• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Stonehenge [Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar

[Stonehenge - Starucha] Esmé, Dagur, Hjalmar
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#1
02.02.2024, 02:35  ✶  
Pierwszą rzeczą, jaką poczuliście, był charakterystyczny zapach mokrych jesiennych liści. Zaledwie chwilę potem zdaliście sobie sprawę z tego, że leżycie w mokrym leśnym poszyciu; nad waszymi głowami jaśniał rubin i bursztyn wiekowych koron dębów. Znajdowaliście się w skąpanej we mgle kniei, która każdemu z was wydawała się w pewien sposób znajoma, a jednocześnie nie przypominała nic, co znaliście. Uczucie nostalgii mieszało się z lękiem przed nieznanym; szczególnie ta druga emocja wzmogła się w was, gdy spojrzeliście w niebo. Dopiero wtedy bowiem zdaliście sobie sprawę z tego, że to, co wydawało wam się ciepłym blaskiem zachodzącego słońca przedzierającego się przez mgłę, było w rzeczywistości malejącym sierpem księżyca na atramentowym niebie. Zimnym, bezgwiezdnym i martwym.

Byliście tam, gdzie kres ma swój początek. Pośród mądrości pokoleń, których ślady przykrył kurz. Gdybyście tylko dotknęli chropowatej kory dębów, poczulibyście, jak wibruje pod waszymi palcami w unisonie wiedzy gromadzonej przez tysiące lat.

Spomiędzy drzew wyłoniła się odziana w czarne łachmany pokraczna sylwetka opierająca swój ciężar na drewnianym kosturze. Kiedy podeszła bliżej, zorientowaliście się, że to zgarbiona starucha, która niosła na plecach chrust. Zdecydowanie była najszpetniejszą istotą, z jaką mieliście przyjemność przebywać. Twarz jej była przeorana zmarszczkami, upodabniającymi ją do groteskowego gargulca, w cienkie srebrne włosy zaplątały się kolorowe liście, jednak jej oczy - jej błękitne oczy, zasunięte cienką warstwą bielma, wyrażały mądrość, przed którą mimowolnie czuliście respekt.

— Witajcie, moi Uczniowie — przywitała się z wami, a następnie zrzuciła ciążący jej na plecach chrust.  — Rozpalcie ogień, nim zaczniemy.

Z kieszeni swego zniszczonego płaszcza wyjęła krzesiwo, które rzuciła w waszym kierunku; upadło na ziemię między was. Był to jedyny sposób na wzniecenie iskry; magia w tym dziwnym lesie zdawała się w ogóle nie działać.

adnotacja moderatora
Proszę o odpis do wtorku (06.02) do godziny 22 Serduszko
@Esmé Rowle @Dagur Nordgersim @Hjalmar Nordgersim
Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#2
04.02.2024, 21:49  ✶  

Stojący w miejscu Dagur bardzo dobrze czuł, że nadchodziła burza. Nie potrafił określić tego, czy faktycznie powinien się bać tego zjawiska. Nie wydawało się ono naturalne i może powinien podejść do tego z większą dozą ostrożności, właśnie przez wzgląd na tę gęsią skórkę na swoim karku i metaliczny posmak w ustach. Nie czuł jednak szarpiącego jego ubrania wiatru i nie doświadczył uczucia duszności. Niebo też nie miało zwalić mu się na głowę. Gdzie nie sięgnął okiem rozciągała się ta gęsta mgła, że w sumie oko wykol. Zdawało mu się, że nie słyszy żadnego dźwięku.

Dagur był w stanie zgodzić się, że wszystko poszło nie tak, jak powinno. Ci wszyscy ludzie zakłócili przebieg tego rytuału, wliczając w to jego pierworodnego syna. Bardzo cieszyło go jako ojca, że Hjalmar ma serce na właściwym miejscu. Jednocześnie musiał się wiele nauczyć o otaczającym go świecie i tym, jak bardzo istotna dla niektórych jest wiara w dane bóstwo lub bóstwa. Starał się mu przypomnieć, że należało zaakceptować podjęte przez kogoś decyzje, nawet jeśli się z nimi nie zgadzało. Po to bogowie dali im wolną wolę.

— Dziewczyna podjęła taką decyzję, jest gotowa na to poświęcenie. Powinieneś to uszanować. — Wciąż posługując się ich ojczystym językiem starał się wskazać swojemu pierworodnemu popełniony przez niego błąd w rozumowaniu. Pomijając już to, że nie powinni się w to mieszać, to nie chodziło w tym wszystkim, czego oni chcą w myśl tego, co wydawało się im słuszne albo zupełnie niewłaściwe. Starszy Nordgersim nie uważał aby to był właściwy moment na słowne przepychanki między sobą nawzajem, co właśnie miało miejsce. Dagurowi nie spodobałoby się to nienawistne spojrzenie, jakie kobieta posłała jego synowi, ale przecież nie podniósłby ręki na Arcykapłankę. W jednym ona miała rację - syn powinien słuchać się ojca.

W ogólnym rozrachunku na nic stały się te wszystkie starania mające na celu powstrzymanie Arcykapłanki i kapłanki przed dopełnieniem krwawej ofiary. Jak tylko zrobiło się jasno to zmrużył mocno powieki. Poczuł jak pod wpływem tego grzmotu osuwa mu się grunt spod nóg. Ostatnie co widział to była ta wszechogarniająca biel. Następnie w nozdrza uderzył go charakterystyczny zapach mokrych jesiennych liści. Leżał na mokrym leśnym poszyciu, wpatrując w czerwono-złote korony wiekowych dębów. Skąpana w mgle knieja była znajoma i jednocześnie obca, istniała w tym pewna sprzeczność. Nostalgia i lęk przed nieznanym, dominującym odkąd spoglądając w niebo dostrzegł ubywający sierp księżyca.

Po podniesieniu się do siadu dostrzegł wyłaniającą się spośród drzew odzianą w czarne łachmany, wspierającą się na drewnianym kosturze starą, zgarbioną pod ciężarem lat i noszonego na plecach chrustu staruchę, której widok wzbudził w nim też całkiem słuszny odruch odciążenia jej. Wzbudziła w nim ten respekt. Na to powitanie z szacunkiem skinął głową. To jemu przypadło sięgnięcie jako pierwszemu po rzucone pomiędzy nich krzesiwo, po które sięgnął po to aby podjąć się próby rozpalenia ognia za jego pomocą. Ogień pozostawał mu dobrze znany, potrafił całymi dniami płonąć w ich kuźni.

Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#3
06.02.2024, 20:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2024, 20:16 przez Hjalmar Nordgersim.)  

Gdyby ktoś zapytał Hjalmara czy próba uratowania życia młodej kapłanki i niejako podjęcia akcji przerwania całego święta spowoduje, że przeniosą się do innego miejsca, odparłby, że przecież nie ma na to szans. Jak widać - bardzo się mylił. Otuchy w tym wszystkim dodawał fakt, że zaraz dojrzał ojca, który swoją posturą i wspólnymi, dobrymi, doświadczeniami sprawiał, że młodszy z Nordgersimów zawsze czuł siłę w jego towarzystwie. Czuł, że są w stanie zrobić wszystko - nawet przenosić góry.

Nie bardzo rozumiał jak nagle przenieśli się w czasie czy utknęli w czasoprzestrzeni ale ten jesienny obraz miał coś w sobie. Z nostalgii? Z dobrych wspomnień? Nie wydawało się, aż tak źle. W końcu wszystko musiało mieć dobry koniec, a w to przynajmniej wierzył czy chciał wierzyć. Tak też było i tym razem.

Powinienem to bronić słabszych i pomagać tym w potrzebie stwierdził z oburzeniem w myślach, przypominając sobie słowa Dagura. Nie mógł tak stać i się patrzeć na to co się tam działo. To nie było ludzkie zachowanie, a ta młoda kapłanka na pewnie nie była trzeźwa na umyśle. Nie miałem zamiaru przyglądać się bezczynnie jak dzieje jej się krzywda westchnął, rozkładając lekko dłonie, tłumacząc się przed samym sobą. Zupełnie jakby ponownie miał z 15 lat i musiał wymyślać kolejne wymówki na to dlaczego tak słabo idzie mu w szkole. Dobra, mogłem może się trochę wstrzymać... przyznał po chwili rację ojcu w myślach. Zawsze brał jego zdanie pod uwagę i doszedł do wniosku, że może rzeczywiście był trochę w gorącej wodzie kąpany. Nie chciał źle przecież...

Komenda, może rozkaz od nieznanej im kobiety był jasny. Hjalmar dostrzegł, że starszy z ich dwójki rzucił się pierwszy do tego zadania, więc nie pozostawał mu dłużny i podszedł wraz z nim. Nawet jeżeli to Dagur miał to rozpalić, jego syn starał się go osłaniać tak, aby ewentualny wiatr nie zdmuchnął ich ognia. Za w czasu pomógł mu ułożyć mały stosik, tak aby iskry mogły powoli rozpocząć swój taniec śmierci na chruście, by wraz z biegiem kolejnych sekund i dopływów powietrza, stawać się coraz to bardziej morderczym żywiołem, którego tak bardzo teraz łąkneli.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#4
07.02.2024, 00:39  ✶  

Szum w głowie ustał, a jednak Esmé czuł się jeszcze bardziej upojony. Pierwszy raz spotykał się z wydarzeniem takim jak to, pierwszy raz uczestniczył w nim tak blisko, pierwszy raz czuł je na własnej skórze, we własnych żyłach i we własnym sercu. Tym, które mimo chaosu emocji wciąż biło spokojnie, miarowo. Równie miarowo zaczynało przyśpieszać, co rzemieślnik przyjmował z miłym zaskoczeniem, pchając się dalej w akcję, zbliżając się bardziej do rytualnego ołtarza, wypowiadając kolejne zuchwałe słowa. Zupełnie nieświadomie wszyscy zbliżali się niczym Ikar ku słońcu. A może ktoś wiedział co za moment miało się wydarzyć? W takim razie musieli być doskonałymi aktorami, bo miny zebranych były w głównej mierze "nietęgie".

Niby Esmé już o tym pomyślał, już sam siebie na ten temat upomniał, a jednak Isobell wciąż go zaskakiwała tym, jak bardzo nie po drodze była jej logika i rozsądek. Murtagh mógł zabrzmieć absurdalnie, zapowiadając walkę na śmierć i życie w obronie... życia, ale jednak na samym początku przedstawił ważny argument. Argument, który Arcykapłanka zupełnie zignorowała, przejęta bardziej zakłóconym procederem. Bo rytuałem ciężko było nazwać to, co tutaj się działo. Taką dezorganizację, brak przygotowania, brawurę i lekkomyślność. Z jeden strony można było oskarżyć trójkę mężczyzn o bycie lekkomyślnymi, gdy wtrącili się w sprawy kapłanek, ale jednak to one wykazały się nadzwyczajną ignorancją wobec Bogów, którzy przecież byli tak dla nich ważni. Jedna owca? Naprawdę? A za wiernych miał służyć ten motłoch? Rowle był świadomy, że inaczej nie dało się nazwać takiej zbieraniny ludzi. Czego oczekiwano po takim przygotowaniu? Czego oczekiwano po samych zebranych? Że nagle, nie będąc fanatycznie zapatrzonym w religię, postanowią przyzwolić na rytualny mord? Absurd gonił absurd.

