Czasem po prostu już tak było, że na twojej drodze zupełnie przypadkiem pojawiała się osoba, z którą coś klikało, już na samym początku. Ger czuła, że to jest właśnie ten moment, nie miała pojęcia, czym to jest spowodowane. Miała wrażenie po prostu, że rozmawia z kimś, z kim zna się dosyć długo. Brakowało w tej rozmowie dystansu, który zazwyczaj pojawiał się, kiedy nawiązywało się nowe znajomości. Było zupełnie inaczej, ona zaś nie czuła, że musi udawać i uważać na to, co mówi. To zdecydowanie ułatwiało całą sprawę. Zapewne kiedyś się okaże, czy jej założenia były słuszne. Póki co jednak była zaskoczona, bardzo pozytywnie tym wszystkim. Los zdecydowanie jej sprzyjał, szkoda, że tak późno skrzyżował ich drogi. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny.
- Tak, ustalone. - Cieszyło ją, że z taką lekkością przyszło im się dogadać. Każde z nich wiedziało, czego chce, to pomagało. Obeszło się bez udowadniania wyższości jednej strony nad drugą, byli po prostu równi w tym układzie. Każdy wiedział, czego potrzebuje od drugiej strony. Nie mogło być inaczej, w końcu Esmé potrzebował kogoś, kto będzie mu dostarczał materiały, a Gerry kogoś, kto będzie od niej odkupował to, co uda jej się upolować. Układ idealny jednak istnieje. - Uwierz mi, że będzie bardzo owocna. - Przesunęła się w jego stronę, aby wyciągnąć swoją dłoń i uścisnąć tą jego w ramach potwierdzenia tej umowy, którą tutaj ustnie zawarli. Nie potrzebowała papierów, pieczęci, ani innych niepotrzebnych oficjalnych formalności. Słowo - wystarczyło. Było ono od zawsze bardzo istotne dla panny Yaxley. Wiedziała jednak, że sporo osób traktuje je pobłażliwie. Rowle nie wydawał się być jedną z tych osób. Ufała mu i wierzyła, że jej przeczucie jej nie zawiedzie.
Uścisk dłoni Geraldine był dosyć silny, jednak nie demonstrowała w ten sposób swojej sprawności fizycznej. Jej ręka była ciepła, jak zawsze, jakby płynęła w jej żyłach gorąca krew. W jej oczach pojwił się błysk, gdy usłyszała kolejne słowa padające z jego ust. - Dosyć odważne słowa, jak na taką krótką znajomość. - Nie mogła powstrzymać się od komentarza, mimo wszystko musiała pamiętać, aby się za bardzo nie spoufalać. To zazwyczaj mocno komplikowało relacje biznesowe, czuła, że może mieć z tym problem, a Rowle wcale jej tego nie ułatwiał. - Chociaż też mam podobne odczucia. - Chciała, żeby to wiedział, bo czemu miał nie zdawać sobie sprawy z tego, że i ona potrzebowała kogoś takiego w swoim życiu.
Wbrew pozorom Yaxley nie zdawała sobie sprawy z tego, że mogłaby być kimś, na kogo on zwróciłby uwagę. Wyglądał jej na mężczyznę, który może cieszyć się zainteresowaniem. Ona raczej trzymała się z dala od takich sytuacji. Nie miała czasu na nawiązywanie bliższych relacji, zawsze się przed tym broniła, bo miała tendencje do znikania. Uciekania, gdy zaczynało się robić nazbyt poważnie. Nie mogła sobie pozwolić na coś takiego, bo zaczęli współpracę, która przecież dopiero się rozpoczęła i miała trwać jeszcze długo.
Zauważyła, że uciekł wzrokiem. Zastanawiała się przez moment, czy zrobiła coś nie tak. Nie sądziła jednak, że mogły to spowodować jej dołki w policzkach. Nie chciała, żeby zrobiło się niezręcznie, może najprościej więc było zapytać? - Czy powiedziałam coś nie tak? - Ceniła sobie szczerość i bezpośredniość, także podeszła do tego w najbardziej naturalny sposób, w jaki tylko mogła. Wydawało jej się również, że on nie powinien mieć z tym problemu, przynajmniej tak założyła. Czy było to trafne? Zaraz się okaże.
Yaxley nie należała do osób, które miały problem z tym, by inni przyglądali się jej pracy. W przeciwieństwie jednak do większości ludzi jej zawód wiązał się z ogromnym ryzykiem. To było w tym wszystkim najbardziej skomplikowane. Nie miała wpływu na to, w jaki sposób zachowają się zwierzęta. Były nieprzewidywalne, to nieco ją stopowało jeśli chodzi o demonstrowanie swoich umiejętności. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby komuś stała się krzywda podczas polowania. Była odpowiedzialna za tych, którzy szli z nią do lasu i nikt, ani nic tego nie zmieni.
Dosyć szybko zgodziła się, aby Esmé jej towarzyszył. Miał prawo zobaczyć, jak wykonuje swoją pracę. Nie wiedziała tylko, czy wątpi w jej umiejętności, czy po prostu chce zobaczyć, jak Gerry tarza się we krwi. Różni byli ludzie, ostatnio spotykała na swojej drodze naprawdę rozmaite przypadki. Wiedziała, że to, czym się zajmuje może wzbudzać ciekawość, ale też obrzydzenie. W końcu to, co robiła było na granicy morlaności. Zabijała, czerpała z tego zyski, patrzyła na to jednak trochę inaczej. Jej sumienie było spokojne, bo twierdziła, że ratuje ludzi przed zwierzętami. Tyle, że nie zawsze tak było. Czasem po prostu polowała na stworzenia, tylko po to, żeby zdobyć materiały - nie mówiła jednak o tym głośno. Wolała się wybielać, bo trochę przerażało ją to, że niektórzy ją krytykują. Pojawiało się coraz więcej obrońców zwierząt, którzy nie mieli problemu, żeby zarzucać jej iż nie szanuje życia. Pogodziła się z tym, musiała znaleźć sposób, aby sobie z nimi radzić. Najałtwiejszym było po prostu nie dopuszczanie do konfrontacji, tyle, że nie zawsze się to udawało. Zastanawiała się nawet czasami, czy tak bardzo przeszkadza jej ta łatka mordercy, którą na nią nakładano. Może nie do końca, w jej oczach było to hipokryzją, zwłaszcza, że większość z tych osób nie miała problemu z tym, żeby nosić piękne skórzane spodnie, czy inne podobne rzeczy.
Westchnęła ciężko słysząc jego kolejne słowa. Nie widziała w tym nic uroczego, wręcz przeciwnie. Gdy chodziło o polowania to robiła się naprawdę poważna. Nie znosiła, kiedy ktoś ją lekceważył. - Nie chodzi o nasz układ, chociaż też byłoby go szkoda. - Ledwo go rozpoczęli, a już miałby się kończyć? Yaxley miała idealną motywację na to, żeby odstawić tutaj Esmé całego i zdrowego. - Naprawdę martwię się o ciebie. - Dodała jeszcze, żeby mu uświadomić, że naprawdę chodziło jej o niego. Szkoda by było, żeby coś go zjadło podczas wizyty w lesie. Wydawał się być naprawdę ciekawym człowiekiem. Tego jednak nie powiedziała na głos.
Przeniosła spojrzenie po raz kolejny na zwierzę, które próbowało się wygodnie ułożyć na swoim właścicielu. Korzystało z okazji, póki się taka nadarzyła. Ger nie sądziła, żeby to działo się często, szczególnie w tym miejscu, widać było, że Rowle miał co robić i wolny czas był dla niego raczej czymś niespotykanym. Zastanawiała się przez moment, czym zajmuje się, kiedy go tutaj nie ma. Czy w swoim domu również pracuje nad kolejnymi przedmiotami, czy może jednak gdy opuszcza tę pracownię to przestaje myśleć o pracy. Miała wrażenie, że tak nie jest. Jego zawód był jednym z tych, o których myślało się w wolnym czasie. Na pewno nie tylko tutaj wymyślał kolejne pomysły.
Zaśmiała się w głos słysząc jego kolejne słowa. Nie chciał, żeby była jego niańką, dobre sobie. - Idziesz ze mną na polowanie, więc przestrzegasz MOICH zasad. - Bardzo wyraźnie tonem głosu podkreśliła, kto będzie rządził w lesie. Wyprostowała się przy tym niczym struna i może nawet trochę napuszyła. Przeniosła wzork w stronę, którą jej wskazał. Czy naprawdę sądził, że to wystarczy? Spodnie, noże i reszta tych przedmiotów, które jej wskazał były jedynie dodatkiem, który mógł pomóc. Najważniejsza była czujność, sprawność fizyczna i bardzo szybkie reagowanie. Pokręciła przecząco głową. - Zabiorę cię do lasu, tylko jeśli będziesz mnie wtedy słuchał, i tak już jest, że biorę za ciebie odpowiedzialność, nie możesz mi zabronić ryzykować. Zawsze robię to na co mam ochotę, szczególnie jeśli chodzi o polowania. Pamiętaj, że to ja jestem specjalistą i nie zostawiam swoich. - Jak głupio by się nie zachowali podczas polowania, zawsze czuła się odpowiedzialna za swoich towarzyszy. Nigdy nikogo nie zostawiała, jeśli znajdowali się w dupie, to razem, a wierzyła, że z każdej sytuacji jest wyjście. Nawet jeśli robiło się bardzo niebezpiecznie, łatwiej też było sobie poradzić z problemem w więcej osób. Wolała mu to wyjaśnić, nie zamierzała zmienić sposobu swojego działania przez to, że ten jej powiedział, że ma nie ryzykować. To nie działało w ten sposób.
- Te twoje gadżety to tylko dodatek, co będzie jeśli spotkasz takiego wielkiego smoka, że zdoła cię zjeść nim zdążysz skorzystać z tych wszystkich rzeczy? Ledwie mrugniesz, a znajdziesz się w jego paszczy i będzie po wszystkim. - Musiał sobie zdać sprawę z tego, że będą zdani przede wszystkim na swoje zmysły, a nie na magiczne artefakty. Oczywiście, nie zamierzała od razu zabierać go na polowanie na takie bestie, mimo wszystko chciała go uświadomiść, jak to wygląda.
Zamrugała, kiedy tak szybko zmienił temat, jakby nie mogła w to uwierzyć, że zadał jej teraz takie pytanie. - Wyczuwają, potrafię się powstrzymać od palenia, kiedy jestem w trakcie, chociaż nie jest to wcale takie łatwe. - Szczególnie, kiedy ktoś jak ona palił połowę swojego życia. Nie był to nałóg z którego była szczególnie dumna, ale i ona miała prawo mieć coś z życia. Zapewne byłaby dużo sprawniejsza fizycznie, gdyby odpuściła, ale nie umiała sobie wyobrazić życia bez papierosów. Zresztą naprawdę wiele czasu poświęcała na to, żeby pozostać w pełni sprawności fizycznej. Przede wszystkim trenowała szermierkę, która utrzymywała ją w formie od zawsze. Jej ojciec od najmłodszych lat pilnował tego, żeby potrafiła operować bronią białą. Często zamiast magii wybierała właśnie takie rozwiązania polując. - O moją sprawność fizyczną nie musisz się martwić, zapewniam, że jestem w formie. - Nie wiedziała nawet dlaczego przyszło mu to na myśl.
- Na pewno tak będzie, mam nadzieję, że jesteś przygotowany na to, że te życzenia mogą być dosyć mocno nietypowe. - Wolała go uprzedzić, póki co, sama nie miała pojęcia, kiedy i czy w ogóle poprosi go o cokolwiek, jednak w razie takiej sytuacji będzie miała czyste sumienie, że przecież mówiła, że może pragnąć różnych rzeczy.