- Dobrze. Tak będę robił, Ojcze. - Krótka, jasna deklaracja, że mógł na mnie liczyć. Strach czy nie strach przed rozmowami z Nim, stawaniem z Nim twarzą w twarz... Od teraz musiałem meldować mu o wszystkim. Dokładnie tak, jak tego sobie życzył.
Nie bylem aby pewien, czy to źle, że niektórzy w naszych szeregach mieli ze sobą bliskie relacje... To trochę jak ja, Vespera oraz Ulysses. Pewnie bardziej chodziło Ojcu o spiskowanie przeciwko nam, czyli Rookwoodom, aczkolwiek to były zaledwie moje domysły. Może tak naprawdę, na dobrą sprawę, nie mógł o tym mówić głośno i liczył na moje domysły? Cóż, i tak nie byłem osobą decyzyjną, więc zamierzałem robić to, co mi zawierzono. Miałem od dziś być oczami i uszami Ojca, wszystko mu raportować. Może prawie wszystko, bo z pewnością nie zamierzałem działać przeciwko siostrze czy bratu, ale ci z kolei raczej nie mieli złych pobudek względem naszej sprawy.
Rozmowę przerwała nam anomalia. Niekontrolowany taniec natury. Taniec szaleńczy, prawdopodobnie nieokiełznany, gdyż właśnie taka bywała wspomniana natura. Obserwowałem kamyki, rośliny, które w mgnieniu oka zniszczyły perfekcyjne instalacje zaplanowane lata temu przez matkę, starannie odnawiane co roku przez skrzaty. Spodziewałem się ataku, który nie nadchodził. Różdżki nie miałem... Niestety, bo Ojciec nie wiedział, że param się magią bezróżdżkową. Kto wie? Może wcale nie będzie mi potrzebna magia? Kwiaty zdawały się po prostu rosnąć, zaś kamyki dalej trwały leniwie zawieszone w powietrzu. Nie robiły nam krzywdy.
Miałem już odetchnąć z ulgą, gdyż Ojciec sobie świetnie radził ze wstrzymaniem porostu najbliższych roślin. Miałem... Niebo przeszył jeden z pierwszych piorunów, powiało chłodem zwiastującym ulewę. Wiatr właściwie momentalnie oszalał, więc wraz z nim zaczęły wszędzie latać te lewitujące drobiny. Już nie były drobne i niewinne. Przeobraziły się w niebezpieczne pociski, ciskane przez wiatr w różnych kierunkach. Zadziałałem instynktownie. Uniosłem dłonie, niby chcąc zasłonić swoją twarz, ale tak naprawdę wspomagałem swoje umiejętności przy rzucaniu tarczy ochronnej. Takiej, co to nas ocali przed kamykami, kamieniami, ale również innymi elementami, jak gałęzie czy liście.
Sukces!
Sukces!