Rodolphus pozostawał w bezruchu, wpatrując się w jeden jedyny punkt, jakby się po prostu wyłączył. Gdy jednak Nicholas się poruszył i odstawił talerz, sięgnął po kubek, wzrok Lestrange odruchowo powrócił do jego sylwetki. Jakby mimo wszystko pozostawał czujny i skanował otoczenie, jakby wpatrywał się w takie miejsce, by mieć podgląd na wszystko wokół niego w jak najszerszym polu widzenia. Patrzył się w zasadzie w pustkę, ale faktycznie w okolice okna. Było jednak już ciemno, więc na pewno nie podziwiał widoku za oknem. Tam nie było nic ciekawego, ale przecież o to chodziło: by wzrok odpoczął, nabrał ostrości, by myśli przestały się ciskać jak wściekłe. Patrzenie na cokolwiek ciekawego nie dałoby tego efektu, a go właśnie chciał osiągnąć.
- Sprzątnę - poinformował, wstając i sięgając po różdżkę. Musiał wracać powoli do swojej rutyny, a dbanie o czystość było jedną z nich. Obaj nie dokończyli swoich porcji, machnął więc różdżką, by talerze powoli się uniosły w powietrzu. Przeszedł do kuchni, kilkoma ruchami nadgarstka przełożył jedzenie do pojemników, a talerze przeniósł do zlewu. Kolejne machnięcie różdżką i te zaczęły się zmywać, a on mógł przejść z powrotem do stołu. Nie wypił jeszcze całego naparu, chociaż nie był pewny, czy powinien to robić. Nie czuł się senny, ale sam nie wiedział - miał wrażenie, że być może odrobinę mu to pomogło? Czy jednak zdecydowałby się faszerować tym na dłuższą metę? Chyba nie. Jednorazowo, tak jak alkohol czy nawet papierosy, nie powinny mieć jakiegoś specjalnego efektu i wpływu na jego organizm. Rodolphus nie chciał się uzależniać od niczego, chociaż był już uzależniony po części od eliksirów na sen. Miał je przy sobie, wziął z mieszkania, tak jak garnitur, o który prosił Mulciber. Z cichym westchnięciem odłożył różdżkę na stół, a dłoń odruchowo powędrowała do koszuli. Rozpiął dwa guziki, wystarczające do tego, by zapewnić mu jako taki komfort. Sam wziął kubek w dłoń i ponownie spojrzał przed siebie, tym razem na Nicholasa. Jego wzrok jednak nie wyrażał zbyt wiele. Ale można było zobaczyć, że te iskry, które były widoczne jeszcze przed chwilą, odrobinę przygasły. Teraz w stalowych tęczówkach odbijał się wyłącznie płomień zapalonej świecy. Rzucał cień na pojedyncze plamki na stali, te ciemniejsze, które tylko gdyby mogły, to ułożyłyby się w obwódkę, by chociaż odrobinę złagodzić jego wzrok. Ale na pewne cechy swojego wyglądu nie miał wpływu, a i to, że jego oczy wydawały mu się wielu osobom dziwne, działało w sumie na jego korzyść.