyle, że weszła tutaj niczym słoń do składu porcelany, jak zawsze. To miał być tylko żarcik, zupełnie nieszkodliwy.

Chwilę potrwało zanim dotarło do niego, że nie była jego siostrą. Stała w tych drzwiach nadal nieco zdziwiona tym, jak potoczyła się sytuacja. - Mogę ją zawołać, jeśli chcesz. - Dodała z uśmiechem, bo skoro nie jej się tutaj spodziewał, mogła zaprosić jego siostrę, a sama się wycofać i powtórzyć to przywitanie nieco delikatniej. - Chyba, że mnie też chcesz zabić? - Nie odrywała od niego swojego spojrzenia, a uśmiech nadal nie schodził jej z twarzy. Naprawdę cieszyła się z tego, że go widzi.

Jakoś udało mu się podnieść na nogi, może to tylko tak źle wyglądało? Najwyraźniej nic sobie nie uszkodził. Na całe szczęście, bo miałaby jeszcze wyrzuty sumienia.

Ruda nie zamierzała stać w drzwiach. Zbliżyła się do Camerona i stanęła tuż przed nim. Przez krótką chwilę obserwowała hipogryfy na jego szlafroku, później przeniosła wzrok na jego twarz, najwyraźniej nie był na nią zły o to wejście smoka, bo zbliżył się do niej. Musnęła ustami jego policzek, miała nadzieję, że wynagrodzi mu to wcześniejsze wydarzenia. - Oczywiście, że osobista wendetta, nie działam na zlecenia. - Odpowiedziała jeszcze na jego pytanie, aby wyklarować sytuację.

- Chyba ci przeszkodziłam. - Dodała, uważnie obserwując otoczenie. Zdecydowanie był w trakcie czegoś, nie do końca rozumiała na czym polegały te kupki ubrań, które sobie ułożył tutaj chwilę wcześniej. Próbowała ogarnąć co chciał osiągnąć, jednak nie miała pojęcia na jakiejś zasadzie to segregował. - Potrzebujesz pomocy? - Uniosła brew przyglądając mu się uważnie. Nie, żeby specjalnie się na tym znała, bo jej ubraniami zazwyczaj zajmował się skrzat domowy, no ale chciała mu pomóc.

- Skoro już dla gazet jestem twoją narzeczoną, to wypada, żebym się nieco bardziej angażowała w takie sprawy. - Zażartowała jeszcze. Chciała wybadać, czy Cameron nie ma nic przeciwko temu, chociaż wydawało jej się, że już zaakceptował to, że został jej narzeczonym dla pismaków. Trochę go wprowadziła na minę, ale albo miała wrażenie, albo wcale mu to nie przeszkadzało, wolała się jednak upewnić.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#4
24.01.2024, 21:36  ✶  
Najwyraźniej oboje nie przemyśleli, jak ta druga osoba zareaguje na taką niespodziewaną, ale jednak oczekiwaną wizytę. Ruda pewnie nie wpadła, że Cameron był aż tak strachliwy, a on z kolei nie wpadł na to, że Heather zakradnie się do niego, nie oznajmiając już w drzwiach mieszkania, że raczyła zawitać w jego skromne progi. Już chyba nawet bezpośrednia teleportacja do pokoju lub na balkon mniej by go wystraszyła. Chłopak rozmasował sobie kolano, dalej leżąc na ziemi z zaciśniętymi zębami. Dzięki Merlinowi chyba nic sobie nie połamał. Bywał taką kaleką, że potknięcie się na chodniku mogło równie dobrze wiązać się z ryzykiem zwichnięcia stopy.

— Bardzo zabawne. Boki zrywać. — Podniósł na nią obrażone spojrzenie i wydął dolną wargę, co w połączeniu z niezwykle uroczym szlafrokiem momentalnie odmłodziło go o jakieś pięć lat. — A co, kręcą cię takie rzeczy? Chcesz mieć na raz chłopaka i jego starszą siostrę? — Uniósł sugestywnie brwi, powoli się podnosząc. — Wiesz, jak we dwoje ci nie wystarczymy, to jest jeszcze Cedrik. Może przestanie się użalać nad swoim narzeczeństwem.

Na pytanie dziewczyny zamarł na moment, jednak koniec końców wywrócił teatralnie oczami. Teoretycznie, mógłby się jej pozbyć, ale jaki byłby w tym sens? Zaraz by za nią zatęsknił i wziął za punkt honoru sprowadzenie jej z powrotem. A wbrew pozorom wiedza z zakresu współczesnej medycyny czarodziejów nie oznaczała od razu, że nurzał się po szyje w zaklęciach z dziedziny nekromancji. Nie miał też zbyt wielu znajomości pośród ludzi, którzy nieoficjalnie sprowadzali ludzi z powrotem z tamtego świata.

— Za dużo fatygi — odparł wspaniałomyślnie, jakby Ruda cudem uniknęła ścięcia. — Ooo, a co ja takiego zrobiłem? — Uśmiechnął się lekko, po czym jak dobry wierzący, nadstawił drugi policzek. — Nic dziwnego, że tak mocno oberwałem. Kiedy uczucia wchodzą w grę, zemsta podobno robi się... słodsza, co nie? Ciekawe, co będzie, jak już tak na serio ci podpadnę.

Kiedy już skończyli się witać, Lupin zerknął na łóżko, które całe było zawalone ciuchami. Pokiwał posępnie głową. Zdecydowanie potrzebował pomocy, jeśli mieli się z tym uwinąć przed wieczorem. Szkoda by było stracić cały wolny dzień na sprzątanie. Mogliby gdzieś wyjść po południu. Może w Dziurawym Kotle mieli tańsze drinki z okazji początku lata? Na samą myśl, nieco się rozweselił. Na kolejne słowa Heather parsknął śmiechem.

— Powaga? Wystarczył jeden tekst w jakimś pismaku, żebyś wzięła się za porządki domowe? — sarknął, kręcąc z niedowierzaniem głową. Załapał żart, jednak był nieco irracjonalny; w najśmielszych snach nie pomyślałby, że Ruda kiedykolwiek zdecyduje się odgrywać rolę tradycyjnej żony, która będzie zajmowała się na co dzień chałupą i pielęgnowaniem domowego ogniska. Była na to zdecydowanie zbyt nowoczesna. — Jak napiszą w Czarownicy, że spodnie wyszły z mody, to pewnie wrócisz do spódnic i przedpotopowych tych no eee rozkloszowanych sukni.

Sięgnął po różdżkę i machnął nią parę razy. Przede wszystkim trzeba było... Porozdzielać kolorowe ciuchy od białych? Tak to szło? Cameron podrapał się za uchem końcem zaczarowanego badyla od Ollivanderów.

— Robiłaś to już kiedyś?
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#5
25.01.2024, 21:30  ✶  

Zdecydowanie przewidywanie przyszłości nie było ich mocną stroną, na szczęście wcale nie musiało być, bo żadne z nich nie było jasnowidzem (od tych pewnie się nieco więcej wymaga w tej kwestii). Po teleportację Ruda nigdy by nie sięgnęła, bo po pierwsze nie umiała tej czynności, a po drugie, jeśli już do niej dochodziło to za każdym razem kończyło się to dla niej tak samo - obrzyganiem osoby, która jej towarzyszyła. Wolała więc wybierać własne nogi, ewentualnie miotłę jako środek transportu.

- Oj, nie dąsaj się już. - Miała nadzieję, że nie potrwa to długo, zresztą jej zdaniem nie było sensu płakać nad rozlanym mlekiem. - Serio? Za kogo ty mnie masz, nigdy w życiu nie pomyślałam w ten sposób o twojej siostrze i bracie, fuuuuuj. - Przeciągnęła i skrzywiła się na samą myśl. To nie były doznania jakich potrzebowała. - Wystarczy mi tylko chłopak, szczególnie, że jest taki niesamowity. - Dodała uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Nadal nie przestawała wspominać Cameronowi o tym, jaki jest wspaniały, bo rzeczywiście tak sądziła. Nie przeszło jej to mimo tego, że czas płynął, wręcz przeciwnie, jakby przy każdym spotkaniu doceniała to, że jest przy niej jeszcze bardziej. Dziwne, to Beltane faktycznie musiało sporo namieszać jej w głowie, nie sam rytuał, ale to, co przeżyła. Rzeczy, które kiedyś były dla niej oczywiste teraz wcale takie nie były. Doceniała to, co ma, chociaż kiedyś miała z tym lekki problem.

Oczywiście, że nie zignorowała tego drugiego nadstawionego policzka, nie odmówiłaby sobie tej przyjemności. Udało im się odpowiednio przywitać, więc mogli przejść do tych istotniejszych spraw, jak to pranie, które prosiło się o to, aby je zrobić. - Nie wiem, czy umiałbyś mi podpaść tak na serio, chociaż może, ale wolałabym nawet nie myśleć o takiej sytuacji. - Każdy miał swoje granice, Wood była skłonna wybaczyć naprawdę niemalże wszystko, może szybko się irytowała i nie umiała trzymać emocji na wodzy, jednak równie szybko przychodziło jej zapominanie o tych błahostkach.

Heath również wolałaby, żeby szybko ogarnęli ten burdel i mieli czas wolny, dlatego też postanowiła się zaangażować w to małe sprzątanie. Tyle, że jak spoglądała na ten bałagan to nie bardzo wiedziała, gdzie powinni zacząć. - Już bez przesady, nie mogłabym latać na miotle w sukienkach, znaczy pewnie bym mogła... - Zastanowiła się przez moment. - Ale na dłuższą metę to musi być cholernie niewygodne. Nie ma to jak spodnie. - Bardzo ceniła sobie wygodę, to nie tak, że unikała sukienek jak ognia, bo Wood lubiła błyszczeć i wyglądać dobrze, tyle, że jedynie w miejscach, w których warto było się pokazać, na co dzień zdecydowanie nosiła się jak najbardziej wygodnie. - Widzisz Kamiś, pranie to chyba jedyne co mogłabym dla ciebie zrobić na dłuższą metę, ale się nie przyzwyczajaj, to taki moment. - Dodała z uśmiechem.

Oparła sobie ręce na biodrach i wpatrywała się w te brudne ubrania, wypadałoby mieć na to jakiś pomysł, chociaż nieco przerażało ją to, że tyle myśli o takiej prostej czynności, tak to już jest, jak skrzat robi za ciebie takie rzeczy. - Nie robiłam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. - W jej głosie mógł usłyszeć optymizm, najwyraźniej w ogóle nie zakładała, że pojawią się jakieś problemy. - Może oddziel fartuchy? Mogłyby się zrobić kolorowe, gdybyśmy wrzucili wszystko razem. - Wydawało jej się to logiczne.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#6
09.02.2024, 21:25  ✶  
Odwzajemnił uśmiech Heather. Zarówno Beltane, jak i otaczające je wydarzenia zdecydowanie zbliżyły ich do siebie, może nawet szybciej niż by sobie tego życzyli. Z perspektywy czasu przyczyniło się to jednak to zdrowego oczyszczenia ich relacji z wielu zmartwień i niedopowiedzeń. Cameron miewał problemy z zazdrością, nawet jeśli starał się jej nie okazywać na co dzień, a przyłapany uparcie by twierdził, że nic takiego nigdy nie miało miejsca.

Robił się podejrzliwy za każdym razem, gdy spotykał kolejnego ''przyjaciela'' lub ''przyjaciółkę'' Heather albo Charlesa. Nawet w szkole byli ze sobą bliżej niż jakakolwiek inna grupa rówieśników. Dodając do tego fakt, że Lupin miał problemy z samooceną, nic dziwnego, że podświadomie nachodziły go złe przeczucia, gdy na horyzoncie pojawiał się potencjalny rywal lub rywalka. Zdecydowanie postrzegał siebie jako najsłabszego piona w ich trio.

— Naprawdę? — Zmarszczył czoło, mrużąc przy tym oczy, dosyć ostentacyjnie podając w wątpliwość słowa Rudej. — A gdybym... czysto hipotetycznie... miał przyjemność spotkać na sali operacyjnej jednego z twoich ulubionych piosenkarzy, który był praktycznie na mojej łasce i... czysto hipotetycznie... zapomniał go poprosić o autograf, pomimo tego, że zanim odpłynął po lekach, to pytał, czy nie lekarze nie będą chcieli jakiejś pamiątki?

Zaśmiał się pod nosem. Oczywiście był to tylko żart, ale wolał na przyszłość, jak powinien się zachować, gdyby taki scenariusz zaistniał. Praca w Szpitalu św. Munga rządziła się swoimi prawami i nigdy nie można było przewidzieć co się konkretnie stanie i kiedy.

— Taka dziewczyna jak ty skarb — rzucił z cichym parsknięciem, aby po chwili dać Rudej delikatnego prztyczka w nos. — Jesteś odważna. Potrafisz sobie poradzić w każdej sytuacji. Masz dobre kości, bo szybko się je składa do kupy... Nawet prac domowych się boisz. — Nakrył dłońmi swoje policzki, jakby chciał ukryć rumieńce. — Eh, gdybyś tylko nie wpakowywała się tak często Śmierciożercom pod różdżkę...

Nie, żeby sam był o wiele lepszy. Wspomnienia z nocy, gdy wraz z Charliem nieoczekiwanie stali się świadkami próby porwania Christie przez Śmierciożerców, wyryły się w jego głowie. Wprawdzie pełnił tam bardziej rolę wsparcia, niźli wojownika, tak emocje towarzyszące tym chwilom i tak go chwilami pochłaniały. Westchnął przeciągle, odwracając wzrok od Heather, aby znowu skupić się na stercie prania. Nie powinien w ogóle zaczepiać tego tematu. Zwłaszcza że to nie był pierwszy raz.

Brygada Uderzeniowa była prawdziwym powołaniem Heather. Jeszcze parę lat temu chyba nikt nie zgadłby, że zrezygnuje z rozgrywek Quidditcha na rzecz latania po mieście, magicznych wioskach i jakichś odludziach za przestępcami, potworami i Śmierciożercami. Widział, że sprawia jej to radość, pomimo tego, że każdy dzień mógł przynieść do jej życia coraz to gorsze okropieństwa. Zawarte tam trwałe przyjaźnie jak chociażby ta relacja mistrza i ucznia z młodą Longbottom. Pod jej opieką powinna być bezpieczna, ale... i tak się martwił.

— Sorry, wiesz, że nie mam nic złego na myśli — mruknął po dłuższej chwili, robiąc się nieco spięty. — Nie jestem przyzwyczajony do tego, że ktoś na kim mi tak zależy, pakuje się w takie... sytuacje. — Skrzywił się, powstrzymując się przed wypowiedzeniem słowa bagno. — Moja rodzina nie ma nic wspólnego z walką, pojedynkowaniem się, czy obroną państwa. Jesteśmy medykami. I poza tym, tak długo, jak ktoś jest bezpieczny, tak długo żyje.

Zależało mu na zapewnieniu Rudej bezpieczeństwa. Nie zamknie jej w złotej klatce, bo na takową nie było go nawet obecnie stać. Może nazbierałby drobne na akwarium, ale to by raczej nie zwróciło jej uwagi na zbyt długo. Co mu więc pozostawało? Udzielanie rad, wzmaganie większej czujności i pilnowanie, żeby faktycznie na siebie uważała. Brzmiał przy tym zapewne jak zacięta płyta, jednak... Tak okazywał uczucia. Gdyby mu nie zależało, to przy każdej ryzykownej sytuacji wypychałby ją przed szereg.

Skoro nie mógł jej bronić bezpośrednio, to musiał znaleźć na to inne sposoby. Przyziemne. Oferowanie darmowych usług medycznych było jednym z nich, ale oprócz tego mógł też zaproponować jej przytulny kąt na Pokątnej, ciepły posiłek z fast fooda po mugolskiej stronie miasta i tanie piwo kremowe kupione po znajomości w Dziurawym Kotle. Jeśli to nie jest miłość, to nie wiem, jak ona ma wyglądać, pomyślał z przekąsem.


— Mhmm... Dobry pomysł. — Skinął spolegliwie głową, zaczynając buszować pośród ciuchów, co by znaleźć te cholerne fartuchy.

Mógł się założyć, że gdyby zrobić tu gruntowne porządki, to znalazłyby się te wszystkie kombinezony medyczne, które pogubił od rozpoczęcia stażu. Na start dostał parę zestawów ze Szpitala św. Munga, jednak parę zamówił też na własną rękę... A ostatnio to już nawet podbierał je bratu, chociaż musiał dosyć mocno podwijać rękawy, żeby nie wyglądać w jego faruchach jak klaun.

— Okej, to chyba wszystkie — stwierdził, unosząc w powietrze wszystkie zebrane sztuki. — To co? Zaczynamy od nich? — Sortowanie to było jedno, ale nastawienie prania, to była zupełnie oddzielna kwestia. Ohohohoh, będzie ciekawie. — Damy przodem!
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#7
10.02.2024, 12:55  ✶  

Wood wcześniej miała problem z określeniem swoich uczuć. Ciągle czegoś szukała, tłumaczyła to sobie młodym wiekiem. Dopiero po Beltane zrozumiała, że wszystko ma na wyciągnięcie ręki, że nie musi już więcej szukać, bo miała to szczęście, że dosyć wcześnie w jej życiu pojawił się ktoś, na kim jej faktycznie zależało, z kim była w stanie spędzić całe swoje życie. Szkoda, że uświadomiła sobie to dopiero w chwili, w której prawie wszystko straciła, bo była naprawdę bliska śmierci. Takie sytuacje często otwierają oczy. Tak się dokładnie stało w jej przypadku.

Ruda nie szukała już żadnego towarzystwa, nie miała takiej potrzeby, trzymała się tego, co było dla niej najlepsze, a wiedziała, że Cameron jest dokładnie tym, czego ona potrzebuje. Był jej głosem rozsądku, najlepszym przyjacielem, a ostatnio zrozumiała, że również miłością jej życia. Przestała myśleć o Charlesie, jakoś samoistnie, teraz liczył się dla niej tylko Lupin.

- Nie zrobilbyś tego. - Oparła sobie ręce na biodrach i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. - Nie zrobiłbyś tego nawet czysto hipotetycznie. - Nie sądziła, że by o tym zapomniał, czy celowo tego nie zrobił. Zawsze przecież o niej pamiętał, nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek mogłoby być inaczej.

Mina jej trochę zrzedła, kiedy przeszli do kolejnego tematu. Zdawała sobie sprawę, że to nie jest dla niego proste. Nie powiedziała mu wprost, że angażuje się w coś więcej, chociaż wiedział, że działa nie tylko w BUM, że jest coś więcej. Nie był głupi, wręcz przeciwnie, Camiś był bardzo bystry, musiał zauważyć, że zbyt często pakuje się w kłopoty. Szczególnie, że zawsze kończyło się to tak samo, pokiereszowana lądowała w jego łóżku, aby pomógł jej lizać rany, składał ją do kupy. Była mu za to ogromnie wdzięczna, to nie mogło być łatwe, świadomość, że sama pakuje się w kłopoty, szczególnie, że nie mogła mu opowiadać o wszystkim ze szczegółami. - Wiesz, że muszę to robić, prawda? - Nie potrafiła siedzieć bezczynnie, kiedy niewinnym działa się krzywda, czuła potrzebę zaangażowania się w to, co się działo, musiała pomagać. Miała ku temu odpowiednie umiejętności, ale też zasoby, wszystko samo się wyklarowało, chociaż sama z tym specjalnie nie walczyła. - Nie dam się zabić. - Zapewniła go jeszcze, chociaż nie wiedziała, czy ta deklaracja go uspokoi.

- Wiem, że nie masz nic złego na myśli. To nie jest łatwe, zdaje sobie z tego sprawę, jestem wdzięczna, że ze mnie nie zrezygnowałeś. Mało kto byłby w stanie wytrzymać z kimś takim, jak ja.  - Ogarnęło ją lekkie poczucie winy, może faktycznie powinna trochę mniej się angażować? Tyle, że nie potrafiła, musiała działać, póki miała takie możliwości. - Bohaterami nie są tylko ci, którzy walczą. Zawsze jesteś przy mnie i składasz mnie po tym, jak inni próbują mnie zabić. Jesteście nam potrzebni, żebyśmy mogli przeżyć, bez was byłoby to niemożliwe. - Chciała, aby zrozumiał, że tacy jak on też są ważni, może nie było ich widać na polu bitwy, jednak zawsze byli gotowi pomóc tym, którzy ryzykowali swoje życia walcząc. Symbioza - jedni nie mogli żyć bez drugich, tak już był stworzony ten świat.

- Tak naprawdę to się na tym nie znam, ale musimy od czegoś zacząć. - Fartuchy wydawały się nie być wcale takie trudne do ogarnięcia na samym początku, co istotne wszystkie były w jednym kolorze, więc nie mogli chyba tego jakoś specjalnie popsuć, przynajmniej tak się jej wydawało.

- Dobra, musimy to chyba wrzucić do środka, później dorzucić coś, co to wypierze, a reszta zrobi się sama? - Nie wydawało się to wcale takie trudne, chociaż pewnie schody dopiero się zaczną.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#8
12.02.2024, 00:22  ✶  
— Masz dużą wiarę. Rodzice często cię prowadzali na obrzędy kowenu? — Uniósł pytająco brew.

Czy faktycznie wiedział, że za jej częstymi wizytami w Szpitalu św. Munga kryło się coś więcej niż standardowa praca dla Brygady Uderzeniowej? Nikt z jego rodziny nie zagrzał tam stołka, toteż historie na temat codziennych obowiązków znał z plotek i doniesień prasowych. Czasem praca ta nie wydawała się taka zła... Ściganie złodziei, zatrzymywanie handlarzy lewym towarem, ochrona polityków podczas wieców czy protestów; nie brzmiało to tragicznie. Tyle że na następnej pozycji na liście znajdowali się Śmierciożercy i wszystkie problemy, jakie przyciągali.

— A tylko byś spróbowała mi tam zginąć — mruknął, mierząc ją ostrzegawczym wzrokiem. — I tak. Wiem. Po prostu to nie takie proste. Czy wolałbym cię widzieć w mniej niebezpiecznej pracy? Tak. Tylko że... Gdybyś ty odwodziła mnie od magimedycyny, to też bym się pewnie stawiał. Pomimo tego, jak tam wszystko wygląda.

Jak praktycznie każdy czarodziej zdawał sobie sprawę, że pogorszenie sytuacji bezpieczeństwa w państwie musiało się odbić na organach bezpieczeństwa. Czy wiedział, że Heather poza godzinami pracy macza palce w dodatkowych działaniach? Podejrzewał, że robi coś więcej. Mogła przecież wyrabiać nadgodziny, żeby szybciej dostać awans, co pozwoliłoby jej na uzyskanie dostępu do bardziej elastycznego grafiku. Im więcej czasu spędzała w Ministerstwie Magii, tym większe ryzyko było, że będzie musiała lecieć do kolejnego wezwania. Ba, stawiał nawet, że mogła wspierać Brennę Longbottom w poważniejszych śledztwach. Zakon Feniksa dalej pozostawał dla niego enigmą.

— Nie gadaj takich głupot — wtrącił się po chwili, gdy zaczęła sugerować, że mógł mieć z nią ciężkie życie. — Jestem z tobą do końca. O to w tym wszystkim chodzi, nie? — Posłał pranie przodem ku łazience, w której znajdowała się pralka. — To czy pchasz się w gips, nie ma znaczenia. Mogę narzekać, mogę krzyczeć, mogę cię wysyłać po dziesięć razy na rehabilitacje, ale i tak będę z tobą. — Wyprostował się niczym struna od gitary. — Więc... Obawiam się, że nie masz jak się z tego wymigać. Jesteśmy w tym wszyscy zbyt głęboko.

Ciężka atmosfera, jaka zapadła między nimi, zdążyła zelżeć, gdy otulił ich przyjemny chłód wyłożonej płytkami łazienki. Nad wanną rozwieszone były sznurki do wieszania prania, a z niedokręconego kranu przy umywalce spływały smętnie pojedyncze krople wody. Cameron przysiadł na krawędzi wanny, przyglądając się starej pralce.

— Najpierw się chyba wrzuca wszystko do środka, nie? — Uchylił drzwiczki, zerkając kątem oka na Rudą. — A potem dorzuca jakiś proszek albo eliksir? Mama korzysta chyba z tego... Zawsze ładnie pachniał.

Sięgnął po litrowy płyn i odkręcił nakrętkę. Podał Heather, żeby mogła zaciągnąć się zapachem, nieświadom tego, że zamiast płynu do prania podetknął jej pod nos magiczny Domestos.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#9
12.02.2024, 12:02  ✶  

Parsknęła śmiechem, nie mogła się powstrzymać, prawie wylądowała przy tym na podłodze. - Jestem człowiekiem ogromnej wiary, co tydzień rodzice ubierali mnie w piękne, białe sukieneczki i prowadzali na obrzędy, popatrz co ze mnie wyrosło. - Zdecydowanie nie była wierząca, miała gdzieś te sprawy związane z Matką i całą resztę. Ostatnio zaczynała patrzeć na wszystko nieco inczej, bo sporo się wydarzyło, nie zmieniało to jednak faktu, że nie zamierzała brać udział w żadnych ceremoniach kowenowych - nadal.

- Nie tak łatwo mnie zabić, ale to już wiesz. - Próbowała rzucić żartem, chociaż wcale nie był taki śmieszny. Sama się bała, tak kurewsko się bała podczas tego Beltane, że to jej ostatni dzień, że spłonie w tym ogniu, ale strach wcale nie był zły, powodował, że pojawiał się rozsądek, którego jej często brakowało. Jak się okazuje, nawet Heather czasem się bała.

- Musimy się chyba z tym pogodzić. - Wzruszyła ramionami, chociaż trudno jej było porównać pracę w BUM do tej w Mungu. Cameron ratował życia, też mogły mu się przytrafić różne niebezpieczeństwa, jednak nie były one taką codziennością, jak te w magipolicji. Cieszyło ją jednak to, że nie zamierzał jej ograniczać, że jej ufał i wierzył w to, że nie stanie się jej krzywda.

Wolała mu też nie wspominać zbyt wiele o tym, co robiła po godzinach pracy, w zasadzie było to podobne do tego czym zajmowała się na co dzień, więc nazywanie tego nadgodzinami nie było chyba kłamstwem, prawda? Wolała nie narażać go na niebezpieczeństwo, nie wybaczyłaby sobie, gdyby stała mu się krzywda przez to, czym się zajmowała. Musiała go trzymać od tego z daleka.

- Jak sobie życzysz, chociaż ślicznie wyglądasz jak się złościsz. - Wyjaśnił jej wszystko bardzo prosto i tego potrzebowała. Zapewnienia, że może angażować się dalej. Mimo wszystko brnął w to z nią, niesamowicie ją to uszczęśliwiało, bo niejedna osoba by z niej przez to zrezygnowała, ale nie on.

Pranie pofrunęło przed nimi. Wood uniosła wzrok w jego kierunku. - Fajna sztuczka. - Mogli udać się do łazienki, aby kontynuować to bardzo trudne zdanie, jakim było wypranie ubrań Camerona.

Atmosfera nie była już tak gęsta, może i dobrze, że zmienili pomieszczenie, bo jeszcze chwila i mogło tam coś eskalować. Ruda usiadła sobie na podłodze, przed Lupinem, wpatrywała się w pralkę, jakby była niewiadomo jak skomplikowanym urządzeniem. - Chyba tak, trzeba to wrzucić do środka. Wszystko. - Machnęła różdżką, aby to zrobić, ubrania znalazły się więc w pralce. - Na pewno coś wlać, czy wsypać, ale nie wiem co. - Musiało się to znajdować gdzieś obok, przynajmniej na logikę. Przejęła butelkę od Camerona i zaciągnęła się zapachem. - Kurwa, zrzygam się, ale to jebie. - Dodała uroczo. - Może ma tak walić i zmienia zapach jak trafia do środka? - Nie miała zielonego pojęcia, co robią.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#10
12.02.2024, 19:31  ✶  
Rodzice Camerona nie mieli zbyt wiele czasu na zajmowanie się obrządkami religijnymi. Chłopak kojarzył z wczesnego dzieciństwa wizyty w kwaterze głównej, gdzie czasem odbywały się większe uroczystości, jednak nigdy go specjalnie nie popychano w stronę kultu Matki. Może była to kwestia tego, że w domu mieli drugi pod nazwą ''magimedycyna"? Całkiem prawdopodobne. Gdy dzieciaki Macmillanów przyswajały kolejne modlitwy, Cameron uczył się o roślinach i ich zastosowaniach medycznych, grzebiąc w szafkach z lekami na zapleczu. Każdy miał jakieś dzieciństwo, co nie?

— Oh, jak uroczo! Nawet do twarzy by ci było w białym. — Uśmiechnął się, udając, że nie rozpoznał sarkazmu kryjącego się w jej słowach. — To pewnie stąd ta buntownicza natura. Najpierw jedenaście lat wśród wierzących, a potem nagle przychodzi list z Hogwartu i zyskujesz tyle wolności! — Pokręcił głową. — Po świątyniach pewnie mówią, że jak wrócisz, to oberwiesz piorunem z nieba.

Co prawda to prawda, żart Heather w ogóle nie należał do zabawnych. Cameron miał nadzieję, że Beltane nie powtórzy się zbyt szybko i nadchodzące sabaty upłynął w przyjemniejszej atmosferze. Może kilka miesięcy spokoju pozwoliłoby mu przywyknąć do tego, że jego dziewczyna rzuca się w objęcia niebezpieczeństwa za każdym razem, gdy wychodziła do pracy? Nawet byłby skłonny przetestować tę teorię, gdyby nie wisiało nad nimi widmo kolejnych ataków Śmierciożerców.

— To te mocne kości po latach treningów — odbił piłeczkę, starając się zmniejszyć ciężar dyskusji.

Chociaż za to możemy podziękować twojej pasji, pomyślał przelotnie. Chociaż sam nie przepadał zbytnio za lataniem przez swój lęk wysokości, tak wiele razy widział, ile potu i łez Heather wkładała w to, aby doprowadzić swoje ciało do odpowiedniego stanu. Te wszystkie lata porannych przebieżek po szkolnych błoniach i wielogodzinnych treningów w końcu się do czegoś przydały. Nie, żeby wygrane w meczach nie były jakimś wielkim zwycięstwem, po prostu... Teraz przydawały się w nieco inny sposób.

— Taa... Ty też. — Ale z niego był komplemenciarz. — Zwłaszcza wtedy, gdy wysadzasz hydranty w powietrze i ciskasz w ludzi strumieniami wody.

Odetchnął z ulgą, gdy owiało go chłodniejsze powietrze. Łazienka zawsze służyła mu za swego rodzaju schronienie. Chociaż każde z rodzeństwa miało swój pokój, tak metraż samego mieszkania nie był jakiś zadziwiający. Często bywało, że Cameron, Cedric i Cecylka trzymali u siebie nawzajem swoje rzeczy, jeśli u kogoś zwolniło się miejsce.

A to z kolei doprowadziło do kompletnego zamazania granic dotyczących prywatności i przestrzeni osobistej. Cameron nie raz budził się nad ranem tylko po to, aby zastać swoją siostrę lub brata grzebiących mu po szafkach, lub zrywających listki roślinek na parapecie, które lepiej odnajdywały się w pokoju najmłodszego z Lupinów. Lepszy dostęp do światła. Podobno.

— No to wio! — Machnął dłonią, zaraz jednak marszcząc brwi na reakcję Rudej na specyfik do prania. Teraz to na pewno tego po niej nie powącha. — Ta, może. — Bądź co bądź, był to całkiem logiczny wniosek. Cameron sięgnął niepewnie po proszek do prania i wrzucił trzy garście do bębna. — Dolej tam tego trochę i odpalimy ten cud techniki.

Mama na pewno będzie dumna.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (3555), Heather Wood (2894)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa