Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym;
Nie wchodźcie cicho do tej dobrej nocy.*
Zamrugał powiekami i jęknął, czując nieprzyjemne mrowienie w ręce. Czy to efekt magii ostrza? Przetoczył się, niczym foka na lodowym brzegu, na plecy, a później podniósł zdrętwiałe ciało do siadu i rozpalił światło swojej różdżki. Rozejrzał się z lekką paniką w głowie, nie bardzo orientując się przez chwilę, co się dzieje. Masował obolałą rękę, sprawdził stan głowy i z ulgą stwierdził, że nigdzie nie było krwi. Wspomnienia napłynęły gęstą mgłą, mrożącą krew w żyłach, świadomość wniknęła w niego boleśnie. Prędko sprawdził najbliższą leżącą osobę, ale widział wyraźnie unoszące się w oddechu klatki piersiowe. A później ujrzał podest, nóż i łańcuch.
Zrobił krok w stronę podestu, gdy już podniósł zziębnięte ciało. Skórę pokrywała gęsią skóra, włoski na karku jeżyły się, chociaż nie mógł stwierdzić, czy to przez obcowanie z artefaktem czy przez pierwsze oznaki hipotermii. Dotknął nieświadomie swojej twarzy i dopiero gdy nie wyczuł krwi na policzkach, jak ostatnim razem, gdy przechodził przez lustro, zauważył, że to zrobił. Szorstkość siwiejącego zarostu, który podrażnił jego palce, sugerowała mu, że zdecydowanie minęło więcej czasu, niż spędził we śnie. Zarost rósł mu bardzo szybko i w tydzień był w stanie zapuścić krótką brodę, co sprawiało, że golił się zwykle tuż przed wyjściem z domu. Fakt, że zrobił tak samo, a teraz już nosił więcej, niż cień, pospieszały w akcji.
Rozdarty, przez obecność reszty grupy, postanowił zrobić to, co umie najlepiej. Wróżyć.
Otworzył talię i poszukał karty Wisielca. Niektórzy nazwaliby to zbędnym marnotrawieniem czasu, ale palce Morpheusa poruszały się szybko; w kwestii kart był jak rewolwerowiec, karty prędko znalazły się w jego dłoni, a przetasowanie to tylko ułamek sekundy; Nie wybrał pierwszej z brzegu, nie potrzebował losowej wskazówki. Zamiast tego otworzył karty koszulkami do dłoni. Stara talia rozsunęła się z bliskim mu, przyjacielskim, pocieszającym szelestem niemal, w wachlarz; nosiła wyraźne ślady użytkowania, należała do tych talii, które można kupić za kilka funtów na straganach i księgarniach, nic wyszukanego i wyjątkowego. Mężczyzna, zwisający z drzewa za kostkę, Odyn w oczekiwaniu na wiedzę, czekał na niego. Wisielec oznaczał przeczekanie, bierność, ale też trwanie pomiędzy wyborami. Dlatego spojrzał na dwie karty, flanki Wisielca, prawą i lewą, prawą jako wskazującą na prawidłowe działanie, a lewą na działanie odradzane mu przez talię.
Zajęło mu to może minutę, zapewne mniej.
Zrobił kolejny krok w stronę noża, w końcu to po niego tutaj przyszli, nie zamierzał więc udawać, że jest inaczej. O, pijani bogowie rzezi, to ja, twój ukochany syn.
Z lekką niepewnością spojrzał w przyszłość, chcąc ujrzeć swoje wybory, konsekwencje podjętych decyzji, to, co się wydarzy, jeśli sięgnie po nóż, jeśli spróbuje zniszczyć zaklęciem łańcuch. Co, jeśli spróbuje rzucić zaklęcie rozproszenia na śniących? Czy usmaży im mózgi? W końcu, czego muszą się obawiać. Co jeszcze kryje się w ciemnościach? Poruszał się za zasłonę rzeczywistości rozmytym spojrzeniem, będąc tu i teraz oraz tam, w przyszłości jednocześnie, mając nadzieję, że tego co nadejdzie, nie ukrywał mrok.
Sukces!
Widząc, że gdy sięgnie po nóż, ktoś więcej się obudzi, nie zwlekał. Skrócił dystans pomiędzy sobą a nożem i wziął do ręki ostrze wypełnione śmiercią, jakby był to zwykły kawałek metalu, którym zaraz pokroi chleb. Jakby ta metafora nie nosiła śladów ostatniej wieczerzy w domyśle.
*Fragmenty wiersza Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy Dylana Thomasa
Korzystam z przewagi Wróżenie, aby określić najkorzystniejszą akcję mojej postaci, poproszę o podanie mi prawej i lewej karty
Spoiler