• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [08.08.72] Szaleństwo Windermere. There's a bluebird in my heart | Laurent x Perseus

[08.08.72] Szaleństwo Windermere. There's a bluebird in my heart | Laurent x Perseus
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#11
09.04.2024, 14:19  ✶  
Nie odpowiedział nic na jego rewelacje o mugolach; zamiast tego pozwolił, by umysł przysłoniło mu pewne mgliste spojrzenie. Londyński hotel urządzony z przesadzonym blichtrem, unoszący się w powietrzu dym tanich papierosów, jego policzek przytulony do rozpalonego torsu i równomierny rytm wybrzmiewający pod żebrami. Jego serce bije tak samo jak moje, zauważył wtedy ze zdumieniem. Matka przecież powtarzała mu, że mugole nie mają serc.
Zagajnik zamknął ich w swoich objęciach; ściana drzew oddzieliła ich od świata, ukryła ich przed ciekawskimi spojrzeniami. Tylko unisona dźwięków wydawanych przez nocne istoty uświadamiała mu, że nie są całkowicie sami ze swoimi kołaczącymi sercami i rozbieganymi myślami. Nie znalazł w tym jednak pocieszenia - wręcz przeciwnie, zdawało mu się, że coś ciężkiego osiadło na jego wiotkich ramionach i z każdą kolejną chwilą coraz bardziej się pod nim zapadał.
— Nie jest mi ani trochę łatwo — wyznał zbolały. Bo przecież miłość wcale prosta nie była, zwłaszcza dla człowieka, którego życie jawiło mu się jako gordyjski węzeł; bo przecież Perseus nie miał prawa Niechętnie wypuścił jego ramię; bał się jednak, że jeśli zbyt długo będzie szukał ciepła jego blasku, to wkrótce sam obróci się w popiół. Z drugiej strony, byłaby to całkiem przyjemna śmierć — Ale jesteś warty każdego trudu.
Pod wpływem jego następnych słów odsunął się od Laurenta niczym zranione zwierzę; gwałtownie, z lękiem odbijającym się w onyksowych tęczówkach. A potem znieruchomiał, przyjmując na siebie całą niewypowiedzianą gorycz. Już dobrze, chciał powiedzieć, ale ten dziwny ciężar przeniósł się z ramion na klatkę piersiową i Perseus na moment zapomniał jak oddychać.
— Przestań. Nie... Nie mów tak. Nigdy nie chodziło tylko o seks — odparł cicho, obawiając się, jak Prewett zareaguje na jego konfidencjonalność. Odwrócił od niego wzrok, czując, jak srebrne łzy zbierają się w kącikach oczu. Pośpiesznie otarł jedną z nich kciukiem, jednak zbyt wolno, by zrobić to dostatecznie dyskretnie — Tylko przy tobie czuję się cały. Jakby... jakby ta pustka we mnie miała twój kształt. Wreszcie zrozumiałem czym jest tęsknota, którą czułem przez całe życie — wreszcie zebrał się na odwagę, by spojrzeć mu w oczy; jego własne były szkliste, a głos drżał na granicy wzruszenia — Umiem ją nareszcie nazwać i jestem przerażony, bo nosi twoje imię. Pytasz, co mnie powstrzymuje? — skrócił dystans między nimi, wypuścił z ręki laskę, która z cichym łoskotem odbiła się od wystającego pod nich nogami korzenia, a następnie chwycił Laurenta za koszulę i przyciągnął do siebie — Spójrz tylko na mnie. Spójrz i pomyśl, co mogę ci dać. Chwile uniesień? I co dalej? Wyrzuty sumienia, czy ukrywany przed światem romans? Kilka enigmatycznych listów, potajemne spotkania... Jak długo bylibyśmy w stanie to ciągnąć? Jak długo byłbyś w stanie wytrzymać świadomość, że zawsze będziesz na drugim miejscu? Na Merlina, Laurent! Nie uważasz, że zasługujesz na coś lepszego niż taki los? Nie jesteś barową miłostką, którą można, jak to sam określiłeś, przelecieć. Jesteś kimś więcej i zasługujesz na więcej.
Nie wspomniał o Vesperze nie dlatego, że ich małżeństwo nie miało w tej kwestii żadnego znaczenia, lecz dlatego, że uważał, że nazywanie drugiej osoby przeszkodą było przede wszystkim krzywdzące i prowadziło do frustracji. Już raz postrzegał żonę jako utrudnienie na drodze do szczęścia i nic dobrego z tego nie wynikło. A przecież kochał ją, była jego przyjaciółką i powierniczką, matką jego dzieci i nie widział u swego boku innej kobiety. To wszystko było zbyt trudne i skomplikowane...
Jego uścisk złagodniał. Przeniósł ręce na ramiona Laurenta, jakby chciał go objąć, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie.
— Chciałbym, abyś mógł spojrzeć na siebie w taki sam sposób, w jaki widzę cię ja.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
09.04.2024, 17:41  ✶  

Nie miał okazji zaprzyjaźnić się z mugolami, poznać ich świata. Świat, który widział oczami dziecka był zbyt zamglony - bardziej niż wspomnienie, które było owinięte nikotynowym dymem w umyśle Perseusa. Nie widział różnicy między mugolakami a czarodziejami czystej krwi, jaką miałby dojrzeć między sobą a kimś, kto nie dzierżył różdżki przy boku? Co najwyżej taką, że tamten nie był w stanie zmienić się w fokę i dać susa do wody, że nie rozumiał jej szeptów i przesłań, albo że miał takie nieszczęście, by nigdy nie zachwycić się jadeitową otchłanią oczu Perseusa Blacka. Różnice wielkie i zarazem nie mające znaczenia wobec tego, że czuli tak samo, oddychali tak samo i ich serca biły - tak samo. Tak samo biło serce jego i Perseusa teraz. Nie... nie dokładnie tak samo. Kiedy go trzymał i kiedy tak szli to jak za każdym razem, kiedy ich kontakt fizyczny był dłuższy stawali się gliną, którą dłonie Wszechświata zlepiały w jedno. Dwie sylwetki kręcące się na kole garncarskim, które stawały się obrzydliwie niezidentyfikowanym obiektem dla reszty społeczeństwa. Dlatego nikt nie mógł ich widzieć. Nikt nie mógł być świadkiem. Dlatego trzymanie rąk z daleka i ucinanie spojrzeń było takie istotne.

Nie jest mi wcale łatwo. Sosny i dęby były świadkiem, że drżenie serc i waga ich bolączek to proces, któremu nie mogła sprostać Temida. Nie radził sobie z tym Ares, choć mówili, że miłość podobna była do wojna, a w końcu uśmiechała się bezradnie i sama wspominana już Afrodyta, a Eros i Apollo rozkładali swoje ręce. Nie ma takiego leku i nie ma takiego ratunku, który wyrwie to uczucie z twojej piersi i uwolni cię od niego. Laurent nie pozwalał sobie na zatopienie się w nim bo wiedział, jakie było bolesne. Wiedział to jeszcze przed Kaydenem, który tak go oczarował, że w końcu selkie uległ słabości i pozwolił sobie na tą słodką miłość, która uskrzydlała i zamieniała go w motyla osiadającego na białych płatkach lilii. Teraz nie chciał być motylem, którego Perseus zgniecie w swoich palcach dokładnie tak samo, jak zrobił to Kayden wcześniej. To, jakim był opium, jaki był uzależniający swoimi spojrzeniami, głosem, tekstami - to wszystko tylko dokładało odważników na wadze jego serca przekonując, że nie może temu ufać. Nastanie nowy poranek i nic z tego nie będzie prawdziwe. Wystarczy wyjść do ludzi, w oczach których staną się karykaturami. Tylko że Perseus tymi słowami powiedział wprost - o miłości. Nie haśle rzuconym w przestrzeń. To było jasne wyznanie miłości, które zupełnie Laurentem wstrząsnęło i sprowadziło strach na jego twarz. To odsunięcie stało się obopólne, jakby ten dotyk nagle mógł zranić ich obu. Tymczasem jedyne, co się zmieniło, to chłód, jaki nagle Laurent poczuł na swoim ciele, a który Black rozganiał samą swoją obecnością. Krwią tak gorącą jak ta kropelka, która upłynęła przy jego zdenerwowaniu.

- N-nie płacz... - Czemu płakał? Dlaczego to wszystko było takie trudne? Uderzone jak błyskawicą z nieba, wręcz wpadło w sieć surrealizmu. Z której książki wyrwano kartkę tej opowieści, na którą zostali wlepieni? Nawet jeśli mu nie ufał to nie usprawiedliwiało go to do takiego traktowania Blacka. Zimne łapy zacisnęły się na jego sercu od tego widoku. - Przepraszam, nie chciałem. - Tak, nie chciałeś. Nie chciałeś go ranić, ale to nie do końca prawda. Wszystko się po prostu pieprzyło i komplikowało w tej połamanej głowie. Słowa grzmiały i chociaż były takie ciche, to właśnie one były tą burzą. Jeszcze trochę, jeszcze chwila, a wszystko się pomiesza. Bał się tej pasji. Czy to była emocjonalna manipulacja? Jeśli była - to była mistrzowska. Otworzył szerzej oczy i zamarł, automatycznie kładąc dłonie na przedramionach Perseusa, kiedy go do siebie przyciągnął. Burza uderzała. Jeden grom, drugi strzał, czwarty błysk i iskry z płonącego lasu rozpalającego wszystko wokół.

- Na co zasługuję? No na co zasługuję?! - Tak, sam sobie to czasem powtarzał, że przecież nie zasłużył na takie życie, że przecież się tak bardzo starał... i dlaczego? Po co? Gdzie teraz był? - Jestem lalką do pieprzenia! Wykorzystuję każdą osobę po kolei, bo mogę, bo nikt mi nie odmówi, każdy chce mnie przelecieć, czemu mam nie korzystać?! - Zaciskał palce na jego rękach, miał ochotę trząść Perseusem. To był chyba pierwszy raz w życiu Laurenta, kiedy krzyczał. To po prostu za dużo. - Oczywiście, że niczego mi nie masz do zaoferowania. Jak każdy inny. Bo kto chciałby się ze mną na końcu dnia pokazać i czegoś nie udawać?! Nie ukrywać?! Nienawidzę tego. Nienawidzę siebie, nienawidzę tego świata, nienawidzę tego, że się urodziłem. To nie moja wina, że jestem mężczyzną! - Przeniósł sam dłonie na kołnierz Perseusa i szarpnął nim raz, drugi. A potem rozluźnił te palce i opuścił głowę, zaciskając powieki. - O czym ty w ogóle mówisz, Perseusie... miłość... przecież my się nawet dobrze nie znamy. - Załamał mu się głos, rozluźnił palce całkowicie i przejechał dłońmi po jego klatce piersiowej, żeby wyprostować ubranie, które mu zmiął. Wcale niecelowo.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#13
10.04.2024, 21:33  ✶  
Trwali tak, jak mu się zdawało, zawieszeni w czasie pomiędzy kolejnymi uderzeniami boleśnie rozkołatanych serc. Myśli płynęły z wartkością górskiego potoku, zbyt prędkie, by mógł wszystkie pochwycić, poza tą jedną, natarczywie odbijającą się gdzieś z tyłu czaszki; kochał go, miłował szaleńczo, nade wszystko inne w życiu. Wielbił go, tego Alabastrowego Anioła; włożyłby na jego skronie złoty wieniec laurowy, przyodział w szatę utkaną z najlżejszego jedwabiu, zawiesił na jego szyi sznur pereł i gdziekolwiek by się nie udał, sypałby pod jego stopami ścieżkę z płatków róż. Pragnął go, owszem. Pragnął Laurenta, bo był człowiekiem słabym i grzesznym, żałośnie małym w porównaniu z jego boskością. Uczuciu temu daleko jednak było do pożądania, atawistycznej chuci, jaka zapłonęła w nim podczas ich pierwszego spotkania; było spokojniejsze, bardziej wyważone. Skupione przede wszystkim na adoracji każdego fragmentu jego skóry, składania na niej swych gorących pocałunków centymetr po centymetrze. Skierowane na sprawianie przyjemności, a nie, jak wcześniej, egoistycznym czerpaniu.
— Ja wcale nie… — urwał w połowie zdania, jakby dotarło do niego, że nie ma wystarczających zasobów, aby stanąć do tej walki. Westchnął więc, bezradnie i smutno — Nie przepraszaj mnie, Laurent. To w żadnym wypadku nie jest twoja wina. Moje emocje nie są twoją odpowiedzialnością.
Ale chcesz wziąć na siebie ciężar jego cierpienia. Ty, który nie jesteś w stanie ustać na dwóch nogach bez oparcia!, w głowie Perseusa rozbrzmiał złowieszczy rechot okraszony szyderstwem, którego echo przyprawiało o pulsujący ból w okolicach potylicy. Bo to moja praca, chciał mu się odgryźć, jednak w porę się zreflektował. Relacja, jaka łączyła go z Laurentem, dalece odbiegała od zdystansowanej uprzejmości, z jaką powinien podchodzić do swoich pacjentów. Nigdy wcześniej nie czuł się tak mocno zobligowany do chronienia drugiej osoby. Nigdy wcześniej cudze krzywdy nie bolały tak bardzo, by odbierał je jako własne. Nigdy wcześniej nie czuł tego napięcia, podobnego elektrycznym impulsom, które przeszywały każdą komórkę jego ciała jednocześnie, za każdym razem, gdy pozwolił spojrzeniu spocząć na sylwetce Laurenta Prewetta. To była równia pochyła, na której dnie czekała go sromotna klęska. Ale, och, jakże piękna była, nosząc twarz tej selkie!
Jego oczy były jak ocean, a Perseus zanurzał się w nim coraz głębiej, nie zważając na to, że nigdy nie nauczył się pływać. Kusiły i przyzywały, niczym śpiew mitycznych syren ściagących żeglarzy na mieliznę; podda się im, odpuści walkę, gdy zamknie się nad nim tafla wody i złoży swe ciało na piaszczystym dnie.
Nagły sztorm w błękitnych oczach, desperacja objawiająca się w dłoniach zaciskanych na jego nadgarstkach. Znieruchomiał wobec jego podniesionego tonu, tak niepodobnego do jego boskiego jestestwa.
Ale przecież kochał lukrecję zarówno za jej słodycz, jak i gorycz. Nie przerywał więc mu, kiedy wyrzucał z siebie żal. Emocje są potrzebne. Emocje oczyszczają. Uczucia Laurenta nie były mu obce. Znał je przecież wszystkie, doświadczył każdego z nich po kolei - poznał dotyk kochanków o rozmytych przez zapomnienie twarzach, gardził twarzą w lustrze, żywił gniew wobec świata i ubolewał nad tym, że los pokarał go tym ciałem. Za fasadą spienionych fal dostrzegał rozbitego na kawałki chłopca. Kiedy więc ocean się uspokoił, objął go w taki sam sposób, w jaki podnosi się roztrzaskane fragmenty ukochanej filiżanki - ze smutkiem i namaszczeniem.
— Tak się czasami dzieje, Laurent. Nic na to nie poradzę — wyszeptał czule, głaskając go przy tym po plecach. Piżmowy zapach mężczyzny sprawiał, że miękły mu nogi - nie był pewien, czy to jego wyobraźnia, czy rzeczywiście czuł w nim nutę charakterystycznego słonego zapachu morza — Kocham cię. Jestem wdzięczny światu za to, że przeciął nasze ścieżki. Cieszę się, że się urodziłeś. I wcale nie przeszkadza mi, że jesteś mężczyzną.
A potem złożył delikatny pocałunek na jego jasnej skroni.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
10.04.2024, 22:39  ✶  

Gdyby wydłubał oczy Perseusa i rozciągnął je w złotej ramie (nie, nie, srebro bardziej do niego pasowało) to jakim widziałby siebie samego? Skoro ten człowiek miał takie życzenie, którego spełnić na razie nie potrafili, żeby dojrzał siebie samego w tej idealnej wersji, w tym złotym wieńcu z laur, jak głosiło jego imię, w białej szacie, w promieniach słońca, żeby się uśmiechał to co zobaczyłby w tym onyksowym lustrze przecinanym zielonym połyskiem? Perseus stałby tam, okaleczony, ale uśmiechnięty, bo na swoim cierpiętnictwie, podlewając podłogą własną krwią broczącą z oczodołów, stąpałyby blade nogi Laurenta przyglądającego się sobie samemu ze wszystkich stron. Szczęśliwy. Ile krwi musiałby wylać i co jeszcze stracić, żeby się w tym świecie ocknął? Potrzeba potrząśnięcia, by ból już nie wbijał igieł w całe jego ciało, tkwiła w nim tak głęboko, że nawet nie nazywał tego potrzebą. Mówił: nie jestem dobry w dbaniu o siebie. Mój Piękny, więc ktoś musi zadbać o Ciebie. Cofnąłby czas, zmył tę krew, nie tworzył żadnego lustra. Nie powiedział przykrych, brzydkich słów, które nie przystawały do obrazu, jakim widzieli go inni. Nie musiał mieć tego lustra, wolał oczy, które przestawały być nasączone jak gąbka boleścią, a wypełniały się ciepłem, dozą uwielbienia, miłości, adoracji. Tak, wolał je takimi. Mógł się przeglądać w tych lustrach, bo przecież najpiękniejszą ramą dla nich była blada twarz Perseusa Blacka.

- To nieprawda. - Nie starł łez z kąciku oczu, które zatrzymały się na powiekach, trochę zlepiły jego czarne (jak malowane) rzęsy. Firmament nieba zostałby ozdobiony przynajmniej jedną gwiazdą, gdyby choć kropla uroniła się w pełni z tych onyksowych luster. - Twoje emocje mogą nie być odpowiedzialnością drugiego człowieka, ale słowa, które je wzbudziły już są. Relacje nie polegają na tym, żeby oddzielać od siebie odpowiedzialność, Perseusie. Polegają na tym, żeby tę odpowiedzialność dzielić między sobą. - Za siebie wzajem, dla siebie wzajem, dla swojego dobra i dla czułości. Czy Perseus w zasadzie potrafił to robić? Laurent mówił o tym bez wątpliwości i chociaż nie brzmiał stanowczo, to stanowcze było jego przesłanie. Nie wątpił w nie. Gdybym tylko wiedział, jak wygląda twoje życie, może łatwiej byłoby to zrozumieć. Wszystko. Ciebie, siebie, nas. Ten las wokół i dlaczego jeśli otworzę oczy to będą błądzić po każdej kropelce rosy zebranej na kosmykach twoich czarnych jak noc włosów. Wraz z tym pierwszych spojrzeń, jakie wymieniliśmy, musiałeś porwać moją duszę i zmusić ją do podpisania jakiegoś cyrografu. To było naprawdę za dużo. Za mocno eksplodował ten wszechświat między nimi. Szczególnie w gąszczu tych beznadziejnych emocji i relacji, których się chwytał, próbując coś zbudować. Cokolwiek.

Nie ufał mu, och nie. Nie ufał za nic, nie chciał widzieć siebie takim, jakim on go widział, bo przecież znał już tę śpiewkę. Piękny, czysty, boski anioł pleciony ze światła. Nie jestem taki. Dzisiaj byś mówił, że nie jesteś taki, ale jutro naprawdę przejrzałbyś się w lustrze i znowu powiedział samemu sobie: przecież mogę być dla niego aniołem. Wiedzieli o sobie za mało, a każde słowo i tak plotło sznur budowanego między nimi mostu. Tak rodziło się porozumienie. Dziwnie szybko, jakby zbyt wiele doświadczeń w końcu zmusiło ich do spotkania się pośrodku, a walczyć z tym - to jak walczyć ze wszechświatem.

Delikatne były te ręce, które go podniosły i które go objęły. Święty był dotyk i kantyką wyśpiewywana bliskość. Benedictus mimo późnej pory, słońce mimo chmur, drzew i mgły. Unosił go i nie próbował na siłę skleić. Nie chciał, żeby jego połamane fragmenty wbiły się w jego delikatną skórę, nie chciał, żeby cokolwiek je podrażniło, nie chciał, żeby odczuwał ból, chciał... Żeby temu człowiekowi było dobrze. Żeby się uśmiechał, a nie ronił łzy. Tylko że teraz to jemu zrobiło się tak dobrze. Ciepło. Miło. Ułożył głowę na jego ramieniu i przez krótką chwilę a ten onyks zamknął go całkowicie. To była najbardziej ciepła pustka, jakiej doświadczył. Najbezpieczniejsza czarna przestrzeń nieistnienia, w jakiej mógł się znaleźć. Kiedyś go zdradzi, a dziś..? Dziś mógłby go zdradzić i zamknąć w tej pięknej klatce swoich ramion. Nic złego by to nie przyniosło.

Powietrze opuściło jego płuca. Nowym powietrzem był zapach Perseusa. Katharsis nadeszło wraz z nim.

Oparł dłonie za jego plecami i przez długi czas nie mówił nic. Otworzył oczy tylko na chwilę, żeby zanurzyć się w czarnej studni, w którym lśniła zielona woda życia, ale zaraz ułożył znów głowę na jego barku. Powinno być ci wstyd. Nie było. Tyle czasu chciałem krzyczeć, więc czemu dopiero tu? Czemu przed nim? Przed człowiekiem, który na pewno wykorzysta to w końcu przeciwko tobie? Odsunął się chyba po paru minutach (albo godzinach) od Perseusa. Już rozchylił usta, bo chciał przepraszać, ale przypomniał sobie, że miał to ograniczyć.

- Dziękuję. - Powiedział więc za to. - Chciałem powiedzieć, że musisz o siebie dbać, Perseusie. Za każdym razem pęka mi serce, kiedy widzę, że coś sprawia ci ból. - Poprawił kołnierz mężczyzny i zrobił dwa kroki, żeby podnieść jego laskę i wsunąć ją w jego dłoń, zacisnąć na niej palce. - Proszę, opowiedz mi o swojej chorobie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#15
12.04.2024, 22:49  ✶  
Gdyby Laurent tylko zapragnął, z radością oddałby mu swoje oczy, sam by je sobie wydłubał i podał mu na srebrnej tacy; na kolanach, uniżony. Poświęciłby swój wzrok, zrezygnował z podziwiania cudów świata (największy i najważniejszy z nich stał przed nim), jeśli w zamian mógłby podarować mu coś cenniejszego niż własne uczucia - miłość do samego siebie. Zapłaciłby tę cenę i w ukryciu tylko wznosiłby lament za akwamarynem tęczówek, młodym owsem opadających na czoło kosmyków, aksamitem skóry w kolorze kości słoniowej i różanym odcieniem ust, których nigdy nie dane byłoby mu zobaczyć ponownie. Ubolewałby nad jego aurą, jego piękną aurą, w barwach piwonii oraz lilii, okalającej jego sylwetkę niczym widmo Brockenu. Laurent mógł przypisywać sobie największe plugastwa, lecz kolor jego duszy nie kłamał.
Nie widzisz tego, Aniele? Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakim ogniem płonę w twej obecności? Pożoga rozprzestrzenia się szybko; jeśli trawi mnie, wkrótce spłoniesz i ty, a twoje skrzydła, te piękne srebrzyste skrzydła, obrócą się w popiół. Dokąd wtedy polecisz, Najdroższy? Nie bądź jak Ikar, nie zbliżaj się do źródła żaru; z niego tylko żal i cierpienie. Ugaś mnie, zduś doszczętnie to, co się we mnie tli, zalej słoną morską wodą i zasyp piaskiem, aby nigdy nie wzieciło się na nowo. Zduś to, czego sam nie potrafię…
Uśmiechnął się do niego, rozbawiony groteskowością sytuacji, w której się znaleźli; oto pacjent (niedoszły? Po wszystkich solennych deklaracjach, jakie padły tego wieczora z ust Perseusa, nie byłoby rozsądnym dalsze prowadzenie terapii Laurenta - skrzywdziłby go tylko, wyrwał pióra temu ptakowi, który uwił sobie gniazdo w jego piersi. Dobrymi intencjami wybrukowane jest piekło i ja go tam zawiodę, jeśli nadal przelewać będę na niego swoją truciznę)  tłumaczył psychiatrze zawiłe tajemnice relacji międzyludzkich. Przecież wiem, chciał odpowiedzieć w pierwszej kolejności, szorstko i butnie, lecz nie umiał być surowy względem tego chłopaka, który jednym tylko swoim spojrzeniem był w stanie rzucić go na kolana. Uśmiechnął się więc smutno i słuchał; nie tylko dlatego, że potrzebował niekiedy swoistego zderzenia się z rzeczywistością, przewodnika, który chwyciłby go za rękę i wskazał właściwą drogę, gdy wkraczał na meandry szaleństwa, lecz także z nieco bardziej prozaicznego powodu - Perseus lubił głos Laurenta. Przyjemność sprawiał mu jego łagodny tembr, to vibrato wybrzmiewające na przeciąganych samogłoskach, jego akcent i dykcja, a nawet sposób, w jaki zatrzymywał się, by zaczerpnąć tchu. Najbardziej z tych wszystkich rzeczy lubił jednak to, w jaki sposób Prwett wypowiadał jego imię; to było piękniejsze niż jakakolwiek muzyka, nawet jeśli w tych trzech sylabach wybrzmiewały nuty rozpaczy i powątpiewania.
— Sęk w tym, że nie powiedziałeś niczego złego. To ja czasem odbieram wszystko zbyt intensywnie i wzruszam się, kiedy nie powieniem — trwał przy swoim, choć już nie tak zaciekle, jak chwile wcześniej; nie chciał bowiem dzielić się z nikim odpowiedzialnością. Bał się, że jeżeli ponownie to uczyni, stanie się jeszcze bardziej bezbronny, niż był. Dotychczas, w obliczu rachityczności własnego ciała, jedyną rzeczą, nad którą miał złudne poczucie kontroli, były emocje. Przyznając się do tego, przyznałby się do porażki.
A Perseus Black nie umiał przegrywać.
Zdawało mu się, że trzyma w ramionach całe dobro świata, tak wiotkie i bezbronne. Oszołomione radością serce próbowało wyszarpać się spomiędzy żeber, oddech stał się boleśnie ciężki. Jesteś już bezpieczny, myślał, przyciskając jego ciało do siebie; mocniej i bardziej natarczywie, jakby bał się, że miałby za moment go stracić. A jakże szczęśliwy był i dumny, gdy Laurent złożył głowę na jego barku! Tak, tak, mój kochany, właśnie tak - nie widzisz, że moje barki zostały stworzone, abyś oprzeć mógł na nich swój ciężar? Że moje ręce są po to, aby cię chronić? Drobna sylwetka Prewetta zdawała się tonąć w onyksie odzienia Perseusa, zamykającej się wokół niego. Jak noc podbijająca firmament. Jak księżyc, który wschodził o zmierzchu. Jak światło gwiazd tonące w ciemności wszechświata. Obejmował go i niczego więcej od niego nie chciał; spełniony mógłby wytrzymać w tej pozycji stulecia… Nie, znacznie dłużej. Tysiąclecia, albo całe eony. Aż z ich ciał nie zostałyby bielejące kości, starte przez czas na pył. Wymieszane ze sobą w bezimiennym grobie.
Pełne smutku westchnienie opuściło pierś Perseusa, gdy postanowił wreszcie się odsunąć, a wraz z jego odejściem poczuł chłodną pustkę. Jakby wyrwano mu kawałek duszy.
— W takim razie nie mam innego wyjścia — wysilił się na żartobliwy ton, ale wypadł blado. 
W miejscu smukłych pleców Laurenta znalazła się jego laska; chłodna główka kruka stworzona tak, by dobrze leżała w jego dłoni, nagle zdawała się do niej nie pasować. Nie miał jednak czasu się nad tym zastanawiać; oto jego towarzysz poruszył jedną z najwrażliwszych strun Blacka. Odwrócił wzrok zmieszany, bo przecież choroba stanowiła dla niego temat tabu. Wstydził się jej bardziej niż wszystkich lekkomyślności, których dopuścił się za młodu. Krępowała bardziej, niż wszystkie niepowodzenia. Zacisnął mocniej dłoń na lasce, podobnie jak jego usta zacisnęły się w kreskę i poruszył się niespokojnie, jakby chciał odejść, ale przytrzymywała go jakaś siła.
— To mnie powoli pożera — powiedział wreszcie — Nie wiem, jak długo będę mógł w stanie chodzić. Boję się, że któregoś ranka nie wstanę już o własnych siłach z łóżka. Boję się, że stanie się to za szybko. Jak Vespera by sobie poradziła ze mną i małym dzieckiem?
Po raz pierwszy od przybycia do przeklętego Windermere wypowiedział imię żony na głos. To sprawiło, że żołądek skurczył się boleśnie i nieprzyjemnie. Na Merlina, Perseusie, co ty wyprawiasz?


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
13.04.2024, 09:28  ✶  

Nie chciał tego wiedzieć. Wyryłby drogę swoimi paznokciami na skórze, wyrwał każdy z włosów, odciął swoje usta. Wtedy mógłby rzec: nie ma już niczego, za czym byś zatęsknił. Wiedział jednak lepiej, mimo tego, jak słabo znał człowieka przed sobą (i jednocześnie jak bardzo intensywnie go znał), że zaprzeczyłby. Rzekłby wtedy coś, co wstrząsnęłoby jego sercem i nie sprawiło, że żałowałby podjętej decyzji, a upewnił się, że wulgarność zniszczeń, ich bezsens, ten ogrom straty, były tylko małym krokiem w drodze do celu. Celem tym było poznanie samego siebie. Perseus nawet mógłby nie mówić niczego, wystarczyłby jego uśmiech i spojrzenie. Wiecznie zbolała mimika, nawet gdy rozświetlały je promienie miłości, o której mówił. O niej też nie chciał słuchać. Wydłubałby sobie bębenki uszne, żeby nie znosić tych peonów o miłowaniu i wspaniałości tego doznania, żeby potem słuchać o żonie. Doświadczałby ciągle tego samego z uwodzącego języka węża, jaki posiadał w tych stworzonych do pocałunków ustach. Wierzył nawet w to, że może rzeczywiście nie chodziło tu tylko o seks, ale to przecież tylko gorzej. Ten manipulant za dobrze wiedział, że gdyby zrobili kilka kroków za daleko to odsunąłbyś się od niego, uciekł, żeby znowu nie plątać się w toksyczną relację, jaka zatrułaby codzienność. Wybrałbyś każde z rozwiązań, które pozwoliłoby ci unikać obsydianowej sieci, w której człowiek zatapiał się jak w kaszmirze.

Nawet ta nieufność nie pozwalała mu odkryć, jak wiele pragnienia destrukcji drzemało w tym człowieku. Nie tylko tej skierowanej ku sobie - tej skierowanej ku niemu również. I jak mocno jednocześnie starał się ją od siebie odsunąć. Gdyby złapał pierwszą iskrę - byłby pierwszym, który skoczy do studni. Ale Laurent by temu nie zaufał. Niczemu, co wyszłoby z ust i myśli tej Śmierci przybranej w ludzkie ciało nie mógłby zaufać. Kotwiczył się gdzieś w naiwności tego, że jeśli on sam czuł burzący się świat i rozpadające się cząstki Akwilona, to ta osoba musiała odczuwać to samo. Powoli przestawał myśleć nawet, że to jego empatia, a zaczynał sądzić, że słusznie pytają, czy jest syreną - czy nie czasem wilą, która podstępem wciska do serc uczucia, których oni sami nie chcą. Jak wiele osób dla własnej zuchwałości i dla swojego egoizmu mógł zatopić tylko ich kochając? Zobowiązania i odpowiedzialność przecież nie znikały, a koniec końców czy nie to właśnie sprawiało, że nie potrafił odnaleźć szczęścia, bo zamiast spróbować się zatrzymać, nawet gdy wychylało się zza rogu, to ciągle szukał?

- Ktoś tak empatyczny i wrażliwy powinien być terapeutą? - Uśmiechnął się smętnie, bo ze zmęczenia i powstrzymał równie smętny gest, jakim była potrzeba poprawienia jego kosmyków włosów. Nie. Dlaczego się powstrzymujesz, Laurent? Żeby go nie kusić. Pertraktacje z Diabłem nie mogły być zdrowe i nie mogły przynieść niczego dobrego, więc jeśli tańczysz na jego parkiecie lepiej uważaj na kroki. Można tu wszystko, ale i wszystko ma swoją cenę. - Przepraszam, nie chciałem się wymądrzać. Rozumiem. - Aż za dobrze, bo przecież jego samego zdradzało serce, zdradzała empatia, zdradzał przerost emocji, który potem tworzyć lubił przerost treści ponad formę. - Możemy wrócić? To miejsce mnie przeraża. - Puste, na odludziu, sam na sam z człowiekiem, który był wypełniony polami maciejek i hiacyntów - zapach był odrzucający, wlókł do wymiaru zbyt zbyt skomplikowanych ludzkich odruchów. Pasja potrafiła budować. Potrafiła też niszczyć i rozrywać na kawałki, a potem częściami tymi karmiony był Erebus pośród lodowych gór Antarktydy. Jeśli więc tylko Perseus pozwolił na złożenie skrzydeł, albo po prostu ponowne ujęcie go pod ramię, Laurent bardzo wolnym krokiem ruszył z powrotem na drogę, którą wcześniej wracali do domków Windermere.

Był zmęczony, zrobiło mu się zimno, a woalem Temidy łatwo było zawiązać swoje własne oczy i zatkać uszy. Jest, padło. Mówiłeś sobie, że to przecież nieodpowiednie tak czekać na to imię i właściwie to nie była wina Perseeusa, nie była tej pięknej kobiety, nie była niczyja wina. Winą byłoby tylko waszą, gdybyście naprawdę tę kobietę skrzywdzili, o której Black wyrażał się w samych superlatywach. Nie spojrzał na mężczyznę obok siebie, bo przed chwilą widział aż za dobrze, że jego twarz wyraziła wiele. Wiele rzeczy, których nie rozumiał, ale wystarczyło, żeby wiedzieć, że pytając o chorobę podrapał paznokciami dumę tego człowieka, która nie powinna być naruszana. Mimo to, z jakiegoś powodu, Perseus postanowił mu odpowiedzieć. Dalsza część pewnie była szpilą i karą, na którą sobie zasłużył. Zresztą jakie znaczenie to miało w tragedii, która dreszczem przecięła jego ciało? Choroba, która go pożera i pewnego dnia nie będzie mógł się ruszyć. Odpowiedź nie nadeszła więc od razu. Nie było grzmotów ani huków. Był tylko spokój i ich kroki niknące w ciszy mgły.

- Wiesz, co zrobiłbym na twoim miejscu? - Prócz oczywistego dbania o siebie. - Zbudowałbym dom. W tym domu zadbałbym o to, żeby był przygotowany do swobodnego poruszania się na wózku. Wytresowałbym psa, który pomagałby mi i był chwilami oparciem, zmuszał do codziennego ruszenia się, nawet jeśli nie o własnych siłach. - Ta wieść o dziecku rozłożyła go na czynniki pierwsze, ale zaraz po tym czas został cofnięty i znów był cały. To dobrze. Może nawet poczuł ulgę. Dziecko wypełni jego pustkę. Na pewno. - Najpierw jednak dałbym z siebie wszystko, żeby z tym walczyć. Nie dla siebie. Dla tych osób, którym pękłoby to serce widząc, jaki jesteś nieszczęśliwy. - Dopiero teraz spojrzał w twarz Perseusa z pełnym łagodności spojrzeniem. Gdyby tylko wzrok mógł to właśnie teraz składałby na barki i skronie Perseusa wieńce splecione ze słonecznych promieni, żeby rozjaśnić jego ciemność.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#17
14.04.2024, 19:56  ✶  
Wstyd wiercił się pod skórą Perseusa, prześlizgiwał nieprzyjemnym dreszczem wzdłuż kręgosłupa i obdzierał go z radości z tego spotkania, a jednak uparcie wpatrywał się w oczy Laurenta; te piękne oczy w kolorze oceanu. Dlaczego morze jest niebieskie?, jako dziecko zapytał Lycoris, gdy puszczali latawce na wzgórzach Devon. Lycoris wiedziała wszystko; rozumiała prawdy świata na długo przed tym, jak zostały mu objawione. Odpowiedziała mu wówczas, że to dlatego, że morze jest lustrem odbijającym kolor nieba. Jakże więc mógł pozwolić, by plugastwo zalęgło się w jego myślach, ta obrzydliwa chęć posiadania na własność i niszczenia człowieka, w którego oczach odbijało się niebo?
Chciał ująć jego dłonie i pokornie ucałować każdą z kostek; obawiał się jednak, że na dłoniach by się nie skończyło i w swej zachłanności odnalazłby też usta, a potem linię żuchwy, szyję, palce nerwowo rozpinające każdy z guzików jego białej koszuli...
Dość. Te marzenia zarezerwowane są dla nocy.
— Nie wiem. Empatia jest pożądaną cechą w tym zawodzie, ale jej nadmiar potrafi być przekleństwem — odparł po chwili, ostrożnie dobierając słowa. Perseus ledwo już poruszał się o własnych siłach, a mimo to pragnął jeszcze dźwigać cudze zmartwienia. Gdyby tylko mógł przenieść na siebie czyjś ból... zacząłby od Laurenta. — Nie brzmisz, jakbyś się wymądrzał. Czasem potrzebna jest wymiana myśli. Zimny kubeł, kiedy zaczynasz żyć sprzecznie z zasadami, które głosisz.
Perseusowi przydałyby się codzienne kąpiele w lodzie. Akty hipokryzji goniły się nawzajem, radość z życia tak chętnie podnoszona przez niego za drzwiami gabinetu, nijak miała się do niego samego, gdy zostawał sam na sam z jego myślami.
Skinął głową, powoli, jakby niechętnie. Nie był gotów wracać do ludzi, ale nie chciał zatrzymywać Laurenta. Jestem przerażający?, myślał rozgorączkowanie, stawiając ostrożnie swoje kroki - tym razem już nie korzystał z jego pomocy. Oczywiście, że musiał przestraszyć go swoimi rozgorączkowanymi wyznaniami. Och, jakże głupi był, powinien zachować te wszystkie uczucia dla siebie, zakopać na dnie, nigdy nie pozwolić, by ujrzał je świat. Gardzi mną?, pytał sam siebie, próbując odnaleźć jego spojrzenie. Ale Laurent nawet na niego nie patrzył.
Więc i Perseus wbił wzrok przed siebie, i wysłuchiwał propozycji Laurenta, uśmiechając się przy tym smutno. Nie wysilaj się, chciał mu odpowiedzieć. Ja już podjąłem decyzję. Krył się za nią egoizm i pewna doza okrucieństwa, lecz czy nie każdy człowiek w głębi duszy nie pragnie tego samego? By opłakiwano jego śmierć, zamiast szeptano między sobą z ulgą, że oto nie muszą już wywracać swojego życia, by się nim opiekować. Chciałbym, żeby tata w końcu umarł, powiedział mu młodzieniec, który zajmował się chorym ojcem. Nie takiego losu chciał dla nich. Nie takiego losu chciał dla siebie, tego odliczania do końca jego dni.
— Jesteś dobrym człowiekiem, Laurencie — odpowiedział.

Koniec sesji


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4332), Pan Losu (78), Perseus Black (4116)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa