Czy Dora go pocieszyła swoimi słowa? Odrobinę. Przynajmniej wiedział, że nie była to jej pierwsza akcja, ale nadal będzie czuł za nią odpowiedzialność. Zwykle pracował sam, albo wydawał rozkazy swoim ludziom, ale nigdy nie współpracował w akcji z alchemikami, czy też zielarzami. Martwił się, że może coś pójść nie tak i dziewczynie coś się stanie pod jego okiem. Tę lekką paranoje wywołały u niego informacje od Colette, z którą rozmawiał jeszcze nie tak dawno temu. Miał jednak nadzieję, że była to bzdura, a ludzie, którzy tu zginęli po prostu mieli pecha. Tymoteus zwariował, bo nie uratował przyjaciół, a im nic się nie stanie. Byli wyszkoleni, Brenna i Vincent nie raz byli razem w tarapatach i zawsze wychodzili cało.
– Po prostu trzymaj się blisko – mrugnął do niej, a potem spojrzał na Paskudę, która zaczęła się rządzić. Uśmiechnął się nawet pod nosem, ale nie skomentował tego. Pełne skupienie i współpraca. Musiał nauczyć się współpracy, aby nie pakować ich w tarapaty, nie? Zmacał kieszeń, gdzie były papierosy i westchnął. Z tylnej kieszeni spodni wyjął gumę do żucia i wsunął ją do ust. Cokolwiek, aby zająć swój nałóg. Guma miała smak tytoniu, ale nie pomagała tak dobrze jak uzależniające papierosy.
Skinął głową Brennie. Nawet cieszył się, że mógł zamykać ten ich nieszczęsny pochód. Martwiło go trochę to, że ostatni ludzie, którzy tu byli nie wrócili, a właściwie to wrócił tylko jeden obłąkany człowiek. Trzymał się jednak pozytywnych myśli. Ciągle sprawdzał kieszenie swoich spodni w poszukiwaniu papierosów. Nie chciał tutaj palić, ale myśl, że one tam są uspokajały go. Wkurzała go ta słabość, ale mógł rzucić w każdym momencie, prawda? Kiedy tylko mu się za widzi po prostu przestanie. Było to bardzo możliwe, prawda? Był silny, prawda?
Puścił Menodorę przodem i wsunął się zaraz za nią do środka. Schylił mocno głowę, ale z każdym krokiem sufit piął się w górę, aż w końcu mógł iść wyprostowany. Było to dziwne i zauważył to w tym samym momencie co Brenna. Tunel był dziwny, był nienaturalny. Miał okazję być w wielu jaskiniach i zwykle szedł w nich schylony, aby nie zaryć głową o sklepienie. Teraz szedł wyprostowany. Spojrzał na swoją partnerkę, ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć nadepnął na monetę. Zmarszczył brwi i schylił się po nią.
– Dziwne – mruknął pozwalając zerknąć Dorze na jego znalezisko. Ruszył dalej, aby nie tracić metrów w odległościach od pozostałych. – Jest stara – powiedział do dziewczyny i podsunął jej monetę. – Ciekawe ile osób było tu przed nami.