• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[12.07.1972] Over and under | Victoria, Rodolphus

[12.07.1972] Over and under | Victoria, Rodolphus
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#11
03.03.2024, 08:44  ✶  
Skinął głową na znak, że rozumie. I nawet pochwala, chociaż tego nie powiedział. Ale dało się to wyczytać z jego postawy. Victoria wystarczająco dość się wycierpiała, by znowu powierzać swój los w obce ręce. Zwłaszcza jeśli miały to być ręce, które nie do końca wiedziały, co robią.
- Nie dziwię się - powiedział w końcu, przesuwając wzrok na biblioteczkę. Łapał ostrość na książkach, wyłuskiwał poszczególne tytuły. Segregował je w myśli, odtwarzał to, o czym były i czego dotyczyły. Skupiał się, bo przecież wcale nie miał pewności, że to, co powie, jakkolwiek odciągnie uwagę któregokolwiek z Lestrange'ów od tego, co aktualnie działo się z Victorią. W teorii powinno, bo był mężczyzną, od lat zaręczonym z jedną kobietą, a oczekiwania co do przedłużenia rodu każda głowa rodziny miała takie same: ogromne. Ale z drugiej strony nie należał do głównej linii, nie był nikim na tyle ważnym, by być może przyćmić to, co działo się z kuzynką. Dbał o to od czasów nastoletnich - by pozostać na boku, niezauważony, żyć swoim życiem i przeć własnym torem, powoli do celu.

Gdy Victoria zadała swoje pytanie, westchnął. Nie do końca wiedział, jak to ubrać w słowa, bo sam tkwił w zawieszeniu i nie był pewny, co właściwie się stało. Ale fakt był jeden: coś się stało i nie był w stanie tego dłużej ukrywać.
- Istnieje szansa, że... Bellatrix zerwała zaręczyny - powiedział w końcu ostrożnie, powracając wzrokiem do kuzynki. Jeżeli spodziewała się, że zobaczy u niego coś na kształt żalu, skruchy, być może wstydu - to musiała obejść się smakiem. - Sam nie jestem pewny tego, co zaszło, ale nie odzywa się do mnie odkąd teleportowała się z mojego mieszkania po kłótni. Która jednoznacznie wskazywała na to, że kończy znajomość. Nie wiem, czy dam radę długo to ukrywać, ludzie lubią zadawać pytania. Możliwe, że ich uprzedzę, wyprzedzę pewne plotki, jeżeli tylko istnieje szansa, że na chwilę dadzą ci spokój.
Bo przecież jeżeli byłoby to bezcelowe, jeżeli uwaga rodziny wciąż kręciłaby się wokół Victorii, to po co miałby to robić? Nadal zdawkowo odpowiadałby na pytania, wzruszał ramionami czy po prostu zmieniał temat. Tak, jak robił to do tej pory.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
04.03.2024, 20:29  ✶  

Oboje wiedzieli jak to jest – kiedy to rodzice układają ci życie, a ty masz do powiedzenia tak naprawdę niewiele. Victoria spała na pieniądzach i cóż z tego? Wiedziała doskonale, że przez całe swoje życie, że i tak zostanie wciśnięta jakiejś rodzinie i mężczyźnie, którego nawet nie będzie chciała. I w obu przypadkach nie chciała, a jednak w tym drugim… pogodziła się z tym, bo polubiła tego, którego miała poślubić. A nawet więcej, niż polubiła… Ale przechodziła przez to dwa razy i nie zamierzała ani razu więcej. Miała tyle problemów, że nie planowała zajmować się jeszcze tym, żeby mamusia była zadowolona. Bo to była tylko mamusia – sama też nie była z głównej linii rodu to i naciski były trochę mniejsze. Ale nikt, kto miał głowę na karku, nie chciał, by kierowano jego życiem za niego. Dlatego na oszczędne słowa Rodolphusa kiwnęła ledwie zauważalnie głową. Tak, rozumiał jak to jest – tak przynajmniej uważała, gdy mu się przyglądała. Nie patrzył na nią, tylko błądził spojrzeniem gdzieś zupełnie indziej.

– Istnieje szansa? – zapytała, gdy jego słowa wybrzmiały. Co to niby miało znaczyć, ze istniała szansa, nie wiedział? Z drugiej strony i jej Sauriel robił jakieś dziwaczne wybiegi, by ostatecznie bez słowa ostrzeżenia wymusić na ojcu, by zerwał ich zaręczyny. I oto była tutaj, w mieszkaniu na alei Horyzontalnej, siedząc naprzeciwko kuzyna. Nie spodziewała się po nim niczego konkretnego, sama była raczej zaskoczona głównie jego niepewnością. – Nie sądzę, że dadzą mi spokój. Jestem pieprzonym wybrykiem natury – powiedziała cicho po chwili. Po ty, gdy wylazła z Limbo żywa, stała się popularna, rozpisywano się o niej w gazetach… Może nie była tak bardzo na świeczniku jak skandaliczne bliźniacze rodzeństwo Lestrange, ale nadal… Ludzie zwracali na nią uwagę. I prędzej czy później wieść o tym, że rozstała się z narzeczonym, też trafi do szerszej publiczności. Bardziej chodziło tutaj o rodzinę… Ale nie była wcale przekonana, że dadzą jej spokój. Raczej spodziewała się, że będą jednakowo męczyć i ją i Rodolphusa. – Ale jak to nie jesteś pewien… Nie dostałeś jednoznacznej i oficjalnej informacji? Wasi rodzice nic nie wiedzą? – zapytała, patrząc badawczo na czarnowłosego. – Nie próbowałeś się z nią od tamtego czasu kontaktować? – dodała z namysłem.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#13
04.03.2024, 21:29  ✶  
Lestrange skrzywił się wyraźnie. Nie podobały mu się słowa Victorii. Być może po wizycie w Limbo, o której mówiła w Proroku, zmieniło się jej całe życie, ale nie uważał, by powinna tak o sobie myśleć. A co dopiero mówić. Rodolphus nachylił się lekko, łokcie opierając o swoje uda. Miał poważną minę, co akurat w jego przypadku niewiele zmieniało.
- Powiedz tak jeszcze raz o sobie, a przysięgam że pierwszy raz w życiu uderzę kobietę - powiedział cicho, lustrując kuzynkę wzrokiem. Raczej nie żartował, ale równocześnie raczej było wątpliwe, że podniósłby na nią rękę. Nie we własnym domu, nie podczas takiej rozmowy i nie w takiej sytuacji. Ale z jego słów jasno wynikało, że nie zgadza się z opinią Victorii na temat siebie samej.

- Nie, nie wiedzą. Nie, nie kontaktowałem się - odpowiedział spokojnie, kończąc zdanie cichym westchnięciem. Czyli nie pomoże. Cóż, nikt mu przynajmniej nie zarzuci, że nie próbował i miał ją w dupie, prawda? Przynajmniej pół punktu zarobił na tym spotkaniu. A to zawsze coś. - I to jest właśnie coś, o co chciałem cię zapytać.
Chyba nie było dla nikogo z rodziny tajemnicą, że Rodolphus nie był najlepszy w relacjach międzyludzkich. Trzymał się z boku, potrafił jednocześnie przyjść na bankiet i zachowywać się tak, jak należy. Podtrzymywał konwersację, uśmiechał się czasem. Ale widać było, że to nie jest coś, w czym się czuje dobrze. Że udaje, a najchętniej wróciłby z powrotem do Ministerstwa, do tego co robił w Departamencie Tajemnic. Albo do domu, żeby nie musieć słuchać plotkowania bab z całej okolicy. To, że umiał się zachować nie oznaczało, że potrafił wyłuskać z ludzkich emocji jakiś sens.
- W teorii powinienem o nią zawalczyć, prawda? Ale widzisz... Rzuciła mi w twarz słowami, że mi już nie ufa. A potem po prostu się teleportowała z mojego mieszkania i od tego czasu milczy, co jest jednoznaczne z końcem. Była jedyną osobą, która cokolwiek dla mnie znaczyła, której ufałem. Nie potrafiłbym na nią znowu spojrzeć, nie teraz, nie za miesiąc, pewnie nie za rok. Nie chcę dzielić życia z osobą, która twierdzi, że mi nie ufa. Jedyne, czego chcę, to przejść ten proces jak najmniej boleśnie, jeśli chodzi o rodziców. I tu mam problem - nie chciał mówić, że Victoria miała większe doświadczenie w tego typu rozmowach, bo to by było bezczelne, nawet jeżeli to była prawda. Jego kuzynka przechodziła jednak przez ten proces aż dwukrotnie, chociaż tym drugim razem chyba oberwała. Sam wolałby tego uniknąć. Stąd rozmowa. - Powinienem unikać tematu? Poinformować ojca? Czy pozwolić, żeby wszystko rozpłynęło się jak poranna mgła? W końcu to wyjdzie na jaw, prędzej czy później. Mam uprzedzić fakty? Mimo wszystko nie chcę, żeby ktokolwiek miał o niej złe zdanie, nawet jeżeli wbiła mi nóż w serce. Może powinienem wziąć winę na siebie?
Nie mówił Victorii wszystkiego, bo nie mógł. Ale powiedział tyle, ile powinna wiedzieć. To był z jego strony koniec - Robert miał pod dachem kobietę, która mu nie ufała, i prawie doprowadziła do jego upadku. Nie chciał popełniać jego błędów. Jednocześnie nie chciał rzucać Black na pożarcie jednej i drugiej rodziny. Ze względu na to, co ich łączyło, chciał ją jakoś przed tym ochronić.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
05.03.2024, 00:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.03.2024, 00:53 przez Victoria Lestrange.)  

Powinna się przejąć jego słowami, prawda? Powinna zareagować, oburzyć się, cokolwiek.

Ale było jej tak bardzo kurewsko wszystko jedno. I było to widać. Nawet uśmiechnęła się kpiąco.

– Spróbuj. Zobaczymy co się stanie wtedy – czy go prowokowała? Może trochę. Może sama miała ochotę dać upust swojej nazbieranej na cały świat złości; te demony, zamknięte w ciemnym pokoju już nie tylko drapały pazurami o drzwi, one próbowały jej wyważyć. – Ale zaręczam ci, że wedle wszelkich znanych prawideł powinnam być martwa. To, że nie jestem… – to prawdziwy cud i zagadka. Gdy na Polanie Ognisk rozpoczęło się pogodowe piekło, leżała głową w rytualnym ognisku, a później, gdy drzewa korzeniami w górę pojawiły się tam znikąd, a wichura zaczęła pustoszyć Dolinę Godryka, zawisła na jakiejś gałęzi i nieprzytomna, wystawiona na wicher, w zimnie, wisiała tam kilka godzin, nim nie ściągnięto jej i reszty Zimnych nad ranem. Wtedy myśleli, że ta czwórka jest martwa. A nie byli. Z tego okresu Victoria pamiętała tylko niekończący się, rozrywający ciało… i duszę… ból.

Ostatecznie kobieta wzruszyła ramionami, nie kończąc przerwanego przez siebie zdania.

Obserwowała go, gdy mówił. Gdy wyrzucał z siebie całą tę zagmatwaną sytuację, gdy może celowo, a może zupełnie przypadkowo, wysuwał na dłoni, całkiem nieśmiało, te wszystkie swoje skrywane uczucia, emocje.

– Uczucia to bardzo skomplikowana sprawa – powiedziała w końcu, jakby nie usłyszała jego pytań. – Może ci się wydawać, że to tyle, że czujesz pustkę, że ci obojętnie, a potem położą cię na kolana w najmniej oczekiwanym momencie – postukała paznokciami o szklankę, a ostatecznie zmarszczyła czarne brwi, upiła kolejny łyk i odłożyła ją na stolik, nadal w połowie pełną. Splotła ze sobą dłonie, wpatrując się w Rodolphusa, ważąc w głowie to, co jej powiedział. – Wiesz co zauważyłam? Że mnóstwo problemów pomiędzy ludźmi bierze się z tego, że ze sobą nie rozmawiają. Rzucają jakimiś półsłówkami, skrótami myślowymi. Potem powiedzą coś w złości. Potem są zbyt dumni, żeby odezwać się do drugiej osoby i przynajmniej sprawę wyjaśnić, by wiedzieć, tak na pewno, na czym stoją. I mają tendencje do wieszczenia apokaliptycznych wizji – czy mówiła z własnego doświadczenia? Takiego związkowego, z mężczyzną, który nauczony był tego, by nie otwierać się przed drugą osobą? A i owszem. – Bardzo to dojrzałe z jej strony swoją drogą. Rzucić idiotycznym, bolesnym tekstem i podwinąć ogon. Zupełnie jakby szukała atencji. Niektóre kobiety tak robią, zwłaszcza gówniary – stwierdziła i prychnęła, dając Rodolphusowi chwilę na oddech, a sama znowu jednak sięgnęła po wodę. Tak naprawdę to po to, by zebrać myśli. – Możesz tego chwilę unikać, żeby dać sobie trochę czasu, by się sprawa uleżała. Ale nie dasz rady w nieskończoność. W końcu cię o nią zapytają i będziesz musiał ściemniać, a może ona sama coś wygada pierwsza… Jeszcze ci zarzucą nielojalność rodzinie czy inną głupotę. Na pewno nie wolisz spróbować się z nią spróbować skontaktować? To może być głupie nieporozumienie, nie wiem… Miała okres, albo coś – może nie powinna tego do tego sprowadzać, może powinna to powiedzieć mniej bezpośrednio i delikatnie, ale była obecnie w takim nastroju, że niekoniecznie miała ochotę się gryźć w język. – Jeśli jesteś pewien, że to koniec… Nie bierz całości na siebie, nie warto – za kobietę, która nie miała jaj porozmawiać jak człowiek? Czuł coś do niej, słyszała to w słowach, jakich używał. Nie znała całej sytuacji i nawet nie próbowała udawać mądrzejszą niż jest. Ot… Sama próbowałaby porozmawiać. Ba. Korzystała z własnych rad i chociaż nie miała już narzeczonego, to przynajmniej… rozmawiała z nim. Widziała się z nim… Choćby dwa dni temu. Może to było głupie, ale czuła, że nie chce go zostawiać w takim stanie, w jakim był, nawet jeśli wymusił zakończenie tych oficjalnych spraw pomiędzy nimi.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#15
05.03.2024, 10:06  ✶  
Nie skomentował. Po prostu się na nią spojrzał i zacisnął szczęki, kręcąc odrobinę głową, jakby chciał powiedzieć "nie". Co za baba... Czy wszyscy w jego rodzinie musieli być tacy uparci? Niestety, w pewnych kwestiach to chyba była nie kwestia wychowania, a genów. Zdecydowanie nie dało się ich podrobić: nikogo z nich.
- To, że nie jesteś, to być może cud. A być może druga szansa, jeżeli uda się to opanować - odpowiedział cicho, bo przecież powinna według wszelkiej logiki być martwa. Ale nie była. Może faktycznie dostała tę mityczną drugą szansę. Tylko z drugiej strony... Co to było za życie? Puste, martwe w środku. Victoria była pod najlepszą opieką, jeśli chodziło o ten przypadek. Wierzył jednak, że Ministerstwo nie do końca robiło wszystko, co w jego mocy. Ta instytucja była zepsuta do szpiku kości, prędzej pozwoliłaby jej umrzeć, niż by jej pomogli, jeżeli mieliby nagiąć odrobinę zasady. Ale niestety w tej sprawie miał związane ręce - zajmował się badaniem mózgu, nie ciała czy duszy.

Oczywiście, że nie odpowiedziała mu na jego pytania. To by było za proste, prawda? On sam to robił. Merlinie, to było irytujące. Ale czy skoro już się zorientował, że zachowuje się identycznie jak kuzynka, to zamierzał zmienić swoje zachowanie? Absolutnie nie. Jego twarz jednak wykrzywił lekki grymas, gdy padło słowo gówniara. Być może Bella się właśnie tak zachowała i być może to było nazwanie rzeczy po imieniu, ale cholera - miał dobrą pamięć. Przecież do tej pory wszystko było dobrze, darzył ją naprawdę silnym, głębokim uczuciem. To, że go potraktowała tak a nie inaczej nie oznaczało, że pozwoli ją obrażać. W tym Victoria miała rację: uczucia i emocje były cholernie skomplikowane. Bo przecież sam ją wyklinał w myślach, lecz gdy robił to ktoś inny, to stawał okoniem, jeżył się i denerwował. Czuł gniew, już nawet nie irytację. A przecież zraniła go dogłębnie i powinien czuć wyłącznie obrzydzenie, chęć zemsty. Tylko że to tak nie działało. Gdyby to działało w ten sposób, to w ogóle by nie było tej rozmowy między nim a Victorią. Sam by podjął decyzję, olał kobietę i ewentualnie rzucał kłody pod nogi. Ale... No właśnie, chyba nie chciał tego robić.
- Okres? - uniósł brwi. Wielki pan śmierciożerca, poważny Niewymowny, pracownik Departamentu Tajemnic, nie wpadł na to, że istniała taka ewentualność, że kobieta mogła po prostu mieć gorszy dzień i kierować się emocjami. Bo przecież też ją zranił, chociaż nieumyślnie. Do tej pory zakładał, że skoro przeprosił i wyjaśnił ten głupi i mocno niefortunny żart sytuacyjny, to sprawa załatwiona i wszystko powinno wrócić do normy. Bo jego mózg właśnie tak działał i chyba nie wziął pod uwagę, że inni nie działali w ten sam sposób, co on sam. Myśleli inaczej, zachowywali się inaczej i kierowali innymi wartościami. Tak zatracił się we współpracy z mu podobnymi, że zepchnął normalnych ludzi gdzieś na bok.

Lestrange się zamyślił, sięgając po wodę. Upił mały łyk, nie spuszczając wzroku z kuzynki. Nie miał pojęcia, czy miała rację. Może miała, a może nie. Ale na pewno zwróciła mu uwagę na inne aspekty, które składały się na osobowość człowieka, a co za tym idzie: na jego działanie.
- Nie wiem, czy wolę. Na razie chyba dam sobie czas, bo... Zauważyłaś dużo rzeczy, które mi umknęły - jeżeli chodziło o relacje międzyludzkie, to - zaskoczenie - nie był wybitny. Nie miał jednak problemu, by się do tego przyznać. Być może popełnił błąd, działając jednotorowo. Ale z drugiej strony jeżeli by się do niej odezwał, to przecież mógłby ją narazić po raz kolejny. Ba, naraziłby pewnie też swoją współpracę z Mulciberami. To było coś, co musiał w szczególności brać pod uwagę, bo był z jednym z nich związany przysięgą wieczystą. Nie mógł wystąpić przeciwko niemu. Nie chciał tego robić, ale gdyby przyszło co do czego... Gdyby kazał mu zrobić jej krzywdę, to co by wtedy zrobił? Czy nie lepiej dla każdego byłoby, gdyby po prostu się rozstali? Może w gniewie. Zraniona kobieta potrafiła otoczyć się murem i nie dopuszczać do siebie osoby, która wyprowadziła cios. Potrafiła się odciąć i zapomnieć. W tym Victoria miała rację: Trix była młoda, miała całe życie przed sobą. Nie był pewny, czy chciał je niszczyć swoją osobą. Może powinien, bo przecież wedle wszystkiego nadal była jego, ale być może ze względu na te dobre chwile powinien wykonać jakiś krok, który przerwie tę nić? Dla jej bezpieczeństwa? - Zbaczając z tematu... Czy Ministerstwo podjęło dalsze kroki, by wyjaśnić wasz stan?
Nie miał w zasadzie nic więcej do dodania, jeśli chodziło o jego sprawy sercowe. Kuzynka miała sporo racji, ale potrzebował czasu, by rozważyć wszystkie opcje w różnych kontekstach. A jej stan był równie ważny, jeśli nie ważniejszy.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
07.03.2024, 21:06  ✶  

Brakowało jeszcze tylko tego, by zaczęła lekceważąco przyglądać się swoim paznokciom, właściwie to patrząc na jej minę i zblazowanie, to mogło się wydawać, że było do tego całkiem blisko. Na szczęście się powstrzymała. Czy była uparta? Jak diabli, tylko rzadko kiedy pokazywała jaki ma charakterek poza tą maską spokoju, opanowania… i delikatności. A potrafiła być nieznośna i to bardzo, na szczęście rzadko kiedy wychodziło to na wierzch.

– Nie wiem czy cud czy przekleństwo – nie do końca wpisywała się w definicję nieumarłego; nie żywiła się ludzkim mięsem, nie pożerała nikogo żywcem, nie miała chętki na ciepłą krew, nie potrafiła wyjść ze swojej powłoki, ani nie potrzebowała na sobie żadnych zaklęć wzmacniających. Oddychała i poza tym, że nie była w stanie pozbyć się tego zimna… to żyła całkowicie normalnie. I jednocześnie ciągle wisiała nad nią ta groźba, że jak czegoś nie zrobi, to już po niej. Ale co miała zrobić? Ale sama uważała, że nieumarli dostawali drugą szansę. Umarli raz i teraz mieli możliwość by żyć inaczej… To samo mówiła swojemu byłemu już narzeczonemu, choć ten z uporem maniaka nie chciał wierzyć w Limbo, ani w to, co tam miało miejsce.

Można powiedzieć, że to było oko za oko. Że nie zwróciła uwagi, ni słowem czy gestem, że tknęło ją, że tak zignorował jej pytanie wtedy. Ale zwróciła. I może wyglądało to teraz, jakby odpłacała mu się pięknym za nadobne, po trosze był to taki pstryczek w nos, jednak nie w złej woli. Chcąc odpowiedzieć mu na pytania, jakoś odnieść się do wysnutej historii, wolała sprawę przedstawić odpowiednio. I za nic miała, że mógł się zdenerwować za nazywanie sprawy po imieniu. Bellatrix była gówniarą, tak jak i on sam, chociaż Victoria nie zamierzała się o to kłócić, bo już bez przesady. Nawet nie to, by ją obrażała; raczej określiła zachowanie odpowiednim określeniem. Odpowiednim jak na to, co Rodolphus w ogóle jej opowiedział i jak zarysował sytuację.

Chyba zbiła go z tropu. Ten grymas nagle zniknął z jego przystojnej twarzy, robiąc miejsce zmieszaniu, zaskoczeniu może? I Lestrange poczuła ukłucie satysfakcji. Delikatny. Tak, okres.

– Mam nadzieję, że nie muszę ci tłumaczyć jak to działa – chyba takie rzeczy wiedział? Bogowie. Znaczy dałaby radę, wyłożyłaby wszystko rzeczowo, ale zakładała, że wielki pan niewymowny jednak coś niecoś o kobiecej fizjonomii wie. I że jak coś krwawi kilka dni i nie umiera, to ma pełne prawo się czasami obrazić i wściec o byle gówno.

Gdyby wiedziała, co działo się w jego głowie… to pewnie dostałby od niej solidny opierdol. Faceci mieli ten dryg, potrzebę chronienia ukochanych osób nawet wtedy, gdy chronione wcale nie chciały być, gdy chciały dotrzymać im kroku, gdy same chciały odwdzięczyć się tym samym. Na szczęście jednak nie potrafiła czytać myśli, a jedynie chronić się przed tym, by nie zerkano bez jej zgody i wiedzy do jej umysłu. Poruszyła się nieznacznie na fotelu i kiwnęła głową, jak zwykle oszczędna w słowach; to była jego decyzja, kiedy poinformuje rodzinę. Nie czy – kiedy. I pewnie lepiej wcześniej niż później, ale póki co… Skoro sam nie był pewien, to mógł to odwlekać.

– A jak myślisz? – zapytała cicho i znowu ironiczny uśmieszek przeciął jej pełne usta. Ale ta ironia nie była skierowana do Rodolphusa, tylko bardziej na całą sytuację. – Jakiś niewymowny kontaktował się ze mną i z resztą w maju, ale od tamtego czasu… – urwała i zaśmiała się, jednak ten śmiech nie był wesoły. – Nikt nic nie podjął i nikt nic nie podejmie. Możemy ryzykować życiem, a w rezultacie, gdy coś wymknie się spod kontroli, to zostajesz z problemem sam. Pozostaje tylko szukać rozwiązania na własną rękę, bo tak długo, jak nie zmieni się prawo, tak długo wszyscy będziemy bezsilni – nie powiedziała tego wprost, ale nie miała Rodolphusa za głupka. Głupek nie dostałby się do Departamentu Tajemnic. Pomiędzy wierszami mówiła o nekromancji i zakazu, który wiązał ręce całej masie ludzi. – Zostaliśmy z tym całkowicie sami. Raporciki wypisane, Zimni przebadani, można się rozejść i iść wypić herbatkę o siedemnastej – prychnęła wręcz i mało brakowało a zgrzytnęłaby zębami. – A skoro już mówimy o pracy… Podobno jeden z waszych zgłupiał i biegał nago po korytarzu na drugim piętrze – chodziło jej o drugie piętro Ministerstwa, gdzie mieścił się jej Departament. – Brenna coś mi o tym mówiła – spojrzała na kuzyna spod rzęs, bo była ciekawa co na ten temat powie. Reakcja Brenny na jej krewniaka była naprawdę… A nie kojarzyła by ktoś jeszcze z ich rodziny tam pracował.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#17
07.03.2024, 21:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.03.2024, 17:10 przez Rodolphus Lestrange.)  
- Nie musisz - ściągnął brwi, zerkając na Victorię. Co za złośliwa menda. Widać, że rodzina. Pokręcił głową i westchnął. Absolutnie nie miał teraz ochoty rozmawiać o tym, kto miał okres, czy miał okres i co ile krwawił i przez ile. Po prostu nie połączył wtedy pewnych faktów, ale nie zmieniało to tego, że przecież Trix zraniła go tak bardzo, że to całe szaleństwo, które w nim tkwiło, wydostało się na zewnątrz i spowodowało całą serię niefortunnych zdarzeń. Będzie ten bałagan sprzątał przez co najmniej rok.

To, co mu powiedziała, potwierdziło tylko jego opinię. Ministerstwo było bezużyteczne. Nie pomagało tym, którym miało pomagać. Zajmowali się bzdurami, gdy mieli przed nosem prawdziwe, żywe okazy do tego, by poznać naturę śmierci. Będzie musiał poruszyć ten temat z Nicholasem przy najbliższej okazji, jako że to on właśnie pracował w Komnacie Śmierci. Pojmowanie jej wychodziło poza jego wiedzę i umiejętności. Nie bardzo chciał angażować Traversa w pomoc Victorii, podobnie jak nie czuł potrzeby, by w ogóle z pomocą wychodzić. Bo nie mógł nic zrobić.
- Wiesz, który konkretnie? - dopytał, bo jeżeli znała nazwisko, to być może będzie mógł delikatnie zasugerować Niewymownemu, żeby zabrał się za pracę. Ale jednocześnie doskonale zdawał sobie sprawę, że wielu dokumentów brakowało, a w Departamencie mieli okropny burdel. Rozumiał Victorię i wiedział, co miała na myśli. Popierał to, chociaż nie był pewny, czy chciał odkrywać przed nią wszystkie karty. Znał nekromantów. Mógłby pomóc. Ale wtedy by się zdradził, a na to nie mógł sobie pozwolić. - Zgadzam się. Ministerstwo stało się opieszałe, zajmują się nie tym, czym powinni. Czy poczyniłaś już pewne kroki w rozwiązaniu swojej sytuacji?
Chciał po prostu wybadać, na jakim etapie była Victoria. Bo jeżeli niczego nie zaczęła robić, to była w dupie. I być może będzie musiał nagiąć swoje zasady i odrobinę odsłonić swoje kontakty.
- Ach, Longbottom. Wspaniała kobieta. Idealny człowiek do gonienia nagich ludzi po korytarzu - kącik ust Rodolphusa uniósł się na wspomnienie Brenny i całej niedawnej sytuacji. Pokręcił głową. Brenna była wyjątkowa, ile by dał, by wyjąć mózg z tej jej ślicznej głowy i wziąć go pod różdżkę, by zbadać tajemnice, które skrywał. - Tak. Przekazałem go komu trzeba i od tamtej pory mamy wolny wakat.
Nie uśmiechnął się, ale również nie zabrzmiał złośliwie. Po prostu stwierdzał fakt - każdy wiedział, że prędzej czy później Niewymownym przestawiało się w głowie i kończyli w zakładzie zamkniętym. Albo po prostu martwi. Jeden umierał, na jego miejsce przychodził nowy. Koło toczyło się dalej.
- Pozostaje mi mieć nadzieję, że następną osobę, którą będzie goniła Brenna, nie będę ja. A przynajmniej nie w takim samym stanie, co nasz... kolega - tu przekrzywił głowę. Widział, że kuzynka się na niego patrzy. Rozmawiała z Brenną, kobieta mogła jej więc naopowiadać głupot. - A co? Tak utkwiłem jej w głowie, że Longbottom nie może o mnie zapomnieć?
Wykrzywił usta w uśmiechu. Doskonale wiedział, że to nie była prawda, bo Brenna wydawała się być typem starej panny z kotami. Była odporna na chyba każdego faceta na tym świecie. A przynajmniej tak to wyglądało i tak słyszał w Ministerstwie. Brenna Wiecznie Sama Longbottom.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
11.03.2024, 01:26  ✶  

Uśmiechnęła się, wyciągając prawy kącik ust w górę. Jak to dobrze, że nie musiała mu tego tłumaczyć i jeszcze lepiej, że coś najwyraźniej w tej swojej pokręconej główce przetworzył i przemyślał. Coś ewidentnie do niego dotarło. Jakie wnioski z tego wyciągnie – na to nie miała już wpływu, ale czasami dobrze było spojrzeć na sytuację od innej strony, świeżym okiem. A Victoria zdecydowanie patrzyła na to od tej kobiecej.


Było bezużyteczne i dlatego chciała jakkolwiek wpłynąć na władzę, by jednak przemyśleli swoje wybory. Jak te stwory, które opanowały Knieję Godryka, na które działał patronus (również nielegalny…), jak to, że na maledisa, którego rzucali niektórzy Śmierciożercy kontrą również był patronus. Jak radzić sobie, jeśli jedno z twoich skuteczniejszych narzędzi jest… prawnie zabronione? To stawiało ich w gorszej pozycji od startu. A to był tylko wierzchołek tej góry lodowej, bo im dalej w las… Naprawdę daleko nie trzeba było szukać: była tym przypadkiem, które wymykało się z ram pojmowania, bo nauka nekromancji nie była szeroko i legalnie dostępna, przez co ludzie ogólnie mieli na jej temat mniejszą wiedzę.

– Nie, nie pamiętam – w maju w jej życiu działo się tak dużo, skręciło to wszystko w taką stronę, że naprawdę nic dziwnego, że czyjeś nazwisko jej umknęło. – Tak, oczywiście. Byłam u kapłanów w kowenie, myślałam, że to może spirytysty szukam, skoro jeden z nich był potrzebny przy pomocy Bulstrode’owi – bo było z nim znacznie gorzej niż z nimi, nie wybudził się sam. – Ale… ech, powiedziała mi, że to, kogo szukam, to nie spirytysta a nekromanta – uśmiechnęła się sztucznie do Rodolphusa. – Chyba doskonale wiesz, do czego to prowadzi – do niczego legalnego ma się rozumieć. Prawie nikt nie wiedział, że w jej głowie zalęgła się cząstka jej babci. Przy raporcie przed Moody i Bonesem nawet się nie zająknęła i z tego co wiedziała, auror Steward i brygadzistka Bones również nie puścili pary. Victoria sporo szukała na własną rękę, co spowodowało, że spirytysta próbował się kontaktować z jej martwą babcią w Limbo i… dowiedziała się dziwnych rzeczy. Zresztą nie–jej wspomnienia też podrzucały pewne wskazówki… Dlatego częściej niż kiedykolwiek jej myśli krążyły w kierunku Nokturnu. Ale poza tym… jej przyjaciółka okazała się bardzo biegła w nekromancji. – Bones udało się skontaktować z kimś ze Szwecji. Ale rokowania nie są zbyt optymistyczne. W sierpniu chcemy odwiedzić Afrykę, może tam ludzie nie będą tak zaściankowi jak u nas – w tym sensie, że w Afryce stawiano na naukę bardziej… pierwotnej magii, z braku lepszego słowa. Nie patrzono tam na nekromancję jak na zło wcielone, więc istniała szansa, że może uda im się złapać jakiegoś szamana i powie im coś więcej? Co miała do stracenia tak naprawdę? Musiała spróbować.

Uniosła wyżej jedną brew, ale miała wrażenie, że jej poczucie wspaniałości Brenny nie pokrywa się z tym, jak widział ją Rodolphus.

– Tak nisko się cenisz? Nie pracujesz tam tyle lat, żeby tak szybko zbzikować – odparła spokojnie i przekrzywiwszy głowę, szybko odgarnęła ciemne, prawie czarne pukle za ucho. Ach, więc jednak to był Rodolphus. Teraz miała pewność, że nic jej się nie pomyliło! – Tak jej utkwiłeś w głowie, że mam tylko jedno pytanie: co ty jej zrobiłeś, hm? Bo zapytała mnie, jakim cudem udało mi się pozostać tak normalną i wartościową osobą, mając taką rodzinę… – urwała, przeciągając ostatnie literki, po czym wbiła spojrzenie w kuzyna, z kamiennym wyrazem twarzy.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#19
11.03.2024, 09:05  ✶  
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Victoria potrzebuje nekromanty. Potrzebuje go jak powietrza, jak ryba wody, jak roślina ziemi. Ale miał związane ręce, prawnie nekromancja była zakazana. Victoria wydawała się podzielać co prawda jego poglądy na temat sposobu i skuteczności działania ministerstwa, lecz nie mógł decydować za inne osoby. Mógł odpowiadać wyłącznie za siebie i chociaż chciałby pomóc, to naprawdę miał związane ręce. Niby kuzynka podjęła jakieś kroki, ale... Być może Afryka była lepszym pomysłem. Zakazana sztuka magiczna nie miała prawa rozwijać się tak prężnie, jak legalne dziedziny.
- Czy w sierpniu nie będzie za późno? Mamy prawie połowę lipca - zapytał, nie komentując sztucznego, wyuczonego uśmiechu. Że mogłaby trochę bardziej rozluźnić mięśnie, odrobinę przygarbić ramiona i wtedy by wyszło naturalniej. Albo żeby tutaj, w jego mieszkaniu, w ogóle z tego zrezygnowała, bo nie musi udawać. Nawet jeśli każdy z nich udawał, mniej lub bardziej, i weszło im to w krew. - Powinni. Liczę na to.
Bo jeżeli nie, to ród Lestrange straci naprawdę cenną osobę. W imię czego? Ministerstwa i ich chorych zasad? Jeżeli nawet Beltane nie sprawiło, że zmienili zdanie... Być może Mulciberowie mieli rację, odchodząc te wiele lat temu. Gdyby nie chciał być blisko tego pierdolnika, sam by to zrobił. Ale pracując w Departamencie Tajemnic miał odrobinę większe możliwości, poza tym wierzył, że niedługo nastąpi długo oczekiwany przewrót i w końcu będzie można zająć się wszystkim tak, jak należy.

Victoria jednak parła dalej. Jakby chciała zmienić temat. Skrzywił się lekko, gdy mówiła dalej o Brennie. Na Merlina... Co ta baba jej powiedziała? Zaczepił ją, bo była pod ręką. Była kobietą niezwykle interesującą, bo była inna. Była lekkomyślna, nie myślała tymi samymi kategoriami, co większość osób. Zachowywała się inaczej, łamała konwenanse. On był po prostu ciekawy, co siedzi w jej głowie, ale Longbottom była bardzo, bardzo oporna. Słusznie, bo w tej całej niefrasobliwości zdawała mu się nie ufać, co nakierowywało go na myślenie, że nie jest aż taką kretynką, na jaką się kreuje. Miewała swoje przebłyski, które zdradzały, że powinna być zdecydowanie wyżej na szczeblach kariery, lecz z jakiegoś powodu nadal tkwiła w Ministerstwie na stanowisku Brygadzistki.
- Nic jej nie zrobiłem - odpowiedział spokojnie, ściągając brwi. Jedyną normalną i wartościową osobą... No cóż. Niewiele się Brenna pomyliła w jego ocenie. Co nie znaczy, że to, co powiedziała czy napisała Victorii, było w jakikolwiek sposób eleganckie. Nie, żeby się przejmował, ale takie sformułowania rodziły pytania. - Nie ona pierwsza uważa mnie za dziwnego. To, gdzie pracuję, również nie sprzyja utrzymaniu pozorów duszy towarzystwa. Rozmawialiśmy przez chwilę, a potem następnego dnia wcisnąłem jej kawę, bo baba o siebie nie dba i to widać na pierwszy rzut oka. Jeśli Longbottom nie życzy sobie kontaktu, powinna skontaktować się bezpośrednio ze mną, a nie bawić się w pośredników.
Być może jego odpowiedź była dość szorstka, ale w zasadzie miał rację. Pech chciał, że zaledwie kilka dni po tym spotkaniu z Victorią, które odbywali, i tak na siebie z Brenną wpadną. I jej wujem. Nie wspomniał o bransoletce, nie wspomniał też o koniczynie, która przyniosła zupełnie odwrotny efekt od tego, który miała. Jeżeli Victoria nie wyciągała tego na wierzch, to znaczy że nie wiedziała albo z jakichś powodów tego tematu poruszać nie zamierzała.
- Poza tym, bez obrazy, ale nie jesteśmy zbyt blisko i nigdy nie byliśmy, czyż nie? Może to jest odpowiedź na jej pytanie - w sumie Victoria nie miała za co się obrażać, bo taki był fakt. Podczas gdy ona zadawała się z Flintówną, on chadzał z Black i swoim bratem. Mieli zupełnie inne dzieciństwo, inne wzorce i inne towarzystwo. To miało ogromny wpływ na kształtowanie całego dorosłego życia.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
14.03.2024, 23:22  ✶  

Prawda była taka, że mogło jej się pogorszyć z dnia na dzień. Że może nigdy nie dotrwa do wyczekanej (a tak naprawdę oznajmionej dwa dni temu) wycieczki do Afryki, śladami lwów i szamanów. Że trudno było powiedzieć, ile miała czasu. Ale biurokracji czasami nie dało się przyspieszyć, mogła mieć tylko nadzieję, że faktycznie uda jej się tyle czasu wytrzymać i że ta wycieczka cokolwiek zmieni w jej życiu, a nie okaże się tylko pustym strzałem bez jakiejkolwiek możliwości na poprawę losu, jaki na razie zdawał się być jej pisany.

– Nie wiem. Może będzie. Ale mam nadzieję, że nie. Szybciej nam chyba pozwoleń wyjazdu nie wydadzą – a potrzebowali tych papierów, to nie były świstokliki do Francji, tylko podróż na zupełnie inny kontynent, potrzebowali dokumenty, pozwolenia, wizy, mnóstwo papirologii. – Nie mam zbytniego wyboru więc… pozostaje mi czekać – a w tym czasie ogarnąć remont w mieszkaniu i przenieść się na stałe, byle dalej od toksycznego zachowania własnej matki. Miała już dość, naprawdę miała i chyba to jej zachowanie, jej postawa, wręcz zblazowana, jakby nie umiała się już przejąć, nie była niczym zaskakującym. – Dziękuję.

To nie do końca tak, że chciała zmienić temat. Ot… Rozmowa toczyła się płynnie, nawet jeśli nie miała dotychczas z Rodolphusem jakiejś zażyłej relacji, to jednak skoro już udało się z nim zobaczyć i to sam na sam, dlaczego by nie porozmawiać? Nie tylko o tych trudnych tematach, które przewijały się przez ich życia, o zerwanych zaręczynach, rozczarowaniu, smutku, samotności, o śmierci i braku perspektyw – ale tez może o czymś weselszym? To, że Tori mówiła rzeczy z kamienną twarzą, nie zawsze znaczyła, że była śmiertelnie poważna. Właściwie w większości w ten sposób wyglądały jej żarty, nim śmiała się w głos – różnicę między powagą, a jej brakiem, można było wyczytać z oczu. Widziała to skrzywienie kuzyna i prawdę mówiąc, bardzo ja to bawiło, choć pewnie nie powinno.

– Na pewno? – upewniła się i oparła twarz na dłoni, leciutko przekrzywiając głowę, spoglądając tak na czarnowłosego. W jej oczach można było dostrzec pewien błysk. – Och nie, nie, nie sądzę, żeby sobie nie życzyła kontaktu – stwierdziła i w końcu przestała być taka sztywna, poważna, bo jakiś uśmieszek błąkał jej się po ustach. Za to czemu Brenna powiedziała jej takie nieeleganckie rzeczy… Cóóż… Przyjaźniły się już całe lata. – Ale masz rację, że o siebie nie dba. To już długo trwa, to pracoholiczka, którą trzeba kopniakiem wygonić do domu, a i wtedy znajdzie sposób, by coś zrobić na przekór – odparła i pozwoliła, by jej palce wplątały się w prawie czarne włosy okalające twarz. – Nie jestem pośrednikiem – machnęła drugą ręką, jakby odganiała jakąś wstrętną muchę. – Raczej jestem po prostu ciekawa, wiesz, stoję trochę pośrodku. Z jednej strony rodzina, z drugiej przyjaciółka z dzieciństwa – ona i Brenna były prawdziwym utrapieniem Morpheusa Longbottoma z przeszłości, bo ktoś te dwa urwisy przecież musiał pilnować. – Na pewno zrobiłeś wrażenie – jakieś. Pytanie tylko jakie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Rodolphus Lestrange (8501), Victoria Lestrange (9227)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa