Ciężko było się z tym nie zgodzić. Próba utrzymania zainteresowania ze strony Larson zakończyła się sukcesem. Niekoniecznie takim, jakiego Penny oczekiwała, ale... nadal był to sukces. I to, tak na dokładkę, sukces całkiem spory, Ostatecznie pojawiła się przecież w gazecie. Ostatecznie, w tej samej gazecie został też wspomniany sklep, który częściowo stanowił jej własność. Niektórzy mogliby nawet w tym miejscu stwierdzić, że przecież nie liczy się to co o Tobie mówią, byle tylko mówili.
- Taaak. - co więcej miała powiedzieć? Następnym razem z całą pewnością poszuka innego rozwiązania. Lepszego? Zastanowi się dwa razy, zanim coś opuści jej usta. W tej chwili była tego pewna tak bardzo, że dałaby sobie za to uciachać palca. Ba! Uciachać całą dłoń. A że za jakiś kilka tygodni by już tej dłoni nie miała... to się czasami zdarza. Zdarzyć może się dosłownie każdemu. Niewykluczone tylko, że niektórym takie rzeczy przytrafiają się nieco częściej niż innym.
Być może była jedną z tych niektórych.
Nie musiała być ze wszystkim na bieżąco, żeby pewnych spraw być po prostu świadomą. Człowiek nie był w stanie nie dostrzec tego, co od dłuższego czasu miało miejsce w kraju. Odbijało się to szerokim echem. Dotykało zbyt wielu ludzi. Dawało też solidne podstawy do wyrażenia obaw. Czy przez jeden głupi pomysł, nie zrobiła z nich kolejnego, potencjalnego celu? Nie tylko z samej siebie, ale też z Terry'ego, który przecież był współwłaścicielem sklepu. I mógł oberwać chociażby rykoszetem.
- Może powinniśmy porozmawiać z Aidanem? - podzieliła się myślą, która akurat w tym momencie przeszła jej przez głowę. Typowe. Kiedy coś było nie tak, to zawsze Aidan napraw. Aidan zrób coś z tym. Brakowało jeszcze Aidan zmieniłam się. Z drugiej jednak strony kto jeśli nie Parkinson? Ostatecznie był przecież brygadzistą. A pomoc kogoś takiego mogła być naprawdę cenna.
I nawet jej przez myśl nie przeszło, że w tej konkretnej sytuacji, ten jakże pomocny Parkinson może nie być zainteresowany udzieleniem jej pomocy. Choć dla wielu było to aż nadto widoczne, Penny pozostawała ślepa na to, że chłopak najwyraźniej coś do niej czuł; że mu zależało. I nawet gdyby ktokolwiek jej tu i teraz sprawę wyłożył, najpewniej by to zbagatelizowała. Uznała za jakiś głupi wymysł.
A przy okazji chlapnęła coś o tym, że Parkinson był ostatnim facetem, który nadawał się do jakichkolwiek związków.
Odnośnie Reginy, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że będą musieli się spotkać. Dogadać się ze sobą. Ustalić co dalej. Tyle tylko, że Penny niekoniecznie chciała wysłuchiwać jego marudzenia, użerać się z humorkami chłopaka. To co na temat jego ostatniej wizyty w Zaczarowanych Różnościach powiedział Terry, niekoniecznie zachęcało ją do tego, żeby z Malfoyem rozmawiać. Mogła w tym czasie znaleźć sobie jakieś przyjemniejsze zajęcie. Choćby odwiedzić mugolskiego dentystę.- Prawdopodobnie. Powinieneś był go zapytać czy już wyznaczył datę ślubu, żeby zaplanować sobie na ten czas dzień wolny. - zwróciła mu uwagę. W ten nieco bardziej wesoły sposób. Odrzucając gdzieś na bok wcześniejszą powagę. Może nawet towarzyszące jej obawy? Na ile było to jednak pozorne? - Mi też przydałoby się to wiedzieć, bo zorganizowanie sobie odpowiedniej kreacji na takie wydarzenie, to jednak spore wyzwanie. Podejrzewam, że pani Malfoy może mieć spore wymagania względem przyszłej panny młodej.
I pewnie były to podejrzenia całkiem słuszne. A wymagania - takie, których Penny nie byłaby w stanie spełnić, nawet gdyby potrafiłaby jednocześnie stać na głowie, pisać wiersze, spiwać i rzucać crucio. Wszystko to jednocześnie. Tylko czy musieli o tym mówić? Przecież to nie tak, że faktycznie zamierzała kupić sukienkę i wyjść za Malfoya. Może i była trochę postrzelona, ale nie aż tak bardzo.