Czekałem sobie na Maykę. Nie wiem, czy traktowała to jak randkę, czy też nie, ale nie pytałem jej nigdy w trakcie naszych spotkań o to, bo wiedziałem, że wtedy jej włosy zrobią się częściowo różowo-czerwone, a to będzie oznaczało, że się zawstydziła, a ja nie chciałem jej zawstydzać, bo kiedy się zawstydzała, zamykała się w sobie, a ja chciałem żeby było można z nią konie kraść, więc zaprosiłem ją na którąś z kolei randkę-nie-randkę by nieco poszaleć i oswoić siebie nawzajem. Nie zdążyłem wspomnieć, żeby się elegancko ubrała jak przystało na obrzydliwie bogatą damę-nie-damę, ale to za chwilę, kiedy już jej powiem szczegóły, bo ona jeszcze nic nie wiedziała. Ten genialny pomysł wciąż znajdował się w mojej głowie, więc czekałem z niecierpliwością aż nadejdzie pod wskazane miejsce, to aż wybuchłem podniecony energią nieograniczoną w swoim ogromie. Wiadomo, wszystko u mnie w normie.
- MAM DLA CIEBIE TAKI ZAKŁAD, TAKI ZAKŁAD, ŻE JAK USŁYSZYSZ, TO WALNIESZ, ALE NIE MDLEJ MI TU, BO JA CHCĘ SERIO ZROBIĆ TO COŚ SZALONEGO ŻEBY SIĘ POBAWIĆ, WYLUZOWAĆ, ŻEBY BYŁO FAJNIE, WIĘC SŁUCHAJ, BO TO NAPRAWDĘ BĘDZIE COŚ BARDZO SUPER. ZARAZ NAM TU TRANSMITUJĘ WDZIANKA NA COŚ SUPER ELEGANCKIEGO I ZADANIE, WYZWANIE, ZAKŁAD - NAZWIJ TO JAK CHCESZ, MAYKA, ABY SIĘ ZGÓDŹ, BO JAK TRANSMUTUJĘ NAM UBIÓR TO OD TEJ CHWILI BĘDZIEMY UDAWAĆ TAKĄ NADĘTĄ, BOGATĄ PARĘ... ALBO OBRZYDLIWE BOGATĄ PARĘ, CO TO BĘDZIE PARTNERAMI W ZBRODNI, JAK NAM POLECI, ALE PRZEGRA OGÓLNIE TEN, KTO PIERWSZY SIĘ WYŁAMIE Z TEJ GRY. POWIEDZ MI CO TY NA TO!? - zapytałem, właściwie już teraz chcąc odpowiedzi, więc podrygiwałem niespokojnie, czekając na zgodę, ale nie pospieszałem, a może pospieszałem, ale nieświadomie, chcąc tę odpowiedz usłyszeć. No dawaj Mayka zgódź się, będzie fajnie-fajnie-fajnie. Będzie fajnie totalnie. Jak zresztą zawsze to z Leo było, no nie? Napijemy się jakiegoś wymyślnego alkoholu, może wylądujemy w kasynie. Albo na jakimś balu? I będziemy tańczyć na środku parkietu niczym książę i księżniczka albo coś. Ja byłem zdolny do wszystkiego, a Mayka to wiedziała i myślę, że już to zaakceptowała albo akceptowała powoli, więc uśmiechnąłem się do niej, kiwając głową. Tak, zrób to. Zrób to! Zrób to! Zrób to!
Jakiś antyczny artysta mógłby właśnie użyć mojego wizerunku i mojej mimiki twarzy do namalowania cwanego Lucifera. Ale tego jej nie mówiłem. Zresztą, pewnie nie wiedziałaby, kto to diabeł i z czym się go je.