• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa

[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#191
03.12.2022, 21:50  ✶  
Patrick dopił swój alkohol. Niedbale odstawił pustą szklaneczkę na balustradę, zakładając najpewniej, że za chwilę znajdzie się jakiś służący, który zabierze puste szkło. Czuł pewien niepokój na myśl o tym, że w środku wydarzyło się coś o czym nie wiedział. Owszem, na pewno nie było to nic poważnego - inaczej przecież zapanowałoby większe poruszenie, ale świadomość tego, że coś się stało a on nie wiedział co, drażniła go. Poza tym, nie miał szczególnej ochoty na powrót na salę balową i gdyby nie to, że w tym momencie miały rozpocząć się tańce, najchętniej zatańczyłby z Mavelle właśnie tutaj. Jakkolwiek dziwnie i osobliwie (a jednocześnie głupio romantycznie) musiałoby to wyglądać.
- Podejdę do ciebie po tańcu. Weź dla mnie kawałek tortu – poprosił pannę Bones, a potem skupił pełną uwagę na drugiej towarzyszce. - Zaczynają grać. Seraphino? – ujął ją za rękę i odprowadził na parkiet.
Steward tańczył nieźle, choć raczej nie tak by zostać królem parkietu. Jeśli Seraphina była w nastroju na rozmowy, zagadywał do niej, jeśli nie była – bo pochłonęły ją własne myśli – nie naciskał, uznając, że najwyraźniej potrzebowała dłuższej chwili dla siebie. Po wszystkim odprowadził ją, gdzie chciała, skłonił się szarmancko i, zgodnie z obietnicą, wrócił do Mavelle (no, chyba że Seraphina chciała wrócić razem z nim, wtedy wrócili razem).
- I jak? Dobry jest ten tort? – zapytał, biorąc swój talerz. Kontrolnie rozejrzał się za czymś do picia. Może tym razem mniej alkoholowym i nieszczególnie słodkim. – Słyszałem, że to dzieło Nory. To forma autopromocji jej klubokawiarni, przyjacielskiej przysługi dla Brenny i Erika czy coś jeszcze? – zagaił.

Rzut 1d100 - 7
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#192
05.12.2022, 13:49  ✶  

Kiedy zamieniła się w człowieka... wszystko działo się bardzo szybko, nadal czuła, że wszyscy się na nią patrzą. Nie dziwiła im się wcale, przecież jeszcze chwilę temu była bobrem i gryzła laskę jakiegoś ważniaka. Na samą myśl o tym łzy napłynęły jej do oczu, nie wytrzymała, pękła zaczęła płakać. Nie była w stanie powiedzieć ani słowa, nawet głupiego przepraszam temu mężczyźnie, który przykrył ją swoją peleryną. Nie dotarło do niej nawet, że to jeden z jej klientów, była tak bardzo przejęta tym, co przed chwilą zrobiła, że przestała zwracać uwagę na otoczenie. Jak mogła doprowadzić do czegoś takiego? Właściwie to nie miała na to wpływu, ale cholera jasna, dlaczego zawsze jej przytrafiały się takie rzeczy?

Straciła gdzieś z oczu Alastora, którego to wcześniej, jako pierwszego zauważyła w tym całym zamieszaniu, może to i lepiej. Przepadł, tak jak przepadł te kilka lat temu, nie powinna się spodziewać niczego innego. Na całe szczęście Brenna - jak zawsze była gdzieś obok. Pojawiła się przed nią gotowa zabrać ją z tego miejsca. -Brenna...- chlipnęła przez łzy. Zaczęła się podnosić, pozwoliła Brennie się zasłonić, zdecydowanie nie chciała, żeby ktokolwiek widział ją w takim stanie. -Przepraszam, jaaa- odetchnęła głęboko. - jaa wszystko popsułam.- Kolejne łzy spływały jej po policzkach, naprawdę była załamana tym wszystkim, co się tutaj przed chwilą wydarzyło.
[a]Dała się Longbottom wyprowadzić z sali, zdecydowanie nie miała chęci już tutaj być, chciała jak najszybciej znaleźć się w domu, z dala od tego całego zamieszania. Wiedziała jednak, że było tu zbyt wiele osób, by dali jej o tym zapomnieć i to było najgorsze.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#193
05.12.2022, 16:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2022, 16:38 przez Bard Beedle.)  
Zamiana w bobra wywołała zamieszanie na tyle duże, że na pewno przyciągnęła uwagę... większość gości jednak nie miała okazji zorientować się, co dokładnie się stało. Ten i ów starał się podpytywać innych, i z dużym prawdopodobieństwem potem mogły krążyć różne szalone historie. (Od prawdy "gościa zamieniono w bobra", przez "ktoś transmutował ciasto w wielką iguanę" po "w domu Longbottomów są przerośnięte kapibary, i nie, nie mam na myśli Brenny, nawet jeżeli fryzura trochę podobna.") Nora została jednak wyprowadzona w akompaniamencie zapewnień, że niczego nie popsuła, a grająca muzyka, kolejne pary na parkiecie, rozdawany tort, drobne zawody oraz wino, szampan i whiskey zaczęły sprawiać, że bobrza afera i nawet sama licytacja zeszły na dalszy plan.
Muzycy grali wolny kawałek, a miejsce Faye zajął wokalista może nie aż tak uzdolniony, ale pięknie śpiewający o utraconych miłościach - piosenka idealna dla tych, którzy mieli ochotę zatańczyć prosty taniec, wymagający trzymania partnera blisko. Tymczasem...
...gdy Heather nabrała trochę tortu, mignęło jej coś złotego. Panna Wood miała dziś szczęśliwy dzień: wyglądało na to, że to ona zwyciężyła w "niespodziewanej licytacji". Może w dzieciństwie napiła się wody z Fontanny Szczęścia z opowieści barda?
Cameron z kolei srebrnego sykla omal nie połknął. Kiedy nabrał większy kawałek, poczuł w ustach coś metalicznego, co na pewno nie było torcikiem. Być może słynny fart Heather udzielił się na ten wieczór także jej przyjacielowi.


/rzut Heather - 93, rzut Camerona - 92.
Zostawiam wam bez moich wpisów (chyba że ktoś będzie chciał prasę/npc do tańca) możliwość jeszcze pogadania czy zatańczenia, z dowolnością tur/przesuwaniem sobie czasu akcji - i temat podsumuję w okolicach 14.12. Jeżeli ktoś będzie chciał napisać jeszcze coś, a się nie wyrobi, to niech da znać, poczekam./
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#194
05.12.2022, 21:28  ✶  
Taniec na balkonie może i nie był taką głupią opcją – gwarantował choć trochę prywatności, a co za tym idzie, mało kto zapewne dostrzegłby niezdarność Mavelle w tanecznych ruchach, o co nietrudno w momencie, gdy wchodziło się pomiędzy wszystkich. I nawet jeśli nie znajdowaliby się w centrum zainteresowania, to wciąż zbyt wiele oczu mogło dostrzec potknięcia. No ale, pierwszy taniec został obiecany Seraphinie, a sama Bonesówna nie planowała się obejść smakiem; ba, obiecała nawet, że i owszem, zachowa kawałek specjalnie dla Stewarda i będzie go bronić własną piersią, gdyby ktoś zechciał się połakomić na ten łup.
  - Myślę, że najlepiej będzie, jak sam go spróbujesz - uznała, podając Stewardowi talerz z kawałkiem ciasta - Jak dla mnie, wymyka się poza te proste kategorie, dobry, smaczny. Tak że... - nie dokończyła, tylko po prostu posłała całkiem uroczy uśmiech w stronę mężczyzny.
  Ot, najwyraźniej jej tak posmakowało, że po prostu nie potrafiła oddać tego słowami; być może prędzej poradziłaby sobie z pomocą ołówków, kredek i kartce papieru. Być może.
  - Owszem, jej dzieło - przytaknęła - Hmmm... powiedziałabym, że oba jednocześnie. Albo raczej to Longbottomowie wyświadczają jej przysługę, zamawiając u niej i jeszcze podkreślając, czyjego autorstwa jest tort. I pomijając ich przyjaźń, to naprawdę sobie zasłużyła na rozgłos. Bo chyba miałeś już okazję poznać jej pączki, prawda? - w końcu nie aż tak dawno temu Brenna wpadła do biura z wielkim pudłem... nie mówiąc już o swego rodzaju rozgardiaszu, związanym ze smakiem tychże łakoci.
  - I jak tort? – zagadnęła, ciekawa, jak Patrickowi (nie)przypadło do gustu dzieło Figgówny o czekoladowym smaku.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#195
08.12.2022, 01:32  ✶  
Patrick zapatrzył się najpierw na swój talerz z ciastem a potem na jedzącą Mavelle, nieświadomie kierując wzrok na jej usta. Wreszcie to na nich skupił całą swoją uwagę. Na tym jak poruszały się, łączyły ze sobą, gdy wypowiadała kolejne słowa – a jak zdążył się przekonać podczas trwania ich całej znajomości – Mav lubiła mówić. Po prostu wcześniej nie zwrócił uwagi na to, jak przyjemny dla oka kształt miały jej usta. Coś osobliwego, jakaś mieszanina rozbawienia pomieszanego z czymś jeszcze, czymś dużo silniejszym, pojawiła się w jego oczach.
W tym momencie przestał być szczególnie zainteresowany Norą i jej – z pewnością przepysznym - ciastem. W ogóle przestał się interesować balem u Longbottomów. Prawda wyglądała tak, że nigdy tu nie pasował i dobrze o tym wiedział. Ładny garnitur, nawet jeśli nieźle się w nim prezentował, niewiele tu zmieniał. Mavelle też tu nie pasowała i chociaż wyglądała prześlicznie, dużo bardziej spodobałaby mu się w zupełnie innym miejscu, bez tej strojnej sukienki i talerzyka z ciastem w ręku.
Chrząknął, przywołując się do porządku.
Nawet nie próbował udawać, że wiedział co do niego powiedziała chwilę wcześniej. Coś tam mówiła, tak, ale pochłonięty własnymi pragnieniami Patrick, nieszczególnie był zainteresowany zawiłościami znajomości Nory Figg z Longbottomami. Tak, jak nieszczególnie był zainteresowany wszystkim innym, co działo się na tym balu.
Nie zastanawiając się nad tym, co robi, starł kciukiem resztkę kremu, która pozostała w kąciku ust Mavelle.
- Pyszny – odpowiedział z przekonaniem, choć nawet nie dotknął swojego tortu. Talerzyk z nim odstawił zresztą, zaraz po wypowiedzeniu tego jednego słowa, na stolik. – Obiecałaś mi taniec – przypomniał. – Może na balkonie? Albo gdzieś indziej?
Może w ogóle nie balu? Były przecież lepsze miejsca, gdzie mogli we dwójkę zniknąć.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#196
09.12.2022, 03:15  ✶  
Dora w odpowiedzi uśmiechnęła się delikatnie, jakby zastanawiając jakiej właściwie odpowiedzi powinna udzielić. Czuła jak niepokój ciąży jej na piersi, a po badawczym spojrzeniu Fernah mogła domyślać się, że nie był to jedyny objaw jakiego doświadczała.
- Tak, woda brzmi na prawdę dobrze - stwierdziła wreszcie, rozglądając się dookoła i szukając najodpowiedniejszego miejsca, żeby przesmyknąć się przez tłum.
Sytuacja która jeszcze przed chwilą poruszyła zgromadzonymi zdawała się powoli rozwijać w stronę dobrego zakończenia, o ile tak można było nazwać to, co się tam działo.
- Przepraszam cię - powiedziała wreszcie, kiedy poprowadziła je w nieco spokojniejsze miejsce, czyli hol. Wszyscy tak na prawdę tłoczyli się w przygotowanych dla gości pokojach, dzięki czemu mogły spokojnie odetchnąć czy po prostu przejść się do kuchni, bo tam właśnie skierowała kroki Crawley - ale całe to zamieszanie było tak niespodziewane. - uśmiechnęła się nieco nerwowo, pchnąwszy drzwi do kuchni i prosząc jednego ze skrzatów o wodę i na start upijając parę łyków ze szklanki. Dopiero wtedy nieco się rozluźniła.
- Oh Ferni, nie chcę psuć ci przyjęcia. Jeśli chcesz, możesz wrócić na salę... - rzuciła nagle, jakby uświadamiając sobie, że martwienie się o nią niekoniecznie musiało należeć do planów Slughorn na ten wieczór. Jednocześnie też jakby zapominając, że przecież przyjaciółka jeszcze przed chwilą sama wspominała, że aktualne atrakcje przyjęcia nie leżą zbytnio w jej obszarach zainteresowań. - Już mi lepiej, obiecuję. Tylko... nawet jeśli Brenna powiedziała, że nie będzie tutaj nikogo z Borginów... - zamilkła, z konsternacją wpatrując się w trzymaną szklanę.


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#197
10.12.2022, 02:25  ✶  
Początkowo nie zwracała uwagi na Patricka, a przynajmniej nie w pełni; owszem, zdawała sobie sprawę z jego obecności, bliskości, niemniej pochłaniany tort stanowił doskonały rozpraszacz uwagi. Stąd też pewne niuanse po prostu umknęły, chowając się gdzieś pomiędzy spojrzeniami.
  Ale tego nie dało się nie zauważyć, nie było jak. W końcu gest ten był niczym oberwanie cegłą prosto w czoło – zamarła na krótką chwilę, wbijając w mężczyznę spojrzenie. Może odrobinę zdziwione, ale też kryło się w nim swego rodzaju rozbawienie i jakby… namysł?
  Jakby sobie coś nagle uświadomiła i mało tego, nie odepchnęła tego odkrycia, tylko zaczęła go całkiem poważnie rozważać. Choć „rozważanie” to raczej złe określenie; znali się już parę dobrych lat, Patricka bardzo lubiła i to nie tak, że nie dopuszczała do siebie żadnych myśli, które wykraczałyby poza dość prostą, przyjacielską, relację. Było wręcz przeciwnie, a ostatni splot wydarzeń w prywatnym życiu w zasadzie uchylił te konkretne drzwi. Zaś właśnie wykonany gest – powiększył szczelinę między nimi a framugą.
  Tak że nie nijak nie uciekała, tylko promiennie się uśmiechnęła. Nie zwróciła uwagi – a może tylko udawała, że tego nie zrobiła; w końcu raczej dość trudno przeoczyć nienaruszony kawałek ciasta – na fakt, iż porcja mężczyzny pozostała nietknięta.
  Nie wiedział, co tracił.
  - Obiecałam – potwierdziła, nie planując uciekać się do żadnych wykrętów; słowo się rzekło, kobyłka u płota. Ale to nawet nie tak, że chciała uniknąć tańca – teraz w tej pozornie niewinnej czynności dostrzegała inny, dodatkowy wymiar. I tak, zamierzała to zbadać na tyle, na ile to było możliwe.
  - Możemy zacząć od balkonu – uznała, ujmując mężczyznę pod rękę, tak jak na początku ich dzisiejszego spotkania, kierując kroki z powrotem na zewnątrz. Słowo-klucz: zacząć. Co miało nastąpić później? Tego przyszło im się dopiero dowiedzieć. Powolny taniec, przemieszany z paroma gorącymi przeprosinami, gdy nieopatrznie stanęła na palcach Patricka.
  Pytanie zadane przyciszonym tonem.
  I w końcu… wymknęli się z posiadłości, by rozpłynąć się w mroku nocy.


Postacie opuszczają sesję
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#198
10.12.2022, 05:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.12.2022, 05:06 przez Elliott Malfoy.)  
Powściągliwość zawsze była cechą, jaką dziennikarze zdawali się go obdarzać. Na tym mu zależało i, chociaż w tym momencie przeszkadzało to w wyrażeniu smutku i dogłębnego żalu, jaki powinien czuć po utracie małżonki, tak utarta reputacja nie okazywania emocji pomagała w ogólnym odbiorze. Każdy człowiek był inny, z jednych dało się czytać jak z otwartej księgi, inni woleli zatrzymywać najbardziej intymne uczucia tylko dla siebie i bliskich. Skupiał się na tym, aby nie brzmieć sztampowo czy nieprawdziwie, aby uśmiechy obejmowały jedynie usta, ale nie oczy. Nie krępował się pod naporem spojrzenia dziennikarki, wręcz utrzymywał kontakt wzrokowy, acz nie nachalnie, zwyczajnie dawał znać, że jest pochłonięty rozmową i nie skupia się w tym momencie na niczym innym.
- W aktualnym stanie niekoniecznie jestem w nastroju, aby wchodzić w posiadanie nowych przedmiotów, czekałem aż w puli do licytowania pojawi się coś, czego nie będę musiał zabierać ze sobą do domu, a tak się przydarzyło, że była to akurat kolacja z Erikiem. Bardzo też zależało mi, aby przeznaczyć odpowiednią sumę na przyszłość dzieci z sierocińca - wyjaśnił bez zawahania, płynnie, ani trochę nie zaskoczony pytaniem, acz na wybrzmienie sentencji 'kupno człowieka' zmarszczył niejako nos - Pozwolę sobie sprostować, że licytacja nie dotyczyła kupna człowieka, to czyniłoby ją nielegalną. Muszę się natomiast zgodzić z uwagą o ekstrawagancji, choć może nie w tym samym znaczeniu, mnie po prostu zaskoczył sam fakt, że taka pozycja została w ogóle wrzucona w pulę. - skóra na nosie wróciła do swojej gładkiej postaci, gdy skończył wypowiedź wyczerpując zadane pytanie. Jeżeli już dawał wywiady starał się skupiać nie tylko na sensie wypowiedzi wypowiadanych przez dziennikarzy, ale też na używanych przez nich słowach, bo diabeł tkwił w szczegółach.
- Można tak powiedzieć. - pozwolił sobie na luźniejszy ton przy wypowiedzi na pytanie o Seraphinę, specjalnie pozostawiając je bez konkretniejszej odpowiedzi. Prewett była jego daleką kuzynką, nie miał z nią najbliższej relacji, więc nie musiał być aż tak ostrożny jeżeli chodziło o dbanie o jej reputację, ale też nie chciał niepotrzebnie wymyślać czegoś jadowitego, co sprawiłoby, że kobieta mogłaby borykać się z niemiłą opinią w gazecie, chociaż... Przymknął na chwilę oczy i wziął ostatniego łyka szampana, nie chcąc, aby iskierki przekory na samą myśl o rozpętaniu plotki w prasie były zauważone przez Daisy - Z wcześniej wspomnianego powodu nie licytowałem żadnego z przedmiotów, ale bardzo mi zależało, aby oddać odpowiednią sumę pieniędzy. Poza tym, jak już wspomniałaś, zrobiłem to z powodu długo trwającej przyjaźni, znamy się jeszcze z czasów szkolnych. - zgrabnie pominął wtrącenie, które mógłby zrobić o tym, że pracują razem, coby nie skupiać się na tym temacie - Chciałem oszczędzić Erikowi wychodzenia na kolację z kimś kompletnie nieznajomym, kto próbował wylicytować spędzenie z nim czasu z niewiadomych mi pobudek. Mam wrażenie, że jakby Erik chciał się z Seraphiną umówić na kolację to na pewno by ją o to zapytał. - nie wypowiedział się pozytywnie, ale też nie nazbyt negatywnie. Ton jego głosu pozostał neutralny, ale definitywnie chciał rzucić światło na pobudki Panny Prewett. Słyszał o niej wystarczająco dużo plotek - o tym, ze przebywa, gdzie kobietom z jej statusem nie wypada, że nie przestrzega konwenansów, a nawet podszepty o tym, że z tym, kogo zaprasza do swojej sypialni też nie próżnuje. Nie wiedział jednak, która z tych rzeczy jest prawda, a plotek też nie chciał bezpośrednio rozsiewać, więc pozostawił te kwestię do zbadania Daisy, jeżeli ta zrozumiała aluzję i chciałaby w ogóle w czymś takim się babrać.
Poza tym, wymijające, ale długie wypowiedzi były jego częstym wyborem, zbyt długo pracował z politykami i prawnikami, aby było inaczej.
Odstawił kieliszek na tacę przechodzącego nieopodal kelnera i zaraz skupił się znów na Lockhart oraz stojącym obok, niespodziewanie blisko, Longbottomie.
- Spróbowałeś chociaż tego ciasta? - mruknął do Erika, chyba w ramach przywitania i spojrzał tęskno za odstawionym przez drugiego mężczyznę kawałkiem słodkości. Będzie musiał złapać coś do jedzenia, bo jak tak dalej pójdzie to za dwa kolejne kieliszki będzie potrzebował podpierać się przy chodzeniu.
- Oh, oczywiście - odpowiedział na pytanie o zdjęcie i nie odsunął się specjalnie, ale zadbał też, aby nie wyglądał jakby zaraz miał wziąć Erika pod ramie i zaciągnąć na parkiet - chociaż to miał najbardziej ochotę zrobić, nie mógł tego przed sobą ukryć, ale musiał przed wszystkimi innymi.
Później spojrzał tylko na przyjaciela, aby zaraz skierować wzrok znów na dziennikarkę, która zadała kolejną serię pytań. Sam wiedział jak dobre wypowiedzi potrafił tworzyć Erik, więc merytoryka i treścią wypowiedzi się nie martwił. Właściwie w ogóle go to nie stresowało, obydwaj mieli doświadczenie z prasą.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#199
11.12.2022, 01:40  ✶  

— Obawiam się, że z tych emocji żołądek mógłby odmówić współpracy — odparł cicho na pytanie Elliotta. Zanim usiądzie do jakiegoś porządnego posiłku, zdecydowanie musiał się przewietrzyć. Lub odwiedzić barek. — Za to nie odmówiłbym mocniejszego drinka. Może odzyskałbym kontakt z rzeczywistością, bo mam wrażenie, że z każdą minutą to wydarzenie pogrąża się w coraz większym chaosie.

Zgodnie z prośbą reporterki ustawił się do zdjęcia w taki sposób, aby dzieląca go z przyjacielem różnica wzrostu nie rzucała się aż tak mocno w oczy. Miał nadzieję, że Daisy wie co nieco o dobrym kadrowaniu i nie sprawi, że wyjdą karykaturalnie. W końcu chyba zależało jej na tym, aby okładka wyglądała estetycznie i przyciągała oko z pozytywnych względów, czyż nie?

Osobliwe, jak cholera, pomyślał z przekąsem, chociaż wiedział, że nie byłby w stanie wygłosić takiej odpowiedzi. To znaczy, oczywiście, mógłby się nią podzielić, jednak raczej nie zostałaby uznana przez reporterkę za wystarczająco wyczerpującą. Gdyby nie to, że jego siostra zniknęła gdzieś w tłumie, prawdopodobnie by ją tutaj zaciągnął, aby zdradziła publice, jakimi to motywami się kierowała, gdy obmyślała ten genialny plan. Niestety, Erik musiał obejść się smakiem i własną wyobraźnią i zamiast tego godnie reprezentować zarówno siebie, jak i rodzinę, licząc, że za parę minut młoda Longbottomówna nie uraczy nikogo sprzeczną wypowiedzią.

— Wszelkie zasługi należą się mojej siostrze. To ona zadbała, aby na licytacji pojawiło się tak wiele godnych uwagi eksponatów i kolacja również się do tego zalicza. Brenna zadbała o aspekt kreatywny, a mi pozostało pozwolić, aby wdrożyła go w życie. Po wspólnych ustaleniach. — Uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu, nachylając się lekko w stronę dziennikarki. W dalszym ciągu był podirytowany tą sytuacją, jednak nie upadł jeszcze na tyle nisko, aby wepchnąć Bren pod Błędnego Rycerza i postawić ją w złym świetle. — Oczywiście, było to nieszablonowe. Dzięki temu zwróciliśmy jednak uwagę gości. Bądź co bądź, zebraliśmy się tutaj, aby wspomóc potrzebujących, a w tych czasach niestandardowe podejście potrafi wyjść na dobre, jeśli trzeba nagłośnić kwestie tego typu.

Czy brzmiał przekonywająco? Cóż, gdzieś pomiędzy występem Faye, doprowadzeniem do porządku kryzysu bobrowego i udzieleniem pierwszych wywiadów, miał okazję przemyśleć sprawę na tyle, aby zrozumieć, czemu Brenna podjęła taką nie inną decyzję. W końcu, jak to sama stwierdziła, z nią ludzie poszliby co najwyżej na spotkanie po to, aby ją utopić. Rodziców ciężko byłoby opchnąć, więc z najbliższej rodziny pozostawał tylko on. Byłby bardziej skłonny ku temu, aby robić z siebie ofiarę i narzekać na niesprawiedliwość tego świata, gdyby nie wypadek Nory. Przez to jedno, niefortunnie rzucone zaklęcie, zrozumiał, że nie miał wcale największego pecha podczas tego balu. Licytacja kolacji mogłaby skończyć się dużo gorzej.

— Nie mam powodu narzekać na wynik. Nietrudno zauważyć, że było całkiem sporo chętnych, a Elliott wykazał się nie tylko determinacją, ale też nadzwyczajną hojnością. W pełni zasłużył na swoją wygraną, więc mam tylko nadzieję, że wspólna kolacja go nie zawiedzie. — Zerknął lekko rozbawiony na blondyna, jak gdyby chciał sprawdzić jego reakcję na te słowa. — Poza tym znamy się nie od dziś, ale obowiązki służbowe, jak i prywatne zobowiązania utrudniały nam do tej pory zgranie terminarzy. Wygląda na to, że łut szczęścia Pana Malfoya w ostatecznym starciu z Seraphiną Prewett znacznie ułatwił nam życie. Kto wie, być może przy kolacji wpadniemy na parę pomysłów, jak zmienić naszą społeczność na lepsze? A może przejmiemy władzę nad światem?

Zaśmiał się cicho. Wątpił, aby przy daniu głównym zajmowali się podobnymi kwestiami, jednak Daisy nie musiała tego wiedzieć. W gruncie rzeczy każda wymiana zdań między nimi stanowiła wyjątkowe doświadczenie, więc poruszanie tematów zawodowych czy społecznych nie było wymagane, aby miło spędzili czas w swoim towarzystwie. Zależało mu na tym, aby podkreślić, że spotkanie z Elliottem jest dla niego ważne, ale jednocześnie nie chciał jawnie wskazywać, że miał go za swojego faworyta, gdy rywalizacja wśród gości zawrzała. Liczył, że drobny żarcik pod koniec pozwoli na zgrabne ukrócenie tematu

Biorąc pod uwagę, że prowadzili dosyć mało zobowiązujący wywiad w środku balu, panna Lockhart raczej nie zaczęłaby ich wypytywać, czy faktycznie planują przejęcie kontroli nad światem. To byłoby dosyć... niesmaczne. Zmarszczył lekko brwi na pytanie, czy spodziewał się, że kwota urośnie do tak pokaźnej góry galeonów. Wzniósł na moment oczy ku niebu, jak gdyby rewidował w ten sposób własne przewidywanie. W tym wypadku jednak miał praktycznie gotową odpowiedź i to zaskakująco zgodną ze stanem praktycznym.

— Absolutnie nie — odparł z rozbrajającą szczerością, zerkając w kierunku sceny. — Zaskoczyła mnie zarówno finałowa suma, jak i liczba zainteresowanych. Sądziłem, że zatrzymamy się maksymalnie na 500 galeonach, a i tego do końca nie byłem pewny. Nawet nieco się wystraszyłem tej finałowej kwoty. Nie sądziłem, że mógę być tak wysoko... wyceniony.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#200
11.12.2022, 04:13  ✶  
Daisy czasem bywała flegmatyczna, znudzona lub niezainteresowana, czasem rozpierała ją energia, dużo mówiła, wyzłośliwiała się i reagowała głośno oraz entuzjastycznie. Powściągliwość jednak nigdy nie leżała w jej naturze.
Co oczywiście nie oznaczało, że wymagała od Elliota Malfoya by teatralnie szlochał, wypłakując oczy w rękaw jej koszuli. A jednak oświadczenie – bo jego wcześniejsze słowa brzmiały jak dobrze ułożone i zaplanowane oświadczenie – wydawały jej się nudne i sztampowe. I tak, pewnie były tym, co należało powiedzieć w takiej sytuacji i przy takiej okazji, ale równie dobrze mógłby je wysłać przez sowę do redakcji „Proroka Codziennego”. Oboje nic by na tym nie stracili.
Daisy wolałaby zobaczyć jego mniej zaplanowaną twarz. I po to by ją dostrzec, zadawała kolejne pytania. Stała, patrząc na Malfoya dużymi, zasnutymi lekką mgłą oczami. Chwilowo poświęcała mu pełnię swojej uwagi. Zawsze zachowywała się w ten sposób, gdy przeprowadzała z kimś wywiad (choćby i bardzo krótki). Na moment na jej ustach zadrgał lekki, niespecjalnie przystający do okazji, za to dość szczery uśmieszek.
- Celnie – przyznała powoli. Była w stanie zrozumieć, że mężczyzna z jednej strony chciał wydać pieniądze, a z drugiej wolał nie mieć przedmiotu, który przypominałby mu i o licytacji, i o pogrzebie żony. – Dwadzieścia tysięcy galeonów na przyszłość dzieci z sierocińca. To naprawdę ładny gest. I głośny. – Uniosła się na palcach, jakby zamierzała coś zrobić, ale w końcu nic nie zrobiła. Gdyby Elliot był Darcym, przyłożyłaby mu w pewnym momencie palec do ust ze słowami: czasami mniej, znaczy więcej. Teraz, w głowie, uznała, że i tak okroi wypowiedź swojego rozmówcy. Zresztą, już miała ją mniej więcej ułożoną w myślach – taką, jaką była pewna chętnie przeczytają czytelnicy, a która nie odbiegała specjalnie do tego, co naprawdę powiedział Elliot.
Przestąpiła z nogi na nogę. Znowu na krótki, bardzo krótki moment na jej ustach pojawił się szczery, rozbawiony uśmieszek.
- To niebezpieczna odpowiedź – zauważyła przekornie. – Wynika z niej, że jakby Erik chciał umówić się z tobą na kolację to również na pewno by cię o to sam zapytał. Ale rozumiem, co chciałeś powiedzieć. Tylko go ratowałeś. Nie miałeś czasu na pytania.
Daisy pozostawała kompletnie nieświadoma tego, jak dwuznacznie mogły brzmieć jej uwagi w uszach Elliota lub Erika (gdy ten wreszcie do nich dołączył). Odwrotnie, przez wzgląd na to, że nie podejrzewała ich o żadne szczególne kontakty, całość prowadzonej z nimi konwersacji traktowała dość lekko.
Podobnie jak zrobienie im zdjęcia. Choćby się w tym momencie mieli we dwóch objąć – uznałaby to raczej za rodzaj głupiego (i niestosownego – choć niestosownego jedynie przez śmierć żony Elliota) żartu. Po prostu zrobiłaby im i takie zdjęcie a następnie poprosiła o bardziej neutralne zapozowanie. W jej oczach nie stali zbyt blisko, zbyt daleko, zbyt karykaturalnie podzieleni wzrostem by wyglądać dobrze. Zależało jej na ładnym zdjęciu, bo obiecała Malfoyowi artykuł, który zapoczątkuje ich współpracę.
I tak jak wcześniej patrzyła na Elliota tak, jakby istniał tylko on sam na całym tym balu, tak teraz dokładnie tak samo spoglądała na Erika. Nieświadomie kiwnęła nawet kilka razy głową, jakby próbowała pomóc mu mówić – chociaż wcale nie potrzebował do tego żadnej pomocy.
- Miło usłyszeć, że obydwoje wszystko zaplanowaliście – podsumowała, dalej uważając, że wystawienie kolacji z Erikiem było lekkomyślne. Było w tym również coś brudnego, czego sama nie potrafiła dokładnie określić, co mierziło ją w środku, nawet jeśli w ogólnym rachunku, wystawiający nie mieli złych intencji. Dobrze, że wylicytował go akurat kolega z Hogwartu, ale co, jeśli zrobiłby to ktoś, kto miałby złe intencje? – Chociaż dalej, nie boisz się, że teraz wszyscy będą mówić o tym, ile warta jest kolacja z tobą a nie o tym, na co właściwie zbieraliście pieniądze?
Daisy wsłuchiwała się w słowa Erika, znowu myśląc o tym, że były w jego przemowie takie momenty, gdy z wielką chęcią przyłożyłaby mu palec do ust. Ostatecznie jednak, zgodnie z jej przypuszczeniami, potwierdzał wersję Elliota. Byli dobrymi przyjaciółmi, spędzą miło czas na kolacji, dzieci w sierocińcu będą miały trochę lżej w życiu – nuda nad nudami.
- Kolacja z tobą, nie wycena ciebie – sprostowała, bardziej po to, by przypomnieć, że jednak dość uważnie słuchała wcześniejszych wywodów Malfoya. – Elliot już wspomniał, że kupno człowieka jest nielegalne. Jestem przekonana, że licytujący z pewnością chcieli tylko zjeść kolację w twoim towarzystwie – powiedziała szybko, ale zrobiła to takim tonem, że od razu łatwo było poznać, iż sądziła coś zupełnie przeciwnego. Licytujący licytowali czas z Erikiem, pewnie nie robiło im większej różnicy, czy byłaby to kolacja, czy wpólne wylegiwanie się na plaży. – Dziękuję wam obydwu za poświęcony mi czas. Relację z balu będziecie mogli przeczytać w najbliższym wydaniu „Proroka Codziennego” – pożegnała się.
Gdzieś tam w środku, Daisy chciała jeszcze powiedzieć Erikowi kilka słów o tym, by następnym razem – gdy w jego rodzinę uderzy kryzys bobrowy lub coś podobnego, spróbował zmiany tematu, zamiast wracać do niego w towarzystwie dziennikarzy, ale dała sobie spokój.
Odwróciła się do nich plecami i zniknęła w tłumie czarodziei, pozostawiając obydwu mężczyzn samym sobie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Adelard Longbottom (481), Alastor Moody (3093), Alice Selwyn (2764), Astoria Trelawney (1891), Atreus Bulstrode (3450), Bard Beedle (4517), Brenna Longbottom (8047), Cameron Lupin (6155), Cedric Lupin (2390), Daisy Lockhart (3631), Dora Crawford (2815), Eden Lestrange (5094), Elaine Delacour (1953), Elliott Malfoy (5616), Erik Longbottom (8250), Eunice Malfoy (2520), Fernah Slughorn (1912), Florence Bulstrode (2902), Geraldine Greengrass-Yaxley (2257), Giovanni Urquart (1987), Heather Wood (5031), Ida Moody (1164), Loretta Lestrange (478), Martin Crouch (428), Mavelle Bones (3481), Nora Figg (3371), Patrick Steward (3021), Perseus Black (3050), Sacharissa Macmillan (296), Seraphina Prewett (2183), Theseus Fletcher (2961), William Lestrange (3688)


Strony (21): « Wstecz 1 … 17 18 19 20 21 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa