11.03.2024, 23:10 ✶
Liczy się tylko to, że chcesz mnie skrzywdzić. Liczy się tylko to, że chcesz. Powiedz słowo, a będę płonął przez dziesięć dni.
Koniec czerwca i... właściwie jak na razie cały lipiec nie miały dla mnie litości. Czułem się rozbity, zmęczony, przerażony wręcz. I może to nawet nie wina czerwca ani lipca. Może na dobrą sprawę problemy zaczęły się już znacznie wcześniej, tylko nie chciałem tego do siebie dopuszczać? Obawy były ze mną od zawsze, od samego początku, odkąd tylko wrócił, a jakieś miłosne liściki i romantyczne książki, które dostawał w prezencie - od niedawna. I w sumie... czułem, że chciał się mnie pozbyć ze swojego życia, odtrącić mnie, zostawić.
W sumie już mnie zostawił i nie wracał dzień, teraz drugi... A ja walczyłem o każdy haust powietrza, walczyłem również o to by zachowywać się w miarę normalnie, jak gdyby nigdy nic, ale na dobrą sprawę, to nawet ślepy by zauważył, że coś nie grało. Byłem niczym otwarta księga, świeca, która diametralnie przygasła, więc.. Znikałem w odmętach swojego wozu, niby zajęty papierkami. Oddelegowałem robotę, zarządzanie całym cyrkiem w ręce The Tempest i ślęczałem nad dokumentami do późna, tak naprawdę nasłuchując i wyglądając przez okna, czy może jednak...
Ale jednak nie. NIE PRZYSZEDŁ. NIE WRÓCIŁ. NIE BYŁO GO. Odszedł? Zostawił mnie? Zostawił nas? Cały cyrk nawet? Ten świat? Coś innego przykuło jego oko? Inne życie, inni ludzie, inny ktoś... ktoś, kto był bardziej wystarczający? Czułem, że to moja wina. Wybuchnąłem wtedy, wyszedłem, a on wpadł w ten szał, w ten amok, w tę furię. Od tamtej pory było już inaczej. I to bolało, choć wiedziałem, że prędzej czy później to życie mu nie wystarczy. Bolało, chociaż było coraz gorzej. Bolało, że było tu zbyt pusto, zbyt cicho.
Drugi dzień pustki. Niebawem czekała mnie trzecia pusta noc, o której nie chciałem myśleć, a jednak. Myśli, wspomnienia, marzenia o Flynnie to była teraz pożywka dla mojej przygnębionej głowy. Ale starałem się nie wychodzić poza przyczepę, żeby znowu nie skończyć jak wtedy. Nie chciałem być znowu tym zagubionym chłopakiem, a jednak przerażała mnie nadchodząca noc, nadchodzące myśli i sny. Kusiło by sięgnąć po jakiś rozpraszacz. Wiedziałem bowiem, że znowu nie będę spał spokojnie, będę się budził zlany potem i będę odnajdował pustkę zamiast rąk, które mogłyby to wszystko ode mnie odgonić, hen!, daleko.
A może wcale tak nie będzie...? Miałem wrażenie, że usłyszałem znajome kroki na schodkach. Dziwne, bo zamiast poczuć ulgę, to spiąłem się jakoś bardziej, serce zaczęło mi walić jak szalone. Pochyliłem się nad tymi papierami, które w tej chwili nie miały dla mnie znacznie, ale właśnie uciekałem niczym spłoszone zwierzę, że niby pracowałem, że niby wszystko było w porządku...? Musiałem być silny by zachować pozory chociaż przed Flynnem. Nie chciałem go spłoszyć.