• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [08.08.1972] Szaleństwo Windermere. Owoce lata. | Leo & Nora

[08.08.1972] Szaleństwo Windermere. Owoce lata. | Leo & Nora
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
15.04.2024, 19:20  ✶  

Może i po ostatnich wydarzeniach podczas potańcówki i po potańcówce nie mogła się jakoś szczególnie skupić na niczym, jednak musiała pracować, a że pracę miała jaką miała musiała myśleć o przyszłości. O jesieni, która zbliżała się wielkimi krokami. Wiązało się to z tym, że powinna przygotować zapasy, wiadomo, świeże owoce były najwspanialsze, jednak cukiernicy musieli sobie jakoś radzić z tymi niedogodnościami. Doszły do niej słuchy, że w okolicy znajdują się sporo dziko rosnących owoców, postanowiła to sprawdzić. Oczywiście nie zamierzała znaleźć się tak daleko zupełnie sama. Postanowiła zgadać swojego ulubionego pracownika, o to, czy miałby chęć wyskoczyć z nią na chwilę, gdzieś dalej. Na pewno razem miło spędzą czas, bez względu na to, czy znajdą jakieś dary lasu, czy nie. Leo w końcu zawsze zarażał ją optymizmem, a tego w tym momencie potrzebowała, może to skutecznie odciągnie jej myśli od tego, co aktualnie działo się w jej życiu.

Oczywiście stało się tak, jak założyła, przyklasnął na jej pomysł i o poranku zjawił się gotowy na wyprawę. Jako, że panna Figg nie potrafiła się teleportować musieli skorzystać z innego środka transportu, sieć Fiuu przeniosła ich w okolicę, a resztę drogi przeszli na nogach. Spacer był całkiem przyjemny, zważając na warunki atmosferyczne.

- Przydałyby się jagody, dużo jagód, będziemy mogli je wykorzystać do wielu wypieków. - Rzuciła, kiedy znaleźli się w niewielkim zagajniku, był na tyle rzadki, że mogli zauważyć ośrodek, który znajdował się za nim.

Figg wyglądała nieco inaczej niż zwykle, bo nie ubrała zwyczajowo dla siebie krótkiej sukienki, ani butów na wysokim obcasie. Wędrowała po lesie w spodenkach sięgających jej jakoś do łydek (mało kto w ogóle zakładał, że ma w szafie spodnie, a tu proszę!), płaskich butach sięgających jej nieco za kostkę i lnianej, różowej koszuli. Leo mógł dopiero uświadomić sobie, jaka jego szefowa była drobna, bo naprawdę rzadko kiedy pojawiała się w butach jak te. W dłoni dzierżyła wiklinowy kosz, w który miała zamiar zbierać owoce, o ile właściwie jakieś znajdą. Włosy zaplotła sobie w dwa warkocze, przez wyglądała jak młode dziewczę, które mogło skończyć Hogwart z rok temu.


!szaleństwoWindermere
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
15.04.2024, 19:20  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: jest cudowny/a, idealny/a, wspaniały/a, mądry/a.
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz do niego uwielbienie.
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#3
15.04.2024, 22:06  ✶  
A Leo to Leo... Leo ubierał się po leowemu, więc z polotem, ale wygodnie, ale fryz zaczesał, wrzucił uśmiech na twarz... albo nawet zapomniał go zdjąć na noc, więc całą noc się uśmiechał... Chwila! To ja byłem Leo! Uwielbiałem skórzane kurtki, ale było ciepło jak na poranek, więc obstawiałem, że później będzie jeszcze gorzej, więc ograniczyłem się do dosyć obcisłej koszulki, takiej, która to mogła podkreślać ruch moich mięśni. Kompletne przeciwieństwo średnio-długiej sierści, pod którą to z kolei ten ruch niknął. Koszulka była biała. JESZCZE była biała, ale z przodu to miała wybitnie dużo słoneczników. Mogło się przez nie wydawać, że jest żółta, bo tych słoneczników było pełno. Uwielbiałem słoneczniki, tak.
Jeszcze miałem krótkie dżinsowe spodenki. Całkiem luźne, ostatni krzyk mody, więc udało mi się do ich tylnej kieszeni wcisnąć niewielką butelkę mleka, która cudem zapewne przetrwała sieć fiuu... Albo to była zasługa mojej przewrażliwionej ostrożności w stosunku do tego artefaktu dzisiejszego poranka. Cóż, na nogach trampki. Uwielbiałem trampki, szczególnie kiedy były już wysłużone, a te moje aktualne to raczej trzeba było wysłużyć, więc wyprawa w krzaki do lasu brzmiała dla nich wybitnie dobrze. Cieszyłem się niezmiernie, bo mama mnie chciała zagnać do ogródka, a dzięki temu mogłem swobodnie zwiać, powiedzieć, że Szefowa i te sprawy, że kobietki nie mogę przecież zawieść w potrzebie, a mama na to, że ona też jest kobietą, a ja jej coś tam powiedziałem, że niesamowicie piękną, bo naprawdę była niesamowicie piękna. Cóż, ostatecznie się wymknąłem, pozostawiając po sobie w powietrzu beztroski śmiech. Ale ja jej przyniosę od Norki wypieków wczorajszych, bo ona uwielbiała wypieki Norki w każdej postaci i mówiła mi żebym się z nią ożenił. A ja mówiłem, że dobrze, ale to dopiero jutro. Jutro jeszcze nie nastało, a że byliśmy w lesie, nad jeziorem w sumie, w bliskim jego pobliżu, a nie w garniaku i sukni ślubnej przed kapłanką, to mogłem swobodnie odłożyć to na kolejne jutro.
- Oooo... Ja bym chciał taką drożdżóweczkę z całą masą jagód w środku. Znam kogoś, kto by dostał orgazmu, gdybyś dodała ze dwie łyżeczki cukru za dużo - stwierdziłem rozbawiony i sięgnąłem do butelkę, bo już za długo o niej myślałem ażeby ją sięgnąć, więc w końcu to zrobiłem. Nim to zrobiłem, niemo zaproponowałem Norce tego mleka trochę, mając nadzieję, że faktycznie weźmie tak go troszkę. - W sumie mogliśmy wziąć kocyk i koszyk, i inne rzeczy. MOGLIŚMY ZROBIĆ PIKNIK. Ładna pogoda dzisiaj, czyż nie? Już jest ciepło, a potem będzie jeszcze cieplej. Tu niedaleko chyba jest jezioro, więc możemy popływać albo chociaż się trochę schłodzić! Ale to dopiero na koniec pracy, kiedy będziemy znużeni, no nie? - zaproponowałem ożywiony, zalewając w końcu gardziołko ciepłym mlekiem. Omnomnomnom. To był raj jak nic.

!szaleństwoWindermere
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
15.04.2024, 22:06  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: ma ładne oczy. Czemu nigdy wcześniej nie wydawało ci się to tak oczywiste? Ładne oczy i ciepły uśmiech. Takim ludziom można ufać w ciemno. A to jak mówi? A jak się porusza? Musicie się trzymać razem. Zawsze razem. Na zawsze.
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza, ogarnia cię obsesja na jego punkcie.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
15.04.2024, 23:57  ✶  

Norka wiedziała, że ten dzień będzie wspaniały. No nie mogło być inaczej w towarzystwie tego słodkiego kociaka, jakież miała szczęście, że pojawił się w Norze i chciał zacząć u niej pracę. Stał się wtedy jej słoneczkiem, i może nie wypadało, żeby szefowa tak myślała o swoim pracowniku, ale to z czystej sympatii. Tak naprawdę to ich wszystkich bardzo lubiła, może nie chciała się nawet przyznać do tego, że Leo był jej ulubieńcem, żeby innym nie sprawić przykrości, ale to jemu przecież kupiła śliczny kubeczek na mleczko, żeby sprawić mu odrobinę radości. Te słoneczniki na jego koszulce wydawały się idealnie pasować do jego osoby, bo trochę były jak te słońce, za które go uważała.

- Jak zbierzemy te jagódki, to dostaniesz drożdżóweczkę, tylko najpierw musimy je znaleźć. - Oczywiste było, że da mu kilka do skosztowania, ba więcej niż kilka, by mógł roznieść je dalej. Taka już była, dbała o swoich najbliższych, a przecież jej pracownicy byli na liście bliskich jej osób bardzo wysoko. Szczególnie Leo, taki pozytywny, zawsze uśmiechnięty, no idealny. Wydawała się to widzieć dzisiaj jeszcze bardziej wyraźnie, szczególnie, że pojawił się tutaj taki chętny do pracy, pełen entuzjazmu. No tego właśnie potrzebowała. - Czyli co, mam dodać do którejś drożdżówki dwie łyżki cukru za dużo, na twoje polecenie? - Nie miała serca mu odmówić, wystarczyło tylko słówko, a przygotuje specjalnie dla niego taki wyjątkowy wypiek, aby sprawić mu przyjemność.

Nie wypadało odmówić, sięgnęła więc po tę butelkę z mlekiem, które specjalnie jakoś nie zachęcało do skosztowania, zrobiło się trochę ciepłe podczas tej podróży, ale dla cudownego Leo była w stanie znieść naprawdę wiele, by sprawić mu przyjemność upiła niewielki łyk mleka, nawet się przy tym nie skrzywiła, a później przekazała mu szklaną butelkę. Nadal nie mogła wyjść z podziwu, jak bardzo lubił ten napój. Niczym prawdziwy kociak, był chyba pierwszym animagiem, jakiego poznała, który, aż tak utożsamiał się ze zwierzęciem, w jakie przyszło mu się zmieniać. Było to nawet całkiem fascynujące.

- Piknik to wspaniały pomysł, wzięłam nam ciastka na drogę i kanapki, mam w koszyku, tyle, że nie mam koca, czy piknik ma sens bez koca? - Mogła i o tym pomyśleć, Leo zdecydowanie był mądrzejszy od niej, skoro wpadł na ten pomysł, a okolica rzeczywiście zachęcała do odpoczynku, tyle, że musieli najpierw faktycznie wykonać swoje służbowe obowiązki. - Jeśli szybko nam pójdzie, to możemy się schłodzić, na pewno będzie to przyjemne po tym całym dniu, tyle, że nie przygotowałam się na wodne szaleństwa. - Dodała jeszcze, bo nie wpadła na to, że ta wycieczka może zakończyć się w taki sposób. - Powinniśmy sobie jakoś z tym poradzić, ale najpierw szukajmy tych jagód, skoro już obiecałam ci jagodzianki. - Też głupio by wyglądało, gdyby wrócili z pustymi rękoma, nie, żeby chciała go popędzać, bo na pewno wiedział co robi, przecież był taki mądry, taki wspaniały. Wpatrywała się w niego trochę dłużej niż powinna, ale właśnie docierało do niej, jaką cudowną osobę ma przed sobą.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#6
17.04.2024, 22:42  ✶  
- Z tym kolegą to ja się jeszcze zastanowię, bo nie mamy okazji widzieć się za często... Może ewentualnie, jeśli pojawi się na horyzoncie, to ja przybiegnę do ciebie w podskokach o przesłodką bułkę? - zaproponowałem, bo w sumie szkoda by było żeby się zmarnowała, a nie sądziłem by komuś aż takie słodkości pasowały, poza tym smutno byłoby oddać ją komuś innemu, skoro była dedykowana dla Crowa... Ale byłem grzeczny i nie mówiłem głośno o kogo chodziło, bo Crow chyba się ukrywał. Tak wywnioskowałem z tych jego konspiracji, ten miesiąc temu, kiedy mieliśmy okazje spotkać się w Dziurawym Kotle. Barmaniłem tam na zastępstwo. - Będzie więcej dla mamy - dodałem zaraz zadowolony, bo ja rynek zbytu mogłem znaleźć przeogromny. Dla przykładu, swojej Szefowej Mungowej to ja wysyłałem raz w tygodniu ciastka. Może powinienem je następnym razem podpisać, żeby nie zapomniała, że to słodkie ciastka od słodkiego kociaka.
Ale co tam ja, co tam słodkości, co tam moje znajomości, bo kiedy tak odbierałem mleko od Norki, to tak spojrzałem prosto w jej ocze zielone, to kompletnie w nich odpłynąłem, a właściwie to przepadłem, bo były tak zielone jak zielona była trawa. Wielka, przeogromna polana, z długą tą trawą, a wśród tej trawy mały Leo, oczywiście w kociej postaci. Choć teraz to się w nich odbijała moja osoba - też byłem przepiękny, ale w mgnieniu oka, w mgnieniu obu oczu, pary zielonych oczu, to te moje samouwielbienie minęło jak z bicza strzelił, bo jednak te oczy... Ach, te zielone oczy... Przez twe oczy zielone, twe oczy zielone oszalałem... Zrobiłbym dla ich właścicielki wszystko. Ach, wszystko! Nawet pracowałbym ciężko w pełnię księżyca, kiedy to nie znosiłem czegokolwiek robić w pełnię księżyca, bo mnie to strasznie męczyło, mnie blokowało przed przemianą w kota i ogólnie byłem marudny. Ale dla Norki to bym nie marudził. Poza tym pełnię miałem dawno za sobą.
- Masz koszyk??? Aż z tego wszystkiego, z tego... ach, z wszystkiego, nie zauważyłem! - stwierdziłem zaskoczony, wracając do względnej rzeczywistości, bo zaraz też chwyciłem Norkę za rękę i aż mi serce niemalże z piersi wypadło, kiedy poczułem ten magiczny dreszczyk, prądzik podniecenia. Przejąłem od niej jednak grzecznie koszyk i westchnąłem lekko, wdychając jej słodki zapach. Pachniała cukiernią albo to cukiernia pachniała nią. Cóż, ale wziąłem zaraz koszyk w lewą rękę, bo z kolei prawą postanowiłem uchwycić ją pod ramię. Tak, pod ramię. Pragnąłem czuć jej rozgrzaną skórę, taką rumianą, taką, jaką miałoby słońce, gdyby było człowiekiem. Dosłownie taką skórę by miało. Jak Szefowa Norka. - Ależ nie przejmuj się kąpielą. Możemy to sobie odpuścić, szczególnie że jakoś specjalnie wody nie lubię. Możemy porobić inne rzeczy. Mogę pomóc ci z jagodami. Albo możemy gdziekolwiek - kontynuowałem i pewnie machnąłbym na to ręką, ale niespodziewanie zabrakło mi rąk do dyspozycji. Ile to ja ich miałem? Gdzie się podziały?
- Tam mi wygląda na miejsce, takie miejsce, gdzie znajdziemy ich mnóstwo. Chodźmy, chodźmy. Tam jest trochę cienia i z pewnością jest tam super - stwierdziłem, prowadząc tam Norkę. Była znacznie niższa ode mnie, ale tak przeuroczo niższa. Mogłem być dla niej dżentelmenem. Poprowadzę ją godnie na te leśne salony. - Masz bardzo piękny uśmiech, Norka. Masz taki uśmiech jak słońce - przyznałem i jakoś doceniałem jej bliskość zdecydowanie bardziej niż zwykle. Ja ogólnie uwielbiałem być w pobliżu innych ludzi oraz naruszać ich prywatną strefę, bo wtedy czułem się, że jestem ich najlepszym przyjacielem, ale z Norką... Z Norką, to ja bym jej chyba wszedł na głowę i pewnie bym to zrobił, gdybym nie chciał być blisko niej jak najbardziej całym sobą, największym możliwym sobą. I z nią rozmawiać żeby słuchać jej głosu, a w kociej postaci nie mógł bym tego robić... Choć ona mogła mówić do mnie. Ona uwielbiała rozmawiać ze swoimi kotami, tylko że ja nie mógłbym jej odpowiedzieć. O Pani Matko! Jak żyć?!
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
18.04.2024, 09:42  ✶  

- Idealnie, wiesz, że możesz przybiec do mnie o każdej porze, a będę gotowa... by dać ci bułkę! - Och, słodki Leo był taki mądry, nie mogła się temu nadziwić, a do tego taki pracowity, nie dość, że staż w szpitalu, to u i niej pracował. Widać było, że chciał coś osiągnąć, ambitny chłopak.

- Dla mamy mogę przygotować coś specjalnego, trzeba jej się odwdzięczyć za to, że pojawiłeś się na tym świecie, chociaż nie wiem, czy ciasto jest wystarczającą nagrodą. - Mama Leo musiała być bardzo dumna, że miała takiego wspaniałego syna, na pewno nie mogło być inaczej. Zapewne miała też sporo wpływu na to, że był taki cudowny.

Och, mogłaby opowiadać o jego niesamowitości cały dzień. Wzbudzał w niej tyle radości, uwielbiała z nim przebywać, bo wtedy życie wydawało się być takie lekkie, jak przy nikim innym. Słońce było jaśniejsze, niebo bardziej błękitne, a drzewa wyglądały jak z najpiękniejszego obrazu.

Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, aby nacieszyć wzrok tym idealnym Leo, ech był taki i w tej ludzkiej, ale też zwierzęcej postaci, bo miała sentyment do kotów, od zawsze; a on poza tym, że był cudownym człowiekiem był też i wspaniałym, rudym kociakiem. Mrugnęła szybko, kiedy zapytał o ten koszyk, co trzymała w dłoni, to spowodowało, że wróciła ze swoich myśli. - Mam, może nawet się przyda do czegoś więcej, niż tranportu kanapek. - Dodała z uśmiechem. Dotknął jej dłoni, jego skóra była taka delikatna, wspaniała, jak cała jego osoba. Przejął ten nieszczęsny koszyk, a później złapał ją pod rękę. Co za wspaniały dzień, że też miał ochotę to zrobić, ona czuła się taka malutka przy tej całej jego wspaniałości. Z nim będzie mogła osiągnąć więcej, nie opuszczało jej takie wrażenie. Jak to dobrze, że postanowił u niej pracować, nie mogła lepiej trafić. Inaczej pewnie nie miałaby szansy go poznać, co to by była za strata.

- Gdziekolwiek to też dobry pomysł. - Tak naprawdę była skłonna zrobić cokolwiek, co tylko chciał. Nie było przecież nikogo mądrzejszego od niego, na pewno podejmie lepszą decyzję od niej, bo Leo, cudowny Leo wiedział wszystko najlepiej.

- Tak więc chodźmy tam, na pewno jest tak, jak mówisz. - Nie zamierzała o tym dyskutować, bo przecież on wiedział najlepiej. Jakże przyjemnie było spacerować z nim pod rękę, jakby jutra miało nie być, jakby życie wcale nie było problematyczne, nic się nie liczyło tylko to, że Leo chciał z nią iść w ten las, mógł być zupełnie gdzieś indziej, zajmować się którąś z ważnych rzeczy, ale wybrał ją, jej towarzystwo. Niesamowite, że ktoś taki jak on wybrał właśnie ją, żeby spędzić z nią ten dzień.

Poderwała głowę do góry, żeby spojrzeć na niego, gdy się do niej odezwał. Jego słowa... ech, zarumieniła się, kiedy je usłyszała. Był ptzy tym wszystkim taki miły, taki miły. Na pewno nie znaczyło to nic więcej, bo przecież ktoś tak niesamowity nie spojrzałby nigdy na nią, zwyczajną, niewyróżniającą się Norkę. - Och, Leo, nie musisz się wysilać, to znaczy dziękuję za komplement, to miłe, ale nie mam szans z twoim uśmiechem, który jest w stanie rozweselić każdą osobę, najbardziej smutne serce nie byłoby ci się w stanie oprzeć. - Nie mogła się powstrzymać przed komentarzem, chciała, żeby chłopak zdawał sobie sprawę ze swojej wspaniałości, musiał to wiedzieć. Nie miała pojęcia, czy ktoś mu wcześniej o tym mówił.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#8
20.04.2024, 19:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 19:38 przez Leo O'Dwyer.)  
To było jak dzień, kiedy dowiedziałem się o animagii. To było jak dzień, w którym po raz pierwszy w pełni poczułem się kotem. To było dzień, kiedy kończyłem osiemnaste urodziny. To było jak dzień, kiedy wpadłem do wielkiego zbiornika wypełnionego mlekiem. To był po prostu kolejny, z tych wspaniałych dni, tylko że tym razem nie byłem w tym samym, osamotniony, narcystycznym sobą, tylko miałem u boku towarzyszkę w uśmiechowej zbrodni. Razem celebrowaliśmy ten dzień. Kompletnie sami, więc to jeszcze bardziej podsycało intymność sytuacji. Wokół panowała względna cisza. Otaczały nas jedynie dźwięki natury. Taki spokój, a ja w środku, głęboko, ale też płytko, w sobie płonąłem i wariowałem, mając ją tak blisko siebie. Dziwiłem się sobie, że wcześniej nie miałem okazji ujrzeć jej z tej perspektywy, z której miałem oglądać ją teraz, bo... Och, mógłbym wcześniej coś zrobić, podziałać, zdobyć jej serce albo coś, cokolwiek, co zbliżyłoby nas jeszcze bardziej do siebie. A teraz byliśmy tu sami, ja nie miałem okazji jej przygotować na nas, bo to się działo, te ferie barw we mnie i nie byłem w stanie się powstrzymać. Ja wiedziałem, że nie będę zdolny się powstrzymać.
Szczególnie że patrzyła tak na mnie, tymi zielonymi oczami pełnymi fascynacji. Widziałem to w niej, w tych jej roześmianych oczach. Powiedziałbym, wręcz wykrzyczał, że idealnych, perfekcyjnych oczach, bo nie dałoby się do nich wcisnąć ani grama radości więcej. Były jej esencją. Oblizałem się wygłodniały... tarapatów chyba. Z tyłu głowy miałem gdzieś tam zanotowane, że to prawdopodobnie była kiedyś dziewczyna Vincenta. Którą się nie chwalił! Nie rozumiałem, czemu kompletnie się nie chwalił tak cudowną dziewczyną. Gdybym ja miał... to bym się chwalił. Może mama miała rację, że z taką ciastkową, zaradną kobieta to ja powinienem od razu w żeniaczkę, tylko że mama też nie wiedziała o tej masie rzeczy, którą miałem za uszami, i nie wiedziała, że Norka ma dziecko, gromadę kotów i, kto wie, może gromadę adoratorów, ustawiających się za nią kolejkami... Ale halo! Leo, kociaku! Leoleoleo! Wszelka absztyfikancja nie miała z tobą szans! Miałem w tym urok i klasę, i gromady doświadczenia. Nikt nie był w stanie się mi oprzeć. Może poza Panią Florence, ale ona była kobietą specyficzną.
- Wybacz, moja droga, ale kiedy tak na mnie patrzysz, to ja się nie mogę powstrzymać - przyznałem wielce niewinnie, choć myśli miałem niesamowicie grzeszne. Wstrzymałem na moment oddech, bo nie wiedziałem, co sobie o tym pomyśli, ale wszystko we mnie wręcz krzyczało, bym w niej ukochał każdy skrawek ciała. I to nie tak, że sobie krzyczało i tyle. Świeciło się wszystko jak te alarmy czerwone, migające, pikające, nawołujące. Ja nie mogłem tego zignorować kompletnie, więc jak zwykle zamierzałem grzecznie usłuchać swojego wewnętrznego ja. Byłoby niepoprawnym działać wbrew sobie, więc porzuciłem koszyk pod stopami by naprzeć na nią całym sobą, by ująć pucatą twarz w uwolnioną dłoń, a drugą ręką strategicznie objąć by nie była w stanie mi zwiać. Ja wiem, że to może tak nie powinno być, że pod przymusem czy coś, ale koci instynkt mi to podpowiadał by nie dać ofierze zwiać, więęęc... byłem usprawiedliwiony poniekąd. Uśmiechnąłem się łobuzersko tylko na sekundą, bo już wpijałem się w jej rumiane usta. Mnie do pocałunków słodkich nie trzeba było długo namawiać.
I Bogini mi świadkiem, że ja uschnę niczym szczypior na pustyni, jeśli Norka nie odwzajemni mojej fascynacji. Tak też mi mówiło moje wewnętrzne ja. Tak ją też wziąłem i też na wszelki wielki... tą drugą ręką też objąłem.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#9
20.04.2024, 20:07  ✶  

Figg miała wrażenie, że ten dzień jest jednym z lepszych dni w jej życiu. Słońce wydawało się mocniej świecić, ptaszki głośniej śpiewać, no istna sielanka. Na pewno wpływ na to miała obecność Leo przy jej boku, przy nim stąpanie po tym szarym świecie wydawało się dużo lżejsze i zdecydowanie bardziej kolorowe. Wszystkie problemy, jakby ręką odjął. Uwielbiała to uczucie, jakby nic nie mogło się pozbyć, jakby gwarantował jej to, że po prostu wszystko będzie przepiękne. I spoglądała na niego tymi swoimi zielonymi oczami, z podziwem. Nie miała pojęcia, jak to możliwe, że taki jeden Leo, potrafił u niej wzbudzić tyle pozytywnych emocji, że też dopiero dzisiaj dostrzegła tę jego wyjątkowość, znaczy to nie tak, że tylko dzisiaj, ale dzisiaj dotarło do niej jaki jest niesamowity i jakie miała szczęście, że go poznała.

Najwyraźniej mężczyźni z rodziny O'Dwyer mieli coś w sobie, bo przecież nie bez powodu kiedyś zainteresowała się Vincentem. Tyle, że przy Leo... cóż Vinnie wydawał się nie mieć żadnego znaczenia. To Leo całym sobą demonstrował swoją wspaniałość, a ona mogła mu w tym towarzyszyć i napawać się nim, kiedy był obok niej. Niczym jakiś młody bóg, który zstąpił na ziemię.

Zupełnie niespodziewanie, znaczy może i spodziewanie, bo najpierw się do niej odezwał, ale nie do końca wiedziała, przed czym to nie mógł się powstrzymać, objął ją ten słodki kociak. Poczuła, że zbliża się chwila, której w ogóle nie przewidziała, bo kto to widział, żeby ona w ten sposób traktowała swojego pracownika, tyle, że w sumie to on zaczął? Prawda. To się chyba nie liczyło, jako jej wina. Kiedy tak na niego spoglądała, to czuła, że nie może mu tego odmówić, bo był taki wspaniały i chciała zobaczyć, czy te jego usta też są takie doskonałe w smaku. Nie było chyba nic złego w sprawdzeniu tego, po prostu musiała zobaczyć, czy równie wspaniale całuje, co robi wszystko inne. Nie, żeby w to wątpiła choć przez chwilę, bo czuła w tej chwili uwielbienie do całej jego osoby. Nie mogła mu odmówić, szczególnie, że ten wspaniały Leo zainteresował się nią w taki sposób, nią, zwyczajną, szarą Norą, która nie miała nic szczególnego do zaoferowania. To jakiś dar od losu.

Nie zawiodła się. Zmrużyła przy tym oczy, aby nie daj Merlinie się niczym nie rozproszyć, bo chciała napawać się tą niespodziewaną chwilą, kto wie, czy kiedyś w ogóle się to powtórzy? To był przecież tylko krótki moment wyrwany codzienności.

Norka nie miała zbyt wielkiego doświadczenia w takich sprawach, niezbyt często pozwalała sobie na całowanie kogoś innego poza Mabel, ale czuła, że tym razem może się otworzyć, bo Leo nie zrobi jej krzywdy. Był taki idealny, wspaniały, na pewno nie miał złych zamiarów. Mogła mu więc dać te kilka pocałunków, skoro już pokusił się na to, aby się do panny Figg zbliżyć. Mogła mu w ten sposób wynagrodzić to, że wcześniej tego nie zauważała, tej jego cudowności.

Swoje dłonie oparła na nim, żeby jej nie przeszkadzały. Zabawnie musieli wyglądać tacy spleceni w uścisku, była przy nim taka drobniutka i malutka, musiała stawać na palcach, by dosięgnąć jego twarzy, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Pozwoliła sobie na ten moment zapomnienia, i nie widziała nic złego w tych kilku pocałunkach, którymi obdarzyła Leo.

Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#10
22.04.2024, 19:25  ✶  
Pan Słońce i Pani Słońce to Pan i Pani Słońce, no nie? Miałem na imię Helios, trochę zabawnie, ale też poważnie. Nie za często używałem tego imienia, ale miałem tak na imię, więc nie mogłem się pozbyć bycia słońcem, a poza tym to... Leo też miało w sobie sporo ze słońca, a ja w sobie miałem go całe masy.
Ale również mleka... Takie spokojne, takie mdłe może nawet, cierpliwe? Może trochę płynąłem, ale chciałem dopłynąć do miejsca, w którym całe moje jestestwo spływało w słodkim, klejącym miodzie. Słodkim do przesady, klejącym niemożebnie. Spajającym dwa ciała w jedno ciało - o tak. Miód, miodek, miodeczek. Słońce, słoneczniki, pszczoły, miód. To wszystko było ze sobą powiązane, podobnie jak to, że miałem okazję trafić na swojej drodze na Norkę i teraz całowałem ją ze wzajemnością. To samo w sobie było jak wybuch miodowego wulkanu, więc pytanie było potężne - CO BĘDZIE POTEM?! Święto Słońca, Słoneczne Święto. Wielkie Słoneczne Święto Radości i Miłości, i Uroku, i Niesamowitości, i Chęci do Życia, i Wszystkiego Innego, Co Najlepsze, Co Wymarzone, Co Tylko Do Głowy Przyszło, no nie? Taaak.
Całowałem jej pełne usta, spijałem z nich wyimaginowany nektar wolności. Badałem policzek i linię żuchwy, szukając większych zapasów niesamowitości, póki nie dotarłem do jej rozgrzanej szyi. Norka pachniała cukiernią, a może to cukiernia pachniała Norką? Gdzie te odpowiedzi na niewypowiedziane pytania?! A może Norka była cukiernią, a cukiernia była Norką? Nie bez powodu nazywała się Norką Norki, hmm? Jedno było jednakże pewne w tym rozkminianiu szerokim - Norka i Norka Nory od teraz musiały być moje. Uwielbiałem ten słodki zapach, to palące ciepło jej skóry. Norka... Ja oszalałem! Oszalałem na twoim punkcie!
Dziki pomruk wyrwał się z mojej piersi. Owionął lekkim podmuchem jej szyję, szyję pachnącą cukiernią.
- Norkaaa... Mraurr... Ja oszalałem! Oszalałem na twoim punkcie! Powiedz, że mnie lubisz, że mnie lubisz bardzo, bo ja bardzo-bardzo chcę żebyś mnie lubiła barrrdzo. Błagam! - wymruczałem jej do ucha by w końcu w akcie szaleństwa, a może po prostu typowej leowatości zsunąć się na własne kolana. Klęczałem przed nią tu i teraz, w tej chwili to bardziej obejmując jej nogi, zamiast pleców i wpatrywałem się w nią błagalnie, jak człowiek spragniony wody, kot - mleka, kochanek - miłości. - Wyjdziesz za mnie? Zrobię dla ciebie wszystko! Ty wiesz, z pewnością to czujesz... Ja czuję dużo miłości do ciebie. Tyle miłości, że nie sposób pomieścić. Tak bardzo ciebie pragnę, że nie mogę sobie wyobrazić, że moglibyśmy być osobno - stwierdziłem, puszczając jej nogi wolno, by uchwycić jej rozgrzaną dłoń. Ciepłą, delikatną, kobiecą dłoń. Ucałowałem ją i zataz też wtuliłem w nią twarz. Tak, to było to odpowiednie miejsce dla Leoleoleo.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leo O'Dwyer (3349), Nora Figg (3453), Pan Losu (87)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa