- Podejdę do ciebie po tańcu. Weź dla mnie kawałek tortu – poprosił pannę Bones, a potem skupił pełną uwagę na drugiej towarzyszce. - Zaczynają grać. Seraphino? – ujął ją za rękę i odprowadził na parkiet.
Steward tańczył nieźle, choć raczej nie tak by zostać królem parkietu. Jeśli Seraphina była w nastroju na rozmowy, zagadywał do niej, jeśli nie była – bo pochłonęły ją własne myśli – nie naciskał, uznając, że najwyraźniej potrzebowała dłuższej chwili dla siebie. Po wszystkim odprowadził ją, gdzie chciała, skłonił się szarmancko i, zgodnie z obietnicą, wrócił do Mavelle (no, chyba że Seraphina chciała wrócić razem z nim, wtedy wrócili razem).
- I jak? Dobry jest ten tort? – zapytał, biorąc swój talerz. Kontrolnie rozejrzał się za czymś do picia. Może tym razem mniej alkoholowym i nieszczególnie słodkim. – Słyszałem, że to dzieło Nory. To forma autopromocji jej klubokawiarni, przyjacielskiej przysługi dla Brenny i Erika czy coś jeszcze? – zagaił.