• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie

[23.06.1972r.] Wodzisz mnie na pokuszenie
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#11
07.02.2024, 19:52  ✶  
Ciężko było przerwać mu kaszel kiedy ciągle coś drażniło gardło przy każdym oddechu, jednak w końcu zaczął odczuwać ulgę i względną swobodę w płucach, którym dzisiaj na nic była ochrona żeber.
Ciepło nieco ostygłej przez wieczorną porę szaty wystarczyło żeby organizm zaczął powoli walczyć o powrót do normalnej temperatury, choć do tego najlepiej nadałaby się pomoc kominka, choć dotyk Morpheusa był równie ciepły, nawet nie chciał wiedzieć co działo się w jego głowie. Widział to spojrzenie, słyszał głos. Gdyby umarł nie wszyscy byliby zadowoleni, ale akurat mężczyzny przed sobą nie chciał krzywdzić w ten sposób, nie chciał zdradzać jego zaufania odchodząc, choć tak bardzo wyrażał chęć spędzenia z nim wieczności.
Chciał wstać, choćby uklęknąć, ale nie miał na to sił. Okryty chwycił krawędź szaty i leżał dalej przy nim zgodnie z poleceniem próbując oddychać spokojnie, co nie było łatwe.
-Wiem...-wyszeptał zachrypnięty, po czym nastąpiła kolejna salwa kaszlu i odchrząknięć. Wiedział, że był z nim bezpieczny, to nie pierwszy raz gdy mężczyzna go ratuje, gdy sprawia, że może być sobą bez obaw o krzywdę. Nie miałoby znaczenia to czy to obecny Morpheus czy ten z przeszłości, to dalej był Morpheus, ten sam, który jakimś sposobem uratował ich oboje.
Oddychając ciężko przekręcił się powoli na plecy, otworzył oczy, ale nie patrzył na niebo, na którym powoli zaczynały przebijać się nieśmiało gwiazdy, a patrzył na mężczyznę, na swój księżyc jaki rozjaśniał mu zawsze noce gdy przychodziły koszmary i bezsenność.
-Znów spotkałem się ze śmiercią.-powiedział cicho, bojąc się że znów nadwyręży płuca. Sięgnął miękko ręką do jego dłoni w czystym geście otuchy, ale i wyrażenia swojego bólu fizycznego.-Morpheus...-zawahał się, nie wiedząc jakich słów użyć i co właściwie chce powiedzieć. W tej chwili czuł wszystko, radość, nadzieję, wyjadające od środka poczucie smutku, zagubienie, ulgę. Zebrał się w sobie, podniósł się walcząc ze zmęczonym ciałem, przysunął się do niego i objął ściśle, dając upust emocjom, które dotarły do niego dopiero po czasie. Osłona nocy ochroni ich ciemne sylwetki na tle czarnego jeziora przez niechcianym wzrokiem. Ściskając go pociągnął nosem, dopiero rozumiejąc, że brak strachu był jedynie chwilowy i dopiero teraz do niego docierał. Strach przed zostawieniem rodziny samej sobie. Co by jego rodzice zrobili bez jego pieniędzy i leków dla ojca? Co by zrobił Morpheus dowiadując się, że jego przyjaciel nie żyje, a przecież niedawno stracił tak wiele?-Cieszę się, że nadal mogę być przy tobie.-nie chciał śmierci nieważne, jak dobrze po niej nie było duszy, bo będzie brakować najważniejszego czynnika, Morpheusa.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#12
08.02.2024, 15:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 11:33 przez Morpheus Longbottom.)  

Wplótł palce w mokre pasma włosów Neila, dreszcze przebiegły mu przez kręgosłup. Bardzo często nienawidził tego, że jest synem swojej matki, a jednak teraz właśnie to błyszczało w nim. Czasozmieniacz, wiszący na jego szyi, w tajemnicy przed wszystkimi, oraz jasnowidzenie, które w ogóle dało mu możliwość, aby dotrzeć do Enfera na czas. Nikomu nigdy nie mówił o zmieniaczu, wiedziała jedynie najbliższa rodzina, bo była to magia dalece wykraczająca poza rozumowanie nawet czarodziejów, swoista bomba atomowa, niebezpieczna i niesamowicie niestabilna. Jasnowidzenie, ono znów było tak bardzo niestabilne, że niektórzy zwyczajnie uważali wieszczów i proroków, za szarlatanów.

Badał mężczyznę dłońmi, przesuwając po plecach i ramionach, aby zobaczyć, czy teraz nie wykrwawia mu się na rękach, ale najwyraźniej nie, bestia, która zaciągnęła go pod wodę, nie zdążyła go ugryźć. 

— Tak się cieszę, że żyjesz — odpowiedział, otulając ramionami czarodzieja i przyciskając do siebie jego zmarznięte ciało. Robiło się ciemno, a co za tym idzie chłodno. Czuł, jak z każdym powiewem wietrzyku, na skórze rozlewa się gęsia skórka. Nie było zimno, późne dni czerwca łaskawie pobłogosławiły ich wszystkich piękną pogodą oraz kilkoma naprawdę upalnymi dniami, więc nie musieli martwić się o ewentualne zapalenie płuc. Jednakże nadal ubrania, nasiąknięte lodowatą wodą, śmierdzące mułem i sztywniejące od minerałów w wodzie, schładzały ich skórę.

— Chyba lubisz wpadać w tarapaty, co? Czy wpadasz w tarapaty, bo mnie poznałeś? Przyznaj się — zapytał lekkim tonem. Żyjąc nawet w okolicach rodziny Longbottomów, nie dało się nie odczuwać nieoficjalnej klątwy tej rodziny, która była definicją przekleństwa, które powtarzali sobie Chińczycy. Obyś żył w ciekawych czasach. Cała rodzina Morpheusa była szczytem definicji ciekawości i butnej odwagi. Ciągle ładowali się w jakieś tarapaty i tańczyli na krawędzi unicestwienia. Nic dziwnego, że Godryk postawił na taką dużą ilość potomstwa; młody Frank mógł nieść pochodnię nazwiska i rodowej dumy.  — I co tu robisz?

Tak naprawdę mniej go  obchodziły odpowiedzi, a bardziej próbował wyrwać Neila z mroku wydarzeń, tego, co się mogło wydarzyć. Wschodzący księżyc błyszczał, cykady trzeszczały swoimi odnóżami w trzcinie, a rechot żab śpiewał pieśń zapomnienia. Oboje byli jedynym dowodem na to, że cokolwiek złego mogło się tu zdarzyć. Jeziora były właśnie takie, zdradliwe. Rzeki? Jeszcze gorsze. Morza i oceany? Prawdziwe koszmary, nieopanowane, potężne i śmiałe. Morpheus obawiał się morza i je kochał.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#13
08.02.2024, 16:08  ✶  
Objęcia Morpheusa były tym czego teraz potrzebował. Ciepłe, serdeczne i kochające, pełne zmartwienia i szczęścia, że udało im się przeżyć kolejny dzień o włos unikając tragedii. Jego bóg życia, który przyjdzie choćby świat się walił, który będzie w myślach wilkołaka nawet gdy nadchodzi jego koniec. Gładzące go dłonie oddawały otuchy, zapewniały o bezpieczeństwie i tym, że powód strachu jest daleko. Wyszarpnięty z zaświatów mógł dalej korzystać z towarzystwa mężczyzny, który zagnieździł się w jego sercu na stałe, choćby go porzucił, zdradził w niewybaczalny sposób, zawsze będzie tam dla niego miejsce.
Zacieśnił objęcia. Proste wyrażenie szczęścia z samego istnienia chłopaka. Czy dla Morpheusa musiał robić coś więcej niż tylko egzystować? Czy mężczyzna wybaczy bezsilność i brak postępów? Na pewno, u jego boku naprawdę czuł, że nawet najgorsza porażka niemożliwa do poprawy brzmi jak nauka na błędach.
Wiatr owiewał jego nogi nieokryte szatą, jednak w sercu czuł nieskończone ciepło przylegając do czarodzieja. Mogli tak zostać ogrzewać się lub zamarznąć, tak długo jak był z nim jego losy były mu obojętne.
Zaśmiał się niemo pod nosem. Pogładził go dłonią po karku, włosach.
-Zawsze wpadałem z różnych powodów, ale przy tobie wiem, że nic mi nie grozi.-kochał go, kochał jego obecność, to że ma zaszczyt istnieć pod tym samym niebem. Zachwyt mężczyzną nigdy nie przerodził się w zazdrość, pozostał podziwem i motywacją do podążania za nim, jak owieczka za pasterzem, ufnie i do przodu. Chciał być lepszy niż był kiedyś, chciał stać się godny tego by stać z mężczyzną ramię w ramię.
Oddech się uspokajał, skołatane nerwy również. Oparł się wygodnie głową o niego, dalej zaciskając dłonie na materiale jego mokrej koszuli, aż wycisnął z niej nieco brudnej wody. Zapach Morpheusa przebijał się przez wilgoć, koił nerwy, przywracał do rzeczywistości, choć w innych okolicznościach na pewno skutecznie odciągałby od niej uwagę.
-Chciałem pozbierać algi z jeziora do moich maści. I tak odwiedzałem rodziców we wsi niedaleko.-powiedział pociągając nosem i kuląc się nieco na kolejny powiew wiatru znad wody, który kilka chwil temu tak ochoczo niósł do jego uszy syrenią pieśń.-Przepraszam, że nie powiedziałem ci, że przyjeżdżam, miałem wpaść tylko na chwilę, nie chciałem ci zawracać głowy.-objęcia dalej trwały i choć powinien odpuścić, zebrać swoje rzeczy i uciec od tego przeklętego miejsca, to wolał trwać tak niemalże w bezruchu przy czarodzieju, korzystając ze spotkania które nie powinno mieć miejsca.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#14
12.02.2024, 14:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 11:34 przez Morpheus Longbottom.)  

Kiedy Morpheus myślał o bliskości i jej związku z pięknem, miał wrażenie, że jest bardziej powiązana z brzydotą. Myślał o tym, że jedynym sposobem, aby budować bliskość, jest przez brzydotę. Na przykład, jest coś wyjątkowego w tym, jak osoby w tragedii budują dostęp do bliskości, ten rodzaj bliskości, który wynika z braku strachu przed wyrażeniem swoich potrzeb. Nie chodzi o piękno, ale o wspaniałość lub doświadczenia, których naucza brzydota; o to jak przetrwać. Ludzie postrzegają to jako skrajne stanowisko, ale to był sposób Morpheusa na niepoddawanie się ludziom i na życie w tej wzajemnej zależności, która nie zawsze jest rewolucyjna i dobra. On sam postrzegał siebie jako głęboko pokrzywioną i brzydką osobę, jednocześnie z dualizmem pewności siebie i świadomości swojej wspaniałości. Był potworem, któremu sam postawił pomnik.

Pocałował czule Neila we włosy, marszcząc zaraz jednak nos na zapach głębin, który otaczał ich dwoje. Było ledwie po Licie, dopiero jeziora zostały pobłogosławione i jeszcze przez jakiś czas wodna roślinność kwitła, nim toń oczyści się całkowicie z zielonych plam, a ciepło oczyści wodę do krystalicznej, lipcowej przejrzystości. Oboje musieli śmierdzieć straszliwie wodorostami i mułem, skoro Longbottom wyczuwał to, mając woń bezpośrednio na sobie.

— Nie przepraszaj. Chodź, pójdziemy się przebrać. Dam ci swoje ubrania — oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu, tonem swojego ojca, czego oczywiście nie znosił w sobie. Krwi jednak się nie oszuka. Niektóre rzeczy na zawsze były ze sobą splątane. — Mieszkam kilkanaście minut stąd, spacerem. Zresztą, nie chciałbym, żebyś zabłądził w głąb kniei. Mamy plagę potworów ostatnio za płotem.

Podniósł się i gestem podciągania zachęcał do tego również Neila. Warownia rzeczywiście leżała całkiem niedaleko kniei, właściwie dzielili z nią granicę, w pewnym miejscu sad zmieniał się w las i wtedy należało uważać, gdzie stawia się kroki. Warownia, o której wspominał Morpheus też nie była tym, czym brzmiała. Po prostu teren Longbottomów był tak najeżony zabezpieczeniami, że Neil mógł stać naprzeciw głównej bramy i by jej nie zobaczył. Morpheus nie zapraszał nigdy nikogo do posiadłości, ledwie wspominał, że mieszka w Dolinie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#15
12.02.2024, 16:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2024, 21:27 przez Neil Enfer.)  
Zapachy nie miały znaczenia, mokro i zimno również, gdy Morpheus był przy nim i dawał mu wszystko czego potrzebował. Wtulał się w niego z zamkniętymi oczyma próbując nie myśleć o ledwo oszukanej śmierci i o tym, że w ciągu ostatnich kilku dni popełnił tak wiele błędów. Jednak to nie one teraz mieszały w jego głowie.
Za każdym razem gdy go widział, gdy o nim myślał dopadały go nadzieje z rozterkami, szczęście i przykre wspomnienia. Dalej jednak wierzył w jego słowa. To wszystko minie, znajdzie się ktoś inny, tylko czy będzie w stanie odpuścić mając go tak blisko siebie na każdym kroku? Nie lubił swojego niedoświadczenia, ale niestety niewiele mógł z nim zrobić.
Westchnął spokojnie na jego polecenie. Nawet nie miał zamiaru się sprzeciwiać, znów polegając na starszym mężczyźnie, który w wielu przypadkach wiedział lepiej.
-Bezpieczniejszej okolicy na życie nie mogłeś wybrać?-zaśmiał się cicho pod nosem, patrząc na niego z dołu, gdy stał przed nim, jak bój wyciągający rękę do grzesznika, dając mu kolejną szansę na wybawienie, choć zaprzepaścił wiele innych. Podniósł się, trzymając się go, żeby nie stracić równowagi przez nerwy i lekkie osłabienie. Szybko jeszcze zabrał resztki swoich rzeczy z końca pomostu i mogli iść.
Czuł rosnąca ekscytację. Gdyby nie dzisiejsze wydarzenia czy kiedykolwiek byłoby mu dane odwiedzić Morpheusa w jego własnym domu? Do tej pory mu się to nie udało. Zerkał na niego na trasie, rozglądał się dookoła i z ulgą przyjmował to, że im dalej od wody tym spokojniej się czuł. Wiatr również nieco zelżał nie ciągnąć od otwartej przestrzeni. Strach i nienaturalny spokój sprzed kilku chwil teraz wydawały się być wyolbrzymioną kreacją zmęczonego podróżą umysłu.
-Szkoda, że mój dziennik przepadł. Będę musiał wszystko przepisywać na nowo.-wyżalił się cicho, chcąc zaczepić o coś myśli, by nie milczeć i nie pogrążać się w coraz to dziwniejszych myślach. Myślach które zdecydowanie błądziły po nieznanej przyszłości która miała zaraz nastąpić. Dom Morpheusa, jego ubrania, jego zapach dookoła. Musiał się pilnować, nie chciał go rozczarować, jak ostatnim razem.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (2406), Neil Enfer (2482)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa