• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[lipiec 1966] Canto della sirena

[lipiec 1966] Canto della sirena
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#41
04.05.2024, 22:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.05.2024, 22:17 przez Anthony Shafiq.)  
Krótki ostrzegawczy warkot wzbudził dreszcze w ciele wgniecionego jeszcze w drzwi partnera, doskonale wyczuwalne przy tak bliskim kontakcie. Testowanie opanowania Shafiqa doprawdy mijało się z celem, ten bowiem szczątki tej postawy pozostawił dawno za drzwiami apartamentu. Kiedy Erik z absolutną bezwzględnością i rozmysłem zaczął go torturować, zupełnie jakby narzucił na nich arresto momentum, celowo tłumiąc rozgorzały na dobre ogień, celowo zmuszając do zatrzymania akcji, wtedy Anthony wciąż łapiąc oddech podjął rzeczywiście próbę wytrwała w bezruchu, w stanie pełnym napięcia i oczekiwania. Miękkie usta, gorący oddech, a nawet pozostawiona wilgoć ślizgająca się grawitacją wzdłuż linii obojczyka, wzbudzały tylko zirytowane sapnięcia i pomruki zniecierpliwienia, które jednakowoż płynnie przeszły w pełną aprobaty wokalizę przyjmującą ostrza zębów i siłę z jaką strażnik naruszał ciało tego, którego zobowiązał się chronić. Barki w odruchu odsuwały się, zdawało się, jakby chciał uniknąć bólu, wyrwać się, ale równocześnie opierając się o drzwi wypchnął biodra ku niemu, domagając się wciąż, łapczywie coraz więcej i więcej.

Gwałtowne oderwanie ssących go ust i odsunięcie się wybiło go z rytmu. Anthony był otumaniony, spragniony, jak pielgrzym który po tygodniach, miesiącach tułaczki po pustyni, w końcu dotarł do upragnionej oazy. Rozchylone wargi wilgotne zmieszaną śliną były mocno zaczerwienione gwałtownością wcześniejszych pocałunków, a zeszklone oczy przez moment błądziły po twarzy Erika, w niezrozumieniu tego czemu przestał, w niezgodzie i konflikcie z samym sobą, czy chciałby móc cały czas patrzeć na niego, czy ślepnąć w kolizji uniesienia. W końcu jednak spojrzenia zakleszczyły się na sobie wzajemnie i zaiste nie był pewien, czy czaiło się tam pytanie? Wątpliwość? Ale on, mimo że nie znał treści, mimo że żadne słowa już między nimi nie padły, to znał odpowiedź. W tamtej chwili był pewien, że jakiegokolwiek pytania by nie otrzymał, mógłby się zgodzić na wszystko. Dlatego też skinął głową, szybkim, ledwo widocznym ruchem, a wtedy Erik dopadł go po raz drugi i po raz drugi zatopił w nim swoje kły...

Świadomość pomieszczeń, holu, pokoju... to wszystko był zbytek, którego teraz został pozbawiony. Nogi ugięły się pod nim, absolutnie trzeźwy, choć całkowicie upity swoim towarzyszem pół szedł, pół był ciągnięty przez niego gdzieś. Ciągnący mógł rzeczywiście wypchnąć go na korytarz, poza prywatne przestrzenie, mógł wyjść z nim na taras, mógł zrobić z nim stanowczo zbyt wiele. Rozsądek został jednak całkowicie porzucony, a sensu nabierała wcześniejsza rozmowa o zaufaniu, wszelkie rozważania, co się stanie gdy ktoś kto ma kontrolę nad każdym aspektem swojego życia, znajdzie w końcu tę enklawę, te silne ramiona, w których do podjęcia pozostanie tylko jedna decyzja - wypuszczenia wszystkich sznurków. I tak teraz Erik stał się osią jego istnienia, a każdy centymetr jego ciała czekał w niecierpliwości, wszystkie zmysły nastawione były na odbiór drugiej osoby i nic nie miało znaczenia. Ani upadające guziki, ani impet z jakim został ciśnięty na sofę, ani fakt, że nogą potrącił stolik kawowy wywracając go i wszystko co na nim było. Nie miał znaczenia odgłos tłuczonych kieliszków, głuchy stukot i toczenie się zamkniętej butelki z winem, czy kołysząca się z łoskotem ciężka, miedziana patera z owocami. Nie miało znaczenia to, że ten który do niego dopadł, był zbyt wielki i silny, zbyt wygłodniały na okoliczności eleganckiej sofki, która nawet nie skrzypnęła ostrzegawczo, tylko wywróciła się w tył na ziemię, zrzucając z siebie obu całujących się mężczyzn na chłodną kafelkowaną podłogę tuż pod ścianą.

Anthony momentalnie wykorzystał okazję i wspiął się na swojego towarzysza, siadając na nim okrakiem i podobnie jak wcześniej maltretował żebra, tak teraz zatopił paznokcie w jego klatce piersiowej, wyznaczając pośród gęstych włosów pionowe szlaki od obojczyków, aż po wypukłe kości biodrowe. Mój, mój, jesteś dzisiaj tylko mój... można było wyczytać to z ów zagarniającego gestu, wyczytać z zamglonego spojrzenia, z gorączkowych szarpnięć palców wykorzystujących krótką chwilę przewagi na to, by zaczepić się na metalowej klamrze i w końcu wysunąć z niej skórzany pas.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#42
06.05.2024, 03:25  ✶  
Nikt nie powinien mieć kontroli nad wszystkim. To było za dużo. Tak jak teraz dla obu czarodziejów zbyt dużym wyzwaniem było wybiegnięcie myślą poza granice salonu ich wspólnego apartamentu, poza ciało pocierające o drugie ciało, jakby byli dwoma odłamkami krzemienia, które próbowały rozpalić iskrę, która wznieci wokół nich pożar. Czy pochłonie on tylko ich? A może wystąpią ofiary w formie postronnych osób trzecich? Teraz się nad tym nie zastanawiał. Nie wiedział, czy Shafiq kogoś miał, czy ktoś na niego czekał na Wyspach.

A nawet jeśli faktycznie ktoś był, to czy Longbottom powinien czuć się winny, skoro wystarczyło kilka dni delegacji, aby przegnać tę osobę z myśli dyplomaty? Może dawał sygnały, może sugerował, ale Shafiq był niewiele lepszy. Jeśli ktoś miał okazać się rano winny temu zbliżeniu, to wina była obustronna. A może w ogóle jej nie było. Bo czy to, co teraz sobie nawzajem robili, faktycznie mogło być grzechem, gdy same pocałunki wystarczyły, aby wili się w spazmach, szukając bliskości w swoich ramionach?

Ciało Longbottoma wygięło się w łuk, czemu towarzyszył zduszony jęk z erikowego gardła, gdy Anthony coraz odważniej orał paznokciami jego klatkę piersiową, jakby chciał wyrwać włoski zarostu z piersi kochanka, przebić się przez kolejne warstwy jego skóry i mięsa, aby zatopić w końcu dłonie w jego sercu. Ścisnąć je. Wywrzeć nacisk. Pokazać kontrolę. Posiąść siłą to, co Longbottom był aż nader skory podarować mu własnoręcznie na srebrnej tacy. Gdyby miał jaśniejszy umysł, zastanawiałby się, czy miał to być pokaz władzy lub dominacja.

A może Shafiq nawet w ogniu pasji kąsającego ich ciała chciał przeprowadzić kolejny test. Sprawdzić, po której stronie spektrum chciał tej nocy znaleźć się młody Brygadzista. W czym najlepiej się odnajdował? W uległości, tak typowej dla młodszych, mniej doświadczonych jednostek, a może zaczepnej stanowczości, która podjudzała go do coraz śmielszych działań? Pośród skrajności znajdował się jednak punkt równowagi: układ, w którym jedno uzupełniałoby drugie, nadrabiając doświadczeniem brak wiedzy, a entuzjazmem rozpalając wychłodzone nerwy.

Czuł przebiegający po kręgosłupie dreszcz, chociaż nie wiedział, czy wywołał go przenikliwy chłód kolorowych płytek, jakimi wyłożona była podłoga pod jego plecami, czy też dotyk palców Anthony'ego bębniących o srebrną klamerkę jego paska. Mimowolnie naparł na jego rękę biodrami, jakby domagając się większej dawki bliskości, pokonania kolejnej granicy, nawet jeśli miało nią być brzdęknięcie metalowej klamry o biało-niebieskie kafelki. Na ślepo próbował chwycić dłoń Antoniusza i skierować we właściwe miejsce.

— Nie potrzebujesz... Nie potrzebujesz cza-aa-sem pomocy? — rzucił przyciszonym głosem, łapiąc gwałtownie oddech, a nutka rozbawienia w jego własnym głosie sprawiła, że i usta wygięły się w sarkastycznym uśmiechu skrytym w ciemnościach głównego pokoju.

Nie czekając na odpowiedź, sam postanowił, że mężczyźnie to z pozoru proste zadanie zajmowało zbyt długo, toteż postanowił go jeszcze trochę pomęczyć. Podniósł się nieco i chwycił Shafiqa w pasie, dając mu złudną nadzieję, że chce pomóc mu pozbyć się dolnej części odzienia. Zamiast tego zrzucił z siebie mężczyznę, przerzucając go na bok, nieco dalej od powalonej sofy, aby zaraz znaleźć się na nim. Przeciąganie tego preludium i kuszenie Anthony'ego zdawało się wchodzić Erikowi w nawyk.

Jego dłonie spoczęły na nielicznych guzikach koszuli starszego czarodzieja, które jeszcze na niej pozostały. Przez chwilę próbował rozpiąć je jeden po drugim, jednak rozedrgane dłonie nie były sobie w stanie z tym poradzić. Sięgnął po bardziej bezpośrednią metodą i kompletnie zerwał z Antoniusza górną część odzienia. Osunął się na ciało kompana, aby zacząć wytyczać na nim szlak pocałunków, który zaczął - umyślnie - od sprzączki paska, wytyczając drogę przez podbrzusze, brzuch aż zatrzymał się na splocie słonecznym, któremu poświęcił więcej uwagi.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#43
06.05.2024, 17:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2024, 22:41 przez Anthony Shafiq.)  
Nikt nie powinien mieć kontroli nad wszystkim. Nie powinien nawet myśleć, że ją ma, bo w obliczu wielkiego koła losu, było to tylko kłamstwo, które bardzo szybko mogło być boleśnie zweryfikowane. Tak to jednak było z Anthonym, że od maleńkości pozbawiono go samodecydowania o sobie, więc gdy wywalczył sobie autonomię zębami i pazurami, nie zamierzał oddawać ani jej kawałka. Nie zamierzał, aż do tej upalnej nocy, do zderzenia dwóch światów na chłodnych kafelkach niewielkiego hotelowego saloniku.

Chłonął i uwielbiał w nim absolutnie wszystko, wrzącą skórę, kpiący uśmiech, kształt wyprężonej, oświetlonej li tylko księżycem zaglądającym przez okna tarasu sylwetki, kształt dźwięków i słów unoszących się w powietrzu, dopełniających tylko tego idealnego obrazu. Niepomny na to jak płoną mu wciąż obojczyki od dwóch zachłannych ugryzień, niepomny zderzenia z podłogą i tego, że być może jutro będą siniaki. Oby więcej, oby mocniej! Chciał wszystkiego na raz i może dobrze, że Erik znajdował upodobanie w wydłużaniu wstępnej wzajemnej eksploracji, bo w Anthonym zdecydowanie brak było jakiegokolwiek opamiętania, wysublimowanych gestów degustatora, z którego dał się poznać przed pierwsze dni ich owocnej znajomości. Gdyby od niego to zależało, pewnie nigdy nie opuściliby korytarza.

Sprzączka uderzyła o kafelki, gdy znów z przestrzeni wychynęły mocarne dłonie, zarzucając nim dalej, nieco w kierunku dywanu, wciąż jednak nie sięgając jakiegokolwiek zmiękczenia ich stanu. Głowa uderzyła o kafelki, serce waliło jak oszalałe, a wywrócona doniczka z draceną była małą, kolejną ofiarą w tej nierównej walce. Doświadczał pocałunków walcząc ze znów rosnącym zniecierpliwieniem, ale gdy Erik postanowił zatrzymać się na splocie słonecznym zaśmiał się krótko, a palce same znalazły drogę pomiędzy gęstymi włosami kochanka, łapiąc je mocno, zmuszając go do tego, by zadarł głowę i spojrzał na niego.
– A może Ty jej potrzebujesz co? Wygląda na to, że się zgubiłeś... – podniecenie splotło się z rozbawieniem, a chwilę później, być może ku zaskoczeniu Erika, nie popchnął go w dół, a pociągnął w górę, zachłanny jego ust, ale też zachłanny jego ciężaru na sobie, tarcia skóry o skórę w końcu, gdy obaj byli pozbawieni koszul. Płonął i zamarzał, w dziwnej analogii do wrażeń płynących podczas pierwszego aktu opery. Widać tak właśnie miała wyglądać jego noc, choć za nic nie zamieniłby tego stanu i gdyby musiał cofnąć się w czasie odtwarzałby punkt po punkcie zmierzch drogę, którą musieli przebyć by znaleźć się tutaj.

Zapamiętały w pocałunku, konsekwentnie szukał dywersją drogi w dolne partie drugiego ciała, zwłaszcza teraz, gdy pasek tak bezwzględnie już nie chronił do nich dostępu. Choć jedna z dłoni ukorzeniła się we włosach, nic nie przeszkadzało drugiej sunąć wzdłuż kręgosłupa w dół i podstępnie wsunąć się za graniczną linię pozostałego ubioru. Tracił oddech, galopujące serce słodko kuło go coraz bardziej, ale nic nie było w stanie przerwać tego pędu, głodu który nim zawładnął. Nie było słów, nie było mowy, tylko spragniony giętki język tańczący z drugim, poszukujące zaborcze dłonie wciąż nie mogły znaleźć najlepszego dla siebie ułożenia, a ciało dreszczem domagało się wciąż więcej i więcej.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#44
14.05.2024, 01:35  ✶  
A jednak kontrola była czymś, do czego dążyło każde żywe stworzenie. Podobnie jak dzikie zwierzęcia walczyły o dominacje, próbując wywalczyć sobie jak najwyższą pozycję w stadzie, tak, w co poniektórych kręgach to właśnie to władza nad poszczególnymi elementami swojego życia stanowiła dowód na to, jak wysoko ktoś wybił się w swoim życiu. Jak wiele zabezpieczeń i wyjść awaryjnych posiadał człowiek, kto był na jego skinienie i poddawał się jego woli bez słowa sprzeciwu. Gdy wszystko szło według planu, poczucie kontroli potrafiło przynieść prawdziwą satysfakcję.

Potrafiło jednak również sprawić, że każde odstępstwo od normy momentalnie irytowało. Chęć sprowadzenia tej jednej zmiennej do poziomu całej reszty potrafiła rozpalić najróżniejsze żądze. Czy tak właśnie działał na Anthony'ego Erik, kiedy nawet na kafelkach salonu ich wspólnego apartamentu, gdy byli półnadzy, prowadził własną grę, doprowadzając czarodzieja na skraj? Co musiałby zrobić, aby wyzwolić ogień płonący tuż pod jego skóry i pokazał mu, na co naprawdę go stać? Czy jedna noc, choć tak namiętna, była w stanie sięgnąć tak głęboko do samego jestestwa Shafiqa?

Ale jesteśmy niechlujni, pomyślał tępo, gdy gdzieś obok doniczka spadła na podłogę, dodając do całego bałaganu, jaki wokół siebie zrobili, kolejne grudki ziemi. Brakowało jeszcze, tylko żeby wybili okno i coś spalili. Och i zalali łazienkę. Wszystkie cztery podstawowe żywioł grasujące w bogato wystrojonym wnętrzu studząc ich żądze, tylko po to, aby zaraz znowu je na powrót rozpalić. Wodził ustami po skórze Anthony'ego, dochodząc powoli do wniosku, że to, że tak długo trzymali ręce przy sobie, było istnym cudem. A może był to ten mityczny ''profesjonalizm'', jaki tak ceniono w murach brytyjskiego Ministerstwa Magii?

— Och, dobrze wiem, gdzie chcę trafić — sarknął buńczucznie, oblizując wymownie dolną wargę. — Po prostu... — przerwał niespodziewanie, gdy ni stąd, ni zowąd znalazł się znów tuż przy twarzy starszego czarodzieja. Gorący oddech Erika otulił jego twarz, nim ich usta ponownie zderzyły się w pieszczocie. Oderwał się od niego na moment, łapiąc gwałtownie oddech. — Po prostu idę okrężną drogą.

Poczuł dreszcze przebiegające po jego kręgosłupie, gdy dłoń Anthony'ego zręcznie zjeżdżała coraz niżej i niżej. Instynktownie chciał unieść głowę, wygiąć się, jednak ciężka dłoń spoczywającego na jego głowie mocno mu to utrudniała. Przysunął usta do ucha Anthony'ego, szarpiąc delikatnie jego płatek.

— Powinni... Musimy... Musimy iść do mnie — zarządził z nutą desperacji w głosie. — Jestem przeko... Wiem, że mam lepszy materac. Zdecydowanie. Zdecydowanie lepszy materac.

Chaos tego zbliżenia sprawiał, że miał wrażenie, że wspólnie mogli podpalić świat i spędzić noc patrząc, jak ten wali się w posadach. Mogli oddać się desperacji własnej bliskości tu i teraz. W przedpokoju. Na balkonie. W łazience, w wannie, która spokojnie pomieściłaby jeszcze dwójkę dodatkowych partnerów. Na krawędzi świadomości Erika zaczęła jednak krążyć jedna myśl: nie chciał w pewnym momencie odpłynąć, gdy będzie po wszystkim. Nie chciał obudzić się w tym chaosie, pośród powywracanych mebli. Chciał obudzić się zakopany w pierzynach z Anthonym tuż obok.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#45
14.05.2024, 14:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2024, 06:41 przez Anthony Shafiq.)  
Czyż rzeczywiście potrzebowali więcej wsparcia żywiołów? Chłodny kamień, grudka ziemi i powietrze falujące nad nimi dopełniały tylko ich splotu. Od lat bowiem szkolnych przypisywano Anthony'emu żywioł wody, właściwy dla znaku pod którym się urodził, właściwy dla jego natury, osoby z jednej strony emocjonalnej, z drugiej potrafiącej prześlizgnąć się przez meandry rozmów, potrafiącej ukryć, zataić prawdę, skryć siebie w głębinach mrocznej toni nieświadomości. I choć to wody bał się najbardziej, to niewątpliwie pozostawała ona jego domeną. Z drugiej zaś strony nic nie musieli podpalać, bowiem Erik jawił mu się jako płomień uchwycony w ramiona, gorejący, nieprzewidywalny, dziki, dający schronienie i ból, kwintesencja energii tworzenia i destrukcji. Słoneczny bożek zwykle z oddali cieszący oko na dziennym nieboskłonie, który teraz z sykiem unoszącej się wokół nich pary, zatapiał się w chłodne górskie zdroje ukryte zbyt długo przed jego blaskiem.

Dłoń ześlizgnęła się z krzyża i wsunęła dalej, ku krzywiźnie pośladka profilowanej latami ćwiczeń, wyzwań, patroli i pościgów. Momentalnie, dla symetrii, dołączyła do niej druga dłoń, zaciskając się w zaborczym geście, choć któż był w tej sytuacji bardziej zawłaszczony, skoro oba shafiq'owe nadgarstki przyciśnięte były mocno do drugiego ciała oczywistymi ograniczeniami materiału spodni? Anthony spróbował ułożyć się inaczej pod tym słodkim ciężarem, poruszył się niespokojnie przytłoczony wrażeniem, doznaniem, niewolą i kroczącą z nią w parze wolnością odczuwania. Chciał szeptać Erikowi słowa uwielbienia, zaklinać jego piękno i doskonałość, przeklinać urok, który roztaczał, który przyciągał oszołomiony umysł na zatracenie. Nie. Chciał się droczyć, stanąć w szranki tych miłosnych tortur, przekonywać, że jego łóżko jest lepsze, a w ogóle, to gdzieś tu niedaleko głowy toczy się butelka całkiem dobrego wina, noc przecież była taka młoda. Nie. Chciał...

– Ch...chodźmy mój Heliosie... – ...zgodzić się na wszystko co powie Erik. Przecież wiedział, że przegrał te negocjacje w chwili gdy drugi mężczyzna otworzył usta, nie teraz, a tydzień temu, gdy się przywitał, uśmiechnął życzliwie jeszcze w ponurej aurze lipcowej londyńskiej duchoty. Gdy pierwszy raz w podróży powiedział coś tak okropnie głupiego, że Anthony nie wytrzymał i zaśmiał się pod nosem, a potem musiał zmierzyć się na ubitej ziemi z tym niepewnym młodzieńczym uśmiechem, przepraszającym zupełnie niepotrzebnie, szukającym walidacji, potwierdzania własnej wartości, którą przecież było widać o tu, na rozłożonej dłoni. A może przegrał gdy wyłapał te ukradkowe spojrzenia, wilgotny język na pół świadomie przesuwany po spierzchniętej wardze, palce zamykające się na wyimaginowanych włosach i to cudne zmieszanie zasłaniane butą ciskanych w niego przytyków? A może przegrał, gdy złapał go za szeroką dłoń i zrozumiał, że już nigdy nie chce jej wypuszczać, może gdy dostrzegł w tych złotych oczach strach przed karą i zrozumiał, że nienawidzi każdego, kto ów strach zasiał i go pielęgnował? Moment w którym dotknął jego rozchylonych ust, w którym zatopił palce w gęstych kosmykach był tylko niemą akceptacją nieuchronnego losu. Drogi, po której już kroczył, minuty, godziny, dni... Drogi prowadzącej do hotelowej sypialni, wśród pocałunków i cichych przekleństw na szkło z pobitych kieliszków, na zderzenie z jeszcze jedną ścianą, szczęśliwie nie tą przy której stała harfa. Ostatnie kroki, choć z pewnością nie ostatni moment, by zrezygnować i się wycofać. Byli już daleko za punktem, w którym dałoby się jeszcze zawrócić.

Obudzili się w południe, zdecydowanie bliżej seconda aniżeli prima colazione. Rozleniwieni, odrętwiali, gdzieniegdzie też posiniaczeni i podrapani, podejmowali nieśmiałe próby odnalezienia się w nowej sytuacji, próby poradzenia sobie z pierwszymi odmowami, gdy jeszcze kilka godzin temu drżało między nimi srebrzystą, nieskończoną nicią  "tak". Czy właśnie to czuł Hades, gdy nadeszła nań pełnia zrozumienia, że przyjdzie mu wypuścić najjaśniejszy skarb ze swoich dłoni? Czy właśnie ten moment był kluczowy, ta obawa, przekonanie, że ktoś tak tryskający młodością i radością, nigdy nie zechce przyjąć ciężaru życia w cieniu? Nie padła więc propozycja zobowiązania, które byłoby zbyt ryzykowne w skostniałym świecie, które mogłoby zbyt łatwo przekreślić obiecującą karierę dziedzica domu Longbottomów. Nie padło nic co mogłoby rozpocząć tę ścieżkę, choćby w niewinnym zaproszeniu na herbatę, Anthony bowiem zbyt dobrze wiedział, że nie będzie w stanie w sytuacji jeden na jeden umknąć przed grawitacją drugiego mężczyzny. Nie będzie w stanie wmawiać sobie, że nie pragnie wszystkiego... Wraz z blaskiem dnia myśli i realia stawały ością w gardle, pomimo lekkości toczonej nad stołem rozmowy, ale plan kształtował się niespiesznie. Czy właśnie to czuł Hades podsuwając ku światłu swojego istnienia rozwarty owoc granatu? Wystarczą dwa ziarna, dwie twarde pestki osłonięte słodkim miąższem, wystarczą dwa razy do roku, w ktorych mógłby odebrać go światu i, jeśli tylko wyrazi zgodę, mieć go. Mieć tylko dla siebie.

Westchnął i wypił podwójne czarne espresso, czarne i gorzkie jak widma ciążące mu na sercu, odkładając na później rozmyślania o tym jak ulżyć zrodzonej tęsknocie. Śpiew syren umilkł. Pora było im wracać.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (18367), Erik Longbottom (18293)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa