- Tak, rozumiem, rozumiem. - Przynajmniej próbowała zrozumieć, ta rozmowa brnęła w dziwnym kierunku, sama zaczęła się w niej gubić, a rzadko kiedy wątpiła w bystrość i jasność swojego umysłu. Zdenerwowanie Camerona najwyraźniej oddziaływało również i na nią, niedobrze. Jeśli we dwójkę stracą nad sobą panowanie, to może skończyć się źle. Tak, czy siak jakoś powinni sobie poradzić, jak zawsze, przynajmniej ona w to wierzyła, on wydawał się być coraz mniej przekonany.
- Czy mam ci przypomnieć, że wspinałeś się dla mnie na pal, jakieś dziesięć razy? - Ciągle próbował ją zadowolić, ale ona wcale nie miała takich wielkich wymagań. Trochę też poniosło ją z tą ilością prób, ale Lupin wykazał się wtedy ogromną determinacją, wiele to dla niej znaczyło, chociaż nie wiedziała, czy faktycznie było potrzebne, bo jego dłonie na tym ucierpiały, a musiały być w idealnym stanie, żeby mógł leczyć innych. - Kiedy ja naprawdę lubię twój pokój. - Nie widziała nic złego w spędzaniu tam czasu, może i jego rodzeństwo czasem pojawiało się w nim bez zapowiedzi, z początku było to irytujące, ale z czasem stało się nawet zabawne. - Nie powiem, pomysł sam w sobie nie był najgorszy, tyle, że najwyraźniej ktoś się domyślił, że nie powinno nas tutaj być. - Co wcale nie było takie zaskakujące, w końcu wszyscy znali Heather, na pewno ktoś się kapnął, że nie była zaproszona. - Tylko spokojnie, doceniam to, co zrobiłeś, naprawdę Cami, może zupełnie niepotrzebnie, nie to jest teraz istotne. Najważniejsze, że jesteśmy w tym razem, a razem nigdy nie stanie się nam żadna krzywda. - Wood brzmiała naprawdę pewnie w tym, co mówiła. Złapała Lupina za dłoń i delikatnie ją uścisnęła. Nie było już odwrotu, musieli sobie z tym poradzić.
- Jestem pewna, że niczego nie będę żałować. - Chciała, żeby zrobili to w ten sposób, jaki wybrał. Nie zamierzała kwestionować jego planu, mimo, że nie było to do końca zgodne z jej naturą, dla Camerona jednak była w stanie odrzucić swoje przyzwyczajenia i dostosować się do jego decyzji.
Wydawało się, że zbliża się moment egzekucji, muzyka, jakby się uspokajała, kobiety o których mówił Cameron nie dawały za wygraną, jeszcze chwila, moment i będą mieli to za sobą.