Rozliczono - Aidan Parkinson - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Noc z 19 na 20 marca 1972
Zaczarowane Różności, Penny & Aidan & Stanley
Wzięła sobie do serca ostrzeżenie, które usłyszała od Aidana. Podeszła do tego tematu na poważnie. Zależało jej na tym, żeby jakoś zabezpieczyć sklep. A nawet nie tyle jakoś, co naprawdę porządnie. Tak, żeby nie zdołali zniszczyć tego, na co wyłożyła wszystkie swoje pieniądze. Dwa kolejne dni (oraz noce) przeznaczyła na to, żeby całość zaplanować. I następnie wprowadzić w życie. Udało jej się uzyskać też pomoc od dawnego nauczyciela, który zwrócił jej uwagę na pewne aspekty… i przede wszystkim zachęcił do eksperymentowania.
I to właśnie całe te eksperymentowanie doprowadziło do obecnej sytuacji.
Zdenerwowana nie była w stanie powstrzymać się od obgryzania paznokci. A na Merlina! Próbowała trzymać palce z daleka od ust. I nawet jej się to udawało – przez chwilę. Raz dłuższą. Raz krótszą. Zawsze zakończoną tym samym. Palce wędrowały w niewłaściwe miejsce.
Matka by ją za to zdzieliła po łapach.
Krążąc po sklepie, czekała aż Aidan pojawi się na miejscu. Bo kogo innego miała poprosić o pomoc w sytuacji takiej jak ta obecna? Możliwości było tyle co kot napłakał. A ona bardzo, ale to bardzo nie chciała trafić do Azkabanu. Albo jakiegoś innego więzienia. Gdzie właściwie zamykali czarodziejów, którzy zabili kogoś przypadkiem? Zupełnie niechcący? Po prawdzie to nie do końca wiedziała. Cokolwiek jednak wchodziło w grę – nie zamierzała w taki sposób skończyć.
Była młoda. Całkiem ładna. I miała przed sobą jeszcze całe życie!
Mogła wiele osiągnąć.
Tym razem drzwi nie zaskrzypiały. Nie mogły, bo w zasadzie… nie do końca spełniały swoją funkcje. Smętnie wisiały na jednym zawiasie. Uchowały się chyba tylko cudem. Miały znacznie więcej szczęścia, niż znajdujące się blisko nich meble. Albo raczej – ich pozostałości. Osmalone. Kompletnie zniszczone.
A do tego jeszcze ta nieszczęsna dziura w ścianie oddzielającej sklep od zaplecza. Naprawdę nie rozumiała jak do tego doszło! To nie powinno mieć miejsca. Dlatego też co jakiś czas w tym kierunku spoglądała. Starała się jakoś to wszystko połączyć. Dlaczego doszło do wybuchu? Dlaczego tak silnie to wszystko zadziałało? Dlaczego ten cholerny nokturniany szczur, zalegał jej teraz na podłodze?
Brakowało tylko ciekawskich przechodniów, którzy zajrzeliby do sklepu.
Dobrze, że godzina była późna. I całemu temu zajściu nie towarzyszył hałas na taką skale, żeby postawić na nogi część Magicznego Londynu. Albo może i jego całość?
- Aidan! – krzyknęła, kiedy znajoma postać zjawiła się na miejscu. Poderwała się ze stołka, na którym do tej pory siedziała. Z miejsca rzuciła się w kierunku chłopaka. – Janaprawdęniechciałamgozabić! – wyrzuciła z siebie z prędkością, której obecnie nie były w stanie osiągnąć nawet najbardziej wypasione miotły wykorzystywane przez zawodowych graczy w quidditcha. – Nie wiemcosięstało. – dodała jeszcze, łapiąc go za rękę i ciągnąc w kierunku mężczyzny, który leżał prawie na samym środku sklepu. Martwy? Może. Nieprzytomny z pewnością. I w sumie, to również całkiem nieźle poturbowany. Niezła robota. Aż wypadałoby Penny pogratulować, bo osiągnąć taki efekt, to całkiem spory wyczyn.