— Nie bądź nudny, Erik. Inercja rodzi herezję — westchnął. Co ta policja robi z chłopcami. Zaraz okaże się, że Erik pija tylko czarną kawę, nosi tylko robocze jeansy i czarne garnitury i nie robi nic ze swoją fortuną, żeby usprawiedliwić ogromne sumy w skrzynce u Gringotta. Sądził, że właśnie ta nieumiejętność bycia ekstrawaganckim sprawiała, że w duszach arystokratów rodziły się dewiacje. Oczywiście, nie zakładał, że właśnie tak było z Erikiem, musiały istnieć jednostki, stanowiące kontrast do nadmiernie ekspresyjnych jednostek. Jego bratanek był herosem, Prometeuszem niosącym ogień ludzkości. Jednak niektórzy, zamknięci w idei konformizmu, w prywacie stawali się absolutnie nieznośni. Bogowie, dziękujmy, że w eonach prawdopodobieństw Antoniusz tonował Morpheusa i wzajemnie, bo mogłoby się to skończyć bardzo źle.
Sukienka, zapomniana, stanowiła tylko westchnienie przeszłości. Znacznie cięższym dźwiękiem, były przekładane kartki ze skrupulatnością osoby, która na co dzień ma do czynienia z dawnymi artefaktami i notatkami osób, których imiona już zatarły się w pamięci. Usiadł na podłodze ze skrzyżowanymi nogami i zaczął przyglądać się twarzom, starając się połączyć je
— Wspominając o drzewie genealogicznym, mamy jakieś rekordy imion i zdjęć poszczególnych członków rodziny Juliusów? Chciałbym przypisać imiona do twarzy — postukał w szkicownik i pokazał gnijące dziewczynki na szkicach Erikowi i Patrickowi, kartkując całość i wskazując progres, w jakim następowało dziwaczenie rysunków. — Są jakieś dane o darze Trzeciego Oka pośród nich? Sprawdzę to później też w Departamencie.
Zamknął szkicownik. Coś mu tu śmierdziało i nie wiązało się to z obecnością trzech mężczyzn w niewywietrzonych przestrzeniach. Zaciągnął się stęchłym zapachem zakurzonego powietrza, powietrzem, którym oddychali onegdaj mieszkańcy tego miejsca i postanowił spojrzeć w przyszłość. Jego czy zamgliły się nieco, a czarne spojrzenie zamgliło. Wyglądał trochę, jakby go już w tym miejscu nie było.
Akcja nieudana