-Nie musisz żałować tego co się stało, ani tego co mi powiedziałeś. - Spojrzał na Laurenta z zacięciem w oczach. Bagshot potrzebował w swoim życiu odważnych ludzi, a taki właśnie był Prewett. Szkoda tylko, że chłopak nie był chyba tego do końca świadom, albo po prostu wystarczająco w siebie nie wierzył, żeby czerpać z tego siłę.- Nie wiem ile razy powinienem Ci to powtórzyć, ale nawet jeśli powiem to teraz sto razy, to i tak mi nie uwierzysz. I wiem, że się wstydzisz bycia synem kochanki. Ale zastanów się, jakie to tak naprawdę ma znaczenie? Boisz się bycia ocenianym? A kto Cię oceni? Ty sam w swojej głowie, albo ludzie których powinno być Ci szkoda, skoro zwracają uwagę na tak nieistotne szczegóły jak czyjeś pochodzenie. Pieprzyć ich.- Isaac naprawdę był prosty jak budowa cepa. Nie przejmował się ludźmi, którzy mieli zerowy wpływ na jego życie, lub tymi, których po prostu nie lubił. Zapalał papierosa, wzruszał ramionami i szedł dalej, żeby realizować swoje plany. Albo żeby kolejny raz zaginąć w czasie i przestrzeni. Zawsze jedno z dwóch!
-Laurent, skoro się nie boisz, to będę potrzebował twojej pomocy. Sam tego nie zrobię, a Ty jesteś dobrą osobą. - Podjął decyzję w ułamku sekundy. Coś podpowiadało mu, że młody Prewett jest godny zaufania i głowę ma pełną pomysłów. Tego właśnie będzie potrzebował.
-To będzie bardzo niebezpieczne, ale postaram się, żebyś ryzykował jak najmniej. Nie mogę Ci powiedzieć dokładnie czego to będzie dotyczyło... - Spojrzał na dłoń, którą ułożył na jego udzie. Myślał bardzo intensywnie, ponieważ jeśli Laurent się zgodzi, to nie będzie już odwrotu. Wtedy i dla Isaac'a będzie już wiadome, w którą stronę całego tego sporu poszło jego własne serce.- ... ale chciałbym, żebyś podjął decyzję. Dam Ci czas. Nie musisz mówić teraz. Będziemy robić... myślę, że naprawdę dobre rzeczy. Dopiero jeśli się zgodzisz, to będę mógł powiedzieć więcej. Jeśli się nie zgodzisz, to moje zdanie o tobie się nie zmieni, ale jak już powiedziałem wcześniej, tym najmniej powinieneś się przejmować. - Mówił do jego kolana. Nie chciał wywierać na chłopaku nacisku, wpatrując się w niego intensywnie.
- A zaufanie? To w dzisiejszych czasach zdecydowanie bezcenna waluta, masz rację. - Zaśmiał się cicho pod nosem sam do siebie. Podejmując pewne decyzje, właśnie wydawał na siebie wyrok śmierci. Z jakiegoś powodu bardzo go to bawiło.