Wcześniej trochę się o nią martwił, gdy została wrzucona w zupełnie nową dla siebie sytuację, ale teraz po prostu nie mógł oprzeć się odrobinie rozbawienia. Nie dziwiło go zresztą, że się przejęła – znał ją na tyle, by wiedzieć, jak strasznie nie lubiła przegrywać.
Pewnie gdyby wiedziała, że ujdzie jej to na sucho, transmutowałaby mu podłogę pod nogami.
- W porządku, w takim razie drinki – oświadczył z udawaną powagą, razem z nią ruszając do baru, by odebrać swojego darmowego drinka. Podsunął go Ginny, sam biorąc dla siebie i drugiego - możliwe, że ostatniego tego wieczora, bo nie chciał, aby zaczęło mu nadmiernie szumieć w głowie. Ale na tego zasłużył: ten pierwszy, który wypił, był na początek zabawy (i jak się okazało na znieczulenie), ten drugi nagrodą za przetrwanie tanecznego konkursu. Popijał alkohol, przez moment milcząc i dając kobiecie trochę czasu, aby ochłonęła.
– To co? – spytał, kiedy połowa drinka znikła, na parkiecie znowu zaczęło roić się od ludzi, światła ponownie szalały po całym pomieszczeniu, a gdzieś przy scenie w ramach jakiejś mugolskiej, chemicznej sztuczki, coś iskrzyło (co nie robiło na Cathalu wrażenia, wszak takie iskierki dało się wyczarować jednym machnięciem różdżki…). – Chcesz iść na parkiet, czy wolisz po prostu wyjść i przejść się po Londynie? – zapytał, bo mimo całego rozbawienia, jakie odczuł widząc, jak mocno dotknęła ją przegrana, nie chciał przecież, żeby tego wieczoru wróciła do obozu zła jak cały świat, z poczuciem straconego dnia.
Z głośników tymczasem płynęła kolejna piosenka:
What's that playin' on the radio?
Why do I start swayin' to and fro?
I have never heard that song before
But if I don't hear it anymore