Kaletnik uśmiechnął się nieznacznie do siebie, gdy wobec niego zostało posłane jedynie spojrzenie. Może został po prostu zignorowany, jednak zważywszy na nerwy Isobell - raczej po prostu nie miała mu nic do powiedzenia. I to go cieszyło. Nie miała nic, czym mogłaby zbić jego argument, mogła jedynie obdarować go tym pełnym złości spojrzeniem. Drobna satysfakcja szybko ustąpiła, bo przecież... absurd gonił absurd, czyż nie?

Agatha, niczym niepilnowane dziecko, postanowiła zadziałać tak gwałtownie, by zebrani "opiekuni" nie mieli szansy na reakcję. Ciemne spojrzenie Esmé przez dłuższą chwilę wlepione było w sztylet, który ciekawił go z czysto rzemieślniczego punktu widzenia, lecz nie był w stanie ów ciekawości zaspokoić. Dłoń chwyciła oręż, a rozkojarzony Czarodziej leniwie podążył za nią wzrokiem spotykając się... ze szkarłatem. Zamrugał kilkukrotnie, zupełnie wytrącony z rytmu sceną, jaka się odegrała na jego oczach, nawet wyrwało mu się prychnięcie z powodu absurdalności zaobserwowanych wydarzeń. Z krzywym, nieznacznym uśmiechem spojrzał na bok, na innych zebranych, jakby chciał im niemo zadać pytanie "widzieliście co się tu odjebało?".

Trzask, zamroczenie, biel. Kaletnikowi przez myśl przeszło, że właśnie umarł. Skrzywił się, niezadowolony, bo w ten ułamek sekundy poczuł... nic szczególnego. To samo, co zazwyczaj. Świadomość własnej śmierci nie przyniosła ani rozczarowania, ani ulgi. Nawet, jeżeli była to fałszywa świadomość. Zamknął oczy i oczekiwał na... rozpłynięcie się, na zupełne zaprzestanie istnienia tak, jak to sobie wyobrażał. Ale zamiast tego poczuł zapach mokradeł.

Westchnął. Usłyszał jak ktoś się rusza, ktoś się najpewniej podnosi. Jego oczy pozostawały wciąż zamknięte, aż nastała cisza. Jednak żył. I ponownie - nie czuł ani ulgi, ani rozczarowania. Jedynie frustrację spowodowaną brakiem jednej czy drugiej emocji. Show się nie skończyło, coś wciąż się działo, a on... czuł się inaczej, niż w trakcie tego popapranego rytuału. Cała noc wrażeń jeszcze przed nim, zatem westchnął po raz ostatni i rozchylił oczy, nieśpiesznie podnosząc się z ziemi.

Rozejrzał się, pozwalając sobie na chwilę chłonięcia otoczenia. Las, niby nic niezwykłego, a jednak teraz rzemieślnik czuł się tak, jakby w ogóle nie rozumiał czym jest las. Co to znaczy "las". Miejsce z jednej strony znajome, lecz z drugiej tak obce, że wydawało się fałszywe, iluzoryczne jedynie. Albo rzeczywiście umierał, a jego mózg tworzył tak nieoczywiste obrazy w ostatnich podrygach neuronów.

Niepokój? Nie, to był lęk. To był czysty strach. Wzdrygnął się, tym razem rozglądając się za tymi, których słyszał wcześniej. Nie wiedział czego się bał, ale przyjmował to uczucie z otwartymi ramionami. Niczym człowiek, któremu w ulewę został porwany parasol i teraz... rozkłada ramiona, pozwalając sobie na trochę głupoty, na przemoczenie się do cna, ale jednoczesne delektowanie się uczuciem kropel deszczu uderzających o skórę, wybijających chaotyczny rytm natury. Nie, nie uśmiechał się, jego twarz była beznamiętna, ale oczy błyszczały. Strach powoli zaczynał mieć rywala - ekscytację.

Przez mgłę wreszcie dojrzał dwie postacie - mężczyzn, którzy okazywali się być ojcem i synem. Przynajmniej tak wynikało ze słów Isobell. Ah, tak, gdzie Isobell? Gdzie ta idiotka Agatha? Gdzie reszta? Zaczął rozglądać się jeszcze bardziej, próbując dostrzec może innych, którzy leżeli gdzieś w mokrych liściach pośród tej gęstej mgły, lecz nikogo nie był w stanie dostrzec. Czuł się też oślepiany przez księżyc, na który nie miał nawet odwagi spoglądnąć. Czuł z jego strony niepokój, jakiego nie potrafił opisać, nie potrafił go też zrozumieć. Odnosił wrażenie, że jedno spojrzenie na ten sierp, a znajdzie się w zupełnie innym miejscu - jeszcze bardziej niezrozumiałym i zagmatwanym. O ile brzmiało to intrygująco, o tyle każde bodźce miały swoje granice komfortu. Te, oczywiście, były wypaczone u człowieka takiego, jak Esmé, ale i on je posiadał. Jedynie przesunięte. Gdzieś dalej.

Absurdu było tak wiele, niezrozumienia jeszcze więcej, ale coś było na miejscu. Okazywało się, że coś na co zawsze mógł liczyć. Nałóg. Poklepał się po kieszeniach, sprawdzając czy w dalszym ciągu ma ich zawartość - skórzaną papierośnicę wraz z papierosami wewnątrz oraz mosiężną, mugolską zapalniczkę. O ile tylko je miał, o tyle zaraz poczęstował się szlugiem, którego miał zamiar natychmiast odpalić.

Jakby wrażeń było mało - pojawiła się kolejna postać. Pomarszczona, pewnie kilkuwiekowa kobieta. Z jakiegoś powodu... nie budziła zaskoczenia. Jej szkaradna twarz nie budziła też odrazy w kaletniku. Działo się zbyt wiele, by wszystkie te akcje docierały do niego z taką samą powagą. Wytarł ręce o spodnie, by zaraz wyciągnąć ze swoich potarganych włosów zagubionego w nich liścia i podszedł bliżej. Niezwykłą przesadą byłoby uznanie, że rozumie co tutaj się dzieje, ale słysząc wypowiedź kobiety zaczynał mieć pewne podejrzenia. Wcale nie był tutaj fizycznie, a jedynie... umysłowo. Może duchowo. Może jakoś astralnie. Były to tematy zbyt odległe od jego specjalizacji, więc pozostawało mu jedynie zgadywać.

Uczniowie. Najpewniej słowo klucz. Czyżby właśnie mieli zostać nauczeni czym jest miniona wspaniałość Stonehenge? A może jak powinien wyglądać rytuał? Jakakolwiek była lekcja, kaletnik nie czuł się na siłach, by przeciwstawiać się płynącej nauce. Czuł, że nie ma wyboru, że może ją jedynie przyswoić i... postarać się nie zmienić za bardzo. Nie pod jej chaotycznym wpływem. Przyswoić, zapamiętać, a gdy wróci do siebie, gdy znajdzie się w swojej ukochanej pracowni, wtedy ją przemyśli.

Mężczyźni zajęli się rozpalaniem ognia tak, jak starucha poprosiła. Esmé patrzył na nich przez chwilę zupełnie beznamiętnie, aż w końcu uniósł brwi, dochodząc do tylko jemu znanych wniosków. Przeniósł spojrzenie na kobietę, do której powoli się zbliżył, wystawiając przed siebie ręce tak, jakby ktoś miał zostać w nich złożony.

- Podziwiam zapał moich towarzyszy, ale na mokrej ściółce i bez suchego drwa, to lekcji się nie doczekamy. - zaczął spokojnym tonem, chociaż wciąż czuł ten lęk, który otaczał go tak, jak ta mgła. Albo to mgła była tym lękiem. Nie bał się... bać. Jego wystawione ręce nieco drżały, a głos chociaż spokojny, to był nieco wyższy niż naturalnie. Miał spięte gardło. - Proszę o chrust na ognisko. - w końcu wyjawił jaka była jego intencja. I chociaż wydawało mu się, że powiedział te słowa zaraz po poprzednich, to jednak musiała potrwać dłużąca się chwila, w której zbierał odwagę na te słowa. Kimkolwiek była kobieta, tak rozsądek podpowiadał rzemieślnikowi, że nie powinien pozwalać sobie na zbyt wiele, jeżeli chciał przeżyć. I... teraz złapał się na tym, że... chciał przeżyć. Niezwykle konfundujące spostrzeżenie, które odstawił jednak na bok.

Jeżeli otrzymał chrust - rzucił go gdzieś obok rodzinnej dwójki, by zaraz przebrać drobne patyki, połamać je na jeszcze drobniejsze, aby stanowiły dobrą podpałkę, którą zaoferował mężczyznom. Następnie zająłby się układaniem małego stosiku - jeżeli on złapie ogień, to nie będzie problemu podkładać większe drewienka, aż ogień wreszcie osiągnie satysfakcjonujące rozmiary. Sprawa miała się nieco weselej, jeżeli rzeczywiście miał fajki i zapalniczkę - wtedy nawet nie czekał na krzesanie ognia, a sam postanowił wzniecić ogień z pomocą mugolskiej nie-magii. Technologia. Czy Bogowie potrafili jej zaprzeczyć?

Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#5
08.02.2024, 02:00  ✶  
W głęboko osadzonych oczach Staruch pojawił się stalowy błysk, kiedy jej spojrzenie natrafiło na sylwetkę Esmé. Bezzębne usta rozwarły się w pełnym aprobaty uśmiechu, zupełnie tak, jakby właśnie tego oczekiwała. Drżące, powykrzywiane starością dłonie postawiły przed chłopakiem chrust, który dopiero co niosła na plecach. Ostrożnie, jakby z namaszczeniem.

— Lekcja pierwsza; bez względu na otaczający was chaos powinniście przede wszystkim zachować trzeźwość umysłu — rzekła, po czym pstryknęła palcami i cały chrust stanął w płomieniach; nie licząc tych drobnych gałązek, które na podpałkę przygotowywał Rowle. Usiadła na kamieniu naprzeciwko - który, mogliście być pewni, pojawił się znikąd - i wciąż opierając się na kiju, omiotła ich zmęczonym spojrzeniem. W momencie, w którym nawiązaliście z nią kontakt wzrokowy, poczuliście się dziwnie; najpierw pojawił się ucisk w klatce piersiowej, a zaraz potem na waszych karkach pojawiła się gęsia skórka. Nie byliście w stanie wyzbyć się wrażenia, że ta kobieta wie o was wszystko, że zna każdy z waszych najwstydliwszych sekretów, a w jej oczach odbija się to, co było, jest i dopiero ma nastąpić.

— Podjąłeś słuszną decyzję, Hjalmarze — zwróciła się po chwili do młodszego Nordgersima swoim skrzekliwym głosem, a w ogniu pojawiła się sylwetka Agathy; roześmianej i wirującej w tańcu lekko niczym jaskółka pośród kamieni Stonehenge — Lekcja druga; każde życie ma znaczenie. W szczególności uświęcić należy to, które na dobre się nie zaczęło.

Sceneria w ogniu zmieniła się, ukazując nieco starszą Agathę trzymającą w ramionach niemowlę. Poruszoną, tak jak wtedy, gdy Isobell malowała na jej ciele runy.

— To tylko jedna z możliwych dróg — ciągnęła stara, a zaraz potem obrazy w płomieniach zniknęły — które zamknęłyby się dla niej, gdyby jej ofiara została dopełniona. A wraz z nimi na świat spaść mogłyby niezliczone nieszczęścia. Są horyzonty, za które mój wzrok nie sięga.

Nawet jeśli z jakiegoś powodu nie byliście w stanie pojąć enigmatyczności tych słów, wydały się wam złowrogie.

adnotacja moderatora
Proszę o odpis do niedzieli (11.02) do południa Serduszko
Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#6
11.02.2024, 20:31  ✶  

Próbujący wykrzesać ogień Dagur spojrzał z góry (nie tylko z racji swojego ogromnego wzrostu) na młodszego i znacznie niższego od siebie mężczyznę, marszcząc przy tym brwi. Nie mów kowalowi jak ma ogień rozpalać, chłopcze. Dokładnie to zdawało się mówić jego spojrzenie. Znacznie inaczej podszedłby do tego, gdyby tego typu stwierdzenie wyszło ze strony jego syna. Spojrzał na Hjalmara pytająco, czy zamierza oddać temu młodemu człowieku ten chrust. On był skłonny przekazać mu to krzesiwo, chociażby po to aby patrzeć jak ta mądrala próbuje rozpalić ogień na terenie, w którym może dominować mokra ściółka i mokre drewno.

Jako członkowie rodziny mieli wypracowaną i sprawdzoną metodę wzajemnej współpracy, którą było było i teraz widać w ich czynach. W nowym, pod wieloma względami zupełnie nieznanym środowisku musieli na sobie polegać. W teorii powinni współpracować z tym młodym mężczyzną, dlatego nawet jak nie spodobały mu się wypowiedziane przez niego słowa, to jednak starał się to robić albo zachowywać tego pozory.

Nie uszło to jego uwadze, że nieznany mu z imienia młody mężczyzna zdawał się zyskać przychylność Staruchy, która przekazała mu swój chrust. Stara i pomarszczona kobieta miała rację, co do tego, że kiedy panował chaos należało zachowywać trzeźwość umysłu. Łatwo było temu ulec. Dostrzegł też, że wystarczyło pstryknięcie palcami i chrust zaczął pochłaniać ogień. To miejsce zdawało się podlegać woli wiekowej kobiety, która teraz usiadła na pojawiającym się wręcz znikąd kamieniu.

Po nawiązaniu kontaktu wzrokowego z kobietą, to dziwne uczucie stało się jednym z powodów, dla którego chciał odwrócić wzrok. To wrażenie pogłębiło się, gdy w jego klatce piersiowej pojawił się ten ucisk a na jego karku gęsia skórka. Nie zrobił jednak tego. Do tego to wrażenie, że Starucha wie o nim wszystko. Przedkładając to na wiarę swoich przodków, w jego oczach mogła uchodzić za jedną z Norn.

Starucha zdawała się pochwalać decyzję, jaką podjął jego syn w kwestii przerwania tego rytuału. Stało to w wyraźnej sprzeczności z tym, co starał się przekazać swojemu pierworodnemu. Nawet, jeśli każde życie miało znaczenie, to również należało szanować wybory innych. Niewykluczone, że pozostawał w błędzie, że jego postrzeganie całej tej sprawy było błędne, jednak nie wynikało to ze złej woli. Nie był złym człowiekiem. O tym, że podejmowane przez nich działania, mają swoje konsekwencje wiedział doskonale.

Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#7
11.02.2024, 22:18  ✶  

Uśmiechnął się na słowa trzeciego mężczyzny z ich grona. Fakt - może trochę rzucili się trochę z motykami na słońce. Mogli trochę się zastanowić, rozejrzeć, zrobić cokolwiek. Nie zrobili tego, a po prostu instynktownie zaczęli pracować. Czasami jednak było lepiej poczekać.

- Hjalmar - przedstawił się nieznajomemu - A to Dagur, mój ojciec - machnął głową w kierunku największego z ich grona - Podałbym dłoń, lecz jest niestety trochę uwalona i nie wypada - wytłumaczył, nie mając zamiaru wyjść na osobę nieznającą zasad savoir vivre'u. Gdyby sytuacja była zgoła inna to nie miałby najmniejszego problemy, aby ów dłoń mu podać i ścisnąć w zapoznawczym geście.

Prośba chłopaka została spełniona i otrzymał chrust. Nie było w tym ani słowa pogardy czy złości, lecz był on po prostu mniejszy od Nordgersimów. Hjalmar oczywiście nie ujmował mu męstwa, ani niczego bo w końcu był jedną z osób, które chciały przerwać "to". W końcu to po części dzięki niemu dostali rozpalone ognisko i gęsią skórkę, która była odrobinę dziwnym zjawiskiem. Wszystko było odrobinę dziwne od momentu próby złożenia kapłanki w ofierze.

Na słowa uznania, pokiwał głową na zgodę. Zgadzał się z nią. Mimo słów Dagura, nadal uważał, że zrobił to co powinien i co zostało mu przekazane wraz z mlekiem matki. Arcykapłanka była po prostu opętana. Młodszy z Nordgersimów próbował to sobie jakoś wytłumaczyć, chociaż wszystkie próby sprowadzały się do tego samego. Do negatywnego nastawienia wobec tamtej kobiety. Długo to jednak nie trwało, ponieważ "prowadząca" ich kobieta zmieniła całkowicie scenerię. Czy próbowała im coś przekazać? Może czegoś nauczyć? Podzielić się swoją wiedzą?

- Szanowna pani... - zaczął trochę niepewnie, spoglądając po twarzach swoich kompanów - Czy... kapłance nic się nie stało? - zapytał - Bo trochę jakby... Zmieniła nam się sceneria i wszyscy inni zniknęli... A arcykapłanka została ze swoją młodszą koleżanką w gronie osób, które nie kwapiły się do tego, aby spróbować ją uchronić przed tym wszystkim... - wytłumaczył skąd wynikało jego pytanie. Nie miał pojęcia czy one zostały rzeczywiście razem czy też zostały rozdzielone. Trochę strzelał. Rzucał wizjami, które mogły przecież być nierealne - Z pani słów rozumiem, że ona żyje... Ale czy to się dzisiaj nie powtórzy...? - dodał zmartwionym głosem. Hjalmar byłby na siebie wściekły gdyby pod ich "nieobecność" stało się tam coś złego. Tylko czy mógł być zły na to, na co nie miał żadnego wpływu?

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#8
12.02.2024, 01:19  ✶  

Na spojrzenia akurat Esmé był odporny. No, prawie wszystkie. Jednak tak się składało, że wielkolud nie był zgrabną blondyneczką o uroczym uśmiechu i dołeczkach w policzkach. Zatem z drobnym niezrozumieniem tej reakcji po prostu ją przemilczał. Jego wzroku się nie bał. Co innego pięści.

Może to był uśmiech aprobaty ze strony Staruchy, ale w pierwszej chwili rzemieślnik poczuł przede wszystkim narastający niepokój. Na moment pomyślał, że może właśnie obraził... boginię? Boga? A może tylko iluzję? Wciąż nie miał pojęcia gdzie się znajduje i co się właśnie z nim dzieje. I co się dzieje z Agathą. Chociaż w tym momencie zdecydowanie bardziej martwił się o siebie. Nie zamierzał być współczesnym mesjaszem. Tak czy inaczej, niepokój odpuścił gdy... nic się nie wydarzyło, a bezzębny uśmiech okazał się nie kryć za sobą żadnych złych intencji. Wręcz przeciwnie - Rowle poczuł się na swój sposób pochwalony. Całkiem... ciepłe uczucie. Nawet w tej szalonej sytuacji.

Ciężko było posądzić Czarodzieja o umyślną trzeźwość umysłu. Jemu zachowywanie spokoju przychodziło z niezwykłą łatwością. Dlaczego miałoby być trudno? Emocje w końcu pukały do niego zza szybki. Wszystkie dźwięki uczuć jakie słyszał, były jedynie echem. Ciężej było dać się porwać tym melodiom. Chciał czy nie - jego umysł pozostawał trzeźwy tak długo, aż sam nie zmącił tej wody. Zewnętrzne bodźce z rzadka miały jakikolwiek efekt.

Ogień nagle zapłonął, a Rowle nieco zaskoczony tym faktem odsunął się o dwa kroki, a może nawet więcej, bo znów był bliżej swoich postawnych towarzyszy, dzięki którym wyglądał na jeszcze drobniejszego i kruchego, niż w rzeczywistości był. A był... całkiem drobny i kruchy. Przynajmniej na razie, bo dzięki Ger miało się to zmienić.

Młodszy ze spokrewnionej ze sobą dwójki okazał się być, przynajmniej na razie, łagodnym gigantem. Mając w pamięci spojrzenie, jakim Esmé został obrzucony przez tego drugiego, było to na swój sposób zaskakujące. Może jednak kultury osobistej nie wynosiło się z domu? Niemniej, Rowle nie zamierzał żywić jakiejkolwiek urazy. Właściwie ta sytuacja nie miała dla niego najmniejszego znaczenia. Uśmiechnął się nieznacznie, wytarł rękę w spodnie i wystawił ją w stronę Hjalmara. Jego dłoń wcale nie była czystsza - w końcu wylądowali na tej samej mokrej ściółce. Jeżeli tylko mężczyzna nie wypowiedział poprzednich słów, by uniknąć uścisku dłoni, to najpewniej do niego doszło. Mogło to być nieistotne dla wielkoluda albo nawet nie wyczułby czegoś tak prozaicznego w porównaniu do wydarzeń jakie się ostatnio rozegrały, ale Czarodziej miał dłonie... spracowane. Może małe i, w porównaniu do tych Hjalmara, słabe, lecz jednak twarde, szorstkie, z masą odcisków. Jakby sam był kowalem, a przecież był tylko kaletnikiem. Bardzo zapracowanym kaletnikiem.

- Kultura osobista nigdy nie była moją mocną stroną. - rzucił w momencie wystawienia dłoni do uścisku, uśmiechając się nieco szerzej, jednak wciąż bardzo nieznacznie. - Esmé Rowle. - sam się zaraz przedstawił i jeżeli doszło do uścisku, to skierował swoją rękę również w kierunku Dagura. Czemu miałby się z nim też nie przywitać?

Nawiązanie kontaktu wzrokowego ze Staruchą było błędem. Jednak musiał dopisać kolejny wzrok, który sprawiał, że czuł ucisk w klatce piersiowej. Ten jednak był znacznie bardziej... realny, chociaż cała ta sytuacja wydawała się nierealna. To nie obręcz zaciskająca się na płucach była najbardziej nieprzyjemna. Ani gęsia skórka na karku. Najbardziej nieprzyjemna była świadomość, że Starucha wie wszystko. Znała prawdziwe pochodzenie Esmé i to, że gdy wyjdzie na jaw - zostanie wydziedziczony. Znała też znacznie straszniejsze rzeczy. Znała Czarodzieja od tej najgorszej strony. Od tej, którą z rzadka pokazywał i się jej brzydził. Wiedziała jaką miał pustkę w sobie i jak desperacko starał się ją wypełnić... czymkolwiek. Rzemiosłem, używkami, kobietami. Wiedziała to nie tak, jak wiedział to jedyny człowiek, który rzeczywiście go kiedykolwiek przejrzał - Laurent. Wiedziała to tak, jak wiedział to Esmé. Tak, jak wiedzieć mógł tylko Esmé.

Nadeszła lekcja druga. Każde życie ma znaczenie. Rowle... był zmieszany tymi lekcjami. Czy naprawdę teraz przemawiała do niego Bogini? Czy naprawdę była wszechwiedząca tak, jak czuł gdy spojrzał w jej zasnute bielmem oczy? Czy to co mówiła było... prawdą? Ciarki przeszły go po plecach. Te były jeszcze nieprzyjemniejsze, niż te wywołane przez Staruchę. Te poruszały fundamenty światopoglądu rzemieślnika. Jego oddech przyśpieszył i... zaczął obawiać się kolejnych słów. Jeżeli jej prawda jest uniwersalną prawdą, to nie chciał słyszeć nic więcej. To... znacznie utrudniało jego życie. Uniwersalne prawdy. Wtedy nie mógłby dopasować tego jak patrzył na świat do samego siebie. Mogłoby się okazać, że on, tak naprawdę, całe życie żył daleki od prawdy.

Każde życie ma znaczenie. Tak, zgadzał się. Każdy miał znaczenie. Na tym świecie nic nie działo się bez powodu i nic nie ginęło bez śladu. Wypadający z gniazda pisklak, ginący od upadku jest pożywką dla robaków. Wszystko wraca do cyklu, bo wszystko z niego pochodzi. Ale co z tym życiem, które na dobre się nie zaczęło? Czy dziecko miało więcej praw do życia, niż dorosły? Chłodna logika podpowiadała, że nie, jednak Esmé nie potrafił się z nią zgodzić. Nie tym razem. Tak, i tutaj Starucha miała rację. A może na odwrót - może właśnie się okazywało, że to rzemieślnik miał rację.

Widok Agathy z dzieckiem nie przejął Czarodzieja bardziej, niż sama śmierć Agathy, nawet gdyby postanowiła umrzeć bezdzietnie. Nie dziecka było tutaj szkoda, chociaż nienarodzonego, a jej. Ona istniała. A może właśnie to sugerowała Starucha? Że życie prowadzi do życia? Esmé westchnął, zdając sobie sprawę, że powoli wydarzenia dzisiejszej nocy zaczynają go przerastać. Zaczynają go... nawet męczyć.

Hjalmar zwrócił uwagę na istotny fakt - może Agatha żyła, bo tak sugerowała Starucha, ale jej życie właśnie wisiało na włosku. Rowle co prawda bardziej myślał o aktualnie istniejącym problemie - podciętych żyłach na nadgarstku, niż o samej Isobell i innych kapłankach. Niemniej, mężczyzna miał serce po dobrej stronie i zadał słuszne pytanie, do którego Esmé postanowił się dołączyć.

- Rytuał nie został dopełniony, lecz lada chwila może się dopełnić. Im dłużej tutaj jesteśmy, tym dłużej Agatha się wykrwawia. - wtrącił się, nie spoglądając jednak w zamglone oczy. Bardziej wpatrywał się w ogień, licząc że może zostanie pokazane mu czy kapłanka w ogóle jeszcze żyje. Czy dalej krwawi. Czy może czas stoi w miejscu? Tak czy inaczej, chciał delikatnie zasugerować, że powinni jak najszybciej spełnić oczekiwania Staruchy i wrócić. No, może on i Hjalmar, bo Dagur zadawał się być innego zdania.
Widmo
Wit Beyond Measure Is Man's Greatest Treasure.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica czystej krwi; jedna z czworga legendarnych założycieli Hogwartu. Posiadaczka słynnego diademu, obdarzającego niezwykłą mądrością.

Rowena Ravenclaw
#9
12.02.2024, 19:30  ✶  
Starucha podniosła wzrok i wbiła swoje spojrzenie przed siebie, jakby interesował ją jakiś punkt ponad waszymi głowami. Gdybyście jednak odwrócili się i spróbowali odszukać to, na co patrzyła Starucha, dostrzeglibyście jedynie brunatnoszarą korę dębów i groteskowo wygięte półnagie konary na tle zapadającego zmierzchu. Nie powinno was to już dziwić; ta niepozorna sędziwa kobieta udowodniła już wam, że potrafi spojrzeć tam, gdzie wzrok ludzki nie sięgał.

Przeszłość, przyszłość i teraźniejszość zdawały się łączyć ze sobą w jedność. Przez krótką chwilę - zaledwie ułamek sekundy mierzony jednym płytkim oddechem - zdawało wam się, że oto przed wami siedzi młoda złotowłosa dziewczyna odziana w białą szatę, ubrana na szaro ciężarna kobieta i Starucha jednocześnie. Obrazy te nachodziły na siebie, rozmyte i niejasne. Zostawiły was z narastającym poczuciem konsternacji.

— Isobell stała się więźniem własnych ambicji — odpowiedziała wreszcie; głos miała podszyty pretensją, choć trudno określić, w czyją stronę jest ona wymierzona — Ale dziewczynie nic nie będzie. Żaden rytuał się nie powiedzie, lecz nie zaszkodzi upuścić jej nieco krwi.

Wyjęła z kieszeni znoszonego płaszcza jakiś proszek, po czym zdmuchnęła go z otwartej dłoni wprost do ognia. Płomienie zmieniły kolor na błękitny, a zaraz potem wyłoniło się z nich Stonehenge. Dokładnie w takiej formie, w jakiej zbudowano kromlech przed tysiącami lat.

— To miejsce stworzono dla innych bogów; zapomnianych i uśpionych — mówiła powoli, podczas gdy obraz się zmienił. Teraz ukazywał ołtarz, z jaśniejącymi nań runami — Potrzebuję nowego ołtarza.

adnotacja moderatora
Proszę o odpis do piątku (16.02) do godziny 12.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#10
15.02.2024, 21:41  ✶  

Najwidoczniej ich trzeci kompan nie miał problemu z podaniem sobie brudnych dłoni. Widząc jego dłoń, Hjalmar, nie optował i zrobił po prostu to samo. W życiu nie traktowałby brudnej dłoni jako wymówkę przed porządnym przywitaniem się z kimś. Koniec końców został wychowany na dobrego i prawego człowieka.

Ściskając dłoń Esme, uśmiechnął się szczerze. Nie był to zbyt silny uścisk, nie taki jakim obdarzyłby młot kowalski, a raczej zwykły, którym witało się z kimkolwiek - Nie trzeba być przecież uczonym, aby wiedzieć, że zwykłe podanie dłoni starczy - zapewnił go, przenosząc swój wzrok w kierunku ojca, jakby chciał go trochę nakłonić czy przekonać do wymiany gestów grzecznościowych z Rowlem. W końcu cała trójka trudziła się jakimś rzemiosłem, więc de facto był jak jeden z nich. Na pewno musiał być wirtuozem w swojej sztuce.

Tak długo jak mogli stać czy egzystować, nie byli w największej potrzebie. Były osoby, które bardziej wymagały uwagi czy ich wsparcia. Starucha zresztą też nie przejawiała wrogich intencji ku ich grupie. Można by rzecz, że po części z nimi współpracowała? Chciała to zrobić? Nie rzucała im kłód pod nogi? Ciężko było stwierdzić, które z tych stwierdzeń było prawdą... albo czy w ogóle któreś z nich miało prawo bytu. Może w jej głowie siedziało co innego? Hjalmar tego nie wykluczał, ale też nie odważył się jej spojrzeć w oczy na dłużej. Zupełnie jakby się czegoś obawiał, chociaż nie był pewien czego.

Młodszy z Nordgersimów pokiwał głową na zgodę z nowym kolegom. Oni we dwójkę na pewno grali do jednej bramki. Dagur swoje już przeżył i wychował czwórkę dzieci, więc mógł chcieć po prostu odpocząć i nie wtrącać się w nie swoje sprawy. Rozumiał to jako jego syn. Nie miał mu też tego za złe, choć jego wielkie rozmiary byłyby pomocne w zatrzymaniu arcykapłanki czy skłonienia jej do pójścia po rozum do głowy.

Ich "przewodniczka" zawsze miała jakąś sztuczkę w zanadrzu. Zawsze miała coś, czym byłaby w stanie ich zszokować. Tym razem był to proszek, co będzie kolejne? Wyglądało to jakby się bardzo dobrze bawiła albo chciała dać im nauczkę życia.

W tym co zrobiła, było coś niepokojąco fascynującego. Z jednej strony była to wspaniała sprawa, pewnie jakaś iluzja. Z drugiej zaś, straszne było to z jaką łatwością jej to wszystko wychodziło. Hjalmar czuł do niej respekt.

- Dobrze... - rozejrzał się po swoich kompanach - Runy? Hmm... - przejechał kilkukrotnie po swojej brodzie w zastanowieniu. Mamy wykuć runy? Zbudować nowy ołtarz? zastanawiał się w głębi duszy, próbując połączyć jakoś wszystkie kropki. To nie była przecież robota na chwilę, moment. Na pewno proces kucia run nie trwał tyle. A już na pewno nie takich, które miały przetrwać długie i ciężkie lata. Do tego była potrzebna odpowiednia ilość czasu.

- Jakieś pomysły panowie? - zapytał, robiąc krok w kierunku ognia. Islandczyk chciał się dobrze przyjrzeć temu co chciała im zobrazować - Ojcze? Esme? - dodał, chcąc niejako ich wywołać do odpowiedzi - Czy jak... pomożemy Ci z ołtarzem to nas puścisz? - skierował swoje słowa do Staruchy, aby ustalić na czym stoją.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dagur Nordgersim (1926), Esmé Rowle (4255), Hjalmar Nordgersim (1860), Rowena Ravenclaw (1212)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa