Gorące języki ognia pieściły mrok i ściany jaskini swoim ciepłem, dając na chwilę ułudę rozgrzania w przestrzeni. Morpheus miał przy tym wrażenie, że niemal może posmakować magię na języku, jak w sali pojedynkowej Srebrnych Różdżek, z tym, że to nie były kontrolowane warunki i metaliczne uczucie bardziej przypominało krew, niż przyjemną adrenalinę pojedynku. W całym przedsięwzięciu nie było prawie nic przyjemnego, poza jednym, małym szczegółem. Obcowanie z zagadką, tajemnicą i artefaktem przyjemnie gładziło zmierzwione futro ciekawości Morpheusa. Nie chodziło tutaj o moc skorumpowania jego osoby przez mrok, miał mocny kręgosłup moralny, ale o dogłębne pragnienie wiedzy. Chciał dowiedzieć się, jak działa ów nóż, jak go opanować, aby śpiewał dla nich i w ich sprawie. Nóż, który złem dla dobrego wojuje.
Aby jednak zabrać w bezpieczne miejsce ostrze, musieli najpierw je uwolnić i wydostać się z wyspy, w miarę w jednym kawałku. I najlepiej w pełnym składzie. Morpheus myślał o tym, że będzie chciał albo pochować Alistaira na wyspie, jeśli okoliczności pozwolą, albo zabrać go na ląd i przygotować skromny pochówek. Czuł, że jest mu to winny. Myśl tylko przebiegła przez moment w głowie Morpheusa, ale złapał ją i zapamiętał, po czym wrócił do początku tego planu.
Wydostania broni z jej okowów. Kolejny wdech, okraszony gorącem ognia i wydech w chłodzie i zaklęcia. Do skutku.
— Expulso.
Sukces!
Akcja nieudana
Spoiler