• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [06.08.72 ] Szaleństwo Widermere. Żyjemy na spokojnej wyspie ignorancji

[06.08.72 ] Szaleństwo Widermere. Żyjemy na spokojnej wyspie ignorancji
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
06.04.2024, 22:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:35 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

—06/08/1972—
Anglia, Jezioro Windermere
Sebastian Arterius Macmillan & Anthony Shafiq
[Obrazek: fcbZTOz.png]

Żyjemy na spokojnej wyspie ignorancji pośród czarnych mórz nieskończoności i wcale nie jest powiedziane,
że w swej podróży zawędrujemy daleko. Nauki — a każda z nich dąży we własnym kierunku — nie wyrządziły nam jak dotąd większej szkody; jednakże pewnego dnia, gdy połączymy rozproszoną wiedzę, otworzą się przed nami tak przerażające perspektywy rzeczywistości, a równocześnie naszej strasznej sytuacji, że albo oszalejemy z powodu tego odkrycia, albo uciekniemy od tego śmiercionośnego światła przenosząc się w spokój i bezpieczeństwo nowego, mrocznego wieku.



Nienawidził tego uczucia, kiedy jego podwładni wykazywali się rażącym brakiem kompetencji. Nienawidził po nich sprzątać, ale czasem sprawy musiały być załatwione, zamknięte, pogrzebane na zawsze w słodkich odmętach Styksu. Wolał, kiedy ów sprzątanie nie wymagały nadmiernych środków. Na szczęście czasem wystarczyło złoto. Czasem przysługa. Każdy człowiek miał swoje dźwignie za które można było pociągnąć.

Ubrany był niemalże cywilnie, w elegancki czarny frak. Mimo początku sierpnia, późne popołudnie w lesie było zwyczajnie nieprzyjemnie chłodne. Stukając obcasami, niespiesznie przeszedł drewnianym pomostem na jego kraniec, by przyjrzeć się podnoszącej nad mętną tonią mgle. Jego głowę zdobił wysoki cylinder, na moment z kieszonki wyciągnął kieszonkowy zegarek sprawdzając ile mu zostało czasu w tym paskudnym miejscu.

Zdawało się, że absurdem było pozostawanie tu minutę dłużej niż było to konieczne, ale Anthony lubił czasem smakować przestrzeni, które mu nie odpowiadały, tylko po to, by doceniać zaciszę własnego domu. Aksamitny kurz domowej biblioteczki był o tyleż przyjemniejszy, gdy wypierał swąd bzyczącego jeziora.

Sięgnął do kieszeni po złocistą papierośnicę, by wyciągnąć podłużną cygaretkę. Normalnie nie palił, ale uznał, że byłby to dobry czas, dobry moment na to, by odmierzyć ów cygaretką czas. Liczył też, że jego ubranie bardziej przejdzie zapachem dymu aniżeli mułu. Nie zaciągał się. Dym w ustach w zupełności wystarczył. Niespiesznie wypuścił z ust dwa przenikające się kręgi i trzeci najmniejszy, jak promienie gładkiej tafli wzburzonej upuszczonym kamieniem.

Cisza drążyła mu umysł. Treningi magii bezróżdżkowej i nagłe zmiany przyzwyczajeń wymuszające na nim zwiększoną aktywność fizyczną sprawiły, że tytoń przenikający przez błonę śluzową zakręcił mu w głowie. A może to ta mgła? Może opadający stres, niepewność negocjacji, które szczęśliwie były już za nim? Dłoń ukryta w skórzanej rękawicy złapała się za drewnianą barierkę.


!szaleństwoWindermere
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
06.04.2024, 22:34  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdradzi cię. Nie ufaj. Nie ufaj. Nie ufaj!
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, że ten zamierza cię zdradzić.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#3
07.04.2024, 15:10  ✶  
Coś za dużo tych atrakcji, jak na jeden tydzień, pomyślał kąśliwie Macmillan, maszerując pewnym krokiem przez osiedle domków wczasowych rozrzuconych na terenie ośrodka Widermere. Czy faktycznie miał na co narzekać? W ostatnich dniach dosłownie przeżywał drugą młodość: najpierw wybrał się na potańcówkę Brenny Longbottom, a teraz jeszcze miał spotkać się z kolegą z zagranicznego Instytutu Badań Historycznych. Francis był w Anglii przejazdem; planował odwiedzić paru znajomych przed podróżą do Ameryki i dziwnym trafem Macmillan znalazł się na tej liście.

Sebastiana ani trochę nie zaskoczyło to, że zatrzymał się akurat w mugolskim ośrodku. Francis, chociaż żył na co dzień pośród czarodziejów, wywodził się z rodziny półkrwi, która dużo bardziej preferowała swoje niemagiczne korzenie. A może kierował się kwestiami bezpieczeństwa? Bądź co bądź, obecna sytuacja społeczno-polityczna w Anglii nie należała do najlepszych, toteż skrycie się pośród mugoli było całkiem dobrym rozwiązaniem. Za to kompletnie nietrafionym pomysłem było to, aby umówić się z egzorcystą na konkretną godzinę i... wybrać się na spacer.

A tak przynajmniej twierdziła kartka wetknięta we framugę domku, który wynajął Francis na najbliższe dni. Macmillan pokręcił z niedowierzaniem głową, rozglądając się na prawo i lewo. Ośrodek nie należał do małych, więc próba sprawdzenia wszystkich jego zakamarków byłaby doświadczeniem zbliżonym do szukania igły w stogu siana. Cóż, pokręci się po okolice i wróci za jakiś czas. Może do tego czasu kolega wróci. Oby, bo inaczej brałem wolne na darmo, skomentował bezgłośnie, mrużąc ciemne oczy i kierując się w stronę molo przy brzegu jeziora.

Eh, a mógł wziąć okulary przeciwsłoneczne. Przyciemnione szkła kontrastowałyby teraz z jego jasną wyjściową garderobą. Zazwyczaj preferował czerń, jednak w tym wypadku zdecydował się na jasną koszulę z krótkim rękawem, wzorzastą kamizelkę i kremowe spodnie. Z ciemnych elementów stroju ostały się jedynie buty. Gdy dotarł do kładki od jakiej zaczynało się molo, zauważył samotną sylwetkę na jego końcu. Przystanął na moment, zastanawiając się, czy jednak nie zawrócić lub po prostu przejść się brzegiem jeziora. Nie przepadał za tłumami, podobnie jak nie przepadał za obcymi, więc chyba lepiej by było, gdyby...

Zmarszczył czoło, gdy zdał sobie sprawę, że nawet od tyłu z pozoru nieznany mężczyzna wydawał się znajomy. Sebastian może i nie był duszą towarzystwa, ale znał ludzi. Zwłaszcza tych powiązanych z kowenem. A kto, jak kto, ale Anthony Shafiq był z nim dosyć mocno związany. A raczej fortuna jego rodziny, jaką przeznaczał na renowację różnych miejsc kultu i remonty w londyńskiej siedzibie kowenu. Ileż to tabliczek było rozsianych po Anglii z podziękowaniami dla niego!

— Niech Matka pana prowadzi, panie Shafiq — odezwał się szorstko Sebastian, gdy w końcu znalazł się przy mężczyźnie. — A jej łaska niech dopomoże we wszelkich przedsięwzięciach, jakich próbuje się pan tu podjąć. — Skinął głową, opierając sztywno dłonie o balustradę. — Kogo jak kogo, ale pana nie spodziewałem się widzieć w mugolskim ośrodku.

Uniósł minimalnie kąciki ust, taksując zaciekawionym wzrokiem sylwetkę mężczyzny. Frak wydawał mu się przesadą, biorąc pod uwagę, że był środek lata, a spora część gości ośrodka paradowała w dużo bardziej skąpych strojach. Na Morganę, jeszcze ten cylinder. Jeśli Anthony próbował wtopić się w lokalny tłum, to raczej mu to nie wychodziło zbyt dobrze. Momentalnie przyciągał do siebie wzrok.

!szaleństwoWindermere
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
07.04.2024, 15:10  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdradzi cię. Nie ufaj. Nie ufaj. Nie ufaj!
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, że ten zamierza cię zdradzić.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
12.04.2024, 12:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2024, 12:21 przez Anthony Shafiq.)  
Obmierzły głos wyliniałego klechy zmroził Anthony'emu krew w żyłach. Nim odwrócił się do niego, zaciągnął się raz jeszcze, niespiesznie i z rozmysłem, kupując sobie czas na to, by znów zakuć ciało w żelazne kajdany woli. Słowa pozdrowienia zdały mu się zawoalowaną groźbą. Zupełnie jakby Macmillan znał rzeczywiście cel wizyty Shafiq'a w mugolskim ośrodku. Zupełnie jakby wiedział, a teraz chciał go zaszantażować.

Czy aby na pewno? Twarz dyplomaty przyjęła uśmiech dedykowany tego typu rozmowom, bankietom, negocjacjom, które odbywały się nie tylko w zaciszu sal konferencyjnych ale i na korytarzach, rozgrywki w rozgrywkach, finty i ostrzami najeżone języki. Nic, doprawdy nic nowego. Nic niezwykłego. Anthony mimo ostrzegawczego skrętu kiszek czuł się w gruncie rzeczy całkiem spokojny – klecha wyprał dla niego dostatecznie dużo brudnych pieniędzy, ażeby teraz stanowić dla niego jakiekolwiek zagrożenie. Jeśli sypnie komukolwiek, Anthony dopilnuje by poszedł z nim na samo dno mariańskiego rowu.

–Och, ojcze Sebastianie, zaskoczenie jest w oczywisty sposób odwzajemnione! – słodka emfaza rozjaśniła jeszcze bardziej kąciki ust obracającego się z wystudiowaną galanterią mężczyzny. – Z przykrością donoszę, że moje ofiary dla Matki nie były dostatecznie wysokie i pomimo Twego błogosławieństwa, cel mojej misji nie został zrealizowany. Poszukiwany przeze mnie Bagshot był nieobecny w miejscu, w którym się go spodziewałem, a zatem pozostanie mi tylko korespondencja, jako najskuteczniejsza forma komunikacji w tych... jakże zabieganych czasach. – Już dawno pogodził się, że nie ma w rękach tak skutecznego narzędzia do prowadzenia rozmowy jak jasnowidzenie, niemniej szczęśliwie świat dysponował całym pakietem tradycyjnych możliwości zabezpieczania swojego bytu. Był przygotowany, bajeczka była uszyta na miarę w razie komplikacji. Ktoś powiedziałby, że za dużo powieści szpiegowskich? Proszę, to nie kryminały, to Sun Tzu już w latach dzieciństwa uczył go odpowiednich taktyk. Dobre przygotowanie, przewidywanie, rekonesans... nawet w sprawach tak pozornie błahych jak sznurowanie ludziom ust. Jak widać opłacalne.

– Dziwne to miejsce, nie sądzisz ojcze? Słyszałem o śmierci, która zdarzyła się tu kilka dni temu i mam wrażenie, popraw mnie jeśli mylne, że to obecnie bardzo nie-mugolski ośrodek. W końcu, coś też musi tłumaczyć Twoją w nim obecność, czyż nie? Nie przypominam sobie, żeś w szeregu wiernych miał mugoli? – Może coś go ominęło? Jakaś nowa ideologia kościoła powszechnego? Pociągnął znów z wąskiej, otoczonej czarną bibułą cygaretki, z pełną swobodą opierając się o balustradę pomostu, aby podkreślić każdym najdrobniejszym detalem mowy ciała jak bardzo nie czuje tego, co właśnie kuło go uporczywie we wnętrzu głowy. Nie było to jakoś wybitnie trudne. W końcu robił to od lat. Taką miał pracę.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#6
13.04.2024, 00:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 12:00 przez Sebastian Macmillan.)  
Nie nazwałby Anthony'ego człowiekiem wyjątkowo pobożnym. Nie należał do grona wiernych, którzy zjawiali się na każdym obrządku, aby oddawać część Matce, a i nie przypominał sobie, aby podczas większych obchodów przystąpił do ceremonii wyznania win i grzeszków. Wprawdzie jako osoba ciesząca się tak wysoką pozycją na pewno miał jakiegoś zaufanego spowiednika, ale tego Macmillan już nie musiał wiedzieć. A to wzbudzało wątpliwości. Bądź co bądź, Shafiq mógł równie dobrze od lat nie być u spowiedzi. A kto wie, co też mogło kryć się w jego sercu? Jakie wątpliwoci dręczyły jego umysł?

Zapewne takie związane z pieniędzmi, pomyślał nieufnie. Może powinien mu dać większy kredyt zaufania, z uwagi na to, jak chętnie dawał pieniądze na funkcjonowanie kowenu, jednak... Jak nie wiadomo było, o co chodzi, to chodziło zazwyczaj o kasę. O góry galeonów i grube przelewy z najgłębszych podziemnych skarbców Banku Gringotta. Sebastian nigdy nie przyjmował osobiście opłat od Anthony'ego, a co najwyżej pokazywał mu efekt końcowy celów, jakie wspomógł. Odrestaurowanie pomnika, odnowa miejsca kultu, remont, krzewienie wiary w Matkę poprzez wspieraniu wydawania gazetek parafialnych za granicą. A kto wie, jaki Shafiq miał w tym właściwie cel? Może próbował w ten sposób odpokutować za swoje winy? Jakby parę galeonów mogło to załatwić...

— Wpływy Pani Księżyca sięgają daleko i są w stanie skruszyć najtwardsze serce, jednak jej uwaga na nikim nie może pozostać skupiona na długo. Każde z nas jest równe wobec Stworzycielki, albowiem wszyscy jesteśmy jej dziećmi. — Wyprostował się, przyjmując ton głosu znany przede wszystkim z prowadzenia obrzędów w kowenie. — Niektóre pociechy wymagają bezpośredniego wsparcia, podczas gdy inne Matka uważa za wystarczająco silne, aby pięły się na szczyt swych możliwości bez jej bezpośredniej interwencji. — Zerknął kątem oka na Shafiqa. — Być może nadszedł moment, gdy Matka pozwoliła panu wziąć pewne sprawy we własne ręce.

A może testuje cię, żeby sprawdzić, czy od razu komuś zapłacisz, żeby znalazł twoją zgubę za ciebie, pomyślał, dalej pozostając jednak niewzruszony. Kwaśny wyraz twarzy w żadnym stopniu nie był u niego niczym niezwykłym. Shafiq mógłby się zacząć martwić, gdyby Macmillan uśmiechał się do niego serdecznie i próbował poklepać po ramieniu. Wtedy zalecane by było natychmiastowe wezwanie oddziału egzorcystów z Ministerstwa Magii i zarezerwowanie izolatki w Lecznicy Dusz. Tak na wszelki wypadek.

— Istotnie. Bagshotowie w ostatnich czasach bardzo upodobali sobie listy. I nauczyli się wykorzystywać je do czegoś więcej niż prostego przesyłu informacji — rzucił, wbijając wzrokiem w jezioro. — Teraz zdarza im się dodawać jeszcze galeony do swoich wysyłek.

Dalej nie podobało mu się to, jak został potraktowany przez Isaaca, gdy ten podstępem zaprosił go do swojego rodzinnego domostwa. Wybaczył mu tę zagrywkę, jednak nie zapomniał. A jakie były szanse, że Anthony wiedziałby, do czego pije, a przede wszystkim do kogo konkretnie? Jakby mało Bagshotów chodziło po tym świecie... A sądząc po tym, jaki Isaac miał stosunek do swoich badań historycznych, możliwe, że wykazywał się rozwagą w rozmowach o swoich konsultantach. O ile mu życie miłe, bo Sebastian, jak Sebastian, ale jak trafi na kogoś z wyższej półki...

— Świadomych nie mamy — potwierdził, czując się nieco jak osaczone zwierzę, gdy Shafiq próbował tłumaczyć mu kwestie jego wiary. — Aczkolwiek człowiek pana pokroju, tak oczytany i szanowany, powinien jednak wiedzieć, że nie trzeba znać bóstwa, aby je wyznawać. Matka jest wszędzie wokół nas; w swoim dziele. W toni jeziora, podmuchach wiatru i opadach deszczu. Jeśli mugole mają chociaż trochę szacunku do przyrody, to wspierają jej dzieło.

Zamrugał, dopiero po chwili uświadamiając sobie, co dokładnie powiedział do niego mężczyzna.

— I jakiej śmierci?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
13.04.2024, 11:56  ✶  
Napompowane okadzonym sianem zdania wypływały z ust kaznodziei, wzbudzając w Anthonym tylko odrazę.

Zazwyczaj nie palił, traktował fajkę, ustnik czy tez podłużną cygaretkę jako atrybut wspierający rozmowę, wymuszający oddechy i pauzy, stanowiący doskonałe pióro dla zaznaczenia interpunkcji ulatującego w przestrzeń słowa. Tym razem zapalił, aby odsunąć od siebie nadgniłą woń jeziora, mulistego brudu, na którym wspierały się zbutwiałe deski. Słodka woń tytoniu wysączonego wiśniowym syropem wspierała go jednak bardzo, by nie czuć tego opium, jakim karmił go Macmilan.

Rozmowy o wierze, zawsze były trudne, zwłaszcza z pasterzem, który traktował Cię jak jedną z pospolitych owiec potrzebujących poświęconej księżycem rózgi nad głową i obietnicy wiecznego żłoba, w nagrodę za poderżnięcie gardła, ach nie... w nagrodę za dobre podążanie wyznaczoną ścieżką. Gardził tym dymem, po części mu przecież zazdroszcząc faktu, jak łatwo omamiał i sterował masą. Władza, pieniądze, to była potęga i wygoda, ale rząd dusz...? A jeszcze będąc kapłanem nie musiał budować swojej własnej opowieści, zasłaniając się dawno sprawdzonymi kościelnymi metodami, wyświechtanymi frazesami, które być może działały na spragnione prostych odpowiedzi móżdżki trzody.

Każde ze słów, każde z gładkich zdań mógłby zbić w trzech prostych ruchach. W myślach obracał kołami retoryki, szafował pytaniami wytrącającymi oręż, zmuszającymi interlokutora do podjęcia wyzwania do wysilenia się choć na chwile, by mówić językiem autentyzmu, wprost z zepsutego zgnilizną hierarchicznej, skostniałem struktury serca. Oczywistym było, że nie trzeba znać bóstwa aby je wyznawać, wręcz przeciwnie, im mniej w niższych rzędach u dna piramidy znało się to bóstwo, tym łatwiej było podpiąć jakikolwiek rozkaz, zaszczepić jakąkolwiek myśl, manipulując prostym obrazem Księżycowej Pani. Modyfikować jej obraz, na swój własny, na swoje podobieństwo, przekonać, że to co się mówi, jest jej wolą. Divinum inscrutabilia sunt iudicia, banalne wytłumaczenie każdego zrujnowanego domostwa, które miała strzec, każdego pękniętego życia. Ale to co osiągnąłeś nie jest Twoje, to ona kierowała Twymi dłońmi, bardzo wybiórczo podchodząc do własnej uwagi.

Żałosne, miałkie i doskonałe w efektywności.

A więc Anthony palił, a strużka dymu wynosiła z jego płuc cały jad. Nie musisz mi dawać opium, mam swoje patrz, jak przepływa przez moje zęby. Kowen był ważny, a oni współpracowali, tak różni a tak podobni sobie, zarządcy. Nie widział sensu w przeprowadzaniu tych ataków, dla samej przyjemności wygranego pojedynku, mógł potem opłakiwać straty na wojnie, gdy trujący język zacznie nastawiać ludzi przeciw niemu. I tu już nie chodziło o tępe stado. Tu chodziło o barany oddane wierze, których uderzenie rogów mogło już zaboleć, o członków ministerialnej elity płuczącego w spojrzeniu Matki swoje wszystkie matactwa, kupującego sobie wstęp do nieba, kupujących niepamięć grzeszków szeptanych w zaciszy willi spowiednikowi.

– Kilka dni temu znaleziono tu topielca. Jakaś kobieta nie miała zbyt wiele szczęścia, zdaje się, że zażywała wieczornej kąpieli i... cóż. Woda bywa bezwzględna. – Przecież nie powie, że Matka nie zauważyła, a przecież jej śliczne lico błyszczało nad czarną tonią, gdy bezgłośnie walczące o oddech ciało... Mimowolnie wzdrygnął się, a lepki lodowaty strach wyparł na moment wszystkie myśli, które krętymi ścieżkami obejmowały płat czołowy mózgu. Tym razem odruch nie był świadomy, układ limbiczny domagał się swojej ofiary. Oto stoisz nad jeziorem idioto, a jedno pchnięcie, jedno skutecznie wypowiedziane zaklęcia ustami skwaszonego rozmówcy sprawi, że całe Twoje piękne życie pryśnie, a Ty staniesz nago przed sądem Boginii i co jej powiesz? Jak wkupisz się w łaski?.

Odsunął się od barierki, oddech spłycił mu się, a pętla prymarnego strachu nie chciała odpuścić.
– Jest w tym coś niepokojącego. To że teraz patrzymy na niemego mordercę tej biednej kobiety i nic nie możemy z tym zrobić, w żaden sposób go ukarać. Czy ta woda... nie jest czarniejsza niż zwykłe jezioro? – absurd skropiony potem ściekającym po skroni. Już nie wiedział czy patrzeć na Sebastiana czy na jezioro. Czas odmierzany palonym papierosem kończył się nieubłaganie, nie chciał czmychać jak grzesznik, tym bardziej nie chciał czmychać jak przerażony zaskroniec. Zrobił kolejne dwa kroki w tył, aby znaleźć się na ziemi. Taktyczny odwrót i tak miał wracać, czyż nie? Zmusił ciało do posłuszeństwa, do wyprostowanej sylwetki. Wyciągnął różdżkę, by zniknąć szczątki cygaretki, ale wciąż słysząc szept w głowie przestrzegający go przed zagrożeniem. Stalowe oczy na moment wzniosły się ku Macmilanowi. Na lądzie miał większe szanse, dystans był odpowiedni, tarcze łatwe do wzniesienia... Nie rozumiał sam czemu szykuje się do pojedynku, brak kontroli podsycał tylko rosnący strach a ten nigdy nie był dobrym doradcą...
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#8
13.04.2024, 12:34  ✶  
Wiara, ale i słowo kowenu było jego tarczą. Czymś, za czym mógł się schować w chwilach, gdy nie wiedział, co powiedzieć lub jak się zachować. Może i nie nosił na sobie tradycyjnych szat kowenu, jednak samo przywołanie imienia Stworzycielki pozwalało mu wytyczyć bezpieczną ścieżkę przez dyskusyjne pole bitwy. Nigdy nie lubił rozmawiać o sobie, a tematy zawodowe, historyczne czy związane z duchami pozwalały wznieść mur z przydługich monologów, które skrzętnie ukrywały to, jak mało w gruncie rzeczy mówił na co dzień o swoim własnym życiu.

— Trudno winić toń jeziora za jej naturę — odparł zachrypniętym głosem. — To dalej dziki żywioł, a człowiek dalej próbuje go ujarzmić i podporządkować swojej woli. A to rzadko kiedy kończy się dobrze. Przyroda zawsze znajdzie drogę.

Człowiek mógł sobie wmówić, że wielkie okręty dawały mu władzę nad morzem i oceanem, ale czy rzeczywiście tak było? Czasem ludzkość oswajała niektóre tereny z szacunkiem, a w innych przypadkach robiła to brutalnie, wpijając się w zdrową tkankę z trucizną na zębach. A nawet wtedy środowisko potrafiło znaleźć sposób, aby pokazać, że bez względu na to, czy człowiek był mugolem, czy czarodziejem, tak nie był gospodarzem tego świata, a jedynie gościem.

Czy tak było w tym przypadku? Czy jezioro pochłonęło nieuważną kobietę w akcie sprzeciwu wobec ośrodka, który zagarnął okoliczny teren? Sebastian zmarszczył brwi, ściągając dłonie z balustrady i splatając je za plecami. Wypadki chodziły po ludziach, a wolna wola sprawiała, że nawet najpotężniejsze bóstwa nie były w stanie powstrzymać śmiałków przed tym, aby nie zachłysnęli się własną głupotą. Wolność do obierania własnej ścieżki była darem, ale nie każdy potrafił nim odpowiednio rozporządzać.

— Chyba wszystko zależy od punktu widzenia, panie Shafiq — odparł, prostując się nienaturalnie, gdy mężczyzna wycofał się w tył. Czuł, że jest przez niego obserwowany, a to sprawiało, że czuł się nie na miejscu. Przywykł do tego, że zazwyczaj to on przypatrywał się innym z podwyższenia podczas obrządków lub skrytego w kącie stolika ministerialnej kafeterii. — Czy dalej widziałby pan ten mrok, gdyby nie wiedział o utonięciu...?

Nie miał przygotowanej żadnej odpowiedzi. Jezioro wyglądało jak... Cóż, jezioro. Tragiczne wydarzenia potrafiły jednak wpłynąć na percepcję człowieka, a śmierć i akty brutalności potrafiły odcisnąć swoje piętno na niektórych miejscach. Może Windermere było przeznaczone stać się jednym z nich? Może bezimienna kobieta przypieczętuje los mugolskiego ośrodka i zamiast o leśnym kurorcie będzie się mówić o tym miejscu, jako o tym miejscu, gdzie utonęła kobieta? Może taki był plan natury?

— Chciałbym zapalić świecę ku pamięci tej kobiety i pomodlić się za nią — odezwał się niespodziewanie, dalej pozostając jednak w bezruchu z ciemnymi oczyma wbitymi w taflę jeziora. — Wydaje mi się, że w głównym budynku jest mała sala spotkań. Chciałby się pan do mnie przyłączyć, panie Shafiq?

Test, a może próba zabezpieczenia samego siebie? Mężczyzna zachowywał się nadzwyczaj podejrzenie, jednak chyba nie odważyłby się z jakiegoś powodu zaczepiać kapłana? I czemu miałby? Czy Macmillan kiedykolwiek zrobił mu krzywdę lub nadepnął na odcisk? Nie odważy się wśród pracowników, podpowiadał mu cichy głosik w jego głowie. Poza tym... Był ciekaw, czy Anthony zgodziłby się do niego dołączyć. Czy schowałby dumę do kieszeni i przykląkł przed boginią, aby wstawić się za duszą tragicznie zmarłej kobiety?

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#9
16.04.2024, 12:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2024, 12:04 przez Anthony Shafiq.)  
Skrzypnęła czarna skórzana rękawiczka na dłoni ciasno trzymającej cisową różdżkę. To już nie były ckliwe kurtuazyjne przepychanki w których stawka toczyła się o cudzą reputację. Natura znajdzie drogę, a czyż on nie był jej reprezentantem? Myśl o tym, że kapłan przybył tutaj, aby bez świadków pozbyć się Anthony'ego zacisnęła się na szyi nieznanej paranoi, nienaturalnej ale intensywnie odbierającej zdolności logicznego myślenia.

Nie było powodu by ojciec Macmillan chciał jego śmierci. A jednak, oto stali na przeciwko sobie szykując się na ostateczny pojedynek. Jeden niewłaściwy krok, jedno mrugnięcie, odsłonięcie boku.

Anthony wychowany w rodzinie wojującej słowem, a nie mieczem, był poniesiony rozedrganą wyobraźnią, pulsującą jak głucha pieśń jeziornej czerni. Krew zalewała mu zmysły, wypatrywał tego jednego dobrego momentu, tej chwili gdy...

...pytanie Sebastiana zawisło w powietrzu, ale nie znalazło swojej odpowiedzi w pustce, jaka pozostała w przestrzeni zajmowanej przed chwilą przez Anthony'ego Shafiqa. Teleportacja była natychmiastowa, pozostawiająca charakterystyczną woń rozładowania magii naginającej przestrzeń do woli zaklinającego.

***

Opadł na fotel w swoim apartamencie na Alei Horyzontalnej. Różdżkę niedbale odrzucił na podłogę, a cylinder odłożył na stolik. Uciekł, udało mu się, zachował życie, zachował...
... refleksja nad tą dziwaczną rozmową przyszła nagle i ściągnęła w zaniepokojeniu brwi dyplomaty. Słowa pospiesznie przywoływane przez umysł, spisywane na kartce drżącą z doświadczonych emocji ręką, zdawały się nie nieść absolutnie ciężaru, który ledwie chwilę temu wzbudzał w nim tak podstawowy dla egzystencji strach. Patrzył się przez moment z zastanowieniem na zanotowany z pamięci dialog, po czym tknięty najgorszym przeczuciem sięgnął arkusze już wcześniej zaadresowane do dwóch najważniejszych osób w jego życiu. Były rzeczy ważne i ważniejsze, na przeprosiny wystosowane do swojego partnera biznesowego przyjdzie jeszcze czas.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1770), Pan Losu (68), Sebastian Macmillan (1629)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa