• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere

[03.08.1972] Szaleństwo Windermere. Należę do wody | Cathal & Guinevere
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#11
27.04.2024, 21:49  ✶  

– Tak. Chyba tego najbardziej mi brakuje – Cathal kiedyś zapytał ją, jak podoba jej się Anglia po tych paru miesiącach. Całą przeprowadzkę znosiła w miarę dobrze może dlatego, ze było lato; zgoda, nie było tak ciepło jak w Egipcie, powietrze było dużo bardziej wilgotne i ciężkie, potrawy były inne i mentalność ludzi strasznie się różniła, to nie było dla niej łatwe nawet, jeśli wychowywana była przez Anglika i miała z Brytyjczykami kontakt całe swoje życie. Było tutaj niemalże wszystko, czego zawsze pragnęła, przyjechała tu w konkretnym celu, ale były też takie rzeczy, za którymi tęskniła. I człowiek sobie to uświadamiał dopiero po jakimś czasie. Nie bez powodu wstała tak wcześnie i siedziała na tym brzegu, wpatrując się w niebo. Lubiła w nie patrzeć, nieważne, czy był dzień, czy noc – po prostu niebo kojarzyło jej się w wolnością, z lotem… Lubiła gwiazdy, chociaż nigdy nie miała cierpliwości, by się uczyć astrologii. Pamiętała też, jak kiedyś poszła z Cathalem na spacer brzegiem Nilu, a drogę rozświetlały im gwiazdy.

– Ach… Myślałam już, że mugole uznali, że te kaczki to ma być jakaś atrakcja i że traktują je za święte niemal tak, jak u nas czci się koty – „u nas” w sensie w Egipcie. To nadal był jej dom i o nim myślała, gdy w ten sposób mówiła. Ale była pewna, ze Cathal zrozumie jej intencję, zresztą niewiele nad tym myślała, po prostu mówiła. – W kaczkach nie ma nic… majestatycznego – dodała. No kaczka jak kaczka… A jak się wie jakie kaczory są pojebane, jakie mają… narządy i co robią innym kaczkom… brr.

To nawet nie tak, że zaczęła się orientować – bo absolutnie nie! Nie wiedziała zwyczajnie o co Cathalowi chodzi, o nic go nie podejrzewała, bo jak mogłaby? Kochała go, o na bogów, na słodką Bastet, to było całe morze miłości i wzrok lekko jej się rozjeżdżał, a oczy niemalże iskrzyły, gdy na Shafiqa zerkała. Tak dobrze jej było w jego obecności, przy nim…

– Mooże. A może po prostu im się inne miejsca znudziły? Wiesz, że biegną za modą. Zupełnie nie wiem czemu niektóre miejsca są takie popularne wśród turystów, zresztą przez ich ilość czasami się bardzo psują… Ale to jezioro jest bardzo ładne – stwierdziła, mimo uszu puszczając informację na temat Nell, bo jej nie obchodziła. Obchodził ją Cathal, nikt inny. Cholera, tak bardzo chciała, że spojrzał na nią tak miękko, żeby zobaczył w niej nieco więcej, wszystko co miała do zaaferowania.

Leta była jaka była, uważała, że kłótnia z nią jest tak bardzo bezcelowa, zwłaszcza jej gwałtowana reakcja, że aż wyjechała… Ginny jednak mocno chłonęła takie emocje, chciała pomóc wszystkim, którzy byli jej w jakiś sposób bliscy, których lubiła, a z Alatheą przecież trochę już pracowała i szanowała ją bardzo, nawet jeśli ona nie szanowała jej podejścia do wróżb czy przepowiedni… Szkoda. Zawsze było szkoda. I nie chodziło nawet o jej umiejętności, zdolności – tylko o jej osobę.

– Na pewno chcesz? W sensie… Po prostu chyba się nie zrozumieliśmy – uśmiechnęła się do niego leciutko i podparła dłonią o piasek, by pomóc sobie wstać. Zaraz też wytrzepała dłonie, tyłek i nogi, i mocniej owinęła się swoim szerokim szalem. – Trochę chłodno, ale nie umiałam sobie odmówić widoków, wiesz. A jak tobie się tutaj podoba? – zagaiła, gdy już wybrała kierunek podróży – i to wcale nie było do lasu, a wzdłuż brzegu, ale bardziej w stronę wschodu słońca, niż zachodu. Naprawdę nie chciała, by Cathal sobie coś zrobił. Nie wybaczyłaby sobie tego.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#12
28.04.2024, 20:21  ✶  
– Za kilka dni angielskie niebo powinno spodobać ci się równie mocno jak to egipskie. Nad Europą przewinie się deszcz spadających gwiazd – powiedział Cathal, na moment, na krótką chwilę, też spoglądając na niebo. Nad Londynem gwiazdy ginęły w blasku elektrycznych świateł, ale nad wrzosowiskami Walii i tutaj, nad angielskim jeziorem, te błyszczały, miliardy dalekich słońc.
Zaraz jednak oderwał wzrok od nieba. Zrobił to, bo nie mógł ufać Guinevere i nie był pewny, co to za moment zrobi: musiał obserwować każdy jej ruch. Nie wiedział jeszcze, jaką formę przyjęła jej zdrada. Czy dopiero ją planowała? Czy wynosiła informacje? Czy zamierzała zrobić coś innego, znacznie dotkliwszego? Przekazała wiadomości Ministerstwu? Voldemortowi? Nie, to ostatnie wykluczył – nawet oblepiony ciemnością nie widział jej jako zwolennika Czarnego Pana. Ale być może uznała, że to coś, czym powinno zająć się Ministerstwo? Nie ufała mu na tyle, aby pozostawić sprawę filarów w jego rękach?
– Nie wydaje mi się, żeby tak robili, ale kto wie? Mugole miewają naprawdę dziwaczne pomysły – stwierdził, wciąż siląc się na to, by zachowywać się normalnie i nie pokazać przed nią, że zaczął domyślać się, że coś jest nie tak. Każde jej słowo, każdy gest, były teraz rozumiane przez niego opacznie, kiedy cichy głos sączył się wprost do umysłu, gdy wyśpiewywał mu pieśń o zdradzie i przypominał wszystkich tych, którzy zginęli, bo zaufali przyjaciołom. Zamarł i przypatrywał się jej po prostu długą chwilę – nic nadzwyczajnego u Cathala, niekiedy przecież się zacinającego – wspominając Cezara, dźgniętego ostrzem przez Brutusa, angielskiego Henryka Tudora, skazującego na ścięcie krewnych i dawnych przyjaciół, Helenę, umykającą od męża, a potem wydającą jego wojskom Troję.
Co jeśli Ulysses albo Nell z nią współpracowali?
Ruszył za nią brzegiem jeziora. Jeśli chciała odciągnąć go od domku, dając im czas na przeszukanie, nic nie osiągnie: nie zabrał ze sobą przecież niczego istotnego, a notatki robił stosunkowo rzadko i zwykle bardzo urwane, bo większość informacji tkwiła bezpiecznie w jego głowie. Za to jeżeli coś będzie ruszone albo wróci się nagle… Wtedy wszystko będzie jasne.
– Chyba wolę wybrzeże. Tutaj jest wielu mugoli. Ale jezioro i tak wyspa na swój sposób mnie intrygują. Poza tym całkiem chętnie obejrzę zamek Carlise.
A właściwie obejrzałby go bardzo chętnie, gdyby był tutaj z kimś innym, nie u boku osoby, która knuła właśnie zdradę. Choć powinien patrzeć pod nogi, uważać, gdzie idzie w mroku, spoglądał nie w dół, lecz na nią, wciąż na nią, zastanawiając się, co chodzi jej po głowie, jaki opracowała plan.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#13
06.05.2024, 01:42  ✶  

– Naprawdę? – jej zdumienie było szczere. Nigdy zanadto nie zajmowała się astrologią ani astronomią (tym może nieco więcej), gwiazdami i konstelacjami – chociaż pewnie powinna, znając jej umiłowanie do nieba, lotu, wolności… A jednak to inne rzeczy zaprzątały jej głowę, w niebo zaś lubiła spoglądać, nazywać kształty chmur – te czasami chciały czarodziejom wrażliwym na takie znaki coś powiedzieć. Zaś gwiazdy – spoglądanie na całą mapę nocnego nieba, na migające gwiazdy, czasami te spadające… Było w tym coś romantycznego. Aż odruchowo sama spojrzała w niebo i przekręciła odrobinę głowę. Granat powoli ustępował czerwieni, łuna była już widoczna i z każdą chwilą miała się powiększać.

– Tak, wiem. Wiedziałeś, że podobno mugole wierzą, że wampir nie wejdzie do ich domu, bo nie może przekroczyć progu, jeśli nie zostanie zaproszony przez domownika? – palnęła zupełnie bez sensu, karcąc się w myślach za mielenie ozorem bez ładu i składu. Ale nie umiała się powstrzymać, nie potrafiła myśleć trzeźwo, nie kiedy stał obok i patrzył na nią nie tak, jakby tego chciała. Zaraz zresztą zauważyła, ze Cathal przygląda jej się dłużej bez słowa, nic nadzwyczajnego, faktycznie potrafił się tak zawiesić, więc uśmiechnęła się do niego najpierw nieco przepraszająco, że w ogóle gadała takie głupoty o mugolach, ale zaraz po prostu ciepło, jak to miała w zwyczaju.

Potarła dłońmi swoje ramiona, nadal ciasno owinięta szalem, który tylko w małym stopniu chronił przed chłodem, do którego nie była przyzwyczajona. Nie przeszkadzało jej, że przez moment szli w ciszy, nie czuła, by ta była niezręczna. Zresztą wiedziała, że Cathal czasami potrzebuje momentu, by zebrać myśli. Lubiła gadać, ale czasami, gdy sytuacja tego wymagała, potrafiła się też zamknąć.

– Na wybrzeżu tylu nie ma? – zaciekawiła się, zerkając na Cathala tylko na moment i zauważyła, że wciąż się w nią wpatrywał, a nie w drogę. – Czemu? Myślałam, że to jeszcze popularniejszy kierunek – kontynuowała i odwróciła wzrok na jezioro, czując, że jeśli patrzyłaby na niego dłużej, to coś by w niej pękło, albo nie utrzymałaby tego uczucia, które ją wypełniało. Chyba nigdy tego nie czuła w takim natężeniu, z taką mocą i taką pewnością. – Do kiedy w ogóle chcecie tutaj zostać? Wystarczy nam na wszystko czasu?

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#14
06.05.2024, 12:58  ✶  
– Noc Perseidów. W sierpniu nad Europą przetaczają się deszcze spadających gwiazd – powiedział Cathal, starając się skupić, ale nie było to łatwe i nie tylko ze względu na chorobę. Ta niekiedy utrudniała mu codzienne funkcjonowanie, błogosławieństwo i przekleństwo, z jednej strony czyniące go wręcz geniuszem, który mógł nauczyć się błyskawicznie wszystkiego, co zechciał, z drugiej napełniające jego głowę nadmiarem śmieci. Aż do punktu, w którym po wyjątkowo nudnych dniach, niewartych zapamiętania, zapisywał parę zdań na kartce, a potem wypijał eliksir zapomnienia – niezbyt często, by się nie uzależnić, ale dość by nieco ułatwić mu życie.
Teraz jednak jego myśli mknęły w stronę planów Ginewry. Rozważał możliwości. Wyciągał wspomnienia, wszystkie słowa, jakie wypowiadała, osoby, z którymi ją widywał, dokumenty, do których miała dostęp.
Jak długo planowała swoją zdradę?
Kto mógł jej w tym pomagać?
Jak bardzo mogła mu zaszkodzić?
– Nie miałem pojęcia. Naiwni – skwitował. Czy to była jakaś sugestia? Czy McGonagall weszła w konszachty z jakimś wampirem? Czy może chodziło o to, że de facto to sam Cathal zaprosił ją do obozu i umożliwił działanie? Że teraz metaforycznie wyssie z niego krew? Nie powinien nigdy dać się namówić Jamilowi na zatrudnienie jej, ale miała wiedzę i kwalifikacje, które w Egipcie wcale nie były takie łatwe do znalezienia. – Plaże, zwłaszcza w okolicach większych miast, są zatłoczone, ale istnieje wiele miejsc, zwłaszcza na szkockim wybrzeżu, które leżą na tyle daleko od najbliższych miasteczek, że świecą pustkami. To najlepsze kierunek, jeżeli chce się odpoczynku i samotności.
Albo jeżeli chce się kogoś zepchnąć z klifów, pomyślał. Był wyższy i silniejszy od Ginewry, ale gdyby zrobiła to z zaskoczenia, mogłaby zrzucić go ze skał. W wielu miejscach upadek ze szkockich klifów mógłby skończyć się tylko śmiercią.
Oczywiście, Shafiq nie zamierzał stracić czujności, ani w ogóle odwiedzać z nią jakichkolwiek klifów. Planował przeszukać jej namiot, wypytać innych pracowników i potem usunąć ją z ekipy. Nie było w niej miejsca dla nikczemnych zdrajców.
– Pojutrze rano. Ulysses musi być na ślubie siostry. Może słyszałaś? Vespera Rookwood wychodzi za jednego z Blacków. To już jej trzecie wesele, ale zdaje się, że planują dość okazałą uroczystość.
To oznaczało, że wczoraj mogli pozwiedzać najbliższe okolice ośrodka, a dziś wybrać się do Carlise i ewentualnie na wyspę. Cathal jednak wciąż zastanawiał się, czy w ogóle tu zostawać: czy powinien jeszcze obserwować Ginewrę? Czy może zniknąć już tej nocy?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#15
06.05.2024, 16:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2024, 16:35 przez Guinevere McGonagall.)  

– Przez cały miesiąc? – upewniła się i wytężyła wzrok, ale nie dostrzegła nigdzie żadnej spadającej gwiazdy, więc zaraz znowu spoglądała na Cathala. – To musi być piękny widok, zwłaszcza z dala od Londynu – to było jedyne wielkie miasto, jakie w Anglii tak na dobrą sprawę znała. Pewnie na terenie wykopalisk będzie to dobrze widać, dlatego już zaczęła planować, żeby w miarę dobrej pogody nie zapomnieć pooglądać nocnego nieba.

Ginewra nie miała bladego pojęcia, że coś jest nie tak, że zachowanie Shafiqa nie wynika jedynie z jego choroby (która, swoją drogą, była bardzo fascynująca), a dlatego, że tak jak ona uświadomiła sobie swoje uczucia do niego, tak on zaczął ją podejrzewać o najgorsze. A przecież własnoręcznie złapała „włamywacza” podszywającego się pod Nell i to jej propozycją było, że podzieli się wspomnieniem, na wypadek, gdyby coś jej w trakcie umknęło. Nie miała absolutnie żadnych intencji, by sabotować wykopaliska, ani by cokolwiek sobie przywłaszczyć – ją interesowała w tym wypadku tylko wiedza, historia, a nie, by zrzucić Cala z miejsca przy światłach reflektorów, skoro te były skierowane na niego, jako kierownika tej grupy. Wszystko szło na jego konto, a Ginewra nie zamierzała w to ingerować, nie czuła zazdrości, nie czuła, że potrzebuje się wybić. Była naukowcem, nie materiałem na celebrytkę.

– Najbardziej mnie zdziwiło, że w ogóle wiedzą, że wampiry istnieją – ogólnie jej obcowanie z mugolami było dość wywrotowe. Nic do nich nie miała, nawet czasami lubiła z nimi rozmawiać, ale jednak to nie było to. Co innego, gdy można było z nimi jawnie porozmawiać o magii, jak na ognisku pod koniec maja… – Chyba, że to też jest jakieś „podobno” i tylko niektórzy sobie zdają sprawę? – zastanowiła się nad tym, żeby ostatecznie wzruszyć ramionami. Mugole byli po prostu dziwni, nie lubiła za to, gdy pakowali im się w prace na wykopaliskach, więcej było z tego kłopotów niż pożytku. – Ach… no tak. Nie pomyślałam o tym. Chyba to morze nie jest w Anglii zbyt ciepłe, co? – nie to co w Egipcie, gdzie wejście do niego było prawdziwą przyjemnością. – Jakoś Szkocja mnie nigdy tak nie pociągała, nie wiem dlaczego. To chyba przez to wyobrażenie facetów w spódniczkach w kratę i z tym śmiesznym instrumentem – zamachała kilka razy rękoma, żeby ów instrument zobrazować. To nie był zupełnie jej klimat i świat, wydawał się jej być cokolwiek dziwacznym, rubasznym i obscenicznym. Jej myśli pobiegły zupełnie innym torem; nie myślała więc o klifach, tylko o nieogolonych nogach wystających zza spódnicy.

– Mmmm…. Chyba tylko mi się coś obiło? – zastanowiła się i zmarszczyła brwi. – Trzecie wesele? – zdumiała się bardzo widocznie. – Nie sądziłam, że Anglicy są aż tak otwarci, że nikt nie ma z tym problemu. Zawsze myślałam, bez urazy, że rody czystej krwi  parują ze sobą członków niezależnie od ich preferencji czy tego, czy się sobie podobają i się lubią i że nie chcą słyszeć o żadnych rozwodach, a na pewno nie o trzecim małżeństwie i to jeszcze kobiety – to ją autentycznie zaskoczyło, bo miała ich za ogromnych sztywniaków. Zresztą z tą opinią nie bardzo się kryła, zwłaszcza w Egipcie. – Ale skoro tak, to mamy czas dzisiaj i jutro jeszcze tylko. Mam już kilka pomysłów, ale ciekawe co będą chcieli robić Nell i Ulysses. A co ty byś chciał? – zagaiła i obróciła głowę, żeby się w Shafiqa wpatrzyć. Oszukiwała, oczywiście, że tak, bo w takich warunkach znacznie bardziej polegała na kocim wzroku, niż ludzkim, ale i tak… Cal pochłaniał teraz całą jej uwagę i skupienie, że nie zauważyła nawet grubej gałęzi na wpół wtopionej w piasek i potknęła się o nią jak przedszkolak, po czym straciła równowagę i poleciała do przodu. – Cholera – stęknęła jeszcze tylko.


Aktywność fizyczna
Rzut O 1d100 - 31
Akcja nieudana
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#16
07.05.2024, 12:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2024, 12:43 przez Cathal Shafiq.)  
– Apogeum osiągną za kilka dni. Pewnie więcej na ten temat mógłby powiedzieć Ulysses. W Londynie za wiele nie zobaczysz, tam jest zbyt jasno, nawet jeżeli niebo nie będzie zachmurzone.
Cathal nie potrafił powiedzieć, w które dni i w jakich obszarach najlepiej będzie widać spadające gwiazdy – za mało interesował się astronomią. Lubił patrzeć na gwiazdy, ale nazwy konstelacji i czytanie z ruchu ciał niebieskich przyszłości leżały daleko poza obszarem jego zainteresowań. Brakowało mu też duszy prawdziwego romantyka, aby w pełni docenił nadchodzącą noc Perseidów, poza tym… teraz oblepiała go czerń. Owijała się wokół niego zachłannie, i przez to Shafiq gotów był dopatrywać się w zachowania McGonagall wszystkiego, co najgorsze, i zupełnie nie dostrzegał piękna otaczającej ich przyrody. Każdy jej gest, każde słowo, każde spojrzenie, w jego oczach miało drugie dno. Normalnie wiedział, że ona ma najlepsze serce z nich wszystkich: Cathal był synem swojego ojczyma, Leta parała się klątwami, Jamil chociaż bywał miękki, łatwo mógł spaść nisko pod wpływem okoliczności, a Nell… Nell nosiła w sobie determinację i bezlitosność, o które mało kto podejrzewałby drobną blondyneczkę.
Teraz jednak tylko za tym bardziej dotkliwą przyjmował jej nieuchronną zdradę.
– Nie wydaje mi się, żeby teraz w nie wierzyli. Kiedyś, owszem. W tej chwili to dla nich bohaterowie jakichś śmiesznych powieści. Ktoś wspominał mi o książce o tytule Dracula? A Vlada Palnikova podejrzewano o wampiryzm, ale to było lata temu.
Oczywiście, Shafiq nie czytał Draculi. To była tylko mugolska książka, a on niekoniecznie chciał, aby utkwiła w jego głowie na wieki. Wolał przechowywać w umyśle inskrypcje z egipskich grobowców, wiersze pisane przez faraona ku czci swojej ulubionej małżonki niż takie bzdury jak fantazje mugoli na temat wampirów.
– Dużo chłodniejsze niż w Egipcie, ale w letnie dni to mało komu tutaj przeszkadza, gdy już wychodzi słońce. A Szkocja to kraina klifów, kamiennych zamków takich jak Hogwart i gór. I myślę, że z samego rana możemy coś zjeść i pojechać do Carlise, obejrzeć zamek i katedrę.
Pomyślał, że Ginewra jest jakoś dziwnie zainteresowana weselem Rookwoodówny. Może planowała też zdradę Ulyssesa? Chciała rozpuścić jakieś plotki na temat Vespery? Chociaż Rookwood bardzo rozgniewał Cathala, to przecież nie mógł dopuścić, aby McGonagall zrealizowała taki plan.
– Rozwody są źle widziane, ale ona jest wdową. To raczej on był zaplątany… w różne skandale, w rodzaju błyskawicznego rozwodu i równie błyskawicznego wesela.
Cztery miesiące między rozwodem a kolejnym ślubem? W oczach Cathala wskazywało to albo na ciążę, albo na zdradę małżeńską, ale też tak naprawdę nie była to jego sprawa – on i Vespera Rookwood nigdy nie byli szczególnie blisko.
Kiedy Ginewra się potknęła, sięgnął ku niej w odruchu. To był instynkt, każący ją złapać, bo gdyby miał czas się nad tym zastanowić, nie ruszyłby się pewnie - przecież mogła ukrywać nóż i chciała właśnie go dźgnąć...

Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#17
09.05.2024, 23:25  ✶  

– I tak wolę być poza Londynem – to akurat była prawda. Londyn miał swój urok… ale zdecydowanie lepiej czuła się w mniejszych wioskach albo w ogóle na odludziu. I nie chodziło wcale o to, że nie chciała przebywać z ludźmi ,bo wręcz przeciwnie, bardzo lubiła towarzystwo i możliwość porozmawiania z drugą osobą, spędzenia czasu, wymienienia myśli. Po prostu Londyn był jakiś taki…. tłoczny, zbyt głośny, światła zbyt mocno świeciły i tak dalej, chociaż od czasu do czasu lubiła tam się wybrać i pozałatwiać jakieś sprawy. Teraz przyszło jej do głowy, że powinna zapytać Cathala, czy nie chciałby z nią pooglądać tych Perseidów czy jak im tam, jednak nie chciała być nazbyt nachalna, tym bardziej, że byli póki co na wyjeździe i inne rzeczy powinny zaprzątać im głowę. Ale to jednak on wkradał się ciągle w jej myśli, zaprzątał jej głowę, zajmował pole widzenia i sprawiał, że mimowolnie się uśmiechała, gdy słyszała jego głos. Widać czasami trzeba było się wyrwać z codzienności, by dostrzec takie oczywiste rzeczy – bo przecież lubiła go bardzo, był w jej typie i lubiła zdecydowanych mężczyzn, a takim z pewnością był Shafiq.

Ginewra uniosła lekko brwi.

– To czemu… – zaczęła i urwała, marszcząc te brwi w zamyśleniu. – Nie rozumiem ich czasami. Skoro nie wierzą, to czemu wygadują takie bzdury jak z tym zapraszaniem. Jestem pewna, że to gdzieś słyszałam… A może czytałam? – przekrzywiła odrobinę głowę, na moment spuszczając spojrzenie z Cathala, ale wcale dzięki temu nie widziała gdzie szła, bo jej umysł zaprzątało teraz coś innego.

– W ogóle dużo tu chłodniej – zauważyła i zaśmiała się. I myślała, że jej by taki chłód morza chyba jednak przeszkadzał, chociaż to były niczym niepoparte przypuszczenia, bo nigdy nad angielskim morzem zwyczajnie nie była. – Wolę piasek od klifów – stwierdziła z pewnością w głosie.

Właściwie to nie była dziwnie zainteresowana – była zainteresowana jak zwykle. Kiedy jakaś myśl zaprzątnęła jej głowę, potrafiła dużo gadać, pytać, filozofować; ogólnie wypluwać z siebie wiele myśli, dziwnie wręcz uporządkowanych.

– Och, aż dwa razy? To brzmi jak prawdziwy pech – aż przez moment była ciekawa, jakie znaki i gwiazdy przyświecały siostrze Ulyssesa, co prowadziło ją przez życie, z drugiej strony zastanawiała się, czy w ogóle żałowała swoich zmarłych mężów. – Błyskawiczny ślub zwykle wiąże się tylko z jednym – zauważyła i uśmiechnęła się pogodnie. – Ale mam nadzieję, że prócz tego, to połączyła ich prawdziwa miłość, a nie przymus czy rozsądek.

Właściwie ich myśli podążyły podobnym torem, ale nie było w tym absolutnie nic odkrywczego – nawet dla niej, wychowanej w innej kulturze. Ale – tak samo – nie była to jej sprawa, więc ostatecznie wzruszyła ramionami. Albo zrobiłaby to, gdyby nie poleciała do przodu, na szczęście Cathal miał lepszy refleks od niej, albo po prostu patrzył gdzie trzeba, a nie bujał w niebieskich obłokach i złapał ją, nim wyrżnęła na ten głupi ryj. Miała wrażenie, że serce gwałtownie podjechało jej do gardła, zwyczajnie się wystraszyła – nie dotyku Cala, tylko tego, że już leciała… Żaden nóz jednak nie pojawił się w jej dłoniach, jedynie gwałtownie wciągnęła powietrze ustami i ręką bardziej oddaloną od blondyna złapała go za rękę – również w odruchu. Teraz to już w ogóle serce biło jej jak szalone i oddech miała płytki…

– Ooo rany, chyba musze patrzeć jak chodzę – wymamrotała przy mknęła na chwilę oczy. – Dzięki, uratowałeś moje kolana – obróciła się do niego i uśmiechnęła pogodnie po czym spojrzała na winowajcę tego zamieszania – czyli grubą gałąź i nawet kopnęła ją lekko. – To był jawny zamach! – poskarżyła się, zupełnie tak nie uważając.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#18
11.05.2024, 23:13  ✶  
– Na dłuższą metę jest zbyt głośny – zgodził się Cathal. Może to był jeden z powodów, dla których nie pozbył się domku matki, chociaż Little Hangleton kojarzyło mu się z dziedzictwem Gauntów, a on miał niewielkie mieszkanie przy Horyzontalnej. Miasto oznaczało nadmiar bodźców: hałasów, obrazów, zapachów. Lubił takie miejsca odwiedzać, bo to była odmiana i zawsze pojawiało się coś nowego. Stałe przebywanie w nich jednak niekiedy przeciążało jego umysł, utrudniało skupienie, w pamięci naznaczonej chorobą zapisywało się zbyt wiele rzeczy.
W tej chwili i Cathal myślał o Ginny, ale prawdopodobnie zupełnie nie tak, jak opleciona fioletem Windermere kobieta by chciała. O ile zawsze miał ją za inteligentną, zabawną, może trochę zbyt dobrą i nie nudną, a Cathal wielu ludzi miał za nudnych i mało interesujących, to w tej chwili zastanawiał się tylko nad tym, w jaki sposób przeprowadzi swoje zdradzieckie plany. Bo w to, że jakieś miała, nie wątpił. I dużą część jego umysłu pochłaniało układanie strategii, jak zareagować, a najlepiej: w jaki sposób temu zapobiec. Wszystko, co mówiła, wszystko, co robiła, przetwarzał teraz po swojemu – co z tego, że zwykle interesowała się różnymi rzeczami, teraz jej zainteresowanie Vesperą musiało wskazywać na coś złego… Gdzieś w głowie tkwiła wciąż myśl o głębokich wodach jeziora, o tym, że gdyby użyć zaklęć, być może nigdy nie znaleziono by jej ciała, ale nie poddał się jej: mimo tego, że Ginewra postanowiła zdradzić, nie chciał mieć na rękach jej krwi.
Ale musiał przeszukać jej namiot. Porozmawiać z innymi członkami ekipy.
Czy powinien zniknąć już tej, czy dopiero następnej nocy? Zbliżał się świt: nie był pewny, czy jeżeli teraz teleportuje się najpierw do Londynu, a potem do Walii, McGonagall nie zorientuje się, że została przejrzana.
– Może kiedyś w to wierzyli i chcieli wierzyć, że zło nie będzie miało do nich przystępu, jeśli sami go nie zaproszą – powiedział. Miał ochotę powiedzieć, że nie wie, że co go to obchodzi, że to mugole, mugole są głupi, ale ugryzł się w język nie tyleż z troski o jej uczucia, ale że przecież nie odezwałby się w ten sposób, gdyby nie domyślił się, że coś jest nie tak. Takie zachowanie mogłoby sprawić, że Guinevere stałaby się ostrożniejsza. A przecież planowała coś złego.
– O tak. Prawdziwy pech – stwierdził, odrobinę ironicznie. Ulysses o niczym nie mówił, a Cathal nie pytał: to była niepisana zmowa milczenia, i chociaż Shafiq domyślał się, co tkwi w tej ciszy, to nie chciał zmuszać przyjaciela, by wypowiadał pewne rzeczy na głos. Ale przynajmniej jedno małżeństwo Vespery skończyło się w sposób, w który Cathalu budził pewne wątpliwości. – Jest Rookwoodówną. Oni nie zawierają małżeństw z miłości.[/b]
Mogło to brzmieć brutalnie, zwłaszcza że mówił o rodzinie przyjaciela. Ale przecież Ulysses też nie poślubiłby dziewczyny, którą pokochał: chodziły już plotki, że ojciec szukał mu żony i omal nie wyswatano go z Malfoyówną, a nawet jeżeli Ulysses lubił Eunice, to Cathal nie widział tu szczerego uczucia.
Dziewczyna z Lithy ze swoim radosnym uśmiechem mignęła w jego życiu i znikła, jak Perseidy przemykające po niebie, rozświetlające je na moment, a potem pozostawiające głębszą ciemność.
Przytrzymał ją, ale puścił dłoń kobiety, ledwo wspomniała o zamachu.
Czy to zamach planowała?
Może naprawdę jej celem nie było tylko sprzedanie informacji o filarach, a wręcz pozbycie się go? Przejęcie w jakiś sposób wykopalisk?
– Chyba jest jeszcze trochę za ciemno na dłuższe spacery – powiedział powściągliwie. – Powinniśmy wracać.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#19
13.05.2024, 20:03  ✶  

– Głośny, jasny, ciągle w biegu – zaczęła wymieniać. – Łatwo się tam zgubić, chociaż jest tam kilka miłych kawiarni – uśmiechnęła się leciutko na wspomnienie kilku z nich, które odwiedziła tam z różnymi osobami. – Na Pokątnej pracuje moja znajoma, od niej kupuję eliksiry – potrzebne jej do pracy jako uzdrowiciel rzecz jasna. Sama nie była biegła w sztuce eliksirów, więc musiała polegać na innych.

Och nie, zdecydowanie nie chciała, by Cathal myślał o niej tak źle, jak właśnie to czynił. Nawet nie podejrzewała, nie przyszłoby to do jej głowy w najgorszych koszmarach, że mógłby ją wziąć za zdrajczynię, która zasadza się na jego dorobek pracy, naukowy i kierowniczy, gdy całkowicie świadomie oddawała mu pola i wolała stać gdzieś z boku i nie pchać się do gazet, gdy opisywano w Proroku ich znalezisko. Nie potrzebowała w Anglii rozgłosu, wolała wiedzieć, poznanie tajemnic i sekretów w zupełności jej wystarczało. Cathal mógł wrócić do Walii, by przeszukać jej namiot, ale nie znalazłby tam niczego ją obciążającego, bo rzeczywiście niczego nie planowała. Specjalnie dla nich przyjechała tu z samego Egiptu, przeniosła się, by móc z nimi pracować… A inni pracownicy… Pewnie nie powiedzieliby mu nic nadzwyczajnego; ot – że czasami zakrada się do nich pod postacią kota, albo robi nieszkodliwe żarty, tu kogoś zaczepi, tam namąci, zaśmieje się i poczęstuje w ramach rekompensaty kawą – a w obozie chyba wszyscy znali jej zdanie na tę lurę, jaką robiono w Anglii. Czasami komuś powróżyła, czasami znikała na kilka dni – ale było wiadome, że wracała odwiedzić swoich dziadków… no i tyle.

– Może… Może masz racje, może to jakaś romantyczna wizja, w której takie stwory miały nie być dla nich takie straszne, a później zrobili z tego bajkę – nie miała w tym żadnego drugiego dna, ot rozmowa o mugolach i wampirach. Przez myśl jej nie przeszło, że jej zwyczajowa paplanina była jak podatny grunt dla oblepionego czernią Cathala.

– Rozumiem… Ale pomarzyć zawsze można, prawda? Że nie każda relacja w tamtym świecie jest jedynie transakcją biznesową i do głosu mogą dojść jakieś uczucia. Tego im z całego serca życzę – uśmiechnęła się, bo naprawdę nie życzyła źle Vesperze i jej wybrankowi. Może dzieci scementują ten związek, połączą ich… Bo zakładała, że to jednak o to chodzi. A jeśli tak, to może ich relacja nie była z góry ustalona i się przynajmniej lubili.

– Chyba tak – powiedziała, odwracając się na chwilę w stronę, którą ciągle szli, ale westchnęła cicho, przyznając… porażkę. To na szczęście nie był żaden konkurs, zupełnie nie myślała o tym teraz w tych kategoriach. Westchnięcie było też cichym smutkiem, że Cathal puścił jej dłoń, a ten dotyk był przecież tak miły… – Tak, chyba tak – zgodziła się i powtórzyła, odwracając się w drugą stronę. – Ale ja i tak zostanę na brzegu jak wrócimy. Chciałam zobaczyć wschód słońca – to nie była żadna tajemnica.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#20
15.05.2024, 10:23  ✶  
– Pokątna jest lepsza od niemagicznego Londynu, ale zbyt zatłoczona. Jeśli już, wolę Horyzontalną.
Chociaż i po tej ulicy rzadko godził w godzinach szczytu. Wybierał zwykle te godziny, gdy ludzie już wyszli do pracy, ale jeszcze jej nie opuszczali lub późną porą, kiedy ruch zaczynał maleć. Nie lubił nadmiaru bodźców.
– Obawiam się, że nigdy nie zrozumiem mugoli. Ale moim zdaniem szukali… sposobów na poradzenie sobie ze strachami, by nie czuć się tak bezradnymi.
Kiedyś, dawno, dawno temu, ich światy nie były tak mocno rozdzielone. Z czasem jednak odchodzili coraz bardziej i bardziej, w miarę jak rozwijał się mugolski postęp technologiczny, i jak coraz dalej krzewiło się chrześcijaństwo czy religie islamskie. Mugole magię postrzegali jako coś złego lub nieistniejącego – zaś czarodzieje wiedzieli, że są nieliczni, ale zbyt potężni, aby zostawiono ich w spokoju.
Może Cathal miałby na ten temat jakieś głębsze przemyślenia, gdyby poświęcał temu zagadnieniu więcej czasu. Starał się jednak je ignorować, choćby po to, by nie prowokować głosów w swojej głowie. Shafiq nie lubił mugoli, ale nie darzył ich też nienawiścią, za to Salazar bardzo chciał pchnąć potomka w „odpowiednią stronę”. I na tyle, na ile to było możliwe, Cathal próbował po prostu skupiać się na swoich sprawach, żyć nimi, dopóki nie sięgnie po niego szaleństwo lub złowieszcze podszepty nie zmuszą do spaczenia duszy.
Teraz Salazar milczał.
Może nawet jego zdumiewała ciemność i czerń, które nagle owinęły się wokół Cathala Shafiqa, potomka Gauntów?
– Bywasz za dobrą osobą, Ginny – powiedział, przypatrując się jej zamyślony. Brzmiała szczerze. Może naprawdę była szczera. Może chciała, aby Vespera i Perseus byli ze sobą szczęśliwi i by połączyło ich autentyczne uczucie. Chociaż ich nie znała, jego tak, a jego zdecydowała się zdradzić.
Gdyby tak nie myślał, pewnie usiadłby razem z nią na brzegu tego jeziora i patrzyliby razem na wstające słońce. Może porównywałby ten wschód do innych, jakie widział – w Egipcie, w Peru, w Irlandii, w Anglii, w Szkocji i w Walii. Może opowiedziałby jej o tym, jak wyglądał świt na hogwarckich błoniach i spytał, jak było w przypadku afrykańskiej szkoły.
Nie zrobił jednak żadnej z tych rzeczy.
Odwrócił się i odszedł, z pochmurnym wyrazem twarzy, czernią w sercu i głową pełną podejrzeń.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (3789), Guinevere McGonagall (4302), Pan Losu (78)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa