16.04.2024, 15:18 ✶
Olivia uśmiechnęła się, bo przecież o to jej dokładnie chodziło - polubiła Icarusa na tyle, na ile można było polubić obcą osobę po kilku minutach rozmowy. A żeby kogoś bardziej polubić, trzeba było z nim rozmawiać dłużej i częściej, więc... Tak, planowała tu wpadać częściej. Co prawda praca i jej plany oraz życie prywatne nie pozostawiały już tyle czasu na zabawę i pijaństwo do białego rana, ale co kilka dni... I nie do białego rana - czemu nie.
Ruda upiła mały łyk ognistej cuba libre, ale ponownie zaniosła się kaszlem. Nagle, zupełnie bez ostrzeżenia. Znowu poczerwieniała na twarzy, a w jej oczach pojawiły się łzy, będące naturalną reakcją organizmu. Prewett... Miała chyba wyjątkowy dar lub pecha do tego, by spotykać ludzi o tym nazwisku. Jeszcze nie do końca otrząsnęła się po Laurencie, ale chodziło jej po głowie, żeby posłać do niego sowę. Nie wiedziała tylko, od czego powinna zacząć, więc zwlekała, jak to ona, licząc że problem sam się rozwiąże.
- Prewett... Znasz może Laurenta? - zapytała niby od niechcenia, ale przecież jej reakcja doskonale wskazywała na to, że Laurenta, o którym mówiła, musiała znać i ona. Kusiło dodać "i jego matkę", ale w porę ugryzła się w język. Aydaya Prewett nie była osobą, o której chciała rozmawiać - nie teraz i nie kiedykolwiek. Ta egzotyczna piękność była tak jadowita, że Olivia najzwyczajniej w świecie bała się, że jakimś cudem usłyszy, że o niej wspominają, i zaraz zjawi się tutaj, w gęstych oparach perfum i elegancji. Bo taka była: piękna, elegancka, cholernie fałszywa i wszystkowiedząca. A przecież warto było wspomnieć, że Olivia rozmawiała z nią zaledwie kilka chwil, ale już wtedy poczuła, że się dusi w jej obecności. Nie, to nie były jej sfery, jej progi.
Czy Olivia flirtowała? Możliwe, chociaż bardziej wydawało się prawdopodobne, że po prostu miała taki styl bycia. Dość bezpośredni, nieprzystający na takich bankietach czy innych przyjęciach. Czy potrafiłby wyobrazić ją sobie w długiej sukni i wysokich obcasach? Czy Olivia w ogóle potrafiła w takich butach chodzić? Ubierała się co prawda kobieco, ale wygodnie i praktycznie. Włosy miała trochę roztrzepane, makijaż był, a i owszem, ale lekki, tak jakby robiła go tylko po to, by zakryć jakieś przebarwienia i pojedyncze niedoskonałości oraz podkreślić rzęsy, bo były jasne i krótkie. Raczej przypominała osobę, która po prostu żyła sobie obok i korzystała z życia, brała to co dawał los pełnymi garściami i raczej nie myślała o konsekwencjach. Ale jedno było trzeba jej oddać: bardzo dużo się uśmiechała i w tych uśmiechach zdawała się być absolutnie szczera.
- Hm. Żadna tajemnica. Pracuję w Pękatej Fiolce i po prostu robię eliksiry. Trzymają mnie na zapleczu, bo nie wybucham fiolek, ale wybucham siebie, gdy ktoś mnie denerwuje, a klienci potrafią być... Irytujący - posłała mężczyźnie niewinny uśmiech. Wątpiła, że ją znał czy w ogóle o niej słyszał. W wyższych sferach była nikim, tak po prostu. Co było dobre i w zasadzie jej nie przeszkadzało. Tak było łatwiej. - Moje nazwisko nic ci nie powie. Quirke.
Wzruszyła na dokładkę ramionami. Jeżeli Prewett orientował się w sprawach Ministerstwa Magii, to mógł ewentualnie słyszeć, że ktoś o tym nazwisku pracuje w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. I że ktoś o tym nazwisku prowadzi sklep z eliksirami - Pękatą Fiolkę. Ale... Równie dobrze to nazwisko mogło mu mówić absolutnie nic, bo rodzina Olivii była mała, nieznana i dość biedna, na przykład w porównaniu z główną linią Prewettów.
Ruda upiła mały łyk ognistej cuba libre, ale ponownie zaniosła się kaszlem. Nagle, zupełnie bez ostrzeżenia. Znowu poczerwieniała na twarzy, a w jej oczach pojawiły się łzy, będące naturalną reakcją organizmu. Prewett... Miała chyba wyjątkowy dar lub pecha do tego, by spotykać ludzi o tym nazwisku. Jeszcze nie do końca otrząsnęła się po Laurencie, ale chodziło jej po głowie, żeby posłać do niego sowę. Nie wiedziała tylko, od czego powinna zacząć, więc zwlekała, jak to ona, licząc że problem sam się rozwiąże.
- Prewett... Znasz może Laurenta? - zapytała niby od niechcenia, ale przecież jej reakcja doskonale wskazywała na to, że Laurenta, o którym mówiła, musiała znać i ona. Kusiło dodać "i jego matkę", ale w porę ugryzła się w język. Aydaya Prewett nie była osobą, o której chciała rozmawiać - nie teraz i nie kiedykolwiek. Ta egzotyczna piękność była tak jadowita, że Olivia najzwyczajniej w świecie bała się, że jakimś cudem usłyszy, że o niej wspominają, i zaraz zjawi się tutaj, w gęstych oparach perfum i elegancji. Bo taka była: piękna, elegancka, cholernie fałszywa i wszystkowiedząca. A przecież warto było wspomnieć, że Olivia rozmawiała z nią zaledwie kilka chwil, ale już wtedy poczuła, że się dusi w jej obecności. Nie, to nie były jej sfery, jej progi.
Czy Olivia flirtowała? Możliwe, chociaż bardziej wydawało się prawdopodobne, że po prostu miała taki styl bycia. Dość bezpośredni, nieprzystający na takich bankietach czy innych przyjęciach. Czy potrafiłby wyobrazić ją sobie w długiej sukni i wysokich obcasach? Czy Olivia w ogóle potrafiła w takich butach chodzić? Ubierała się co prawda kobieco, ale wygodnie i praktycznie. Włosy miała trochę roztrzepane, makijaż był, a i owszem, ale lekki, tak jakby robiła go tylko po to, by zakryć jakieś przebarwienia i pojedyncze niedoskonałości oraz podkreślić rzęsy, bo były jasne i krótkie. Raczej przypominała osobę, która po prostu żyła sobie obok i korzystała z życia, brała to co dawał los pełnymi garściami i raczej nie myślała o konsekwencjach. Ale jedno było trzeba jej oddać: bardzo dużo się uśmiechała i w tych uśmiechach zdawała się być absolutnie szczera.
- Hm. Żadna tajemnica. Pracuję w Pękatej Fiolce i po prostu robię eliksiry. Trzymają mnie na zapleczu, bo nie wybucham fiolek, ale wybucham siebie, gdy ktoś mnie denerwuje, a klienci potrafią być... Irytujący - posłała mężczyźnie niewinny uśmiech. Wątpiła, że ją znał czy w ogóle o niej słyszał. W wyższych sferach była nikim, tak po prostu. Co było dobre i w zasadzie jej nie przeszkadzało. Tak było łatwiej. - Moje nazwisko nic ci nie powie. Quirke.
Wzruszyła na dokładkę ramionami. Jeżeli Prewett orientował się w sprawach Ministerstwa Magii, to mógł ewentualnie słyszeć, że ktoś o tym nazwisku pracuje w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. I że ktoś o tym nazwisku prowadzi sklep z eliksirami - Pękatą Fiolkę. Ale... Równie dobrze to nazwisko mogło mu mówić absolutnie nic, bo rodzina Olivii była mała, nieznana i dość biedna, na przykład w porównaniu z główną linią Prewettów.