Znałem legendy o tym statku. Wypływał i mnie również kusił do eksploracji, ale jutro była Litha. Miałem rodzinne obowiązki i nie mogłem zniknąć na pół dnia, a może nawet na cały by bawić się w poszukiwacza tajemnej magii. Avelina również nie będzie się bawić w poszukiwacza zaginionych dzieci. Kategorycznie jej tego zakazałem, ale obawiałem się, że mnie nie posłucha i dokładnie to napawało mnie jeszcze większą wściekłością.
Na domiar złego nie byłem w stanie teraz udawać przed Imogen, że wszystko jest w porządku, więc jej burknąłem, że był ciężki dzień w pracy, coś tam o nadgodzinach i zniknąłem, właściwie uciekłem przed nią do ogrodu poćwiczyć, zamiast to zrobić w naszej sypialni. Odziany w wygodne spodnie i koszulkę, wpatrywałem się w słońce przebijające się ostatnimi siłami przez gromadzące się chmury. Jak nic znowu będzie padać, o ile nie spadną na nas - bądź na mnie - gromy. Zgrzany i spocony miałem chwilę przerwy, chwilę wytchnienia, choć na dobrą sprawę miałem ochotę dojechać siebie ostro. Może tak do utraty sił? Tylko że pogoda na bank mi na to nie pozwoli.
Pewnie zacząłbym kolejną serię pompek, gdybym nie ujrzał Ojca. Dziwne, paskudne uczucie rozlało się po mnie, wywracając wszystkie moje wnętrzności do góry nogami i je jednocześnie zabijając, wysuszając, krusząc. Tak, takie to było uczucie. Stres, spięcie. Wolałem rozmowy przy świadkach...? Tylko że już nie mogłem liczyć na wsparcie Vespery w tym domu. Niestety, wybrała innego mężczyznę aniżeli własnego brata, bliźniaka z krwi i kości. Zostawiła mnie samego, więc musiałem porozmawiać z tatą sam, bo Ulyssesa to też jak zwykle nie było w domu.
- Tato... Czyżbym nieświadomie zabrał ci kąt do rozmyślań? - zapytałem, ocierając zewnętrzną częścią prawej dłoni pot z czoła. Mogłem wyglądać niedostatecznie dobrze, niewystarczająco poprawnie, ale potrzebowałem tej chwili samotności, chwili dla siebie.